Policja przed potrójnym morderstwem dokonanym przez Jacka Jaworka wiedziała o okolicznościach, które powinny spowodować interwencję. Jak ustalili reporterzy TVP, funkcjonariusze mieli nie zareagować na czas i doszło do tragedii.

- Wraca sprawa Jacka Jaworka. Dziennikarze TVP przyjrzeli się przebiegowi śledztwa i poszukiwań. Mają wiele zastrzeżeń co do działań podjętych przez policję.
- Jaworek jakiś czas ukrywał się u swojej ciotki, mieszkającej pięć kilometrów od miejsca zbrodni. Policja przez trzy lata nie sprawdziła domu kobiety ani razu. Kobiecie grozi pięć lat więzienia.
- Toczy się postępowanie wyjaśniające w sprawie ewentualnych zaniedbań funkcjonariuszy, którzy prowadzili śledztwo.
Jaworek posiadał nielegalną broń. O wszystkim wiedziała policja
Poszukiwany przez trzy lata sprawca potrójnego morderstwa w Borowcach (w województwie śląskim) Jacek Jaworek został odnaleziony martwy w 2024 r. Sprawie przyjrzeli się dziennikarze „Raportu specjalnego” i odkryli wiele nowych, zatrważających faktów dotyczących zdarzenia z 2021 r.
Według ich ustaleń, na dwa dni przed tragedią bratowa Jacka Jaworka – Justyna zgłosiła się na Komisariat Policji w Koniecpolu (w województwie śląskim) z zawiadomieniem o kierowaniu wobec niej i jej rodziny gróźb karalnych ze strony mieszkającego z nimi Jaworka. Policjanci polecili kobiecie, by ta zgromadziła dowody obciążające szwagra i dopiero wówczas będą mogli zareagować. Co więcej, już jakiś czas przed tragedią funkcjonariusze mieli wiedzieć o nielegalnie posiadanej przez Jaworka broni. Ani groźby karalne, ani nielegalna broń nie skłoniły policjantów do podjęcia interwencji.
W tragiczny dzień Jaworek wrócił do domu w nocy po wyjściu z kolegami. Znajomi mordercy twierdzili zgodnie, że Jacek nie wydawał się tego wieczoru nadpobudliwy ani zdenerwowany. Po powrocie do domu Jaworek siedmiokrotnie postrzelił swojego brata Janusza. Następnie dwukrotnie strzelił do swojego 17-letniego bratanka. Ostatni strzał padł w stronę bratowej Jaworka. Drugi syn Janusza i Justyny uciekł z domu przez okno i jako jedyny ocalał.
Odczytali dane z czarnych skrzynek. Obalają obronę Sebastiana M.
Policjanci zostali powiadomieni jeszcze w trakcie popełniania morderstwa – na numer alarmowy zaraz po pierwszych strzałach zadzwoniła Justyna. Mimo tego, według ustaleń TVP, funkcjonariusze ponownie nie zareagowali dostatecznie szybko.
Poszukiwania Jaworka trwały trzy lata. Dziwi nieodpowiedzialne zachowanie policji
Jaworek po strzelaninie zaginął bez śladu. Jak twierdzą reporterzy TVP, policja w pierwszych chwilach po morderstwie nie podjęła odpowiednich kroków, by utrudnić mu ucieczkę. Nie sprawdzano samochodów sąsiadów, a blokady drogowe rozstawiono dopiero po południu, czyli kilkanaście godzin po zdarzeniu.
W materiale TVP jest też wątek mówiący o tym, że śledczy nie sprawdzili dokładnie najbliższej rodziny mordercy. Dziś wiemy, że Jaworek ukrywał się przez jakiś czas w Dąbrowie Zielonej (w województwie śląskim) u swojej ciotki Teresy D. Kobieta twierdzi, że ukrywała go od jesieni 2023 r. w obawie o swoje życie. Grozi jej pięć lat pozbawienia wolności.
Jacek Jaworek popełnił samobójstwo. Jego ciało znaleziono 19 lipca 2024 r. obok boiska w Dąbrowie Zielonej. Znaleźli je pracownicy sprzątający teren. W Prokuraturze Okręgowej w Gliwicach trwa obecnie postępowanie wyjaśniające w sprawie ewentualnych zaniedbań policji przy okazji poszukiwań Jaworka. Zarzuty funkcjonariusze usłyszą prawdopodobnie na początku kwietnia.