Reklama
Reklama

Reklama

Izrael uderzył w Bejrut. Nie żyje dowódca elitarnej jednostki Hezbollahu

Reklama

W izraelskim nalocie na południowe przedmieścia Bejrutu zginął Malek Balut, dowódca elitarnej formacji Hezbollahu znanej jako Siły Radwan – poinformowała francuska agencja prasowa AFP. To pierwszy atak Izraela na stolicę Libanu od czasu ogłoszenia zawieszenia broni między Izraelem a Hezbollahem.

Beirut,,Lebanon,-,January,30,,2026,-,Beirut,Aerial,View
Środowy atak był pierwszym izraelskim nalotem na Bejrut od 16 kwietnia. (fot. Shutterstock)
  • W izraelskim ataku na południowe przedmieścia Bejrutu zginął Malek Balut, dowódca elitarnych Sił Radwan.
  • Był to pierwszy izraelski nalot na stolicę Libanu od czasu zawieszenia broni z 16 kwietnia.
  • Organizacje humanitarne alarmują, że sytuacja w Libanie dramatycznie się pogarsza mimo formalnego rozejmu.

Reklama

Do nalotu doszło w środę wieczorem. Według anonimowego źródła zbliżonego do wspieranego przez Iran Hezbollahu, celem izraelskiego uderzenia było mieszkanie, w którym odbywało się spotkanie członków Sił Radwan.

Malek Balut miał być jednym z dowódców elitarnej jednostki Hezbollahu odpowiedzialnej za operacje przygraniczne i działania infiltracyjne na terytorium Izraela. Informacje o jego śmierci przekazały zarówno źródła cytowane przez AFP, jak i izraelski nadawca publiczny Kan.

Siły Radwan są uznawane za jedną z najbardziej wyspecjalizowanych formacji Hezbollahu. Izrael od lat oskarża tę jednostkę o przygotowywanie ataków transgranicznych oraz rozwijanie zdolności bojowych przy granicy z Izraelem.


Reklama

Środowy atak był pierwszym izraelskim nalotem na Bejrut od 16 kwietnia, kiedy przy mediacji Stanów Zjednoczonych uzgodniono zawieszenie broni między Izraelem a Libanem.


Reklama

Poprzednia fala izraelskich uderzeń na stolicę Libanu miała miejsce 8 kwietnia. Według lokalnych źródeł w serii nalotów, obejmujących również centrum miasta, zginęło wtedy ponad 350 osób.

Moskwa ostrzega przed „nieuchronnym odwetem”. Dyplomaci mają opuścić Kijów

ONZ alarmuje po izraelskich atakach na Liban

Atakowane południowe dzielnice Bejrutu, określane jako Dahije, są uznawane za bastion Hezbollahu. Obszar ten jest jednak gęsto zaludniony i zamieszkiwany także przez cywilów niezwiązanych z ugrupowaniem.


Reklama

Choć formalnie od połowy kwietnia obowiązuje zawieszenie broni, sytuacja na granicy izraelsko-libańskiej pozostaje napięta. Izrael regularnie przeprowadza ataki na południe Libanu oraz inne części kraju, argumentując działania koniecznością neutralizowania zagrożenia ze strony Hezbollahu.


Reklama

Z kolei wspierany przez Iran Hezbollah kontynuuje ostrzał izraelskich pozycji wojskowych oraz celów na północy Izraela.

Według danych ONZ, od czasu wejścia w życie rozejmu w izraelskich atakach na Liban zginęło co najmniej 380 osób. Libańskie ministerstwo zdrowia podaje natomiast, że od początku obecnej fazy konfliktu, czyli od 2 marca, izraelskie naloty zabiły blisko 2700 osób, a ponad 8200 zostało rannych.

Izraelska armia informowała wcześniej, że w walkach z Hezbollahem zginęło również 17 żołnierzy oraz cywil pracujący dla wojska.


Reklama

Obce drony nad Łotwą. Jeden spadł na skład ropy


Reklama

Lekarze Świata: sytuacja humanitarna w Libanie stale się pogarsza

Mimo obowiązującego od połowy kwietnia zawieszenia broni między Izraelem a Hezbollahem sytuacja humanitarna w Libanie pozostaje dramatyczna – alarmują organizacje humanitarne. Według przedstawiciela organizacji Lekarze Świata, konflikt nadal paraliżuje dostęp do pomocy medycznej, a tysiące ludzi żyją w prowizorycznych schronieniach bez podstawowego wsparcia.

Od czasu zawieszenia broni praktycznie nic się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie, sytuacja na miejscu coraz bardziej się pogarsza – powiedział na falach France Info Clément Chappe, odpowiedzialny za działania kryzysowe organizacji.

Największym problemem pozostaje ograniczony dostęp do terenów regularnie atakowanych przez izraelską armię. Utrudnia to prowadzenie działań pomocowych i dostarczanie wsparcia osobom przesiedlonym.


Reklama


Reklama

Lekarze Świata prowadzą obecnie działania w Bejrucie oraz w dolinie Bekaa. Organizacja korzysta z pięciu mobilnych punktów medycznych, które docierają bezpośrednio do miejsc, gdzie przebywają rodziny zmuszone do opuszczenia swoich domów.

W niektórych miejscowościach personel medyczny przyjmuje dziennie od 60 do 80 pacjentów w prowizorycznych namiotach. Chodzi głównie o osoby, które nie zostały objęte oficjalnym systemem pomocy i pozostają poza zorganizowanymi ośrodkami wsparcia.

Lekarze alarmują, że osoby cierpiące na choroby przewlekłe, takie jak nadciśnienie czy cukrzyca, coraz częściej tracą dostęp do leków i regularnej opieki medycznej.


Reklama