– Znamy setki przykładów radnych, którzy z założenia mają sprawować kontrolę nad prezydentem, burmistrzem czy wójtem, a pracują w miejskich lub gminnych przedsiębiorstwach, gdzie ich bezpośrednim pracodawcą jest prezydent, burmistrz czy wójt. To patologia – mówi Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska w rozmowie z Zero.pl o nepotyzmie w państwowych i samorządowych przedsiębiorstwach.

Paweł Figurski, Zero.pl: Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun powiedział, że nie ma znajomych królika w spółkach Skarbu Państwa.
Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska: Oczywiście słyszałem tę wypowiedź. Gdy minister Balczun wypowiadał te słowa, akurat składaliśmy do sądu skargę na Orlen Administracja, który nie chce udzielić informacji, w jaki sposób zatrudniony został działacz Koalicji Obywatelskiej w charakterze prezesa tej spółki.
Ma pan jakieś wątpliwości? Pewnie był najlepszym kandydatem, a przynależność do partii rządzącej nie miała żadnego znaczenia.
Z komunikatów wynikało, że odbył się konkurs, więc pewnie tak było. My chcemy jednak zobaczyć, jak dokładnie wyglądało zatrudnienie, jakie dokumenty brano pod uwagę oraz to, jakie wynagrodzenie ostatecznie dostaje wybrany kandydat.
Orlen Administracja nie chce udzielić odpowiedzi, bo twierdzi, że jeżeli jest tzw. spółką-córką Orlenu, to ona już nie podlega zasadzie jawności.
„Każdy gdzieś musi pracować” – tak w 2024 r. prezydent Szczecina Piotr Krzystek tłumaczył zatrudnianie radnych w spółkach miejskich. Trudno się nie zgodzić z takim twierdzeniem. Dlaczego więc się czepiacie?
Znamy setki przykładów radnych, którzy z założenia mają sprawować kontrolę nad prezydentem, burmistrzem czy wójtem, a pracują w miejskich lub gminnych przedsiębiorstwach, gdzie ich bezpośrednim pracodawcą jest prezydent, burmistrz czy wójt. To patologia.
Oni zawsze – albo prawie zawsze – będą głosować zgodnie z wolą prezydenta. Nie będą pełnili tej roli, którą ma rada, czyli jego kontrolowania, bo jak mu podpadną, to wylecą z pracy.
Dlatego w wielu gminach w Polsce wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci są bezkarni.
Mieszkańcy wierzą w to, co przekazuje władza, często w gazetach wydawanych przez same samorządy. A jak do tego radni nie kontrolują tego wójta, burmistrza, prezydenta, no to mamy wizję, w której zawsze mu się wszystko udaje i wszystko wygląda pięknie. Jeżeli chcemy naprawić samorządy, to musimy mówić, że pewnych rzeczy nie można robić. Dlatego się czepiamy.

Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska (fot. Archiwum prywatne)
Nie dotyczy to tylko samorządów. „Tłuste koty z PiS, po 15 października pakujcie swoje kuwety” – mówił przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. Szymon Hołownia, myśląc o partyjnych nominatach w państwowych spółkach. A po wyborach czytaliśmy o szturmie m.in. działaczy Polski 2050 na spółki Skarbu Państwa.
Problem obserwujemy na różnych poziomach – w samorządach, w centrali, agencjach rządowych. Dotyczy to polityków, członków partii, ich rodzin. Każdej opcji politycznej, od prawa do lewa.
I to, co widzieliśmy za czasów PiS, nie zmieniło się po wyborach w 2023 r. Możemy powiedzieć, że jest tak samo. Natomiast samorządy są zawsze najbliżej nas. I też w wielu miastach widać, że ludzi to po prostu wkurza.
Drugi problem to jawność dostępu do informacji. Administracja jest na nią coraz bardziej odporna. To jest jakaś część polskiej demokracji, która budzi moje zdziwienie, że im dłużej mamy przepisy dotyczące jawności całej administracji, tym administracja jest mniej skłonna do dzielenia się informacjami. Zazwyczaj rzeczywiście wymaga to chodzenia do sądu.
I jakie tajemnice skrywają materiały, które otrzymujecie po wygranej w sądzie?
Na szczęście prawo jest dosyć jasne w tych kwestiach i działa na naszą korzyść, dlatego często takie sprawy udaje się nam wygrać.
Dowiadujemy się wtedy, jak przebiegał konkurs, jakie dokumenty analizowano, jakie wynagrodzenie po zatrudnieniu w administracji otrzymują wybrani kandydaci.
W ramach serwisu kazdymusigdziespracowac.pl chcemy zrobić mapę, by w liczbach i nazwiskach zobrazować różne powiązania polityczne nominatów. A ich jest mnóstwo. Często jest tak, że radny miejski zatrudniony jest w urzędzie marszałkowskim, bo rządzi tam ta sama partia polityczna. Albo w powiecie, albo w jakichś innych samorządowych strukturach. Po prostu to się tak wszystko przenika. Skala nepotyzmu jest przeogromna.
Pamięta pan jakiś najbardziej bezczelny przykład?
Przewodniczący komisji rewizyjnej zatrudniony w spółce komunalnej. Czyli tak naprawdę jako przewodniczący komisji rewizyjnej kontrolował prezydenta, jak ten wykonuje uprawnienia właścicielskie w spółce, a ten prezydent go kontrolował, jak on pracuje w spółce miejskiej. Pewnie niektórzy chcieliby dostać nazwiska najbardziej znanych polityków, ale naprawdę – mniej tu chodzi o nazwiska, a bardziej o praktykę. Przyznaję, że uwikłanie kogoś odpowiedzialnego za kontrolę w konszachty z prezydentem miasta poraziło mnie najbardziej.
Oburza mnie to, że ci ludzie albo udają, albo nie rozumieją, że tak nie wolno.
A jak się dowiadują, że tak nie wolno, to rezygnują?
A skąd. Bez rzeczywistego napiętnowania raczej nie czują wstydu. Choć są pozytywne przypadki, jak Wrocław, gdzie mieliśmy do czynienia ze skokiem na spółki. I tam się z czasem udało to wyczyścić. Nawet jeden radny, żeby się wybielić, pieniądze, które zarobił w spółce, przekazał darowizną na nas, na Watchdog.
Mam też nadzieję, że nasz nowy serwis, gdzie pokażemy imiona i nazwiska, opowiemy historie skąd ci ludzie są i gdzie teraz pracują, spowoduje u niektórych właściwą reakcję. Nie wierzę jednak, by było to masowe zachowanie i jestem gotowy na to, że wielu nasze działania się nie spodobają.
Co poza napiętnowaniem?
Od lat postulujemy, żeby wprowadzić całkowity zakaz zatrudniania radnych w jednostkach organizacyjnych miast i gmin, gdzie pełnią swój mandat. To powinna być interwencja ustawowa.
Ciechocinek jest chyba najlepszym przykładem miasta, gdzie konieczna jest tego typu interwencja. Tam duża część, jeśli nie połowa, radnych pracuje w jednostkach samorządowych. No przecież oni w ogóle swojego mandatu nie pełnią. To jest taka, powiedziałbym, fikcyjna rada, bo i tak się nikt burmistrzowi nie przeciwstawi.
To też jest często korupcja polityczna. Przecież wielu samorządowców po prostu kupuje sobie głosy. Jak czasami zabraknie głosu, no to damy komuś fuchę i po problemie.
Co więcej, przepisy nakazują pracodawcy zwolnić radnego na czas sesji albo posiedzenia komisji. I najczęściej w podmiotach prywatnych jest tak, że radni odpracowują ten czas. A ja się przyglądam temu, co robią radni pracujący w podmiotach publicznych. Oni się w ogóle z tym nie liczą. Po prostu wychodzą z roboty.
Choć nie mogą.
Mam teraz taką sprawę w jednym z zakładów wodociągowych. W momencie, jak zwalnia się radnego z pracy, by mógł brać udział w sesji, to obniża mu się wynagrodzenie, co wyrównuje się potem dietą radnego. No i mamy taką spółkę, która nie chce powiedzieć, czy rejestruje wyjścia radnego, kiedy on korzysta z tego uprawnienia i nie udziela informacji, czy obniża pensję.
Chyba można się domyślać, dlaczego to ukrywa.
Co jak co, ale samorządy to nam się po 1989 r. udały. Pewnie słyszał pan ten slogan.
Tak jak wspomniałem, problem dotyczy każdego szczebla i wszystkich opcji politycznych. I nic się nie zmienia, mimo zapowiedzi, po kolejnych wyborach. Natomiast na poziomie samorządowym kompletną patologią jest to, jak samorządowcy się nawzajem zatrudniają.
Chyba trafiliśmy w dobry moment, bo jak sygnalizowaliśmy, że stworzymy serwis, to bardzo dużo ludzi pisało do nas o takich samorządowcach. Widać ból i zdenerwowanie mieszkańców oraz skalę patologii.

Warszawa, 14.03.2026. Europoseł Daniel Obajtek podczas wystąpienia programowego w ramach wydarzenia „Myśląc Polska - Alternatywa 2.0: Model energetyki dla niskich cen energii w Polsce” zorganizowanego przez Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość, 14 bm. w Warszawie. (ad) PAP/Piotr Nowak (fot. Piotr Nowak / PAP)
A może to nie patologia, a konieczność? W lutym rozmawiałem z Danielem Obajtkiem, który przyznał się do stosowania nepotyzmu i kumoterstwa. Tłumaczy, że to jest kwestia chęci pracy z tymi, do których kompetencji ma się przekonanie.
Nie wierzę w to. Natomiast chętnie bym zobaczył prywatny biznes Daniela Obajtka. Niech nam swoje podejście udowodni w prywatnym przedsiębiorstwie, a nie za publiczne pieniądze.
Ta teza Daniela Obajtka jest w tym samym duchu, w którym wypowiadał się wspomniany prezydent Szczecina.
Wielu różnych polityków mówi też, że jak już ktoś popracuje pięć lat w spółce komunalnej, to ma doświadczenie, więc jakie można mu czynić zarzuty. To tak nie działa. Konkursy mają nam nie tylko zapewnić najlepszych ludzi, ale właśnie przeciwdziałać nepotyzmowi.
Bo nepotyzm nie jest najlepszym sposobem na zarządzanie mieniem publicznym i na obsadzanie stanowisk publicznych. To też widzieliśmy w przypadku Daniela Obajtka i Orlenu, że nie wszystko było tak czytelne i porządnie zrobione, jak mogłoby być.
