
– Idzie taka grupa i zbiera wszystko do spodu – mówi w rozmowie z Zero.pl były wicepremier i – jak sam o sobie mówi – „maniakalny grzybiarz” Janusz Piechociński. Chodzi o cudzoziemców przyjeżdzających do Polski i zbierających grzyby na handel. Jak stwierdza, „na niektórych terenach kilka autobusów potrafiło przyjechać”. Nasz rozmówca radzi, co powinni zrobić polscy grzybiarze.
- W podkarpackich lasach pojawiają się samochody z rumuńskimi tablicami rejestracyjnymi, które o świcie rozwożą cudzoziemców z tego kraju, by po południu zabierać ich razem z „urobkiem” – grzybami z polskich lasów.
- Mają one być na miejscu obierane, segregowane, układane w skrzynkach i eksportowane poza granice Polski.
- Zjawisko komentuje dla Zero.pl Janusz Piechociński.
– Zorganizowane grupy Romów przyjeżdżają ze Słowacji, z Rumunii, szczególnie na Podkarpaciu, wchodzą do lasu, zbierają grzyby i najbardziej smutne jest to, że nie sprzedają ich w polskich punktach skupu, tylko wiozą na Słowację, bo tam płacą w euro – mówi nam były wicepremier i – jak sam o sobie mówi – „maniakalny grzybiarz”.
Gangi z Rumunii, polskie grzyby i akcja służb. Znamy rezultaty
– Idzie taka grupa i zbiera wszystko do spodu. Leśnicy sygnalizowali mi w ciągu ostatnich lat takie sytuacje, że po przejściu takiej grupy, to każdy rodzaj mchu nawet jest przeryty, wręcz grabiami – kontynuuje.
Jak stwierdza, „na niektórych terenach – według mojej wiedzy i informacji od leśniczych – kilka autobusów potrafiło przyjechać”.
Szacuje, że „w tym roku było ich mniej tylko dlatego, że grzybów w Polsce było zdecydowanie mniej”.
Co powinni zrobić polscy grzybiarze?
Jak poradzić sobie z tym zjawiskiem? Co powinni zrobić polscy grzybiarze?
– Ja często w internecie wzywałem polskich grzybiarzy południowej Polski, że nie może być tak, że obcy przyjeżdżają do polskich lasów, zbierają polskie grzyby i je wywożą. Odpowiedź na to powinna być taka, że najlepsi grzybiarze powinni wesprzeć ruch grzybiarski na Podkarpaciu i powinniśmy wstać o dwie godziny wcześniej niż ci z Rumunii przyjadą – odpowiada były wicepremier.
Rumuńscy grzybiarze przejmują polskie lasy. Kanał Zero ruszył na śledztwo
Jak Januszowi Piechocińskiemu idą tegoroczne zbiory? – Mimo tego, że ten rok nie był obfity tak, jak np. 2014 r., – bo mój rekord jednodniowy to 64 kg surowego, zdrowego prawdziwka wyniesiony z lasów w okolicy Bielska Podlaskiego, dotąd nie pobity – ale na 200-300 pierogów grzybów mam zabezpieczone. Świetnie ususzone, bieluteńkie prawdziwki – opowiada nasz rozmówca.
Jak dodaje, podczas Świąt Bożego Narodzenia w rodzinie „każdy musi zjeść minimum pięć, a niektórzy nawet dziesięć i dobrze jest, kiedy wiedzą, że na odchodne jeszcze każdy po tych dziesięć sztuk do domu na śniadanie świąteczne dostanie”.
Narodził się Ruch Obrony Grzybów
Dziennikarze Kanału Zero Krzysztof Pieszko i Hubert Kłoda także ruszyli w okolice Dukli i Beskidu Niskiego, gdzie szukali śladów działalności grzybiarzy. Zamiast spektakularnego odkrycia rodem z kryminału czekały na nich skrzynki, pozostałości ognisk, śmieci i miejsca, które służą za prowizoryczne obozowiska dla zbieraczy z Rumunii.
Podczas wyprawy narodził się ROG, czyli Ruch Obrony Grzybów.
Pieszko i Kłoda próbowali ustalić, jak działają grupy z Rumunii i komu sprzedają grzyby. Rozmowy z napotkanymi osobami nie dały jednak pełnego obrazu procederu. Nie udało się jednoznacznie potwierdzić, kto odbiera grzyby ani dokąd są one później transportowane. Główną przeszkodą była bariera językowa.
Zima może uderzyć już w listopadzie. Wskazano termin ochłodzenia
Na pytania Pieszki i Kłody grzybiarze odpowiadali pojedynczymi słowami, a rozmowa przypominała momentami językową grę w kalambury. W końcu jeden z mężczyzn przeszedł na angielski i wyjaśnił, że przyjechał do pracy i opowiedział, ile się zarabia.
Jak dokładnie wyglądała grzybowa interwencja, co udało się ustalić dziennikarzom i dlaczego pościg za busem nie zakończył się wielkim finałem?
Cały materiał pt. „Gangi rumuńskich grzybiarzy przejmują polskie lasy” można obejrzeć poniżej:

