Reklama
Reklama
Reklama

Sprzęt ITD za miliony od miesięcy stoi popsuty. Naprawa kosztowałaby ułamek jego wartości

TYLKO NA

Aż 11 z 16 mobilnych jednostek diagnostycznych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego pozostaje wyłączonych z użytku z powodu awarii. Choć zakup nowoczesnego sprzętu kosztował blisko 30 mln zł, część pojazdów od miesięcy stoi w garażach. W tle toczy się spór o to, kto powinien pokryć koszty ich naprawy. Pytania budzą także statystyki dotyczące użytkowania maszyn.

kasjan10-listing
Większość mobilnych jednostek diagnostycznych zakupionych przez GITD stoi popsutych. W tle trwa spór z wykonawcą maszyn (fot. GITD / Wikimedia Commons / Adrian Grycuk)
  • 11 z 16 mobilnych jednostek diagnostycznych ITD jest obecnie niesprawnych. Część maszyn od wielu miesięcy nie wyjechała na drogi.
  • Zakup specjalistycznego sprzętu kosztował blisko 30 mln zł. Koszt naprawy wszystkich unieruchomionych stacji szacuje się na kilkadziesiąt tysięcy.
  • Pomiędzy GITD a spółką WSOP trwa spór prawny dotyczący zakresu bezpłatnej gwarancji. Sprawą zajmuje się obecnie Prokuratoria Generalna.
  • Eksperci ostrzegają, że brak kontroli na drogach z powodu drobnych oszczędności zagraża bezpieczeństwu. Długi postój grozi także degradacją akumulatorów pojazdów.
  • Równocześnie nasi rozmówcy z ITD wskazują na fikcyjne raportowanie kontroli drogowych. Stacje mają stać nierozłożone, podczas gdy w systemie wpisywane są badania.

Na początku dekady Główny Inspektorat Transportu Drogowego kupił 16 mobilnych jednostek diagnostycznych. Łączny koszt zakupu, w większości pokryty ze środków unijnych, wyniósł blisko 30 mln zł. – Dziewięć jest sprawnych, siedem jest niesprawnych – przekazał przed tygodniem w rozmowie z TVN24 Marek Konkolewski, p.o. zastępcy Głównego Inspektora Transportu Drogowego.

Czytaj także: Wakacje dla piratów. Inspektorzy drogowi mają siedzieć za biurkiem, zamiast wlepiać nowe mandaty

Tyle że się mylił. Tak naprawdę niesprawnych jest nie siedem, a 11 maszyn. Co więcej, awarie części z nich trwają od miesięcy. – Łódź stoi od trzech miesięcy. Rzeszów stoi od września. Słyszałem, że wyjechał dwa razy: raz na festyn, drugi raz na myjnię. Radom ma wyjazdy sporadyczne – usłyszało nieoficjalnie Zero.pl.

Reklama
Reklama

Na tym nie koniec. Będąca w dyspozycji Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego w Olsztynie jednostka miała w tym roku na drogi nie wyjechać ani razu, a jednostka WITD w Katowicach miała bezczynnie stać blisko rok.

Jak słyszymy, tak długi postój jednostek może rodzić poważne skutki techniczne. – Jak dostaliśmy te maszyny, to na początku w niektórych województwach one stały nieużywane przez dłuższy czas, co doprowadziło do głębokiego rozładowania akumulatorów i konieczności ich kosztownej wymiany – wskazuje inny rozmówca z ITD.

Dziś, gdy pojazdy znów miesiącami tkwią w garażach, grozi im ponowna degradacja akumulatorów i osprzętu, generując kolejne straty finansowe.

Fikcją ma być także sam sposób korzystania z jednostek. – Powiem, jak to u nas wygląda. Stacja przyjeżdża i stoi nierozłożona, a badania są wklepywane tak, jakby z niej korzystali. I jeszcze robią to tak, żeby łapało się na dwie zmiany – twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Trwa spór o to, kto powinien pokryć koszty naprawy. A jednostki stoją

GITD liczne awarie potwierdził we wtorkowym oświadczeniu. Jak tłumaczy, mają one związek ze zwiększeniem wykorzystywania mobilnych jednostek kontroli po 2024 r. – czyli po zmianie władzy w inspektoracie.

Czytaj także: Inspektorzy znikną z dróg na dwa tygodnie. „Gruby skandal”

Reklama
Reklama

W oświadczeniu czytamy: „Początkowo wskaźnik realizowanych kontroli przy pomocy Mobilnej Jednostki Diagnostycznej określono na poziomie 150 kontroli rocznie. Decyzją kierownictwa GITD, w 2024 r., radykalnie zwiększono ich wykorzystanie do poziomu ok. 600 kontroli rocznie. Po tym, jak przestały one być wykorzystywane okazjonalnie, a zaczęły być eksploatowane w trybie ciągłym, ujawniły się ich słabości, w tym awarie uniemożliwiające ich dalsze wykorzystywanie”.

Decyzję o zwiększeniu wykorzystywania maszyn podjął Artur Czapiewski, który stał na czele inspektoratu od stycznia 2024 r. do początku tego roku. – Słusznie zdecydował, że jest to tak naprawdę okazjonalne wykorzystanie sprzętu, które nie jest w pełni jego możliwości i nie pozwala na skuteczne realizowanie zadań z zakresu kontroli stanu technicznego pojazdów. Dlatego stacje zostały włączone do pełnej, codziennej służby – tłumaczy Zero.pl rzecznik instytucji Wojciech Król.

I dodaje: – Okazało się, że one są niewydolne do tak intensywnych działań. A zasadniczo właśnie do tego były przewidziane.

„Radykalny wzrost wykorzystania MJD spowodował ujawnienie ich słabości polegającej na m.in. przewymiarowaniu agregatu prądotwórczego, czego konsekwencją jest częste zapychanie się jego filtra DPF,  co uniemożliwia ich dalsze wykorzystywanie” – wskazuje GITD.

Reklama
Reklama

Jak twierdzi inspektorat, właśnie „od tego momentu wykonawca umowy, zobowiązany do bezkosztowej realizacji świadczenia napraw gwarancyjnych, pomimo prawidłowego informowania go o awariach w funkcjonowaniu MJD, zaprzestał realizacji napraw, uchylając się jednocześnie od płacenia nałożonych kar umownych”.

– Gdy wykonawca zmierzył się ze skalą tych awarii, to po prostu najpierw zaprzestał napraw, a potem płacenia kar umownych. Przez ten czas próbowaliśmy nawiązać chociaż jakiś cień współpracy, były prowadzone mediacje, ale niestety było to bezskuteczne – mówi Król.

Wykonawca jest gotowy naprawić maszyny, ale nie za darmo

Ale wykonawca, spółka WSOP, ma na ten temat inne zdanie – jest gotowy do usunięcia awarii, jednak nie w każdym przypadku bezkosztowo. Jak twierdzi, przez konflikt z GITD popadł w problemy finansowe, które zakończyły się restrukturyzacją.

Ponadto umowa zawarta została na chwilę przed wybuchem pandemii koronawirusa i niedługo przed rosyjską inwazją na Ukrainę. Oba te zdarzenia wpłynęła na wzrost cen, który przełożył się na koszt realizacji umowy. Choć spółka miała zwracać się do GITD o waloryzację cen usług zawartych w umowie, inspektorat odpowiedział negatywnie.

Czytaj także: Ściągnęli patrole ITD z dróg. Efekt? Przybyło 22 tys. zaległych spraw

Reklama
Reklama

W przesłanym Zero.pl oświadczeniu wykonawca pisze: „Absolutnie nie odmawiamy wykonywania obowiązków, które wynikają z umowy. Spór dotyczy tego, czy określone czynności powinny być wykonywane bezpłatnie. W naszej ocenie, GITD stosuje rozszerzającą interpretację dokumentacji umownej i próbuje objąć nieodpłatnym obowiązkiem również czynności, które mają charakter okresowy, obsługowy lub eksploatacyjny”.

„Spółka jest więc gotowa wykonywać również czynności dodatkowe, ale na prawidłowych zasadach zlecenia i rozliczenia. Nie można przedstawiać odmowy nieodpłatnego wykonywania usług nieobjętych, naszym zdaniem, umówionym zakresem jako odmowy serwisu w ogóle” – czytamy.

Dodatkowo o potencjalnych problemach z agregatami inspektoraty miały być informowane od początku. – Te zamontowane agregaty prądotwórcze mają bardzo dużą moc. Gdy stacja pracuje, obciążenie bywa dla nich za małe i filtry DPF nie są w stanie się wypalić. Wykonawca wyraźnie zwracał nam na to uwagę i instruował, żeby sztucznie dociążyć agregat i umożliwić wypalenie DPF-u – słyszymy nieoficjalnie w ITD.

Aktualnie sprawą zajmuje się Prokuratoria Generalna, a GITD zdecydował się wykonać naprawy jednostek w innym miejscu. – Już nie mogliśmy dłużej czekać – stwierdza rzecznik inspektoratu. WSOP zaś obciążany jest karami umownymi.

Reklama
Reklama

– GITD kolportuje w coraz liczniejszych mediach oskarżenia, że odmawiamy wykonywania usług na rzecz mobilnych jednostek diagnostycznych. Skrzętnie przy tym pomija fakt, że samo pielęgnuje od wielu miesięcy spór o to, czy określone usługi techniczne są objęte bezpłatnym wykonaniem. GITD pomija niewygodne dla siebie argumenty pobrane z dokumentacji przetargowej i twierdzi nawet, że nasze pisma nie mają wpływu na ich stanowisko – mówi Zero.pl Jarosław Cichoń, prezes WSOP.

– Dla nas to brzmi: nie interesują nas wasze argumenty, nie będziemy z wami o tym rozmawiać, ma być tak, jak my uważamy. Macie wszystko wykonywać nieodpłatnie i nie będziemy o tym dyskutować. A te zapisy przetargowe, które mówią inaczej, nas nie obchodzą i nawet do nich się nie odnosimy. Czyli „nie mamy waszego płaszcza i co nam zrobicie” – ocenia.

Zdaniem rzecznika inspektoratu, cały spór między GITD a wykonawcą wynika z braku zapisów w umowie gwarantujących serwis. Winą za to obciąża poprzednie kierownictwo, to sprzed 2024 r.

Statystyki mówią jedno, nasi rozmówcy – drugie

Z zarzutami nie zgadza się Alvin Gajadhur, który na czele inspektoratu stał w latach 2016-2024. – Już od ponad 2,5 roku nie jestem Głównym Inspektorem Transportu Drogowego i nie pamiętam dokładnych zapisów tej umowy, ale jedno jest pewne: my kupiliśmy i odebraliśmy stacje w pełni sprawne. Za moich czasów ten sprzęt działał, był intensywnie używany i nie było z nim problemów, a teraz dzieją się jakieś kompletne cyrki – mówi Zero.pl.

Reklama
Reklama

Jak twierdzi były Główny Inspektor, fakt, że sprzęt kupiony za 29 mln zł stoi i rdzewieje w garażach, to skandal, a za brak nadzoru do natychmiastowej dymisji nadaje się wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec, któremu bezpośrednio podlega ITD, oraz sam aktualny Główny Inspektor.

– Gdy kupujemy prywatny samochód, a on psuje się na gwarancji i serwis odmawia naprawy, to odstawiamy auto na rok do garażu, żeby stało i niszczało? Nie – naprawiamy samochód, żeby móc jeździć, i kierujemy sprawę do sądu. Jak można dopuścić, żeby specjalistyczny sprzęt służący poprawie bezpieczeństwa na drogach stał bezużyteczny? – pyta.

Gajadhur nie zgadza się także z zarzutami dotyczącymi niewystarczającego wykorzystania jednostek w poprzednich latach. A zdaniem aktualnych władz GITD różnice są znaczne: w 2023 r. 3511 kontroli, w 2024 r. 9620 kontroli, w 2025 r. 8006 kontroli, a do dziś w 2026 r. 3918 kontroli.

Reklama
Reklama

– Przecież większość tych jednostek stoi nieużywanych przez awarie. W mojej ocenie te statystyki mijają się z prawdą – twierdzi były szef GITD.

O możliwych niezgodnościach w statystykach słyszymy także nieoficjalnie. – Główny Inspektorat chwali się, że drastycznie zwiększono liczbę kontroli, bo rzekomo wcześniej stacje były wykorzystywane jedynie okazjonalnie, a teraz pracują pełną parą. Nic takiego nie zauważyłem. Wcześniej stacje były wykorzystywane racjonalnie – wtedy, kiedy miało to sens i były odpowiednie warunki pogodowe, a nie pod publiczkę i dla nabijania punktów – mówi jeden z naszych rozmówców.

Koszt naprawy wszystkich 11 jednostek ma wynieść łącznie kilkadziesiąt tysięcy złotych. – Przecież to jest absolutny drobiazg. Nie rozumiem, dlaczego do tej pory tego nie zlecono. To jest jakiś koszmar, jeśli tak niewiele potrzeba, by sprzęt wrócił do pracy na drogach – ocenia w rozmowie z Zero.pl Łukasz Zboralski, ekspert w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

– Moim zdaniem, mamy tu do czynienia ze szkodliwym dla nas wszystkich zaniedbaniem. Jeżeli te stacje realnie wyłapują pojazdy, które nie spełniają norm i w ogóle nie powinny mieć wbitego przeglądu, to blokowanie ich z powodu oszczędności na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych jest narażaniem ludzi na niebezpieczeństwo. Kompletny bezsens – wskazuje.

Reklama
Reklama

Może zainteresuje Cię także:

Reklama
Reklama