Reklama
Reklama

Reklama

Pierwszy wywiad Poczobuta po łagrze. „Nie zamierzam się poddać”

Reklama

Pierwszy wywiad z Andrzejem Poczobutem po wyjściu z białoruskiego łagru. Polak opisał okoliczności swojego uwolnienia oraz rozbudowany i wielowymiarowy system represji na Białorusi. Poczobut nie zamierza zaniechać walki i planuje powrót na Białoruś.

Andrzej Poczobut
Andrzej Poczobut: „Nie zamierzam się poddać”. (fot. Paweł Supernak / PAP)
  • Poczobut opisuje moment uwolnienia jako nagły i niejasny – do końca nie wierzył, że odzyska wolność.
  • Relacjonuje brutalny system represji w białoruskich więzieniach: głód, izolację i próby łamania psychicznego.
  • Mimo doświadczeń zapowiada powrót na Białoruś i dalszą działalność.

Reklama

Poczobut podkreślił, że do końca nie wiedział, iż odzyska wolność. W nocy został wyciągnięty z celi i przygotowany do transportu, bez żadnych wyjaśnień. – Jestem wyćwiczonym więźniem. Jak mówią, że trzeba iść, to, kurde, trzeba iść – mówił w rozmowie z Bartoszem Wielińskim na łamach „Gazety Wyborczej”, podkreślając, jak bardzo przystosował się do realiów więziennych.

Dopiero z czasem zorientował się, że sytuacja jest nietypowa, a ostatecznie – że może chodzić o jego uwolnienie. Nawet wtedy jednak nie ufał funkcjonariuszom KGB. Kluczowe było dla niego jedno: możliwość powrotu na Białoruś. Bez takiej gwarancji nie chciał wyjeżdżać.

Ważnym wątkiem rozmowy jest opis warunków panujących w białoruskich więzieniach i łagrach. Poczobut przedstawia je jako system nastawiony nie tylko na izolację, ale przede wszystkim na psychiczne i fizyczne wyniszczenie człowieka. – Trzy lata chodziłem w jednym i tym samym ubraniu – opisywał opozycjonista.


Reklama

Ruszają egzaminy. Co piąty maturzysta nie zda


Reklama

Choroba i najtrudniejsze momenty w więzieniu

Opowiadał także o chronicznym głodzie, który określił więziennym slangiem jako „cios w tłuszcze”, o zimnie w karcerze, o wielomiesięcznej izolacji. Podkreślił, że warunki różnią się w zależności od tego, czy więzień współpracuje z administracją. Bowiem lojalni mogą liczyć na paczki czy lepsze traktowanie, pozostali są systematycznie wyniszczani.

Szczególnie wstrząsające są opisy karceru, gdzie spało się na deskach, bez koca, w niskiej temperaturze. – Gdy siedzi się w karcerze, jedzenia jest jeszcze mniej. Kasza, ziemniaki, trochę mięsa. Ciągły głód – opowiadał Poczobut.

Jednocześnie Poczobut opisał mechanizmy psychologicznego nacisku stosowane przez białoruskie służby karceralne. Próbowano go złamać poprzez prowokacje, np. umieszczenie w celi z pedofilem, co mogło zniszczyć jego reputację wśród współwięźniów. Innym razem podstawiano mu agentów, którzy mieli wyciągać informacje. On jednak zachowywał dystans i często obracał sytuację w swoją korzyść, świadomie opowiadając historie, które niczego nowego nie wnosiły.


Reklama

Nie żyje abp Józef Michalik


Reklama

Proces Poczobuta: polityczne zarzuty i manipulacje

Szczególnie ważny fragment rozmowy dotyczył jego procesu. Poczobut jasno wskazuje, że miał on charakter polityczny i propagandowy. Zarzuty wobec niego były absurdalne – oskarżano go m.in. o udział w spisku mającym na celu oderwanie części Białorusi i przyłączenie jej do Polski, a także o „podsycanie waśni” poprzez działalność historyczną.

W ironiczny sposób komentuje manipulacje w aktach sprawy, np. tłumaczenie słowa „harcerz” jako „szpieg”. Jego postawa na sali sądowej była świadomym sprzeciwem wobec upokorzenia. Gdy kazano mu stać twarzą do ściany, by stworzyć obraz „złamanego” więźnia, odmówił: – To ja decyduję, jak ludzie mnie będą oglądać.

Istotnym elementem wywiadu jest refleksja nad decyzją, by nie uciekać z Białorusi przed aresztowaniem. Poczobut przyznał, że spodziewał się zatrzymania, ale mimo to postanowił zostać. Tłumaczył to poczuciem odpowiedzialności za innych członków polskiej mniejszości i działaczy Związku Polaków na Białorusi. – Ja ponoszę za nich odpowiedzialność – mówił dziennikarzowi Gazety Wyborczej, podkreślając, że jako lider nie mógł ich zostawić.


Reklama


Reklama

W jego przekonaniu ucieczka mogłaby doprowadzić do represji wobec innych, być może mniej odpornych osób.

Rozmowa przypomina także wcześniejsze doświadczenia Poczobuta z białoruskimi służbami. Wielokrotne zatrzymania, pobicia, próby zastraszania. Ciekawy jest fragment, w którym opisuje swoją strategię reagowania na przemoc: postanowił każdorazowo zgłaszać pobicia do prokuratury, by zniechęcić funkcjonariuszy do dalszych działań. – Chcę, żeby mnie więcej nikt nigdy nie bił – mówił.

Dużą część rozmowy zajmuje również opis życia w łagrze w Nowopołocku. Poczobut wskazywał na różnice między systemem półotwartym a celowym, w którym był przetrzymywany. W jego przypadku dominowała izolacja – przez ponad dwa i pół roku spędzał większość czasu w zamknięciu. Opisał także pracę więźniów, często niebezpieczną i wykonywaną w skrajnie złych warunkach, oraz istnienie nieformalnej hierarchii, w której uprzywilejowani współpracownicy administracji pełnią rolę „kapo”.


Reklama

Ważnym wątkiem jest też sposób radzenia sobie z długotrwałym uwięzieniem. Poczobut przyznał, że momentami bywało bardzo ciężko, zwłaszcza, gdy zachorował na COVID. – Bardzo źle to przeszedłem. Choroba to był chyba ten najcięższy okres, były momenty, gdy myślałem, że ten film zbliża się ku końcowi, że wkrótce skończy się ostatni odcinek – mówił Wielińskiemu Poczobut.


Reklama

Czy Poczobut wróci na Białoruś?

Siłę czerpał jednak z historii innych – zwłaszcza więźniów stalinowskich, którzy przetrwali jeszcze trudniejsze warunki. Pomagała mu także aktywność fizyczna i kontakt z rodziną, choć ograniczony do listów i sporadycznych widzeń.

Mimo doświadczeń więziennych Poczobut nie wykluczył powrotu na Białoruś, nawet jeśli wiązałoby się to z ponownym aresztowaniem. Na argument o rodzinie odpowiada: – Każdy ma. Ludzie, których spotkałem w łagrach, też mają.


Reklama