Reklama
Reklama
Reklama

Radość dzieci, koszmar rodziców. Skąd się wzięły nocowanki? „Naleśniki mogą smakować inaczej”

TYLKO NA

Pakują kapcie, piżamę, szczoteczkę i idą na noc do kolegów i koleżanek. Nocowanki zdążyły się już wpisać w rytm życia uczniów podstawówek i ich rodziców, ale... żeby tylko. Nocowanki organizuje się w przedszkolach i szkołach. Coraz częściej można również trafić na oferty komercyjne. O co chodzi z tym fenomenem? Sprawdziliśmy.

Skąd się wzięły nocowanki i po co się je organizuje. Psycholog wyjaśnia
Skąd się wzięły nocowanki i po co się je organizuje. Psycholog wyjaśnia (fot. Stefanie Aumiller / Shutterstock)
  • Według psychologa wychowawczego Jarosława Żylińskiego nocowanki to forma zastępcza kontaktów społecznych i szansa na więcej czasu spędzanego offline.
  • Jak przekonuje psycholog, w kontakcie bezpośrednim dzieci uczą się rozwiązywać problemy, dogadywać się, ustępować.
  • Według Żylińskiego obawy rodziców związane z nocowankami są czymś normalnym. Przy ich organizacji każdy z nas ma prawo stawiać granice.

– Dzieci mają dziś o wiele mniej czasu i więcej zajęć. Koledzy często mieszkają daleko, a na zwykłe odwiedziny często brakuje czasu – mówi Jadwiga, mama dwóch dziewczynek i chłopca. – Lubię nocowanki, bo nie ma tej presji czasu, nie musisz wyrobić się z powrotem do domu na jakąś godzinę – dodaje.

Według Jadwigi nocowanki są szansą na lepsze poznanie kolegów i koleżanek. Są też szansą na wolny wieczór, gdy pociechy idą z rewizytą.

Wakacje. Radość dla dzieci i zmartwienie dla rodziców

Reklama
Reklama

Dwanaścioro dzieci na chacie? „Jakoś ogarnęłam”

– Jak kiedyś zaprosiłam wszystkie dziewczynki z klasy na przyjęcie urodzinowe i nocowanie, to wszystkie przyszły – śmieje się. – Chyba ze dwanaścioro dzieci miałam na chacie i to trochę przekraczało moje zdolności logistyczne – na przykład w kuchni. Ale jakoś ogarnęłam – mówi.

– Nocowanki to świetna okazja do budowania relacji nie tylko pomiędzy dziećmi, ale i pomiędzy rodzicami – przekonuje Michał, którego córki uwielbiają ten sposób spędzania wolnego czasu. – Zawsze przecież trzeba coś dogadać, odebrać, podrzucić czy ustalić, co dzieci lubią zjeść na śniadanie – tłumaczy.

Jak przekonuje Michał, czas spędzony w domu koleżanek czy kolegów rozwija. – Pozwala spojrzeć na życie rodzinne z innej strony. Zobaczyć, że naleśniki mogą smakować inaczej albo że węże jedzą myszy – tłumaczy.

– Trzeba też jasno powiedzieć, że mamy pewne zasady: dzieci nocują tylko u bardzo dobrych kolegów i koleżanek oraz unikamy większych grup jednocześnie, ponieważ logistyka w takim przypadku bywa trudna, a i odpowiedzialność za czyjeś dziecko jest przecież duża – mówi Michał.

Reklama
Reklama

„Chore pomysły teraz mają, a nauczyciel za friko pracuje”

Na rodzicielskich grupach dyskusyjnych jest więcej sceptycznych głosów. Nocowanka nocowance nierówna, a niektórzy lubią je nawet za bardzo.

„Co sądzicie o tym, aby dzieci poniżej dziesięciu lat prawie co tydzień zapraszały do siebie kolegów i koleżanki na cały weekend na spanie?” – pyta użytkowniczka dziecięcego forum. „Postaw dziecku granice i wytłumacz (…) spoko raz na jakiś czas, ale nie co tydzień” – brzmi jedna z odpowiedzi. „Dla mnie nie do pomyślenia...” – dopowiada kolejna uczestniczka dyskusji.

Czarny scenariusz na zimę. Polacy już wydają po kilkanaście tysięcy zł

Reklama
Reklama

W sieci łatwo również trafić na wypowiedzi o nocnych imprezach organizowanych w przedszkolach i szkołach. „Osobiście mam mnóstwo obaw co do tego, że zbliża się pierwsza taka nocowanka” – napisała na jednym z forów mama, której dziecko miało w niej uczestniczyć po raz pierwszy. „Zaznaczę, że to, co jest na stołach, to przynoszą rodzice, więc są zarówno zdrowe przekąski, jak i sam cukier” – dodała kolejna forumowiczka.

Dla nauczycieli nocowanki to wielkie wyzwanie organizacyjne. Najczęściej realizowane w wolnym czasie i bez dodatkowego wynagrodzenia. „Chore pomysły teraz mają, a nauczyciel za friko pracuje. Jestem na nie. Niech sobie w domu nocowanki robią, a mamusie niech czuwają i zapewniają atrakcje i jedzonko. Zaraz im się odechce – czytamy na innym forum, na którym wypowiadają się nauczyciele.

Jak rozwiązywać problemy? Nocowanki to świetna szkoła negocjacji

Skąd się wzięły nocowanki? – Kiedyś dzieci częściej spotykały się na podwórkach. Teraz często odległości zamieszkania między kolegami z klasy są większe. To forma zastępcza kontaktów społecznych – tłumaczy Jarosław Żyliński, psycholog wychowawczy, autor książek i stand-upów dla rodziców.

Edukacja zdrowotna obowiązkowa od września. Co sądzą o tym Polacy?

Reklama
Reklama

Jak podkreśla Żyliński, dziś dorośli mniej chętnie „puszczają dzieci bez opieki”. Możliwe, że również dzieciom bardziej zależy na obecności rodziców. – Bariera między światem dzieci i dorosłych w XXI wieku bywa w niektórych miejscach dużo mniejsza – zauważa.

– Dzieci się cieszą, że mogą spędzić więcej czasu z kolegą czy koleżanką. Mamy więcej miejsca w mieszkaniach, bo i dzieci w rodzinach mniej – mówi Żyliński. Zdradza, że sam jest entuzjastą nocowanek.

– Martwi mnie przenoszenie życia społecznego do sieci i brak bezpośrednich kontaktów. W kontakcie bezpośrednim dzieci uczą się rozwiązywać problemy, dogadywać się, ustępować – tłumaczy psycholog. – Tym bardziej jest to cenne, że jest mniej rodzin wielodzietnych, w których można te umiejętności ćwiczyć – dodaje.

Klucz do sukcesu? Jasne zasady i granice

Dopytywany o trudności rodziców związane z nocowankami Jarosław Żyliński przyznaje: – To test umiejętności stawienia granic i wprowadzania zasad wobec dziecka, które nie jest ich dzieckiem — a to bardzo ważne przy nocowankach – podkreśla.

Reklama
Reklama

Uwaga, polowanie. Czego boją się myśliwi?

Jak przekonuje, największym wyzwaniem jest jasność zasad wprowadzanych przez rodziców we własnym domu.

– Gość w naszym domu może ich nie znać i mieć swoje nawyki. Z kolei nasze dzieci, czując „wyjątkowość sytuacji”, mogą próbować naginać zasady domowe, choćby dotyczące godziny zasypiania, korzystania z elektroniki czy słodyczy.

Żyliński podkreśla, że ważny jest również dobry przepływ informacji między rodzicami. Każdy powinien mieć jasność, na co rodzice wysyłający dziecko się zgadzają w zakresie wyżywienia, wspólnie oglądanych filmów czy godziny, o której chodzi się spać.

Reklama
Reklama

– Przede wszystkim nocowanki muszą być w zgodzie ze wszystkimi domownikami. Nie trzeba się na nie zgadzać, nie wszyscy rodzice mają z tym luz i to jest w porządku – mówi psycholog.

Pyszne.pl wywraca swój model do góry nogami. Kurierzy się boją i biją na alarm

Nie każdy jest gotowy na nocowanki. Zawsze możemy powiedzieć „nie”

Pytamy o rodziców, którzy mają obawy związane z nocowankami, albo podejrzewają, że mogą nie udźwignąć dodatkowej odpowiedzialności. – To może znaczyć, że taki rodzic jeszcze nie jest na to gotowy. Może potrzebuje najpierw zaprosić jakieś dzieci na popołudnie, lepiej je poznać albo poznać rodziców tych dzieci? – mówi Jarosław Żyliński.

Jak przekonuje, „jesteśmy społeczeństwem lęku”. – Tak nas wychowują media, podając ciągle straszne informacje, więc my z tymi lękami podchodzimy do wszystkiego – tłumaczy psycholog.

Reklama
Reklama

Czy rodzic z obawami powinien powiedzieć „nie”? – pytamy. – Oczywiście, to jego mieszkanie i jego odpowiedzialność, więc także jego prawo do decydowania. Nawet jeśli ktoś będzie niezadowolony albo nie będzie rozumiał tej decyzji – odpowiada Żyliński.

– Zadaniem dzieci jest dbać o siebie, mieć swoje pomysły i próbować je realizować. Zadaniem rodzica jest patrzeć szerzej, także na swoje potrzeby, i czasami stawiać granice. Frustracja dziecka też jest czymś normalnym – zaznacza.

 

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama