Reklama

Odczytali dane z czarnych skrzynek. Obalają obronę Sebastiana M.

Reklama

Biegli sądowi odczytali dane z czarnej skrzynki BMW Sebastiana M. oraz z samochodu jego ofiar. – Zapisy przeczą teoriom obrony M. – poinformował Łukasz Zboralski na portalu brd24.pl. Oskarżonemu o spowodowanie wypadku na A1 grozi osiem lat więzienia.

Sebastian M. w sądzie.
Sebastian M. w sądzie. (fot. Łukasz Zboralski / Kanał Zero)
  • Jak udowadniają biegli i prokuratura, Sebastian M. jechał autostradą A1 ponad 300 km/h, zjechał ze swojego pasa, uderzył w auto rodziny i zepchnął je na barierkę.
  • Rodzina, w którą wjechał M., spłonęła w aucie.
  • Biegli odczytali już dane z rejestratora danych wypadkowych z BMW, którym jechał M., a także z auta rodziny. Łukasz Zboralski, ekspert Kanału Zero, podał na portalu brd24.pl, że dane z czarnych skrzynek przeczą temu, co mówi obrona sprawcy wypadku.

Reklama

Wypadek, do którego doszło na autostradzie A1, miał miejsce w 2023 roku, ale proces z udziałem Sebastiana M. kończy się dopiero teraz. Mężczyzna długo ukrywał się za granicą – aż do maja 2025 r., gdy został zatrzymany w Dubaju, a potem poddany ekstradycji. Jest oskarżony o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. W trakcie rozpraw wielokrotnie twierdził, że „ma czyste sumienie”, a do wypadku nie doszło z powodu jego błędów.

M. twierdzi, że podczas jazdy w kierunku Katowic auto rodziny - Kia - zjechało na jego pas.  – Nie mogłem już nic zrobić. W momencie, w którym doszło do wypadku wystrzeliły kurtyny powietrzne, przez co nic nie widziałem – tłumaczył się w sądzie. M. twierdził też, że w aucie, którym jechała rodzina, zamontowano koło dojazdowe, czyli węższy zamiennik pełnowymiarowego koła, używany awaryjnie po przebiciu opony. Według ekspertyzy zamówionej przez Sebastiana M. u prywatnej firmy, koło dojazdowe odnaleziono potem na środku drogi po wypadku. 


Reklama

Ekspert: Wersja obrony Sebastiana M. jest nieprawdziwa

Z danych, do których dotarł Łukasz Zboralski z portalu brd24.pl wynika, że wersja obrony przyjęta przez mecenasów M. jest nieprawdziwa.


Reklama

Biegli m.in. wymontowali z auta rodziny moduł Event Data Recorder (EDR), który precyzyjnie mierzy prędkość pojazdu, skręt kierownicy i inne dane aż do pięciu sekund przed wypadkiem.

„Z danych zapisanych na urządzeniu wiadomo, że prędkość, z którą podróżowała po autostradzie rodzina z małym dzieckiem wynosiła ok. 130 km/h. Druga z informacji dotyczy skrętu kół pojazdu Kia. Według źródeł brd24.pl dane z EDR wskazują, że kierowca Kii jechał prosto. Same czujniki mają jednak pewien margines błędu i wynosi on 1-2 stopnie. Przyjmując nawet, że kierowca Kii miał kierownicę delikatnie wychyloną w lewo (o dwa stopnie), to przy 130 km na godz. zjazd ze środka środkowego pasa do linii rozdzielającej pasy ruchu zająłby mu ponad dziesięć sekund i ponad kilometr. Przejechanie całą bryłą auta Kia na lewy pas ruchu zajęłoby ponad 30 sekund” - informuje Zboralski na portalu brd24.pl.

Ekspert poddawał też w wątpliwość informacje podane przez M. dotyczące przebiegu wypadku. „M. w swoim ostatnim oświadczeniu w sądzie twierdził, że kierowca Kii nagle zjechał na jego pas ruchu, tak, że on nie mógł już zareagować. To musiałoby zostać odwzorowane w EDR samochodu Kia, jako duży kąt skrętu kół. Jak wynika z informacji brd24.pl nic takiego moduł EDR tego pojazdu nie zapisał” – podsumowuje Łukasz Zboralski.


Reklama

Śledczy: Sebastian M. jechał ponad 300 km/h 

Z danych EDR zamontowanych w BMW należącego do Sebastiana M. wynika z kolei, że w momencie wypadku jechał on ponad 300 km/h.


Reklama

Zboralski w odcinku „Drogowego Zera” ujawnił, że M. poprosił prywatną firmę o przygotowanie ekspertyzy dot. wypadku. Z tego dokumentu wzięła się m.in. wersja o kole dojazdowym w Kii, przez które, według kierowcy BMW, doszło do wypadku. 

Po analizie czarnej skrzynki z BMW biegli zrekonstruowali wypadek w ten sposób, że to Sebastian M. jadąc za szybko w pewnym momencie stracił panowanie nad swoim pojazdem i że to on wjechał na sąsiedni pas, na którym podróżowała rodzinna Kia. M. podczas rozprawy mówił, że ma w ręku prywatną ekspertyzę, która mówi coś zupełnie przeciwnego niż analiza ekspertów przedstawiona przez prokuraturę – mówił Zboralski w odcinku „Drogowego Zera”. 


Reklama

Do wypadku na A1 doszło 16 marca 2023 roku. Jak podała prokuratura, Sebastian M. jechał tą drogą z prędkością 315-329 km/h. Kią podróżował Patryk, Martyna i ich syn Oliwier. BMW, które prowadził M., wjechało z ogromną siłą w rodzinne auto i zepchnęło je na barierki. 


Reklama

Sebastianowi M. został postawiony zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Gdy śledczy go stawiali, mężczyzny nie było już w kraju. Wysłano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. M. zatrzymano na lotnisku w Dubaju. Grozi mu osiem lat pozbawienia wolności. W połowie marca przesłuchano ostatnich świadków w sprawie wypadku na A1. 

 


Reklama