Na zmianach w PIT zapowiedzianych przez rząd bynajmniej nie skorzysta cała klasa średnia, a tylko osoby z górnego segmentu tej grupy – uważają ekonomiści. Lekkim chłodem wieje też z Pałacu Prezydenckiego, a to przecież Karol Nawrocki zdecyduje o losach reformy. – Jeśli chodzi o ulgi dla podatników PIT, to najlepsze jest rozwiązanie pana prezydenta – mówi Zero.pl rzecznik głowy państwa.

- Rząd koryguje system podatkowy w dobrą stronę, ale na propozycji reformy PIT przedstawionej przez premiera i ministra finansów skorzystają bogatsi – uważają ekonomiści.
- Eksperci obalają narrację polityków obozu rządzącego, że zmiany w podatkach mają być ulgą dla klasy średniej. Wskazują, że chodzi raczej o jej górny segment.
- – Jeśli chodzi o ulgi dla podatników PIT, dla rodzin, to najlepsze jest rozwiązanie pana prezydenta, które leży w zamrażarce marszałka Czarzastego – mówi Zero.pl rzecznik Karola Nawrockiego, Rafał Leśkiewicz.
Podwyższenie drugiego progu podatkowego ze 120 tys. zł do 130 tys. ze stawką 24 proc. PIT i dodanie dodatkowego progu w wysokości 150 tys. zł, powyżej którego PIT miałby wynosić 32 proc. – to centralny punkt zmian w systemie podatkowym, zapowiedzianych przez premiera Donalda Tuska i ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego.
Premier zapowiada zmiany podatkowe. Padła deklaracja ws. drugiego progu
Zmiany te miałyby wejść w życie od 1 stycznia 2027 r., o ile projekt ustawy przejdzie przez parlament i zyska akceptację prezydenta Karola Nawrockiego.
Zmiany w PIT ulgą dla całej klasy średniej? Eksperci zaprzeczają
Podczas konferencji prasowej Donald Tusk i Andrzej Domański podkreślali, że proponowana reforma ma na celu zmniejszenie obciążeń dla klasy średniej i sprawić, że nie będzie ona „karana za pracowitość”, jak często określa się wpadanie w drugi próg podatkowy. – Postanowiliśmy, aby w dwóch wymiarach ulżyć i pomóc tej rosnącej klasie średniej, a więc ludziom, którzy zarabiają średnio i średnio plus – mówił szef rządu.
Na proponowanej zmianie, według ministra finansów, ma skorzystać ok. 3,5 mln podatników. Czyli kto dokładnie?
– Zasadniczo ta propozycja zmiany systemu podatkowego, o ile wejdzie w życie, będzie wpływać pozytywnie na dochody osób rozliczających się według skali podatkowej, zatrudnione w oparciu o umowę o pracę, których miesięczne wynagrodzenie brutto przewyższa ok. 12 tys. zł. To jest ten punkt, po przekroczeniu którego pojawią się jakiekolwiek korzyści – mówi Zero.pl Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.
– Pełna korzyść, o której mówił minister finansów – czyli 3600 zł w skali roku – pojawi się przy miesięcznym wynagrodzeniu na poziomie ok. 14 780 zł brutto – dodaje. – Oczywiście, posługujemy się tutaj przykładem modelowym osoby pracującej na umowie o pracę, ze standardowymi kosztami uzyskania przychodu i bez ulg.
Kto ile zyska?
Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy w firmie inFakt, wylicza w serwisie X, że osoba zarabiająca równe 12 000 zł brutto miesięcznie, która dziś dostaje na rękę 8 489 zł, po reformie otrzymywałaby netto 8 510 zł. Czyli korzyść wyniosłaby 21 zł miesięcznie, a w skali roku – 252 zł.
Osobie zarabiającej 13 tys. zł brutto nowe przepisy zwiększą miesięczną wypłatę o 177 zł (aktualnie 8 998 zł na rękę). I tu już zysk roczny wygląda dużo lepiej: byłoby to 2 129 zł.
Z kolei w przypadku osób, których dotychczasowe wynagrodzenie wynosiło 14 000 zł brutto (9 508 zł netto), wprowadzenie zmian przełoży się na wzrost dochodu o 246 zł miesięcznie i o 2 957 zł rocznie.
Pytany o bilans reformy, Łukasz Kozłowski z FPP odpowiada: – W polskich warunkach rzeczywiście można by powiedzieć, że jest to przedział wyższej klasy średniej, jej górny segment – a więc korzyści będą dotyczyć osób zarabiających powyżej mniej więcej 1,5-krotności średniego wynagrodzenia według danych Głównego Urzędu Statystycznego. Nie obejmą osób zarabiających średnią krajową, a pamiętajmy, że stanowią one już ok. jedną trzecią najlepiej zarabiających osób w kraju, bo mediana wynagrodzeń w Polsce jest wyraźnie niższa niż przeciętne wynagrodzenie.
Przypomnijmy, że mediana wynagrodzeń to środkowa wartość – według najnowszych dostępnych danych GUS, wyniosła ona blisko 7 700 zł brutto w lutym 2026 r. Oznacza to, że dokładnie połowa pracowników w Polsce zarabia mniej od tej kwoty, a druga połowa zarabia więcej. W tym samym czasie przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w naszym kraju wyniosło 9 966,32 zł.
– Rząd poprawia sytuację przede wszystkim osób o wyższych dochodach, a nie większości pracujących – tak propozycję reformy podatkowej ocenia dr Michał Możdżeń, adiunkt w Katedrze Polityk Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, współzałożyciel i członek zarządu Polskiej Sieci Ekonomii. – Dla podatników, którzy nie zbliżają się do drugiego progu, zmiana skali PIT praktycznie niczego nie zmieni.
Zarazem ekonomista podkreśla, że wprowadzenie stawki 24 proc. jest „sensowną korektą obecnego systemu”. – Progresywny system powinien zwiększać obciążenia stopniowo wraz z dochodem, a nie tworzyć tak gwałtowny skok pomiędzy stawkami.
Obecnie system podatkowy skonstruowany jest tak, że po przekroczeniu progu dochodu 120 tys. zł w ciągu roku podatnik musi już odprowadzić 32-proc. PIT od nadwyżki powyżej tej kwoty. To spory szok, biorąc pod uwagę, że dochód do 120 tys. zł w skali roku opodatkowany jest 12-proc. stawką PIT.
Doradca podatkowy: To zmiana pozorna
– Odbieram wczorajszą konferencję z jednej strony jako zabieg PR-owy, a z drugiej jako sondowanie społeczeństwa – mówi Zero.pl Radosław Żuk, doradca podatkowy, partner w Kancelarii Żuk Pośpiech. – Mam wrażenie, że specjalnie zorganizowano konferencję, żeby zobaczyć, jakie będą reakcje – kto będzie mniej zadowolony, a kto bardziej.
– Propozycja przesunięcia progu podatkowego i wprowadzenie nowej, pośredniej stawki PIT na poziomie 24 proc. nie służy według mnie zbudowaniu klasy średniej – dodaje. – To zmiana pozorna. Ustawodawca zrobiłby lepiej, gdyby np. zaproponował waloryzowanie progu o inflację.
W warunkach rosnącej inflacji pracodawcy podnoszą pensje, a wyższa kwota na pasku płac (mowa o nominalnych zarobkach) sprawia, że pracownik ostatecznie wpada w wyższy próg podatkowy.
Co zrobi Karol Nawrocki?
Propozycja rządu jest jednak tylko propozycją. O losach reformy systemu podatkowego zdecyduje prezydent Karol Nawrocki. Z Pałacu Prezydenckiego na razie wieje lekkim chłodem, jeśli chodzi o ocenę tego, co pokazali Donald Tusk i Andrzej Domański.
– My niczego nie przesądzamy, bo nie znamy szczegółów. Na tym etapie mamy kilka refleksji, czekamy na projekt ustawy – mówi Zero.pl rzecznik głowy państwa, Rafał Leśkiewicz.
– Cały czas podkreślamy przy tym, że jeśli chodzi o ulgi dla podatników PIT, dla rodzin, to najlepsze jest rozwiązanie pana prezydenta, które leży w zamrażarce marszałka Czarzastego – dodaje. – Przypomnę, że chodzi o zwolnienie z podatku PIT rodzin z co najmniej dwójką dzieci i zwiększenie drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł.
Rząd szykuje nowy podatek, co na to prezydent? „Nie sięgamy do kieszeni obywateli”
Prezydent Karol Nawrocki podpisał inicjatywę ustawodawczą „PIT Zero. Rodzina na plus” już dwa dni po inauguracji swojej prezydentury, tj. 8 sierpnia 2025 r., a oficjalny projekt ustawy wpłynął do Sejmu 11 sierpnia 2025 r. Zwolnienie z PIT, o którym mówi prezydencki minister, to brak podatku dochodowego od osób fizycznych do kwoty 140 tys. zł rocznie na każdego z rodziców. Chodzi o rodziców wychowujących co najmniej dwoje dzieci do 18. roku życia – lub do 25. roku życia, jeśli te dzieci kontynuują naukę.

