
Już 4 listopada wygasa kadencja wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego. Jeśli rząd i prezes banku centralnego Adam Glapiński nie zakopią wojennego topora, liczba członków zarządu NBP spadnie poniżej ustawowego minimum. Na szali ważą się losy kluczowych decyzji – w tym tego, co stanie się z naszymi ratami kredytów. – Problem jest bardzo poważny – mówi Zero.pl były członek RPP, prof. Eugeniusz Gatnar.
- Zbliża się koniec kadencji wiceprezesa Adama Lipińskiego w zarządzie NBP. Następcy brak – premier Donald Tusk nie podpisał nominacji, która uzupełniłaby wakat.
- To oznacza, że już 4 listopada liczba członków NBP spadnie poniżej minimum wymaganego ustawą. Brak kworum może wywołać prawny chaos.
- Również 4 listopada decyzję w sprawie poziomu stóp procentowych podejmie RPP. Z powodu paraliżu zarządu nie wiadomo, czy decyzja o ewentualnej zmianie stóp w ogóle wejdzie w życie.
- Stawia to pod znakiem zapytania m.in. to, jak będzie ustalane oprocentowanie kredytów.
- – Obawy o wprowadzenie w życie decyzji RPP są, moim zdaniem, zasadne – mówi Zero.pl prof. Eugeniusz Gatnar, który zasiadał w Radzie Polityki Pieniężnej w latach 2016-2022.
Od patowej sytuacji w Narodowym Banku Polskim dzielą nas dni. Już 4 listopada wygasa kadencja wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego. Przestanie on zasiadać w zarządzie banku centralnego. To dlatego – jak wynika z najnowszego schematu organizacyjnego NBP opublikowanego na stronie tej instytucji – prezes NBP Adam Glapiński objął bezpośredni nadzór nad dwoma departamentami, którymi dotychczas opiekował się Lipiński (mowa o departamentach Edukacji i Wydawnictw oraz Finansów).
Czas biegnie, kryzys w NBP coraz bliżej
Czytaj także: Trybunał Stanu dla Adama Glapińskiego. Klamka zapadła
Problem nadzoru departamentów da się jeszcze jakoś rozwiązać. Gorzej, że 4 listopada zaistnieje sytuacja bez precedensu: jeżeli wakat po Lipińskim nie zostanie uzupełniony, liczba członków zarządu spadnie poniżej poziomu wymaganego ustawą o NBP. Zgodnie z tą ustawą, w skład zarządu NBP wchodzi prezes banku centralnego oraz od sześciu do ośmiu członków, w tym dwóch wiceprezesów. Kadencja członków zarządu trwa sześć lat, a ta sama osoba nie może pełnić tej funkcji dłużej niż przez dwie kolejne kadencje.
I tu pojawia się problem. Do powołania nowego członka zarządu NBP konieczna jest współpraca trzech ośrodków władzy: wniosek składa prezes banku, nominację podpisuje prezydent, a premier musi ją zaakceptować – czyli złożyć na wniosku swój podpis (kontrasygnatę).
Premier Donald Tusk już w lutym odmówił swojej kontrasygnaty pod wnioskiem o powołanie do zarządu NBP trzech obecnych członków Rady Polityki Pieniężnej: Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego, a także Marty Kightley, byłej pierwszej wiceprezes NBP w latach 2020-2026. W październiku na biurko premiera trafił kolejny wniosek od prezydenta Karola Nawrockiego. Widniały na nim te same cztery nazwiska. Nie wiadomo, co zdecyduje tym razem szef rządu, a zegar tyka.
„Wojna na górze” uderzy w rynek finansowy
Cicha wojna między obecną koalicją rządzącą a prezesem NBP (przypomnijmy: niedawno sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej zarekomendowała postawienie Adama Glapińskiego przez Trybunałem Stanu) może wywołać prawdziwy chaos na rynku finansowym.
Przede wszystkim nie wiadomo, czy ewentualna decyzje Rady Polityki Pieniężnej o zmianie stóp procentowych będą wprowadzane w życie. RPP zbiera się na najbliższym posiedzeniu we wtorek 3 listopada, zaś 4 listopada ogłosi swój werdykt ws. poziomu stóp. W ustawie o NBP czytamy, że „ustalenia Rady podejmowane są w formie uchwał”, a uchwały te realizuje zarząd NBP, czyli wciela je w życie.
– Jeśli chodzi o najbliższe posiedzenie RPP, to nie widzę problemu – mówi Zero.pl prof. Eugeniusz Gatnar, członek RPP w latach 2016–2022, kierownik Katedry Analiz Gospodarczych i Finansowych na Wydziale Finansów Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. – Kadencja wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego upływa o północy, Rada ogłosi swoją decyzję ok. godz. 16.
– Natomiast gdyby skład zarządu NBP nie został uzupełniony do następnego posiedzenia, w grudniu, to sytuacja staje się bardzo poważna i obawy o wprowadzenie w życie decyzji RPP są, moim zdaniem, zasadne – ocenia nasz rozmówca.

Prof. Eugeniusz Gatnar, członek Rady Polityki Pieniężnej w latach 2016–2022 (fot. Paweł Supernak / PAP)
W niedawnym wywiadzie dla Zero.pl członek Rady Polityki Pieniężnej, prof. Ireneusz Dąbrowski, uspokajał, że uchwała Rady o poziomie stóp procentowych odnosi się automatycznie do banków komercyjnych, a nie jest skierowana do zarządu. – Tutaj zarząd nie jest potrzebny do niczego – zapewnił.
Czytaj więcej: Nadciąga paraliż NBP? Po neosędziach grożą nam neokredyty
Prof. Gatnar ma inne stanowisko: – To zarząd NBP realizuje politykę pieniężną, a RPP ustala tylko jej parametry, w tym m.in. wysokość stopy referencyjnej – mówi. – Artykuł 17 ustawy o NBP wyraźnie stanowi, że zarząd realizuje uchwały RPP, a decyzja o poziomie stóp podejmowana co miesiąc na posiedzeniu Rady jest uchwałą.
– Nie podzielam optymizmu członka RPP Ireneusza Dąbrowskiego, a jego interpretacja omawianej sytuacji jest dla mnie niezrozumiała – dodaje prof. Gatnar.
Coraz więcej pytań o NBP. „Problem jest bardzo poważny”
Ale kwestia stóp procentowych to nie wszystko.
– Problem jest bardzo poważny, ponieważ zarząd, realizując politykę pieniężną, prowadzi także operacje otwartego rynku, w tym emituje bony pieniężne oraz decyduje o interwencjach walutowych, które mogą być potrzebne w przypadku np. gwałtownego osłabienia polskiej waluty – mówi prof. Eugeniusz Gatnar.
W przeszłości bank centralny interweniował, gdy złoty osłabiał się zbyt gwałtownie, np. po rosyjskiej napaści na Ukrainę. Ponieważ za politykę kursową odpowiada zarząd NBP, jego niekompletny skład mógłby utrudnić podjęcie decyzji o swoistej akcji ratunkowej dla złotego. Tymczasem polska waluta w ostatnich miesiącach słabnie w związku z ucieczką rynków do tzw. bezpiecznych przystani: kurs EUR/PLN przekroczył w tym tygodniu poziom 4,40.
W sytuacji zagrożenia dla złotego alternatywą mogłyby być działania Ministerstwa Finansów, któremu zdarzało się już wpływać na kurs naszej waluty, np. poprzez wymianę na rynku euro pozyskanych w ramach funduszy unijnych. Jednak organizacyjny chaos w banku centralnym i tak odbije się na naszej gospodarce, bowiem zwiększy niepewność międzynarodowych inwestorów co do tego, jakie możliwości reakcji w sytuacjach kryzysowych będzie miał bank centralny.
Może zainteresuje Cię także:
Jeśli chodzi o wspomniane operacje otwartego rynku, czyli emitowania bonów pieniężnych, które kupują polskie banki, są one fundamentem rynku pieniężnego. NBP ściąga w ten sposób z rynku nadmiar wolnych środków w sektorze bankowym. Następnie odkupuje od banków te bony, płacąc odsetki wyliczane w oparciu o główną stopę procentową. Operacje te wpływają na krótkoterminowe stopy na rynku międzybankowym.
– Uważam, że dla dobra, dla wiarygodności Narodowego Banku Polskiego, bardzo ważne jest, żeby wakaty w zarządzie zostały uzupełnione – mówi prof. Eugeniusz Gatnar. – Ale na pewno nie powinni do niego wejść obecni członkowie RPP. Z Rady Polityki Pieniężnej się nie odchodzi. Noblesse oblige…
Ludwik Kotecki i Przemysław Litwiniuk, wskazani we wniosku, który trafił do premiera Donalda Tuska, zasiadają w RPP od stycznia 2022 r. Zostali wskazani przez ówczesną opozycję (większość senacką). Z kolei Marcin Zarzecki jest w RPP od grudnia 2025 r., a został powołany w skład tego gremium przez prezydenta Nawrockiego.
We wtorek na konferencji rzecznik rządu Adam Szłapka przekazał, że premier Tusk nie podjął jeszcze decyzji w sprawie kontrasygnaty pod wnioskami prezydenta o powołanie nowych członków zarządu NBP.

