Rząd zrobił to, czego oczekiwali obywatele – zainterweniował na rynku paliw obniżając ceny. Ale rachunek za tańszą benzynę czy olej napędowy i tak może być wysoki. Zapłacą go finanse publiczne i statystyczny Kowalski, przed czym już ostrzegają eksperci. Skutki uboczne mogą pojawić się nawet w przyszłych emeryturach Polaków.

- Rządowy pakiet CPN obniża ceny paliw, a więc łagodzi „ból” przy tankowaniu. Ale końcowy rachunek dla obywateli i tak może być wysoki – przekonują eksperci.
- Przez niższe wpływy z podatków – VAT i akcyzy na paliwa – rząd będzie miał mniej środków na bieżące wydatki. Być może konieczna okaże się nowelizacja budżetu. Rykoszetem może dostać też statystyczny Kowalski.
- Jak wskazują ekonomiści, rząd może próbować łatać wyrwę w finansach publicznych sięgając do kieszeni giełdowych spółek i oszczędzając na wydatkach rozwojowych. To może mieć negatywne skutki dla przyszłych emerytur i obecnej jakości życia Polaków.
Z końcem marca wszedł w życie rządowy pakiet CPN (Ceny Paliwa Niżej). Akcyza na benzyny silnikowe i oleje napędowe jest niższa (odpowiednio o ok. 19 proc. i ok. 24 proc.), zredukowana została także stawka VAT na paliwa (z 23 proc. do 8 proc.). Gabinet Donalda Tuska odpowiedział w ten sposób na kryzys cenowy wywołany wojną w Zatoce Perskiej.
Wpisał się tym w oczekiwania społeczne – już 27 marca publikowaliśmy wyniki sondażu przeprowadzonego dla Zero.pl przez SW Research, które pokazały jednoznacznie, że konsumenci chcieli tarczy osłonowej przed nadciągającą falą drożyzny. Ponad dwie trzecie respondentów – dokładnie 71 proc. – opowiedziało się za tym, by rząd zablokował wzrosty cen paliw na stacjach.
Ceny paliw w dół, deficyt w górę?
Polacy mają odczuć spadek cen paliw jako ulgę dla domowych budżetów. Skutki rządowej interwencji odczuje też budżet państwa – i nie będą to skutki pozytywne. Ministerstwo Finansów już wyliczyło, że obniżenie wpływów z VAT i akcyzy na paliwa będzie kosztować budżet państwa około 1,6 mld zł miesięcznie.
KSeF pod ostrzałem. Prof. Modzelewski: „System generuje chaos i podwójne fakturowanie”
– Moim zdaniem miesięczny koszt pakietu CPN dla budżetu państwa jest bliższy kwocie 1,2 mld zł – VAT i akcyza wprawdzie uległy obniżeniu, ale wzrost notowań ropy i tak przekłada się na wyższe ceny paliw w hurcie, co częściowo neutralizuje ten ubytek z VAT – mówi portalowi Zero.pl Marcin Luziński, ekonomista Santander Banku Polska.
Koszty rządowego pakietu CPN wzięła też pod lupę Rada Fiskalna, która działa od początku 2026 r. To nowa instytucja w polskim systemie finansów publicznych – niezależne grono ekspertów ma opiniować politykę budżetową rządu i doradzać mu w kwestiach dotyczących przejrzystości wydatków.
„Miesięczny koszt obniżki VAT na paliwa to – według komunikatów MF – 900 mln zł,
a akcyzy – 700 mln zł” – zauważa Rada Fiskalna w komunikacie opublikowanym 1 kwietnia. „Obecnie za pewne można uznać koszty w wysokości ok. 1,25 mld zł (cały miesiąc niższego VAT i pół miesiąca niższej akcyzy). Każdy miesiąc obowiązywania zmian powoduje wzrost deficytu sektora instytucji rządowych i samorządowych o ok. 0,04 proc. PKB”.
„CPN ma wprawdzie obowiązywać przejściowo, lecz minister finansów i gospodarki może bezterminowo utrzymać niższą stawkę VAT, a obniżoną akcyzę – do 30 czerwca br. na mocy dalszych rozporządzeń. Przedłużenie pakietu CPN do końca roku oznaczałoby dalszy wzrost deficytu o 0,37 proc. PKB – i prawdopodobnie nowelizację budżetu” – dodają eksperci z Rady Fiskalnej.
Według Rady obowiązywanie pakietu CPN jest „fiskalnie ryzykowne”, czyli niebezpieczne z punktu widzenia kondycji finansów publicznych. Eksperci przypominają, że nasz deficyt należy do najwyższych w Unii Europejskiej i w 2025 r. wyniósł 7,2 proc. PKB. Mowa o deficycie sektora instytucji rządowych i samorządowych, czyli rządu centralnego i administracji na poziomie województw czy powiatów.
– Istnieje wiele możliwych scenariuszy rozwoju wydarzeń – mówi Marcin Luziński z Santandera. – Gdyby pakiet CPN był utrzymywany do końca czerwca, dla budżetu to w ogóle nie byłoby problemem. Gdyby został przedłużony do końca roku, to wtedy robi nam się sytuacja „pół na pół”. Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czemu obniżka VAT i akcyzy na paliwa miałaby obowiązywać do końca roku. Oznaczałoby to, że jest problem z wysokimi cenami ropy. Te wysokie ceny ropy z kolei podbijałyby inflację ogółem, w związku z czym rząd miałby i tak większe wpływy do budżetu z VAT (podatek ten jest płacony od wartości towarów i usług – red.). Równoważyłyby one utracone dochody z VAT i akcyzy.
– Z drugiej strony wysokie ceny paliw i wysoka inflacja ogółem mogłyby postawić rząd przed koniecznością podjęcia dodatkowych działań osłonowych, które mocniej obciążałyby budżet, wymuszając jego nowelizację – dodaje ekonomista. – Nasilenie konfliktu na Bliskim Wschodzie mogłoby też uderzyć w nasz wzrost gospodarczy, co również miałoby negatywne przełożenie na wpływy do budżetu, np. z podatku CIT. Jednocześnie okoliczności byłyby sprzyjające politycznie – rząd pewnie nie musiałby za bardzo tłumaczyć się z tego, że musi nowelizować budżet z powodu kryzysu, którego nie wywołał.
Deficyt budżetu państwa na 2026 r. został zaplanowany na poziomie 271,7 mld zł, przy dochodach prognozowanych na poziomie 647,2 mld zł i wydatkach 918,9 mld zł.
Tarcza paliwowa ma swoją cenę
Nowelizacja budżetu pogarsza wskaźniki „zdrowia” finansów publicznych, ale statystyczny Kowalski nie odczuwa jej jako czegoś, co bezpośrednio wpływa na jego sytuację. Tymczasem taki namacalny wpływ może się pojawić – przekonuje Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan.
„Zakładając utrzymanie tarczy (czyli pakietu CPN – red.) do końca czerwca, mówimy o wyrwie rzędu 4,8 mld zł, która bezpośrednio powiększy deficyt sektora finansów publicznych” – pisze Mariusz Zielonka w komentarzu nadesłanym do redakcji Zero.pl. „Ewentualne próby łatania tej dziury podatkiem od nadmiarowych zysków (windfall tax) uderzą z kolei w giełdowe wyceny spółek i kapitał emerytalny Polaków, tworząc błędne koło”.
Ekonomista Lewiatana odnosi się tutaj do niesprecyzowanych na razie rządowych planów, żeby obłożyć Orlen podatkiem od nadmiarowych zysków.
Beata Szydło 10 lat po wprowadzeniu 500+. „Ludzie nie oczekują już prostych pomysłów”
– Sytuacja jest tak paradoksalna, że im wyższe ceny na rynkach światowych, tym więcej ludzie płacą na stacjach benzynowych. Ale ci, którzy działają w tym biznesie, mają większe zyski. Więc w takich sytuacjach także będziemy reagowali, wprowadzając podatek od nadmiarowych zysków koncernów – tak o pomyśle tej daniny mówił premier Donald Tusk.
Po słowach premiera kurs Orlenu zanurkował. Niższe wyceny spółek giełdowych, w które inwestują fundusze emerytalne czy fundusze PPK, przekładają się na spadek wartości kapitału zgromadzonego na poczet przyszłej emerytury.
Odroczony rachunek za CPN
Mariusz Zielonka zauważa, że tarcza ochronna przeciwko wzrostom cen paliw „kupuje nam czas, ale w ostatecznym rozrachunku zapłacimy za nią wszyscy – w postaci wyższego zadłużenia państwa i uporczywej, rozlanej po całej gospodarce inflacji bazowej, a to wszystko odsuwa nas od kolejnych obniżek stóp procentowych”.
Eksperci Rady Fiskalnej dostrzegają jeszcze jedno zagrożenie: jak piszą, mniejsze wpływy do budżetu mogą oznaczać konieczność szukania oszczędności. Cięcia uderzą w te wydatki państwa, które są kluczowe dla komfortu życia Polaków.
„Zamiast wzmacniać odporność finansów publicznych w okresie podwyższonego ryzyka, działanie rządu prowadzi do dalszego uszczuplenia dochodów państwa bez gwarancji pozytywnego efektu gospodarczego” – piszą. Rada Fiskalna jest zdania, że obniżka podatku VAT może być po prostu nieskuteczna, bo na ceny hurtowe paliw w Polsce w znaczącym stopniu wpływają notowania na międzynarodowych rynkach ropy i produktów paliwowych.
Członkowie Rady Fiskalnej przekonują wreszcie, że mniejsze wpływy do państwowej kasy (z powodu niższego VAT i akcyzy) mogą wywierać presję na rząd, by ten ograniczał wydatki rozwojowe. „W konsekwencji koszty takich działań mogą pośrednio ponosić obywatele poprzez pogorszenie jakości dóbr publicznych, w tym infrastruktury i transportu publicznego” – ostrzegają, sugerując, że rachunek, który zapłacilibyśmy przy dystrybutorze, może po prostu zostać odroczony, ale i tak nas nie ominie.
