
Choć sytuacja Polskiej Żeglugi Bałtyckiej jest katastrofalna, to spółce udało się wypłacić zaległe wynagrodzenia. Jak mówią pływający na promach marynarze, pensje pojawiły się na ich kontach kilka dni po publikacji naszego tekstu. Wypłaty nie zmieniły jednak nastrojów w spółce. – Od pół roku tak to się ciągnie – mówi jeden z marynarzy.
- Milionowe długi, pensje wypłacane z opóźnieniem, w ratach albo niewypłacane wcale, atmosfera strachu i desperacja. Tak sytuację Polskiej Żeglugi Bałtyckiej opisywali nam marynarze, którzy pływają na promach.
- Po publikacji tekstu wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka zapewniał, że wypłata wynagrodzeń to „priorytet”. Kilka dni później na konta członków załóg wpłynęły zaległe pensje.
- Nie zmienia to jednak faktu, że spółka jest w fatalnej kondycji finansowej. Marynarze obawiają się, że w listopadzie znów dostaną na czas tylko zaliczki.
- Ministerstwo oraz zarząd PŻB zapewniają, że spółka aktualizuje plan naprawczy. Trwają również poszukiwania potencjalnego inwestora strategicznego.
Trudną sytuację na promach Polskiej Żeglugi Bałtyckiej opisywaliśmy szeroko w Zero.pl. Marynarze opowiadali nam o problemach z wypłatami, na jednym z promów doszło już do próby strajku, a statek wypłynął z portu z kilkugodzinnym opóźnieniem. Zwolniony miał zostać również jeden z kapitanów. Załogi skarżyły się, że z pracy odchodzą ci doświadczeni, a na ich miejsce przychodzą ludzie „z łapanki”. Marynarze opisywali atmosferę strachu i desperacji, a ich sytuację pogarsza fakt, że choć pływają dla państwowej polskiej firmy, to ich promy są pod banderą Bahamów, a oni mają kontrakty z cypryjską spółką.
Po publikacji tekstu wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka zapowiadał, że spółka chce jak najszybciej uregulować zaległe zobowiązania wobec załóg. – Mogę zapewnić, że Ministerstwo Infrastruktury działa tutaj wspólnie z zarządem spółki i mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dni marynarze będą mieli wypłacone środki w ramach swoich pensji. To dla nas priorytet – podkreślał. Tłumaczył też, że obecna sytuacja jest „wynikiem złych decyzji zarządczych podejmowanych w przeszłości”.
Marynarze, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzają, że na ich kontach pojawiły się zaległe pensje. Wciąż jednak obawiają się, że w listopadzie znów dostaną na czas tylko zaliczkę. – Od pół roku tak to się ciągnie – mówi jeden z marynarzy.
Pożyczka na ratunek PŻB
PŻB od lat zmaga się z problemami finansowymi. Ubiegły rok spółka zakończyła ze stratą przekraczającą 60 mln zł, w roku 2024 była ponad 58 mln zł pod kreską, a rok wcześniej – niecałe 5 mln zł. Ostatnim rokiem na plusie był 2021, gdy spółka odnotowała ponad 11 mln zł zysku. Również 2020 r. zakończyła zyskiem na poziomie 12 mln zł, ale już w 2019 straciła 41,6 mln zł, a w 2018 r. strata wyniosła blisko 11 mln zł. Nieoficjalnie pojawiają się doniesienia o długach spółki opiewających na kilkadziesiąt, a nawet sto milionów złotych. Spółka zalega nie tylko z wypłatami. Szwedzkie media donosiły, że PŻB miała zaległości w tamtejszych portach.
Jednym z kół ratunkowych dla spółki ma być finansowanie z Agencji Rozwoju Przemysłu, która łącznie przekaże PŻB 45 mln zł. Rzeczniczka prasowa ARP Katarzyna Frendl nie ujawnia jednak, jaka kwota wpłynęła już na konto spółki. „Nie publikujemy szczegółowych informacji na temat harmonogramu uruchamiania transz dla naszych klientów” – tłumaczy. I wyjaśnia, że finansowanie ma „charakter obrotowy” – ma służyć „poprawie płynności spółki oraz wsparciu jej dalszego rozwoju” – i udzielone zostało na okres do 72 miesięcy. „Ma ono pozwolić na bezpieczne przeprowadzenie kluczowych projektów, w tym wdrożenia nowej jednostki oraz dostosowania działalności do uwarunkowań rynkowych” – dodaje Frendl.
Rzeczniczka nie odpowiada również na pytanie, czy PŻB zwracała się do ARP o dodatkową, poza przyznanymi 45 mln zł, pulę środków. „Nie komentujemy informacji na temat ewentualnych dodatkowych wniosków lub rozmów z klientami” – ucina.
Ministerstwo zapewnia, że o sprzedaży mowy nie ma
Ministerstwo Infrastruktury, które sprawuje bezpośredni nadzór właścicielski nad PŻB, tłumaczyło nam, że trudna sytuacja finansowa spółki jest „konsekwencją szeregu czynników i decyzji”. Zapewniało również, że zarząd „aktualizuje plan naprawczy”, a w resorcie nie ma mowy o prywatyzacji spółki.
Receptą na problemy Polskiej Żeglugi Bałtyckiej miało być także powołanie spółki Polsca, czyli sojuszu trzech polskich armatorów. PŻB, ze swoją marką Polferries, połączyła siły z Polską Żeglugą Morską, czyli marką Unity Line, a także z EuroAfricą. Właśnie pod logiem Polsca w pierwszy rejs wypłynął gigant Jantar Unity, a wkrótce dołączy do niego Bursztyn Unity. Rząd chwalił się, że najnowocześniejsze promy na Bałtyku należą do polskich spółek, a konkretnie do UnityLine.
Czytaj też: Marynarze bez pensji. Wiceminister obiecuje pieniądze, PiS idzie do prokuratury
– Powołano spółkę, która ma zarządzać całą flotą polskich armatorów, tak, by nie było między nimi bratobójczej walki, a współpraca – tłumaczył nam wiceminister Arkadiusz Marchewka. I wyliczał, że poza tym rozszerzona została siatka połączeń, a rząd zainwestował ponad 1,3 mld zł w budowę nowych promów. – Dzięki temu od stycznia pływa już nowy prom Jantar, a w połowie listopada ruszy kolejna jednostka – Bursztyn. Wraz z zakończeniem jego budowy rozpoczęła się budowa trzeciego promu – zapowiadał.
– Pracujemy też nad znalezieniem inwestora strategicznego dla PŻB, dążąc do tego, aby spółka została dzięki temu wzmocniona, pozostając jednocześnie w zasobach Skarbu Państwa. To wszystko, wraz z zastrzykiem gotówki z Agencji Rozwoju Przemysłu (spółka dostała 45 mln zł – red.), który służy stabilizowaniu bieżącej płynności, ma poprawić sytuację finansową PŻB. Niezależnie od tego, zaległości, które narastały wobec kooperantów, muszą zostać spłacone – dodawał wiceminister.
W te zapewnienia nie wierzą jednak marynarze, a związkowcy mówią nam, że żaden z nich nie widział założeń planu naprawczego. Równie niewiele związkowcy i marynarze wiedzą o „strategicznym inwestorze”, o którym od pewnego czasu oficjalnie mówią przedstawiciele ministerstwa. Także powołanie spółki Polsca wzmogło na promach PŻB niepokój, a marynarze twierdzą, że PŻB jest „ucinane” i obawiają się, że armator może zostać sprzedany. Taki scenariusz stanowczo jednak wyklucza Ministerstwo Infrastruktury.
Posłowie PiS natomiast złożyli do prokuratury zawiadomienie na – jak tłumaczyła posłanka Arciszewska-Mielewczyk – „nieudolny nadzór wiceministra Marchewki nad Polską Żeglugą Bałtycką”.

