Reklama

Rząd wypracował imponujący deficyt. Czy trzeba już bić na alarm?

Reklama

W pierwszych dwóch miesiącach 2026 r. budżet państwa wypracował pokaźny deficyt: 48,5 mld zł. Dla porównania, w okresie styczeń-luty 2025 r. było to 36,3 mld zł. Co jeszcze widać w danych? Rosną wydatki, a spadają wpływy podatkowe. Czy trzeba już bić na alarm? – Mamy duży problem – przyznaje w rozmowie z Zero.pl główny ekonomista FOR Marcin Zieliński.

Rząd pokazał dane o wykonaniu budżetu po lutym
Rząd pokazał dane o wykonaniu budżetu po lutym (fot. Igor Piwowarczyk, Shutterstock / Leszek Szymański, PAP)
  • Wykonanie budżetu państwa po pierwszych dwóch miesiącach roku nie napawa optymizmem. Rząd wypracował pokaźny deficyt.
  • Diabeł tkwi w szczegółach, warto więc bliżej przyjrzeć się liczbom. Problem z budżetem na 2026 r. jest jednak głębszej natury – wskazuje w rozmowie z Zero.pl ekonomista Marcin Zieliński z FOR.
  • Ten problem, według eksperta, to rozdęte wydatki na socjal. A finanse państwa mogą czekać w tym roku spore wyzwania, jeśli kryzys energetyczny wywołany wojną w Zatoce Perskiej rozleje się na gospodarkę.

Reklama

Patrząc na liczby, trudno być optymistą. Najważniejsze w budżecie to, jak wiadomo, bilansowanie wpływów do kasy i wydatków – dotyczy to tak budżetu domowego, jak i budżetu państwa.

Duży deficyt w budżecie po lutym

Na wykonanie budżetu po pierwszych dwóch miesiącach roku w dużym stopniu wpłynęły dane za luty. W ubiegłym miesiącu dochody podatkowe wyniosły 18,7 mld zł. Było to mniej o 5 mld zł w porównaniu z analogicznym miesiącem roku ubiegłego. Z kolei wydatki wzrosły – wyniosły 67 mld zł wobec 61 mld zł rok wcześniej.

W samym tylko lutym państwo wypracowało deficyt w wysokości 44,76 mld zł. Dokładając do tego deficyt wypracowany w styczniu, który wyniósł 3,72 mld zł, otrzymujemy po dwóch miesiącach dziurę budżetową sięgającą blisko 48,5 mld zł. To niemal 18 proc. całorocznego planu (w budżecie na 2026 r. zapisano, że deficyt nie przekroczy 271,7 mld zł).


Reklama

Czy to już powód, żeby bić na alarm? Ekonomiści, analizując dane z MF, zwracają uwagę, że w dużym stopniu wpłynęły na nie różne zabiegi księgowe.


Reklama

Rządowi pomaga wyższa akcyza i CIT

Zacznijmy od tego, że tak niski poziom dochodów podatkowych wynika w dużej mierze z tego, że Ministerstwo Finansów zaksięgowało ujemne wpływy z podatku PIT w wysokości 17 mld zł” – piszą eksperci Banku Pekao. Ta ujemna kwota wpływów z PIT to efekt reformy finansowania samorządów. Reforma ta sprawiła, że głównym źródłem wpływów do kas samorządów są teraz dochody podatkowe, a nie subwencje z budżetu państwa. MF już pod koniec ubiegłego roku informowało, że łącznie w 2026 r. samorządy dostaną od resortu „transfer” w wysokości ok. 194 mld zł – więcej o ponad 11 proc. rok do roku.

Ogromne podwyżki przed świętami. Wiadomo, co będzie najdroższe

Kolejny na pierwszy rzut oka niepokojący sygnał to niskie wpływy z podatku VAT w lutym – tylko 21,6 mld zł, o 26 proc. mniej w porównaniu z lutym 2025 r. Ale, jak zaznaczają ekonomiści Pekao, to pozorny spadek. Ma on swoje źródło w sztuczce księgowej z przełomu 2024 i 2025 r. Wtedy MF w grudniu przyspieszyło zwroty nadpłaconego podatku VAT, w efekcie czego dochody z tej daniny w styczniu i lutym 2025 r. wzrosły. W tym roku już tej sztuczki nie zastosowano.


Reklama

Zwiększyły się za to dochody budżetu z akcyzy (z początkiem 2026 r. akcyza na alkohol etylowy, piwo, wino, papierosy i płyny do e-papierosów wzrosła). Solidnie wzrosły też dochody z CIT – tu należy pamiętać, że sektor bankowy płaci w tym roku wyższą stawkę tego podatku do państwowej kasy (30 proc. zamiast 19 proc.).


Reklama

Na co wydawał rząd?

A dlaczego rosły wydatki budżetu państwa? Uwagę zwraca m.in. większy koszt obsługi długu (czyli m.in. koszty odsetek płacone posiadaczom obligacji rządowych i koszty emisji skarbowych papierów wartościowych). Jak wskazują ekonomiści PKO BP, w lutym koszt obsługi długu był wyższy o 35 proc. rok do roku. Pozycja ta będzie zresztą coraz większym wyzwaniem dla rządu w najbliższym czasie, o czym pisaliśmy na Zero.pl. Rosną bowiem rentowności polskich obligacji skarbowych (na skutek zawirowań rynkowych wywołanych wojną na Bliskim Wschodzie), a to oznacza, że ich posiadaczom trzeba będzie płacić większą tzw. premię za ryzyko.

Nowy ból głowy ministra finansów. Wojna w Zatoce Perskiej zadała cios

Wyższe były też subwencje przekazane przez MF do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych czy do Narodowego Funduszu Zdrowia.


Reklama

Jak widać, różne zabiegi księgowe mają duże znaczenie dla danych budżetowych. Ekonomiści PKO BP zauważają, że „utrudnia to ocenę faktycznej kondycji sektora”.


Reklama

Wyzwania przed budżetem państwa

Wydaje się ona stabilna, choć obciążona wyzwaniami, takimi jak rosnące rentowności obligacji czy ewentualne obniżki stawek podatkowych na paliwa i energię” – podkreślają.

W obliczu szoku cenowego na rynkach surowców energetycznych, wywołanego wojną, politycy zaczynają już przebąkiwać o obniżce VAT na paliwa (mówił o tym m.in. minister energii Miłosz Motyka na antenie Radia Zet w poniedziałek 16 marca wieczorem). Byłaby to ulga dla tankujących kierowców i konsumentów w ogóle (droższe paliwa podbijają inflację w gospodarce), ale zarazem problem dla budżetu państwa, do którego wpłynęłoby mniej.

A finanse państwa w tym roku są pod dużą presją. Marcin Zieliński, główny ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, w rozmowie z Zero.pl zwraca uwagę, że plan budżetowy na 2026 r. z wielu względów niepokoi. – Zapisano w nim ogromny deficyt w finansach publicznych, najwyższy w UE. Już samo to pokazuje, że mamy duży problem.


Reklama

–  Zaplanowane na ten rok wydatki mają być jednymi z najwyższych we Wspólnocie – dodaje ekspert FOR. – Wydamy więcej niż kraje skandynawskie, takie jak Dania czy Szwecja, które przecież słyną z dużych wydatków. Warto zwrócić uwagę, że źródłem wysokich wydatków nie są bynajmniej inwestycje w modernizację armii, ale socjal.


Reklama

Porównajmy zatem liczby. W budżecie na 2026 r. wydatki na program „800 plus” to 61,7 mld zł. „Babciowe”, czyli program Aktywny Rodzic, ma kosztować 6 mld zł. Na wypłatę 13. i 14. emerytury pójdzie ok. 31,8 mld zł. Waloryzacja świadczeń emerytalno-rentowych od 1 marca 2026 r. pochłonie ok. 22 mld zł. Program „Dobry Start” (finansowanie wyprawki szkolnej) to koszt 1,4 mld zł, a podwyższenie zasiłku pogrzebowego do 7 tys. zł będzie kosztować budżet 1,2 mld zł. Wraz z finansowaniem składek ZUS, m.in. dla osób na urlopach wychowawczych i macierzyńskich (koszt ok. 4,8 mld zł), wszystkie te programy i świadczenia kosztować będą budżet ok. 128,9 mld zł.

A zbrojenia? Wydatki z budżetu państwa na obronę narodową to 124,8 mld zł. Tu wyjaśnienie – łączne nakłady na obronność to ponad 200 mld zł, ale ponad jedna trzecia tej sumy to wydatki z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ), zarządzanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego. A więc działającego poza budżetem.

Z wydatków socjalnych rząd nie zrezygnuje, by nie narażać się wyborcom, a zbroić się musimy, bo tego wymaga sytuacja geopolityczna. Na domiar złego do drzwi puka ryzyko globalnego kryzysu, który może zostać wywołany przez szok cenowy na rynku surowców (efekt wojny na Bliskim Wschodzie). Oznaczałoby to wzrost inflacji w gospodarce.


Reklama


Reklama

Sam wzrost inflacji pomaga rządowi – widzieliśmy to podczas kilkunastoprocentowej inflacji w 2022 r., kiedy dochody do budżetu państwa z tytułu podatku VAT rosły – zauważa Marcin Zieliński z FOR (przypomnijmy, VAT płacimy od towarów i usług, a więc wpływy do państwowej kasy z tej daniny są zależne od ich cen).

Największa niewiadoma to jednak rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie – zaznacza rozmówca Zero.pl. – W scenariuszu przedłużającego się konfliktu i podwyższonych cen surowców energetycznych, wpływ na gospodarkę światową będzie negatywny. A tu już w grę wchodzi możliwy spadek aktywności gospodarczej czy bankructw przedsiębiorstw. To z kolei oznaczałoby utracone wpływy podatkowe i niższe dochody budżetu.

– Jednocześnie rząd, w obliczu ryzyka spowolnienia gospodarczego, chciałby pewnie pobudzać gospodarkę i wydawać więcej pieniędzy – zauważa Marcin Zieliński. – A wtedy pojawia się pytanie, skąd te pieniądze brać i czy uda się znaleźć tylu chętnych na zakup polskich obligacji.

Główny ekonomista FOR przypomina, że – niezależnie od tego, co widać w danych o wykonaniu budżetu za poszczególne miesiące – znajdujemy się w sytuacji, w której dług publiczny rośnie. – To pokłosie różnych programów socjalnych utrwalonych za rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego, które stały się bazą do wysokiego poziomu wydatków z budżetu państwa – mówi Marcin Zieliński. – By je sfinansować, trzeba zwiększać dochody, tymczasem przestrzeń do podnoszenia podatków jest niewielka, a do tego jest to zawsze ryzykowne: podwyżki podatków mogą pobudzać wzrost szarej strefy czy skłaniać firmy do rezygnacji z inwestycji.


Reklama