
– To dla nas priorytet – tak o wypłacie zaległych wynagrodzeń marynarzy Polskiej Żeglugi Bałtyckiej mówi Zero.pl wiceminister infrastruktury, Arkadiusz Marchewka. Jak dodaje, ma nadzieję, że pieniądze w ciągu kilku dni trafią na konta członków załóg. Reakcja MI to pokłosie naszego tekstu, w którym opisujemy zapaść finansową polskiego armatora i tragiczną sytuację pracowników. Tymczasem posłowie PiS składają w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.
- – Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dni marynarze Polskiej Żeglugi Bałtyckiej będą mieli wypłacone środki w ramach swoich pensji – mówi Zero.pl wiceminister infrastruktury, Arkadiusz Marchewka.
- Resort zapewnia, że prowadzone są działania zmierzające do ustabilizowania sytuacji finansowej w PŻB. Spółka przynosi wielomilionowe straty.
- MI ocenia, że obecne problemy to efekt złych decyzji zarządczych z czasów poprzednich rządów. – Złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy – odpowiada posłanka PiS Iwona Arciszewska-Mielewczyk. I zapowiada zawiadomienie do prokuratury na nieudolny nadzór nad PŻB.
Stan państwowej spółki Polska Żegluga Bałtycka jest krytyczny. Przedsiębiorstwo notuje dziesiątki milionów złotych strat i ma zalega z wypłatami dla załóg promów. Ministerstwo Infrastruktury deklaruje, że zarząd aktualizuje plan naprawczy, jednak marynarze są pełni obaw. Zwracają też uwagę na ich skomplikowany status prawny wynikający z pracy pod obcą banderą.
Czytaj więcej: Podbój Bałtyku bez pensji. Bunt na promach Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. „Jest tragicznie”
Zaległe pensje marynarzy z polskich promów. Wiceminister zabiera głos
Po publikacji naszego tekstu i sygnałach od marynarzy, którzy od początku roku nie mogą doczekać się terminowych wypłat, wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka powiedział nam, że spółka chce jak najszybciej uregulować zaległe zobowiązania wobec załóg.
– Mogę zapewnić, że MI działa tutaj wspólnie z zarządem spółki i mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dni marynarze będą mieli wypłacone środki w ramach swoich pensji. To dla nas priorytet.
Wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka dla Zero.pl
Pytanie, co robić, aby sytuacja z zaleganiem wypłat się nie powtarzała. Nie jest o to łatwo, biorąc pod uwagę wyniki finansowe. Ubiegły rok Polska Żegluga Bałtycka zakończyła ze stratą ponad 60 mln zł, w 2024 r. rozmiar straty przekroczył 58 mln zł, a w 2023 r. spółka była niecałe 5 mln zł pod kreską.
Wiceszef MI: Seria złych decyzji zaszkodziła PŻB
– Sytuacja, z którą mamy do czynienia, jest wynikiem złych decyzji zarządczych podejmowanych w przeszłości – tłumaczy Zero.pl wiceminister Marchewka.
– W 2022 r. miały miejsce trzy wydarzenia, które zdestabilizowały spółkę. Pierwsze to podpis ówczesnego ministra odpowiedzialnego za gospodarkę morską (Marka Gróbarczyka – red.) pod zgodą na budowę alternatywnego terminala w Świnoujściu, gdzie weszła konkurencja zagraniczna, Finnlines. Zabrali oni dużą część ładunków PŻB. Druga sprawa to podpisanie umów kredytowych na zakup statków, które są bardzo drogie w eksploatacji, a trzecia – podpisanie czarteru na statek, który wymagał gigantycznych nakładów inwestycyjnych i nawet nie stał się własnością spółki.
– Skutki tych działań weszły w życie w 2024 r., więc dostaliśmy odbezpieczony granat, który w każdej chwili groził wybuchem – dodaje wiceszef MI. – Konsekwencje złych decyzji z poprzednich lat potwierdzają liczby. W 2015 r. udział polskich armatorów w przewozie ciężarówek pieniędzy Świnoujściem a Szwecją wynosił ponad 80 proc. Po ośmiu latach spadł do 57 proc. Teraz naszym celem jest nadrobienie straconego czasu i odzyskanie tego, co straciliśmy.
Odmienną optykę ma posłanka PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk, która żywo interesuje się sytuacją w spółce. Polityczka w latach 2019-2024 była prezeską zarządu Polskich Linii Oceanicznych. W Sejmie X kadencji zasiadła w Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.
Posłanka PiS mówi o skandalu w PŻB. „Serce mi krwawi”
– Złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy. To, co się dzieje w PŻB, to skandal – mówi nam posłanka. – Rozkłada się na łopatki firmę, która powinna być sztandarowym elementem rozwoju polskiej gospodarki, firmę z wielką historią. Rynek tymczasem nie znosi próżni. Jeśli z jakiejś trasy zniknie armator, od razu pojawi się tam ktoś inny. Serce mi krwawi, kiedy na to patrzę.
Arciszewska-Mielewczyk ocenia, że powołanie spółki Polsca – sojuszu polskich armatorów, do którego PŻB dołączyła w 2026 r. ze swoją marką Polferries – ma znamiona działań na szkodę spółki.
Polsca to spółka joint venture, w skład której, oprócz PŻB z marką Polferries, wchodzi bałtycki operator promowy Unity Line należący do Grupy Kapitałowej Polskiej Żeglugi Morskiej, a także spółka Hass Holding. PŻB to spółka akcyjna Skarbu Państwa, Unity Line to przedsiębiorstwo państwowe, a Hass Holding jest prywatną spółką z siedzibą na Cyprze.
– Ludzie zastanawiają się, jak można zachować autonomię w takich warunkach i czy majątek PŻB nie będzie wyprowadzany – stwierdza posłanka PiS. – To hermetyczne środowisko, spekulacje są nieuniknione. Załoga uwierzyła, że Polsca będzie remedium na ich problemy, a my od początku ostrzegaliśmy, że przez błędne zarządzanie zostanie przejęty majątek PŻB.
Wiceminister Marchewka wskazuje, że utworzenie spółki Polsca to w istocie jedno z działań ratunkowych. – Powołano spółkę, która ma zarządzać całą flotą polskich armatorów, tak, by nie było między nimi bratobójczej walki, a współpraca.
Wylicza też inne działania naprawcze: – Rozszerzyliśmy siatkę połączeń, tworząc nowe możliwości rejsów z Gdańska. Nasz rząd inwestuje w budowę nowych promów. Przeznaczyliśmy 1,3 mld zł na realizację nowych jednostek. Dzięki temu od stycznia pływa już nowy prom Jantar, a połowie listopada ruszy kolejna jednostka – Bursztyn. Wraz z zakończeniem jego budowy rozpoczęła się budowa trzeciego promu. Pracujemy też w MI nad znalezieniem inwestora strategicznego dla PŻB, dążąc do tego, aby spółka została dzięki temu wzmocniona, pozostając jednocześnie w zasobach Skarbu Państwa. To wszystko, wraz z zastrzykiem gotówki z Agencji Rozwoju Przemysłu (spółka dostała 45 mln zł – red.), który służy stabilizowaniu bieżącej płynności, ma poprawić sytuację finansową PŻB. Niezależnie od tego, zaległości, które narastały wobec kooperantów, muszą zostać spłacone.
„Gdzie te miliony?”
Posłanki Arciszewskiej-Mielewczyk to nie przekonuje, podobnie jak deklaracja, że załogi wkrótce dostaną zaległe pieniądze.
– Już słyszeliśmy, że dostaną miliony, tylko gdzie te miliony są? – pyta retorycznie. Odnosząc się do słów wiceministra Marchewki o nowych promach, przypomina, że program budowy trzech promów został rozpoczęty za czasów poprzedniego rządu. – Tak usprawiedliwia się nieudolny zarząd, który sam nie zaproponował niczego nowego, a bazuje na dokonaniach poprzedników – mówi. I dodaje:
– Jako parlamentarzyści PiS składamy zawiadomienie do prokuratury na nieudolny nadzór wiceministra Marchewki nad Polską Żeglugą Bałtycką, bo to jest po prostu zaprzepaszczenie szans rozwojowych, które tworzył minister Gróbarczyk.
– Z PŻB uciekają ludzie – podsumowuje posłanka PiS. – Każdy chce pracować, ale nie może w obecnej atmosferze zastraszania. Poza tym jak możemy oczekiwać, że będą pracować za darmo?
MI obiecuje powrót polskiej bandery
Skomplikowana sytuacja prawna marynarzy PŻB to osobna kwestia. Pytamy wiceministra Marchewkę, dlaczego pływają na promach pod banderą Bahamów, a kontrakty mają podpisane ze spółką zarejestrowaną na Cyprze. Wiceszef MI odpowiada, że „od prawie 30 lat” statki polskich armatorów pływają pod obcymi banderami.
– Jest to po prostu tańsze i spółki same przez lata dążyły w ten sposób do obniżenia kosztów prowadzenia działalności – mówi. – Nasz rząd opracował pakiet rozwiązań służących powrotowi polskiej bandery. Gwarantuje on armatorom to, że zamiast wysokiego CIT będą płacić niższy podatek tonażowy, jak np. na Cyprze czy Malcie. Ponadto dochody marynarzy pływających na promach pod polską banderą będą zwolnione z podatku PIT niezależnie od liczby dni przepracowanych w roku (dotyczyć to będzie marynarzy z państw UE i EOG). Marynarze będą też płacić preferencyjne składki na ubezpieczenie społeczne, liczone nie od wielkości zarobków, a minimalnego wynagrodzenia, co da im minimalną emeryturę, a także ubezpieczenie wypadkowe i chorobowe – bo obecnie ok. 20 tys. polskich marynarzy pływających pod polską banderą nie jest objętych ubezpieczeniem.
Czytaj też: Dowódca szwedzkiej armii ostrzega. Bałtyk wciąż kluczowy dla Rosji
– To rozwiązanie sprawia, że prowadzenie działalności żeglugowej będzie w Polsce znów opłacalne i pozwoli przywrócić biało-czerwoną na nasze statki handlowe. To proces wymagający czasu i zaczynamy go konsekwentnie realizować – deklaruje wiceminister.
Może zainteresuje Cię także:

