Reklama
Reklama
Reklama

UE finansuje służby, które ją potem szantażują. Ekspert o paradoksie polityki Brukseli

TYLKO NA

– Kraje sąsiadujące z Unią Europejską – takie jak Białoruś, Turcja, Libia, Tunezja czy Maroko – regularnie wykorzystują tzw. szantaż migracyjny do wywierania presji politycznej lub ekonomicznej na Wspólnotę – mówi w rozmowie z Zero.pl dr Karol Wilczyński z UJ. – Co ciekawe, mogą to robić paradoksalnie dzięki wsparciu ze strony UE – dodaje.

Spain's Ceuta crisis following border rush from Morocco
Migranci, którzy przedostali się do Ceuty (fot. REDUAN / PAP / EPA)
  • Aktualnie najwięcej migrantów napływa do Unii Europejskiej śródziemnomorskim szlakiem centralnym prowadzącym z Libii i Tunezji do Włoch oraz Malty.
  • Państwa sąsiadujące z Unią Europejską stosują wobec niej tzw. szantaż migracyjny. Paradoksalnie wykorzystują do tego europejskie wsparcie.
  • Ostatnia operacja w Ceucie była bezpośrednio sterowana przez marokańskie służby w odpowiedzi na hiszpańską politykę wobec Sahary Zachodniej oraz Algierii.

Ceuta. Mała hiszpańska eksklawa, wielki europejski kryzys migracyjny

Agnieszka Waś-Turecka, Zero.pl: Które szlaki migracyjne prowadzące do Europy są w tym momencie najbardziej uczęszczane?

Dr Karol Wilczyński, Centrum Studiów Migracyjnych Uniwersytetu Jagiellońskiego: Obecnie najwięcej migrantów napływa do Unii Europejskiej szlakiem śródziemnomorskim, który możemy podzielić na trzy główne odnogi. Pierwsza z nich to szlak zachodni, prowadzący przez Wyspy Kanaryjskie oraz kontynentalną Hiszpanię. Jest on wykorzystywany głównie przez osoby próbujące ominąć ścisłą kontrolę graniczną w Maroku, wypływające z Sahary Zachodniej, Mauretanii czy Senegalu.

Reklama
Reklama

Druga nitka to szlak centralny, prowadzący do Włoch i Malty z obszaru Libii i Tunezji – to obecnie najbardziej obciążony kierunek, na którym dochodzi do największej liczby prób przekroczenia granicy.

Trzecią odnogą jest szlak wschodni prowadzący do Grecji, który na ten moment charakteryzuje się najmniejszym natężeniem spośród trzech nitek południowych.

Ile osób przedostaje się tymi drogami do Unii Europejskiej?

Na każdym z tych szlaków dochodzi do kilku tysięcy prób dotarcia do Europy miesięcznie. Drobne i bardzo sporadyczne incydenty zdarzają się również na Morzu Czarnym w kierunku Rumunii.

Jak na tym tle wygląda szlak białoruski?

Na granicy białoruskiej z państwami Unii Europejskiej, przede wszystkim Polską i Litwą, natężenie ruchu jest nieporównywalnie mniejsze. Próby jej przekroczenia spadły do poziomu poniżej 100 osób miesięcznie, czyli wartości kilkudziesięciokrotnie niższej niż na południu.

Sytuacja ta wynika w dużej mierze z osłabienia i zaangażowania Rosji oraz Białorusi w wojnę w Ukrainie. Należy jednak pamiętać, że jest to szlak w pełni sterowany przez Mińsk, który w dowolnym momencie może ponownie posłużyć do sprowadzania migrantów lub inspirowania prowokacji granicznych.

Które grupy narodowościowe dominują wśród osób docierających do Unii Europejskiej?

Reklama
Reklama

W 2025 r. największe grupy osób składających wnioski o azyl w skali całej UE stanowili Wenezuelczycy, Afgańczycy i Syryjczycy. Tych pierwszych było około 90 tys., drugich – prawie 64 tys. i trzecich – około 40 tys.

Głównymi krajami docelowymi były natomiast Hiszpania, Włochy, Francja i Niemcy.

Ostatnio głośno było o wydarzeniach w Ceucie. Mówił pan o sterowaniu migracją –na granicy hiszpańsko-marokańskiej też mieliśmy z tym do czynienia?

Kraje sąsiadujące z Unią Europejską – takie jak Białoruś, Turcja, Libia, Tunezja czy Maroko – regularnie wykorzystują tzw. szantaż migracyjny do wywierania presji politycznej lub ekonomicznej.

Przykładem była niedawna operacja w Ceucie. W przeciwieństwie do standardowych prób przekraczania granicy na szlaku hiszpańskim, w Ceucie pojawiła się wielotysięczna grupa osób pochodzenia arabskiego, głównie Marokańczyków, praktycznie bez udziału migrantów z Afryki Subsaharyjskiej. Operacja ta była sterowana bezpośrednio przez marokańskie służby.

Podobny scenariusz zrealizowano pięć lat temu, gdy Maroko zezwoliło na masowe przekraczanie muru granicznego w reakcji na przyjęcie przez Hiszpanię na leczenie lidera Frontu Polisario, walczącego o niepodległość Sahary Zachodniej.

Dlaczego Maroko zdecydowało się na powtórzenie akcji?

Reklama
Reklama

Obecne napięcia wokół Ceuty mają kilka istotnych przyczyn. Po pierwsze, chodzi o spór o Saharę Zachodnią. Hiszpania, jako dawna metropolia kolonizująca te tereny do 1975 r., czuje odpowiedzialność za uchodźców z tego obszaru. Prace hiszpańskiego rządu nad przepisami przyznającymi obywatelstwo uchodźcom saharyjskim bezpośrednio uderzają w interesy Maroka, które dąży do aneksji tego terytorium.

Po drugie, istotne są kontrakty gazowe z Algierią. Działania premiera Pedro Sáncheza ukierunkowane na zacieśnienie współpracy gospodarczej i import gazu z Algierii są dla Hiszpanii kluczowe w kontekście kryzysu energetycznego, jednak naruszają interesy gospodarcze Rabatu, znajdującego się w konflikcie z Algierem.

Po trzecie, znaczenie ma presja ze strony USA. Republikański kongresmen Mario Díaz-Balart sugerował wręcz, że Ceuta i Melilla powinny trafić pod kontrolę Maroka. Szybkość reakcji polityków w Stanach Zjednoczonych na wydarzenia w Ceucie wskazuje, że Waszyngton był przygotowany na wybuch tego kryzysu i wykorzystał go do wywarcia presji na hiszpański rząd, z którym jest w konflikcie od czasu wybuchu wojny w Iranie.

W jakim celu poszczególne reżimy sięgają po szantaż migracyjny?

Motywacja różni się w zależności od regionu. Państwa Afryki Północnej, takie jak Tunezja, Libia czy Maroko, wykorzystują presję migracyjną głównie do wymuszania korzyści ekonomicznych i preferencyjnych umów handlowych.

Reklama
Reklama

Co ciekawe, mogą to robić paradoksalnie dzięki wsparciu ze strony UE. Wspólnota od lat realizuje politykę eksternalizacji zarządzania migracjami, przekazując środki, sprzęt i pojazdy służbom granicznym państw trzecich, aby te zatrzymywały migrantów na swoim terytorium. W efekcie lokalne reżimy wykorzystują zakupione za europejskie pieniądze narzędzia do późniejszego szantażowania Unii i pozyskiwania kolejnych korzyści.

A co z Turcją i Białorusią?

Tutaj mamy do czynienia ze zdecydowanie politycznym wymiarem wywierania presji. Recep Tayyip Erdoğan wielokrotnie wywoływał incydenty graniczne, chociażby na rzece Evros, wykorzystując presję migracyjną do świadomego nacisku na Grecję. W tle tych działań leżą nierozstrzygnięte spory geopolityczne wokół Cypru oraz roszczenia dotyczące wysp u wybrzeży Turcji. Dla państwa o potencjale Turcji nie chodzi tu o uzyskanie kilku milionów euro wsparcia, lecz o czystą grę polityczną.

Reklama
Reklama

Politycznie na migracji do UE zyskuje też Mińsk.

Tak. W przypadku Białorusi i wspierającej ją Rosji nadrzędnym celem jest destabilizacja wewnętrzna państw członkowskich Unii Europejskiej oraz wywieranie wpływu na ich scenę polityczną poprzez propagandę. Łukaszence wystarczy wywołanie presji zaledwie tysiącem migrantów. Mimo że taka liczba nie stanowi wyzwania wydolnościowego dla państwa polskiego, to – znając naszą scenę polityczną – z pewnością wywoła głębokie spory i pogłębi polaryzację. Część naszych polityków zazwyczaj w pełni wpisuje się w ten scenariusz nakreślony przez Łukaszenkę.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama