W wieku 104 lat zmarła Janina Rożecka ps. „Dora”, sanitariuszka Powstania Warszawskiego i Sprawiedliwa wśród Narodów Świata. – Ja nie ratowałam Żyda czy Niemca. Ratowałam człowieka. Gdyby drugi raz się to zdarzyło, nie wahałabym się – tak miała wspominać lata okupacji. W rozmowie z Zero.pl Rożecką wspomina dziennikarka Małgorzata Czerwińska-Buczek.

- Janina Rożecka ps. „Dora” zmarła w wieku 104 lat. Była sanitariuszką Powstania Warszawskiego w zgrupowaniu „Żaglowiec” na Żoliborzu.
- Wraz z rodziną ukrywała Żydów podczas okupacji. W 1988 r. otrzymała medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
- Wiele lat pracowała w XVI Liceum Ogólnokształcącym im. Stefanii Sempołowskiej w Warszawie. Została zapamiętana jako człowiek o wielkiej osobowości i wychowawca młodzieży.
- W rozmowie z Zero.pl Janinę Rożecką wspomina dziennikarka Małgorzata Czerwińska-Buczek.
Janina Rożecka urodziła się 6 stycznia 1922 r. w Stryju, niedaleko Lwowa. Była córką Leonii z domu Olsztyńskiej i Mieczysława Gutowskiego – oficera Wojska Polskiego, jeńca Starobielska, zamordowanego w 1940 roku w Charkowie.
Chroniła prześladowanych, ratowała życie żołnierzy
Od 1942 r. działała w konspiracji. W czasie okupacji wraz z matką i siostrą Wandą ukrywała Żydów w willi przy ulicy Felińskiego na warszawskim Żoliborzu.
Podczas Powstania Warszawskiego „Dora” służyła na Żoliborzu jako sanitariuszka w II Obwodzie Zgrupowania „Żywiciel” Armii Krajowej, w zgrupowaniu „Żaglowiec”. Świadomie wybrała tę rolę, bo studiowała medycynę i ukończyła kursy w szpitalu Dzieciątka Jezus.
Medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata
Za heroiczną działalność w czasie okupacji w 1988 roku Janina Rożecka wraz z siostrą i matką otrzymała od Instytutu Yad Vashem medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. „Ryzykując życie, aby pomóc żydowskim uchodźcom, państwo Gutowscy kierowali się miłością do bliźnich i wiarą religijną” – napisano na stronie internetowej instytutu.
Janina Rożecka została uhonorowana Krzyżem Powstańczym Londyńskim i Warszawskim, Krzyżem Kawalerskim oraz Krzyżem Partyzanckim.
Fundacja „Nie Zapomnij o Nas, Powstańcach Warszawskich” pożegnała ją słowami: „Spoczywaj w pokoju, Bohaterko”. Wśród ponad tysiąca komentarzy opublikowanych pod postem fundacji na Facebooku pojawiły się liczne wyrazy wdzięczności za jej służbę Polsce.
Ja nie ratowałam Żyda czy Niemca
W rozmowie z Zero.pl Janinę Rożecką wspomina dziennikarka Małgorzata Czerwińska-Buczek, autorka biografii: „Sanitariuszka Dora: Nie było czasu na strach”. – Znałyśmy się wiele lat. Łączyła nas wyjątkowa więź. Kiedy ponad dziesięć lat temu zmarła moja mama, nie odbierałam telefonów od nikogo. Janeczka napisała list. „Matki ci nie zastąpię, ale jeśli chciałabyś się przytulić do kogoś jak do matki, to zawsze będę czekała” – pisała. Wiedziałyśmy o sobie bardzo dużo.
– Nigdy nie segregowała ludzi według poglądów. Dla niej najpierw był człowiek, a dopiero później wszystko inne – wspomina Czerwińska-Buczek opowiadając o działalności Rożeckiej w czasie okupacji.
– Trzy kobiety mieszkały w willi przy Felińskiego. Ten dom to była twierdza. One były tak głęboko w konspiracji. Janeczka z mamą i siostrą uratowały Żydów – chłopaka i kobietę. To było bardzo trudne. Po przeciwnej stronie ulicy stacjonowały oddziały niemieckie. A nawet u nich przez jakiś czas mieszkał Niemiec – mówi dziennikarka.
– Ja nie ratowałam Żyda czy Niemca. Ratowałam człowieka. Gdyby drugi raz się to zdarzyło, nie wahałabym się – miała powiedzieć Rożecka.
Niemiecki żołnierz w powstańczym szpitalu
Małgorzata Czerwińska-Buczek opowiada niezwykłą historię z powstańczego szpitala przy ul. Śmiałej, w którym pracowała Janina Rożecka. Kiedyś przyniesiono do niego ciężko rannego niemieckiego żołnierza. Według relacji dziennikarki, leżał w szpitalu do końca Powstania i był leczony tak samo, jak polscy żołnierze.
– Był przekonany, że go zastrzelą. Ale Janeczka powiedziała: u nas rannych się nie zabija. Później jak była ewakuacja szpitala, to jego się nie dało ewakuować. To był olbrzymi mężczyzna, a ewakuacja była przez okno. – Za godzinę od naszego wyjścia zacznij krzyczeć, tylko nie wcześniej – poinstruowała Janeczka. I tak się stało – opowiada Czerwińska-Buczek.
– Kiedy później wszyscy ewakuowali się do Komorowa, przyszli niemieccy żołnierze i zapytali, gdzie jest ta sanitariuszka i lekarz ze Śmiałej. Janeczka wystąpiła. Oficer niemiecki powiedział: uratowaliście nam żołnierza, za chwilę przywieziemy tu wszystkich rannych do Komorowa. A przecież tak Niemcy nigdy by nie zrobili. Dotrzymali słowa, przyjechały transporty z rannymi – mówi.
Janina Rożecka – wychowawczyni młodzieży
Jak relacjonuje dalej Małgorzata Czerwińska-Buczek, Rożecka przez większość życia zawodowego była związana z warszawskim liceum ogólnokształcącym im. Stefanii Sempołowskiej. Zajmowała się sprawami administracyjnymi. – Mimo że nie była nauczycielką, to kolejne pokolenia uczniów opowiadały o Janeczce wręcz z miłością – mówi dziennikarka.
– Spisywałam te rozmowy do książki. Była surowa, ale niesamowicie sprawiedliwa. Autorytet i uwielbienie, którym się cieszyła, to było coś niesamowitego. Z młodzieżą jeździła na wycieczki. Chodziła z nimi na cmentarze i uczyła dbać o groby – opowiada.
Rożecką wspomina jako osobę, która nigdy nie miała „parcia na szkło”. – Janeczka była osobą, która działała, ale nie lubiła, jak jest za dużo zamieszania. Jak wyszła książka i miałyśmy promocję w Muzeum Powstania Warszawskiego, to sala była pełna. Ona była wzruszona. Później ci ludzie podchodzili i całowali ją po rękach.
