Reklama
Reklama
Reklama

Wzrost ataków na Ukraińców w Polsce? Zero.pl ma najnowsze dane

TYLKO NA

Czy obywatele Ukrainy padają coraz częściej ofiarą ataków w Polsce? Zero.pl ma dane Komendy Głównej Policji. Zapytaliśmy o statystyki w analogicznych okresach w latach 2024-2026. – W tej chwili każde doniesienie o przemocy, czy to polskiej w kierunku Ukraińców, czy odwrotnie, jest nośne medialnie, nośne politycznie i jest nagłaśniane – mówi politolog, prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski.

Poland,–,Polish,,Ukrainian,And,European,Union,Flags,Displayed,Together
Zero.pl zapytało Komendę Główną Policji, czy ta odnotowuje wzrost napaści na obywateli Ukrainy / zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • W ostatnich tygodniach głośno było o kilku atakach na obywateli Ukrainy, m.in. w Bielsku-Białej, Radomiu i Wrocławiu, co wywołało dyskusję o rzekomym wzroście antyukraińskiej przemocy.
  • Dane KGP nie pokazują jednak gwałtownego wzrostu liczby wszystkich przestępstw, których ofiarami są Ukraińcy. 
  • – W tej chwili każde doniesienie o przemocy, czy to polskiej w kierunku Ukraińców, czy odwrotnie, jest nośne medialnie, nośne politycznie i tak jest nagłośniane – mówi dla Zero.pl politolog, prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski.

W pierwszej połowie lipca media i internet w Polsce obiegły informacje z Bielska-Białej. Mężczyzna zaatakował słownie kilkunastoletnie dziewczynki pochodzące z Ukrainy. Wcześniej, w maju br. w Radomiu zaatakowany został młody Ukrainiec, którego zmuszano do śpiewania polskiej piosenki. Najgłośniejsza historia rozegrała się 26 lipca we Wrocławiu, gdzie para Ukraińców została zaatakowana przez grupę mężczyzn. 

Polacy chcą deportacji Ukraińców? „Sygnał licytacji PiS-u z Braunem”

Ofiary i sprawcy – dane

Zero.pl zapytało Komendę Główną Policji, czy ta odnotowuje wzrost napaści na obywateli Ukrainy. Poprosiliśmy o wykaz liczby zdarzeń z analogicznych okresów – maj, czerwiec, lipiec (okres, w którym media społecznościowe i tradycyjne pisały o atakach na ludzi o ukraińskim pochodzeniu) z lat 2024-2026. Liczba pokrzywdzonych obywateli Ukrainy w okresie od maja do lipca wyniosła odpowiednio:

Reklama
Reklama

W 2024r. – 2615

W 2025r. – 2817

W 2026r. – 2723

Należy przy tym zaznaczyć, że dane nie uwzględniają narodowości sprawców, dlatego na ich podstawie nie można ustalić, w ilu przypadkach pokrzywdzeni obywatele Ukrainy padli ofiarą przestępstw popełnionych przez obywateli Polski, a w ilu – przez osoby innej narodowości, w tym obywateli Ukrainy.

Na bardzo zbliżonym poziomie w latach 2024-2026 plasują się również przestępstwa popełniane przez obywateli Ukrainy w Polsce. Według najnowszych danych Komendy Głównej Policji liczba obywateli Ukrainy podejrzanych o popełnienie przestępstw wyniosła 9753 w 2024 r. i 10 602 w 2025 r. W pierwszym półroczu 2026 r. odnotowano 5045 takich osób.

Na koniec 2025 r. w Polsce przebywało ok. 1,68 mln obywateli Ukrainy, co oznacza, że liczba podejrzanych w 2025 r. odpowiadała około 0,63 proc. tej populacji. Dane te nie wskazują więc, by przestępczość obywateli Ukrainy stanowiła masowe zjawisko wśród tej społeczności. Trzeba również odnotować, że ten odsetek jest jedynie przybliżeniem, gdyż „podejrzany” nie oznacza osoby skazanej.

„Nie ma dużych zmian”

– Tak jak zwiększyła się po prostu istotnie liczba Ukraińców w Polsce, to statystycznie wzrosła liczba pokrzywdzonych oraz liczba podejrzanych. Jednak w ostatnich latach to nie są jakieś duże zmiany – mówi dr hab. Paweł Ostaszewski.

Reklama
Reklama

Nowa obietnica wyborcza PiS. Chodzi o deportację młodych Ukraińców

– Ukraińcy są statystycznie, uwzględniając liczbę populacji, nawet rzadziej podejrzanymi czy sprawcami przestępstw, niż Polacy, czy takie szczególnie zagrożone przestępczością grupy narodowościowe, jak na przykład Mołdawianie, czy Gruzini – dodaje kryminolog. 

Na szereg zagadnień związanych z danymi KGP w rozmowie z Zero.pl wskazuje prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski. – Nie zamierzam kwestionować danych instytucji państwa, które są powołane do tego, żeby takie dane zbierać. One są wręcz optymistyczne – mówi. 

Nauczyciel akademicki z Uniwersytetu Łódzkiego przekonuje, że w polsko-ukraińskich napięciach istnieje potencjał do wykorzystania przez Rosję. Przejawem takiej możliwości ma być właśnie podsycanie wzajemnej niechęci i wykorzystywanie pojedynczych aktów agresji.

Reklama
Reklama

– Ta atmosfera może być groźna z tego punktu widzenia, że uwiarygadnia wszelkie wzajemne prowokacje ze strony Rosji, czyli atak na Polaków upozorowany na atak ukraiński i odwrotnie – atak polski, czy atak na Ukraińców upozorowany jako atak polski – dodaje.

„Zafiksowany schemat” w mentalności 

Z kolei zdaniem prof. Kazimierza Kika w relacjach polsko-ukraińskich dużą rolę odgrywa pamięć historyczna i narodowa mentalność. – Przede wszystkim historia. Historia i konsekwencje historii dla Polski, czyli polska mentalność, jaka ukształtowała się w wyniku naszej nie najlepszej historii. Krótko mówiąc, my mamy w swojej mentalności zafiksowany schemat, że wrogów szukamy wokół siebie, a przyjaciół daleko – mówi.

– Budujemy sobie przyszłość w oparciu o nie najlepsze doświadczenia w przeszłości. Nie wyciągamy wniosków. Musimy zmienić mentalność. Musimy odwrócić to, zrobić jakiś ogólnonarodowy wysiłek intelektualny nad stopniową zmianą naszych relacji z sąsiadami. Bo jeżeli chodzi o Ukraińców, to my mamy też niedobre doświadczenia z nimi, ale uwaga – Ukraińcy też mieli niedobre doświadczenia z nami – dodaje prof. Kik.

Według prof. Żurawskiego vel Grajewskiego prezydent Karol Nawrocki miałby szansę, by ostudzić emocje i swoim działaniem doprowadzić do wyciszenia medialnych nastrojów. – Oczywiście byłoby to pożądane, tym bardziej, że prezydent cieszy się pewnym autorytetem właśnie w środowiskach prawicowych i w tym sensie apele ze strony lewicy, szeroko rozumianej – od Tuska po Razem – nie będą skuteczne, bo będą kierowane nie do tych środowisk, które ewentualnie tego typu emocje przeżywają – mówi politolog.

Reklama
Reklama

„Zginą ludzie nie 80 lat temu, tylko teraz”

– Więc myślę, że także istnieje potrzeba uspokojenia nastrojów i to nie tylko w wymiarze moralnym, bo ten jest oczywisty, ale również w wymiarze praktycznym właśnie po to, żeby rosyjskie prowokacje się nie udały. Ja tu może postaram się narysować taki bardzo poważny scenariusz, ale trzeba pamiętać, że w 1999 r.  Putin, żeby stworzyć pretekst do drugiej wojny czeczeńskiej, zdecydował się na wysadzenie bloków mieszkalnych w rosyjskich miastach, w Moskwie, w Wołgodońsku i Bujnaksku. Zginęło kilkuset obywateli rosyjskich. Nie zawahał się przed tym – przypomina politolog.

– Więc wyobrażenie, że będzie się wahał z prowokacją powiedzmy symbolicznie we Lwowie czy w Przemyślu i pod sztandarem, że we Lwowie Polacy, a w Przemyślu Ukraińcy, jest naiwnością. Nie będzie się wahał. A zatem trzeba mu wyjąć ten oręż z ręki, trzeba tę atmosferę uczynić taką, aby tego typu prowokacja była niewiarygodna, bo zginą ludzie nie 80 lat temu, tylko teraz. I to jest bardzo twarde zobowiązanie polityczne na całości aparatu państwowego i polskiego, i ukraińskiego – podsumowuje prof. Żurawski vel Grajewski.

Jak wskazują rozmówcy Zero.pl, szczególne znaczenie ma dziś to, czy napięcia między Polakami i Ukraińcami pozostaną serią incydentów, czy też zostaną wykorzystane do podsycania szerszego konfliktu natury politycznej.

Źródło: Zero.pl
Przemysław Staciwa
Przemysław StaciwaDziennikarz
Reklama
Reklama