Reklama
Reklama
Reklama

Pobity za śląską czapkę. Jechał 800 km, by ratować chorą na raka partnerkę

Pobity za śląską czapkę. Jechał 800 km, by ratować chorą na raka partnerkę
Pobity za śląską czapkę. Jechał 800 km, by ratować chorą na raka partnerkę (fot. LopezPastor, Jakub Heisig / Shutterstock, FB)

Jakub Heisig z Chorzowa zorganizował zbiórkę na leczenie ciężarnej partnerki Marceliny, chorej na raka szyjki macicy. Wyruszył rowerem cargo w 800-kilometrową trasę wokół historycznych granic Górnego Śląska. W Ostrawie grupa Polaków pobiła go, biorąc śląskie barwy za ukraińskie. Mimo brutalnego ataku zbiórka przekroczyła cel.

  • Jakub Heisig ruszył na rowerze cargo w blisko 800-kilometrową trasę wokół historycznych granic Górnego Śląska, by nagłośnić zbiórkę na leczenie partnerki chorej na raka szyjki macicy.
  • W centrum Ostrawy grupa Polaków zaatakowała go, myląc żółto-niebieską czapkę z napisem „Górny Śląsk” z barwami ukraińskimi i wykrzykując oskarżenia o bycie „banderowcem”.
  • Mimo fatalnego końca wyprawy, zbiórka dla Marceliny przekroczyła pierwotny cel niemal dwukrotnie – na koncie jest już ponad 560 tys. zł od blisko 15 tys. darczyńców.
  • Braun, Mentzen, Czarnek i paru innych. To oni ponoszą polityczną odpowiedzialność za to, co się stało – skomentował sprawę europoseł Łukasz Kohut.

Podpalenia, sabotaże, drony. Tak Rosja przygotowuje grunt pod większy kryzys w NATO

Pobity za śląskie barwy

W piątek 11 września w centrum czeskiej Ostrawy doszło do zdarzenia, które zmieniło przebieg wyprawy Jakuba Heisiga. Mężczyzna wyruszył w 800-kilometrową rowerową trasę, aby zebrać pieniądze na leczenie chorej partnerki.

Rowerzystę zaatakowano w czeskiej Ostravie. Czapkę w żółto-niebieskich barwach Śląska pomylono z kolorami Ukrainy,

Reklama
Reklama

– To było pospolite, nieudane krojenie barw, tylko że o zabarwieniu antyukraińskim, w przekonaniu napastników – mówi Jakub Heisig w rozmowie z Zero.pl.

Mężczyzna wyjaśnił, że na ul. Stodolni w Ostravie w weekendy przyjeżdża mnóstwo Polaków, reprezentujących różne kluby piłkarskie – rejon porównał do ul. Mariackiej w Katowicach.

– Poznałem wcześniej tego samego wieczora mnóstwo przyjaznych osób, które były zachwycone moją wyprawą i było od nich, oprócz alkoholu, czuć duże wsparcie – powiedział z uśmiechem Heisig.

– Niestety, kiedy odprowadziłem jedną taką ekipę do samochodu i chciałem już wracać do hotelu, niespodziewanie trafiłem na skrajnie mniej przyjazną grupę – dodał.

Został zaatakowany przez prawdopodobnie trzy osoby.

Najcięższa powaliła mnie na chodnik – opowiada Heisig i dodaje, że napastnicy próbowali mu także wyrwać czapkę w śląskich barwach, nieskutecznie.

– Leciały hasła o Banderze i powrocie na Ukrainę – powiedział mężczyzna. Dodał, że z powodu roztrzęsienia nie pamięta powrotu do hotelu. 

Zerwałem się z łóżka odzyskując świadomość rano, obolały, odrapany – wyjaśnia.

Heisig poddał się obdukcji w miejskim szpitalu, zgłosił atak na komisariacie w Ostravie i wrócił do domu. W celu złożenia dokładnych zeznań musi spotkać się ze służbami w obecności tłumacza przysięgłego.

Jakub Heisig i Marcelina Kapcia – historia choroby

Do niedawna Marcelina Kapcia była po prostu mamą, partnerką i wolontariuszką wspierającą osoby z niepełnosprawnościami. 30-letnia mieszkanka aglomeracji śląskiej wychowuje z partnerem Jakubem Heisigiem troje dzieci. Para dowiedziała się, że spodziewa się kolejnego dziecka.

Reklama
Reklama

Radość przerwały jednak komplikacje zdrowotne i seria badań, które zakończyły się diagnozą, jakiej nikt nie chce usłyszeć: rak szyjki macicy w III stadium. Zamiast przygotowywać się do narodzin dziecka, Marcelina musiała rozpocząć leczenie ratujące życie jej i nienarodzonego dziecka.

Kobieta przechodzi obecnie wyczerpującą chemioterapię, którą organizm znosi bardzo ciężko – silne osłabienie i zakrzepica uniemożliwiają jej samodzielne funkcjonowanie. Rodzina założyła zbiórkę na portalu Pomagam.pl, z której środki mają pokryć koszty nierefundowanego leczenia, specjalistycznego żywienia, dojazdów do ośrodków onkologicznych oraz bieżących rachunków za wynajmowane mieszkanie.

Utrącił Miszalskiego, teraz chce jego stanowiska. „Widzę siebie jako prezydenta Krakowa”

Rajza dlo Marceliny

Żeby nagłośnić zbiórkę i zebrać dodatkowe środki, partner Marceliny postanowił działać. 9 września z rynku w Chorzowie wyruszył w blisko 800-kilometrową trasę rowerową wokół historycznych granic Górnego Śląska, którą nazwał „Rajza dlo Marceliny”. Całą wyprawę pokonywał na rowerze cargo.

Trasa nie była przypadkowa – zaplanowano ją tak, by w razie nagłego pogorszenia stanu zdrowia partnerki mężczyzna mógł w każdej chwili przerwać jazdę i szybko wrócić do domu lub szpitala. Postępy wyprawy jego bliscy i internauci mogli śledzić na bieżąco dzięki transmisjom na żywo oraz aplikacjom sportowym Komoot i Strava.

Reklama
Reklama

Inicjatywa szybko zyskała rozgłos w regionie i poza nim, przyciągając uwagę mediów oraz kolejnych darczyńców zbiórki. Wydawało się, że akcja przebiega zgodnie z planem – aż do piątkowego wieczoru.

Zbiórka mimo wszystko pobiła cel

Atak pijanych kiboli przerwał jego rajd, ale paradoksalnie pomógł zebrać pieniądze na leczenie partnerki. Sprawą zainteresowały się media.

Według danych z Pomagam.pl na 13 września na koncie zbiórki zgromadzono już 564 tys. zł przy pierwotnym celu 300 tys. zł – wpłat dokonało blisko 15 tysięcy osób.

Atak na Ślązaka skomentował m.in. Łukasz Kohut, europoseł.

„Prawda jest taka, że do tego i innych aktów przemocy na tle narodowościowym, np. ataku na dziewczynki w Bielsku, nie doszłoby, gdyby nie nienawistne wypowiedzi nacjonalistów. To oni rozzuchwalili patologię. To oni judzili i szczuli. I to oni ponoszą polityczną odpowiedzialność za to, co się stało. Braun, Mentzen, Czarnek i paru innych” – napisał.

Reklama
Reklama

Polityk dodał, że ma dość szykanowania uczciwie i ciężko pracujących Ukraińców. Jego zdaniem „putinowiec Braun bezkarnie napuszcza Polaków na Ukraińców, Żydów i Niemców”.

Zło dobrem zwyciężaj. A ślōnsko fana momy we zocy” – podsumował.

Obejrzyj także:

Reklama
Reklama