Reklama
Biznes

Podatnik syty i Bruksela zadowolona? Rząd próbuje godzić ogień z wodą

Będą wyczekiwane zmiany w podatkach korzystne dla klasy średniej. Rząd ugiął się pod presją społeczną – a może i pod presją zbliżających się wyborów, chociaż właściwie wychodzi na to samo. Zrobił przy tym wszystko, żeby przekonać Komisję Europejską i agencje ratingowe, że reforma podatkowa nie zrujnuje nam finansów publicznych. Czas pokaże, jak zostanie to ocenione.

Katarzyna Dybińska
Opinia autorstwa: Katarzyna Dybińska
Dzisiaj 17:56
5 min
(fot. Albert Zawada / Shutterstock / PAP)
TYLKO NA

Od początku było wiadomo, że prace nad budżetem na 2027 r. nie będą toczyły się pod dyktando dyscypliny finansowej. Karty rozdaje teraz polityka i kalendarz wyborczy. I to właśnie dlatego na konferencji premiera Donalda Tuska i ministra finansów Andrzeja Domańskiego usłyszeliśmy pełne kokieterii słowa pod adresem klasy średniej w Polsce.

Czytaj też: Premier zapowiada zmiany podatkowe. Padła deklaracja ws. drugiego progu

Rząd zabiega o przychylność klasy średniej

– Postanowiliśmy wspólnie z ministrem Domańskim, aby w dwóch wymiarach ulżyć i pomóc tej rosnącej klasie średniej – mówił szef rządu. – A więc ludziom, którzy zarabiają w Polsce średnio i średnio plus, i których liczba rośnie.

Słuchaliśmy też o tym, jak bardzo rząd docenia ich wysiłek na rzecz finansowania strategicznych zadań państwa, takich jak inwestycje w obronność. Frazy typu „ciężko pracujący” były odmieniane przez wszystkie przypadki.

Reklama
Reklama

Podniesienie drugiego progu podatkowego ze 120 do 130 tys. zł – a także wprowadzenie nowego progu dla osób zarabiających od 130 do 150 tys. zł, ze stawką PIT na poziomie 24 proc. – ma być ukłonem pod adresem tej grupy, która dość nieoczekiwanie znalazła się w centrum uwagi premiera. Dość nieoczekiwanie – bo przecież nie dalej jak wiosną tego roku koalicjant Donalda Tuska, Polska 2050, też wychodził z propozycją podniesienia drugiego progu podatkowego (do 140 tys. zł). Jednak wówczas postulat ten nie spotkał się z jakimś szczególnym odzewem ze strony KO. Minister Domański skwitował go krótko: „W tej chwili rząd nad taką zmianą nie pracuje”.

Wyborcza logika rządzi się jednak własnymi prawami. Dlatego nie ma co krytykować ministra finansów za brak konsekwencji.

Także za brak konsekwencji, jeśli chodzi o obietnice złożone Komisji Europejskiej. W średniookresowym planie budżetowo-strukturalnym – oficjalnym dokumencie, w którym zobowiązaliśmy się wobec Brukseli do redukcji naszego deficytu poniżej 3 proc. PKB (przypomnijmy – w tym roku deficyt ma wynieść aż 6,5 proc. PKB, znacznie powyżej „bezpiecznego” unijnego progu) – Ministerstwo Finansów napisało przecież otwarcie, że rozpoczęcie procesu zmniejszania dziury budżetowej będzie wspierane m.in. przez utrzymanie progów PIT na niezmienionym poziomie.

Reklama
Reklama

Co na to Bruksela?

Dlatego podczas konferencji prasowej zapytałam ministra finansów o to, jak tamte deklaracje mają się do dzisiejszych zapowiedzi zmian w systemie podatkowym. I jak będzie zapatrywać się na nie Bruksela, która oczekuje od nas fiskalnej dyscypliny. Każde „majstrowanie” po stronie dochodowej budżetu nieodłącznie wiąże się przecież z ryzykiem tego, że deficyt w państwowej kasie się powiększy – chyba że w jakiś sposób wzrosną wpływy.

Rząd, jak się zdaje, wybrnął z tego: Andrzej Domański i Donald Tusk podkreślają, że zwiększenie stawki podatku CIT z 19 do 22 proc. dla podmiotów osiągających roczne przychody przekraczające 50 mln euro zrekompensuje to, co budżet straci na podatkowym prezencie dla klasy średniej. Ekonomiści już wyciągnęli kalkulatory. „Podwyżka CIT dla »największych« mniej więcej neutralizuje koszt budżetowy” – piszą eksperci mBanku.

Rynki finansowe nas osądzą

Ta sama strategia ma sprawić, że także największe agencje ratingowe przymkną oko na decyzję o zmianie progów podatkowych. Dwie z nich – Moody's i Fitch Ratings – już jakiś czas temu zmieniły perspektywę ratingu, czyli oceny wiarygodności kredytowej Polski, na negatywną. W uzasadnieniu tej decyzji wskazywały m.in. właśnie na pogorszenie wskaźników fiskalnych i wysoki deficyt sektora rządowego i samorządowego.

– Chcę powiedzieć, że zaproponowane dzisiaj zmiany (...) mniej więcej się bilansują – powiedział Andrzej Domański, kiedy zapytałam go o to, jak decyzje rządu wpłyną na postrzeganie nas przez agencje ratingowe.  – Jesteśmy w dialogu z Komisją Europejską i prowadzimy odpowiedzialną politykę fiskalną – dodał.

Reklama
Reklama

Wtórował mu premier Donald Tusk: – Ustaliliśmy z panem ministrem Domańskim, że (...) nie podejmiemy żadnej decyzji, która mogłaby zwiększyć deficyt albo narazić nas na przyspieszenie zadłużenia Polski.

Czytaj też: Pałac Prezydencki reaguje na plan premiera. „Chce jeszcze bardziej skomplikować podatki”

Póki co wydaje się więc, że rządowi udało się pogodzić ogień z wodą. Podatnik będzie syty, a Bruksela i agencje ratingowe zadowolone. Czas jednak pokaże, czy rynki finansowe nie dojdą mimo wszystko do wniosku, że dyscyplina fiskalna zawsze przegra w Polsce z bieżącą polityką, ustępując festiwalowi przedwyborczych obietnic. A to zawsze czynnik ryzyka.