Na rynku hipotek będziemy świadkami ciekawego paradoksu – wynika z najnowszego raportu Narodowego Banku Polskiego o sytuacji na rynku kredytowym. Banki działające w Polsce zapowiadają, że w III kwartale zaostrzą kryteria przyznawania finansowania na zakup własnego M. Jednocześnie spodziewają się, że popyt na kredyty hipoteczne pójdzie w górę. Czy potencjalni kredytobiorcy będą mieli w najbliższym czasie pod górkę?

- Banki oczekują zaostrzenia polityki kredytowej dla kredytów mieszkaniowych – czytamy w najnowszym raporcie NBP.
- To oznacza, że poprzeczka dla szukających finansowania na zakup własnego M będzie zawieszona wyżej.
- – Ograniczenia w dostępie do kredytów mogą być bardzo różne i raczej są to rzeczy, o których się nie dowiemy – komentuje dla Zero.pl ekspert. Jednocześnie zaleca spokój i zachęca do porównywania ofert różnych banków.
- Ostatnio zaszły też spore zmiany w sposobie oceniania potencjalnych kredytobiorców przez Biuro Informacji Kredytowej.
W najnowszym raporcie NBP poświęconym sytuacji na rynku kredytowym czytamy, że w III kwartale br. (a więc w okresie od lipca do września) banki działające w Polsce oczekują zaostrzenia warunków przyznawania kredytów hipotecznych.
Polacy będą masowo zakładać nowe konta? Minister obiecuje wielkie korzyści
Banki zapowiadają zmianę w podejściu do klienta
To zmiana wobec II kwartału, kiedy to – w ocenie banków – kryteria stosowane przy udzielaniu kredytów pozostały niezmienione. Powodem była duża konkurencja w sektorze. Banki mocno walczyły ze sobą wtedy o klientów i były gotowe obniżać swoje zyski, by ich oferta była atrakcyjniejsza od innych. Skorzystali na tym kredytobiorcy, bo marże spadły.
Czy rzeczywiście w najbliższych tygodniach trudniej będzie dostać od banku pieniądze na zakup wymarzonego mieszkania? Jarosław Sadowski, dyrektor departamentu analiz w Rankomat.pl., uspokaja. – Szczegółowa analiza badania NBP pokazuje, że o zaostrzeniu warunków udzielania kredytów informowała tylko część banków, które nie mają zbyt dużego wpływu na rynek. Różnica między sumą odpowiedzi, że polityka kredytowa „zostanie znacznie złagodzona” i „zostanie nieznacznie złagodzona”, a sumą odpowiedzi „ zostanie znacznie zaostrzona” i „zostanie nieznacznie zaostrzona” to tylko minus 6 proc.
Ekspert ma radę dla starających się o kredyt hipoteczny
Załóżmy jednak, że trafiamy do banku, w którym akurat w III kwartale polityka kredytowa została zaostrzona. Jak mogą zmienić się wymagania wobec klientów dotyczące np. stażu pracy, rodzaju umowy czy wysokości zarobków?
– Ograniczenia w dostępie do kredytów mogą być bardzo różne i raczej są to rzeczy, o których się nie dowiemy – przyznaje Jarosław Sadowski.
Zarazem podkreśla: – Nie spodziewam się, aby dostęp do kredytów hipotecznych był dużo trudniejszy.
Ekspert ma też radę dla potencjalnych kredytobiorców. – Kluczowe jest zawsze sprawdzenie i porównanie ofert w kilku bankach, bez pośpiechu. Wtedy może okazać się, że nasza zdolność kredytowa wcale nie zmniejszyła się jakoś znacząco. Dotyczy to jednak kredytów z oprocentowaniem zmiennym, bo w przypadku kredytów z oprocentowaniem stałym mamy dużą zmienność. W ich przypadku dostępność i koszt może więc zależeć od tego, czy będziemy mieli szczęście i trafimy akurat na dobry moment.
Ocena w BIK – co się zmieniło?
Jeśli chodzi o zdolność kredytową, to warto też pamiętać o tym, że od lipca Biuro Informacji Kredytowej (BIK) wprowadziło nowe zasady oceny punktowej dla osób starających się o kredyt. Oczywiście sama ocena w BIK, tzw. scoring, nie wpływa na zdolność kredytową. Jarosław Sadowski zwraca jednak uwagę, że wyjątkiem jest sytuacja, gdy spadnie ona poniżej pewnego poziomu. Choć banki nie ujawniają szczegółów swojej polityki kredytowej, to doświadczenie pokazuje, że niska ocena może skutkować odmową przyznania kredytu lub znaczącą redukcją dostępnej kwoty finansowania.
Po zmianach w BIK do oceny wypłacalności klienta włączono to, jak radzi on sobie ze spłatą pożyczek pozabankowych i płatności odroczonych. Większe znaczenie mają także aktualne zobowiązania i nowe kredyty zaciągnięte w czasie poprzedzającym staranie się o hipotekę.
Z analizy Jarosława Sadowskiego wynika, że jeśli ktoś w ostatnich latach nie notował opóźnień w spłacie kredytów, to dostępna kwota kredytu hipotecznego będzie w głównej mierze zależała od trzech czynników: poziomu dochodów, wysokości posiadanego już zadłużenia oraz tego, czy posiada się dzieci (bank postrzega je jako czynnik zwiększający koszty utrzymania gospodarstwa domowego).

Wpływ dochodu na zdolność kredytową (fot. Rankomat.pl)
Z dziećmi trudniej o kredyt
I tak w przypadku pary z dochodem 15 000 zł netto miesięcznie, niespłacającej kredytów, jedno dziecko obniża dostępną kwotę kredytu z 1 249 283 zł (bez dzieci) do 1 201 874 zł, a więc aż o 47 tys. zł. Jeśli dzieci jest dwoje, to dostępna kwota kredytu spadnie do 1 027 359 zł, czyli aż o 221 tys. zł – czytamy w opracowaniu Rankomatu na podstawie danych o zdolności kredytowej dla kilku różnych kredytobiorców w banku należącym do liderów krajowego rynku hipotek.
Jeśli ktoś posiada dzieci i spłaca już różne zobowiązania, dostępna kwota kredytu zmaleje jeszcze bardziej. Posiadanie jednego dziecka oraz zobowiązań w postaci limitu 10 000 zł i miesięcznej raty 500 zł obniża dostępną kwotę kredytu do 1 070 475 zł, czyli o 178 tys. zł względem bezdzietnej pary bez długów. Z kolei przy takim samym zadłużeniu i dwójce dzieci zdolność kredytowa spada aż o 353 tys. zł, zatrzymując się na poziomie 895 960 zł.

Wpływ posiadanych kredytów i dzieci na zdolność kredytową na przykładzie pary z dochodem 15 tys. zł netto (fot. Rankomat.pl)
Przypomnijmy przy okazji, że jedną z recept na kryzys demograficzny, jakie przedstawiło Stowarzyszenie Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego, jest wyłączenie z badania zdolności kredytowej faktu posiadania dzieci. „Obniżanie zdolności kredytowej rodzinom z dziećmi, które planują powiększyć przestrzeń do życia, nakręca spiralę rezygnacji z kolejnego dziecka” – przekonują autorzy planu demograficznego, który chce forsować były premier i jego polityczne zaplecze.
Będzie trudniej, ale Polacy i tak będą szturmować banki
Chociaż banki piętrzą trudności, chętnych na kredyt nie brakuje. – Najciekawszy w ankiecie NBP jest oczekiwany przez banki wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe w III kwartale – mówi Jarosław Sadowski. – Już w II kwartale mieliśmy bowiem boom na rynku spowodowany obawami o wzrost stóp procentowych i masowym refinansowaniem kredytów ze stałym oprocentowaniem. Wydawałoby się, że ten popyt powinien się zmniejszać.
Policja ma broń przeciw nastolatkom na crossach. Rodzice szykują po 5000 zł od główki
Analityk wskazuje, że właściwie brakuje czynników, które mogłyby jeszcze bardziej wywindować popyt. – Wzrost wynagrodzeń spowolnił do niecałych 6 proc., stopy procentowe są stabilne – wylicza Jarosław Sadowski. Ale, jak zauważa, promocje są coraz większe, a gotowych mieszkań na rynku przybywa. – Deweloperzy oferują na nie różne promocje i to może być coś, co skłania do ubiegania się o kredyt.

