W Zero.pl wyjaśniamy, jakie najciekawsze pojazdy zobaczycie w sobotę. Na warszawskiej Wisłostradzie przemaszeruje wojskowa defilada. W wydarzenie zaangażowane jest ok. 2 tys. polskich i sojuszniczych żołnierzy. Polacy zobaczą 300 maszyn – w tym BWP Borsuk, czołgi Abrams i K2, oraz wyrzutnie Patriot, na niebie – 60 statków powietrznych z F-35 na czele. Planowana jest także morska defilada.

- Zobacz TOP5 najlepszych maszyn, które wezmą udział w defiladzie Wojska Polskiego.
- Jak wygląda od lat modernizacja Sił Zbrojnych RP?
- Polska stawia na pół miliona żołnierzy uzbrojonych w nowoczesny sprzęt. Wyjaśniamy, która broń sprawdziła się na realnym polu walki.
Co zobaczymy na defiladzie – TOP 5
Absolutnymi hitami szykowanej defilady są najnowocześniejsze maszyny jakimi dysponują Siły Zbrojne RP.
Na czele tego peletonu jest zdecydowanie F-35A Litghtning II. To myśliwiec wielozadaniowy 5. generacji o obniżonej wykrywalności (stealth). Jest latającym centrum zwiadu lotniczego przekazującym dane z sensorów i radarów do innych środków walki np. obrony przeciwlotniczej.
Na drugim miejscu warto wskazać AH-64 E Apache Guardian. Ten nowoczesny śmigłowiec uderzeniowy będzie rdzeniem Sił Zbrojnych RP, bo zamówiliśmy aż 96 Apache’y, co umiejscowi nas na drugim miejscu po USA w użytkowaniu tej broni. Polski Apache będzie wyróżniał się radarem Longbow i potencjałem do zwalczania wrogi czołgów. Chyba, że w razie kryzysu wykorzystamy go do latania za rosyjskimi dronami ze sklejki, marnując potencjał tej maszyny.
Południowokoreański czołg K2 Black Panther to maszyna z przemysłu obronnego państwa frontowego, co wymusza efektywne rozwiązania dla załóg i skuteczność na polu bitwy. K2 posiada armatę czołgową 120 mm. Wyróżnia się między innymi hydropneumatycznym zawieszeniem, co pozwala „nurkować” za przeszkodami terenowymi i wychylać się nad nie. Ma stosunkowo niską masę – 55 ton.
Pancerna pięść, czyli Abramsy. Polska wykorzystuje pomostowo wersję M1A1 Abramsa, przesiadając się na M1A2 SEP v.3 Abrams. To czołg będący trzonem Sił Zbrojnych USA, jest synonimem potęgi, zdolności do przełamania i wykorzystania zaawansowanej technologii. Waży prawie 70 ton. Podstawowe uzbrojenie Abramsa to gładkolufowa armata M256 kalibru 120 mm.
Wyczekiwany przez wszystkich żołnierzy BWP-Borsuk to synonim zdolności polskiego przemysłu obronnego w ambitnych projektach. Musi jak najszybciej zastąpić muzealne BWP-1. Wyposażony jest w zdalnie sterowany system wieżowy (ZSSW-30) a masa bojowa pojazdu w wariancie podstawowym wynosi 28 ton. Myślę, że w żołnierskim rankingu zająłby pierwsze miejsce z adnotacją "must have".
Nowoczesna broń, a stara oddana Ukrainie
Siły Zbrojne RP przechodzą od wielu lat dynamiczny proces modernizacji. Wojsko Polskie jest na pewnym rozdrożu, ponieważ czas oczekiwania na realizację kontraktów zbrojeniowych trwa – żołnierze użytkują więc i nowoczesny sprzęt i także ten, który wymaga wymiany. To, że planujemy mieć tysiąc BWP Borsuk nie oznacza, że żołnierze dysponują takim wolumenem. Potrzeba na to lat produkcji. Ale z drugiej strony jest to przysłowiowym kołem zamachowym polskiego przemysłu obronnego, który traktowany „z buta” przez dekady wreszcie ma szansę na rozwinięcie swojego potencjału.
Najaktywniejszym ministrem obrony narodowej, za którego czasów postawiono na liczne zamówienia zbrojeniowe był Mariusz Błaszczak (2018-2023). Jeszcze w 2021 r. zakontraktowano tureckie bezzałogowce – Bayraktar TB2, których skuteczność potwierdziła następnie pierwsza faza wojny na Ukrainie. W ostatnich latach mamy lawinę kontraktów zbrojeniowych, dodając także głośny ostatnio program SAFE, który idzie na konto obecnego szefa resortu Władysława Kosiniaka-Kamysza. Polska postawiła i stawia na amerykańskie czołgi M1A2 SEPv3 oraz starsze M1A1 Abrams (zamówiono ponad 360 egzemplarzy), koreańskie K2 Black Panther (także w spolszczonej wersji K2PL) (180 egzemplarzy, docelowo tysiąc) oraz armatohaubice K9 (212 egzemplarzy).
Mówimy wiec o setkach pojazdów. Zapoczątkowano zamianę wysłużonych BWP-1 (będących w armii od 1973 r.) na nowoczesny i polski BWP-Borsuk (257 egzemplarzy, docelowo ponad tysiąc). W samobieżnej artylerii lufowej – postawiono oprócz K9 na polskie samobieżne haubice AHS Krab (ponad 260 egzemplarzy), w artylerii rakietowej na amerykańskie HIMARS-y (plany to docelowo 500, zamówiono 20) oraz koreańskie K239 Chunmoo (218 egzemplarzy). W obronie przeciwlotniczej postawiono na system Patriot (posiadamy dwie baterie, docelowo 8) w programie „Wisła” oraz brytyjskie CAMM-y z ILauncher w „Narwi” (zamówiono 138 wyrzutni). W lotnictwie zakontraktowano najnowocześniejszy amerykański samolot bojowy F-35 (zakupiono 32 samoloty), koreańskie FA-50 (48 samolotów), śmigłowce AH64 Apache (rekordowe 96 sztuk), a w Marynarce Wojennej fregaty „Miecznik” (trzy okręty) i okręty podwodne w programie „Orka” – także trzy. Polska zakupiła we wcześniejszych latach 48 samolotów F-16.
Co oddaliśmy?
Przemianę armii przyspieszyła także pełnoskalowa wojna rosyjsko-ukraińska rozpoczęta przez Władimira Putina w lutym 2022 r. Co prawda już wcześniejsza faza walk, od 2014 r. zaalarmowała nasze elity polityczne, ale 2022 r. potwierdził, że wojsko należy wzmacniać a broń modernizować. Zwłaszcza, że powstała pilne potrzeba operacyjna zakupów, gdy Ukrainie przekazano z polskiego arsenału posowieckie czołgi T-72 i PT-91 Twardy, wyrzutnie BM-21 Grad, broń przeciwlotniczą S-200 Wega, S-125 Newa, OSA-AKM, a z lotnictwa MiGi-29 i śmigłowce Mi-24. A także wspomniane BWP-1.
Rzecz jasna Polskę i tak czekała wymiana tej broni na nowoczesną, ale wojna na Ukrainie i donacja broni z Polski zawęziła to „okno” przemian, bo szybko okazałoby się, że pancerniacy i lotnicy nie mają na czym służyć.
Z nowocześniejszej broni w ukraińskie ręce, z Polski, trafiły czołgi Leopard 2A4, wyrzutnie przeciwlotnicze PPZR Piorun i AHS Krab. Sprzedano także Ukrainie KTO Rosomak oraz wersję moździerzową, czyli Raki. Za odrębną kategorię należy uznać amunicję PAC-3 do Patriotów. Oddaliśmy kilka pocisków Ukrainie, ale ta amunicja jest trudno dostępna na rynku, więc budzi w Polsce kontrowersje przekazywanie jej innej armii.
Prawdziwy poligon wojenny
Prawdziwym testem dla każdego typu uzbrojenia jest pole bitwy. Pojazdy i broń, którymi dysponują i będą dysponować Siły Zbrojne RP przeszły tzw. chrzest bojowy. Amerykańskie śmigłowce AH64 Apache i czołgi Abrams operowały m.in. w wojnach na Bliskim Wschodzie. Nowoczesny F-35 przeszedł pozytywnie próbę sił, osłaniając operację USA przeciwko Wenezueli, a następnie konfrontację z Iranem. Podobnie tyczy się to obrony przeciwlotniczej jaką są Patrioty, przy czym szybko rzeczywistość zweryfikowała proporcje koszt-efekt i arsenał pocisków do tego systemu topniał w konfrontacji z relatywnie tanimi Shahedami.
Tym samym pole bitwy pokazało że do strącania tańszych dronów i rakiet, w wojnie koszt-efekt skuteczniejsze są drony-interceptory (przechwytujące, zwane także antydronami). Dlatego dobrze, że Polska pozyskała system MEROPS. Na polu bitwy w różnych fazach wojny rosyjsko-ukraińskiej potwierdzono, że polski przemysł obronny ma ogromny potencjał i produkuje broń najwyższej jakości. Na Ukrainie sprawdziły się zwłaszcza Pioruny i haubice Krab. W Afganistanie życie polskim żołnierzom ratowały KTO Rosomak. Ukraińskiego nieba strzegą myśliwce F-16, o które Kijów zabiegał wiele miesięcy.
Czas rozbrojenia i czas dozbrojenia
Nie jest tak, że wzmocnienie Sił Zbrojnych RP było priorytetem wszystkich gabinetów rządowych wolnej Polski. Część rządów wybrała terapię szokowa w postaci drastycznej redukcji Wojska Polskiego, oszczędzając na armii. O odbudowie potencjału obronnego, z prawdziwego zdarzenia możemy mówić od 2015 r. Zauważmy, że w 1990 r. Siły Zbrojne RP liczyły 340 tys. żołnierzy. W 1999 r. w momencie przyjęcia Polski do NATO – co było „kamieniem milowym” nowej architektury dla bezpieczeństwa Polski, Siły Zbrojne liczyły 240 tys. żołnierzy.
W 2009 r. zawieszono niepopularny (choć sukcesywnie redukowany) pobór do wojska, nie zastępując go poważnym i atrakcyjnym społecznie projektem szkolenia rezerw osobowych. W ten sposób w 2014 r. Polska zjechała do zaledwie 120 tys. żołnierzy. Lata reform WP, za czasów Zjednoczonej Prawicy, od 2015 r. spowodowały, że zwiększano etat armii (ponad 140 tys. żołnierzy w kilka lat później). Następnie, za sprawą ustawy o obronie Ojczyzny, w 2021 r. postawiono ambitny cel najpierw 300 tysięcznej armii, a finalnie osiągnięcia liczby pół miliona żołnierzy. Obecnie Polska ma ok. 220 tysięcy żołnierzy. Docelowo, ma posiadać 300 tys. żołnierzy operacyjnych oraz 200 tys. rezerwistów – w ten sposób osiągając wspomniane półmilionowe wojsko.

