
– Niezbędne są zmiany legislacyjne – mówi nam rzecznik podkarpackiej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. Chodzi o cudzoziemców przyjeżdzających do Polski i zbierających grzyby na handel. Zgodnie z prawem zbieranie runa leśnego w celach przemysłowych wymaga umowy z nadleśnictwem, w praktyce służby leśne mają związane ręce.
- W podkarpackich lasach pojawiły się samochody z rumuńskimi tablicami rejestracyjnymi, które o świcie rozwożą cudzoziemców z tego kraju, by po południu zabierać ich razem z „urobkiem” – grzybami z polskich lasów.
- Mają one być na miejscu obierane, segregowane, układane w skrzynkach i eksportowane poza granice Polski.
- Zjawisko powtarza się co roku. Lasy Państwowe przekonują, że nie mają odpowiednich narzędzi, by działać.
– Zjawisko wywołuje zrozumiały odzew społeczny i zwyczajne oburzenie, bo ludzie chcą chodzić na grzyby w swoje miejsca i chcą je zbierać dla własnych potrzeb, a te zorganizowane grupy jednak budzą trochę strach i często zabierają te grzyby sprzed nosa naszym grzybiarzom – mówi nam Edward Marszałek, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie.
Przyjeżdżają zza granicy i zbierają polskie grzyby. Piechociński: odpowiedź powinna być jedna
Jak sytuacja wygląda obecnie? – Z tego, co wiem, to wczoraj było ich jeszcze wielu, ale już wyjeżdżają, ponieważ tam kończy się sezon na grzyby. Przyjeżdżają jak są grzyby, a jak nie ma, to znikają – odpowiada.
Czy służby mają narzędzia, by zapobiec zjawisku za rok?
Jak przypomniała dla Zero.pl ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, zgodnie z ustawą o lasach, do zbioru grzybów w celach przemysłowych niezbędne jest zawarcie umowy z odpowiednim nadleśnictwem, a „zbiór runa leśnego do celów gospodarczych bez takiej umowy (czyli bez uiszczenia odpowiednich opłat na rzecz Lasów Państwowych) jest nielegalny”.
1. Lasy stanowiące własność Skarbu Państwa są udostępniane, z uwzględnieniem zakazów zawartych w art. 26 i art. 30, do zbioru płodów runa leśnego:
1) na potrzeby własne;
2) dla celów przemysłowych, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3.
2. Zbiór płodów runa leśnego dla celów przemysłowych wymaga zawarcia umowy z nadleśnictwem.
Art. 27. ustawy o lasach
Czy opisywane grupy z Rumunii podpisały zatem odpowiednie umowy z nadleśnictwami? – Nie mają na pewno żadnych umów – odpowiada jednoznacznie rzecznik RDPL w Krośnie.
– Żeby podpisać te umowy, to trzeba też byłoby wiedzieć, co oznacza „zbiór do celów przemysłowych”. Myślę, że niezbędne są zmiany legislacyjne. Tak jak to jest w państwach zachodnich, tam są ustalone limity – kontynuuje.
Jak dodaje, „określenie w ustawie jest bardzo nieprecyzyjne i nie ma przepisów, które by regulowały, że za zbiór grzybów do celów przemysłowych bez umowy należy się określona sankcja”.
Służby zatem działają, ale w ograniczonym zakresie, ponieważ ogranicza ich prawo. – Działamy w granicach prawa i tyle, nic więcej ponad to – słyszymy.
Akcja służb
W ubiegłym tygodniu w gminie Dukla przeprowadzona została wspólna akcja służb: policji, Straży Granicznej, Służby Celno-Skarbowej oraz leśników.
Gangi z Rumunii, polskie grzyby i akcja służb. Znamy rezultaty
Działania były jednak ukierunkowane wyłącznie na sprawdzenie legalności pobytu grzybiarzy na terenie Polski, przestrzegania przez nich przepisów porządkowych, przepisów w ruchu drogowym, a także pod kątem osób poszukiwanych.
– Wylegitymowano 250 osób, skontrolowanych zostało ponad 60 pojazdów. Ujawniono siedem wykroczeń. Zatrzymany trzy dowody rejestracyjne pojazdów za niewłaściwy stan techniczny – mówiła Zero.pl mł. asp. Sara Bania-Nowak z policji w Krośnie.
Narodził się Ruch Obrony Grzybów
Kilka dni temu dziennikarze Kanału Zero Krzysztof Pieszko i Hubert Kłoda także ruszyli w okolice Dukli i Beskidu Niskiego, gdzie szukali śladów działalności grzybiarzy. Zamiast spektakularnego odkrycia rodem z kryminału czekały na nich skrzynki, pozostałości ognisk, śmieci i miejsca, które służą za prowizoryczne obozowiska dla zbieraczy z Rumunii.
Podczas wyprawy narodził się ROG, czyli Ruch Obrony Grzybów.
Pieszko i Kłoda próbowali ustalić, jak działają grupy z Rumunii i komu sprzedają grzyby. Rozmowy z napotkanymi osobami nie dały jednak pełnego obrazu procederu. Nie udało się jednoznacznie potwierdzić, kto odbiera grzyby ani dokąd są one później transportowane. Główną przeszkodą była bariera językowa.
Zima może uderzyć już w listopadzie. Wskazano termin ochłodzenia
Na pytania Pieszki i Kłody grzybiarze odpowiadali pojedynczymi słowami, a rozmowa przypominała momentami językową grę w kalambury. W końcu jeden z mężczyzn przeszedł na angielski i wyjaśnił, że przyjechał do pracy i opowiedział, ile się zarabia.
Jak dokładnie wyglądała grzybowa interwencja, co udało się ustalić dziennikarzom i dlaczego pościg za busem nie zakończył się wielkim finałem?
Cały materiał pt. „Gangi rumuńskich grzybiarzy przejmują polskie lasy” można obejrzeć poniżej:

