– Po raz pierwszy o wsparciu finansowym dla rodzin rozmawiałam z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. To on zaproponował, żeby przygotować taki projekt – mówi Beata Szydło. 10 lat temu wprowadzono 500+, wiceprezes PiS i była premier odpowiada na pytania o wpływ tego programu na sytuację demograficzną, ale też min. o jej relacje z Mateuszem Morawieckim.

Jacek Prusinowski, Zero.pl: Kto wymyślił program 500+?
Beata Szydło, wiceprezes PiS, premier w latach 2015-17: Program 500+ przygotował i wprowadził rząd Prawa i Sprawiedliwości. 500+ to był nasz autorski pomysł. Pamiętam, że po raz pierwszy o wsparciu finansowym dla rodzin rozmawiałam z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. To on zaproponował, żeby przygotować taki projekt, który będzie wspierał rodziny.
Ideę przypisują sobie politycy, którzy zakładali partię Polska Jest Najważniejsza.
Być może mieli swoje pomysły. Dzisiaj to już mało istotne, rozmawiało o tym wiele osób. Ważne, że program powstał, został wprowadzony i że przyniósł naprawdę bardzo dobre rezultaty.
Uważa pani go za najważniejsze osiągnięcie pani rządu?
Wprowadziliśmy dużo ważnych zmian. Koncentrowaliśmy się przede wszystkim na programach społecznych, bo po rządach PO-PSL w tym obszarze widzieliśmy najwięcej problemów. Obniżyliśmy więc wiek emerytalny, ustanowiliśmy minimalną stawkę godzinową, czy wprowadziliśmy nowe świadczenia. Powstało też dużo projektów inwestycyjnych na przykład w obszarze energetyki. Na pewno jednak 500+, to symbol dwóch pierwszych lat naszych rządów. Jestem z niego dumna.
Program 500+ zredukował ubóstwo i wypełnił funkcję socjalną. Nie wyszło, jeżeli chodzi o funkcję prodemograficzną, a przecież takie były oczekiwania. „W Polsce rodzi się bardzo mało dzieci, a my chcemy, żeby Polaków było coraz więcej” – to pani słowa. Dzieci jest dużo mniej.
Można zadać pytanie, czy sytuacja demograficzna nie byłaby jeszcze gorsza, jeszcze poważniejsza, gdyby nie 500+?
Tego się nie dowiemy.
Ten program miał kilka podstawowych celów do zrealizowania. Pierwszym była oczywiście walka z ubóstwem i z biedą, bo pamiętamy tamten czas, kiedy w wielu miejscowościach rodzice po prostu robili zakupy na tak zwany zeszyt. Nie było ich stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb swoich dzieci. Postawiliśmy taką diagnozę jeżdżąc po Polsce. Wszystkie wskaźniki pokazywały później wyraźną poprawę.
Program okazał się też motorem napędowym gospodarki. Szczególnie w mniejszych ośrodkach widać było, że ludzie wydają pieniądze na miejscu. Ważne jest też to, że program stał się swoistym symbolem i pokazał, że rząd po raz pierwszy postawił rodzinę w centrum swojego zainteresowania i w centrum działania.
Ponieśliście porażkę, bo nie udało się odwrócić niekorzystnych tendencji demograficznych?
Nie, absolutnie tak nie uważam. Demografia to bardziej złożony problem. Wszystko, o czym mówiliśmy w kampanii wyborczej, co zadeklarowaliśmy, zostało spełnione. Być może nie osiągnęliśmy pożądanego efektu w obszarze polityki mieszkaniowej, ale na pewno tam też rozpoczęliśmy konkretne działania i rząd Mateusza Morawieckiego poszedł w tym samym kierunku. Nie zgodzę się, by nasze działania nazwać porażką.
Trudniej będzie o etat i podwyżkę. "Czarnych chmur jest całkiem sporo"
Czy samo świadczenie należałoby dziś zrewidować i zmienić? Eksperci Klubu Jagiellońskiego proponują, żeby od razu dać 208 tys. zł po urodzeniu dziecka. Dobry pomysł?
Widziałam te pomysły. Myślę, że ludzie już w tej chwili nie oczekują takich prostych pomysłów polegających na tym, że damy pieniądze i to rozwiąże problem. Dzisiaj wyzwaniem jest polityka mieszkaniowa, polityka zdrowotna. Szczególnie działania obecnego rządu zasiały tu wielką niepewność. Kobiety nie wiedzą, czy będą mogły bezpiecznie rodzić. Trzeba myśleć raczej o strukturalnych i systemowych zmianach i przede wszystkim pobudzić swego rodzaju modę na rodzinę.
Zabrzmiało tak, jakby uważała pani, że 10 lat i wystarczy?
Nie, program powinien być kontynuowany. Zresztą nawet obecny rząd nie odważył się go zlikwidować, mimo że, kiedy byli w opozycji, bardzo go krytykowali. Później przypisali sobie 800+ jako ich dzieło.
Likwidacja 800 Plus i wypłata 200 tys. zł na dziecko? Polacy mocno sceptyczni
Bo oni pierwsi zaczęli wypłacać podwyższone świadczenia.
Jednak to rząd Mateusza Morawieckiego wprowadził ten projekt. Największym wyzwaniem w 2015 r., kiedy przygotowaliśmy tę ustawę i kiedy weszła w życie 1 kwietnia 2016 r., było zabezpieczenie odpowiednich środków w budżecie państwa. To nam się udało.
Świadczenie powinno więc nadal być wypłacane. Natomiast teraz jest też czas na to, żeby przygotować i wprowadzić projekty dotyczące innych sfer życia. Ciągle czekam. aż rząd przedstawi jakąś strategię, jeżeli chodzi o wspieranie rodzin. Wydaje mi się, że ministerstwo rodziny zupełnie ten temat odpuściło.
Prawo i Sprawiedliwość posiada taką strategię? Nic o niej nie słyszałem.
Była konferencja w Katowicach, na której rozmawialiśmy o tych propozycjach, a teraz jest przygotowywana kolejna konferencja, już w ramach programu Alternatywa 2.0, który realizuje Piotr Gliński. Tam będziemy pokazywać konkrety. To musi być bardzo szeroki, przekrojowy projekt, który stanie się strategią przyszłego rządu i będzie po prostu konsekwentnie realizowany.
Wracając do czasów pani rządów. Jarosław Kaczyński popełnił błąd, decydując, by na stanowisku premiera zastąpił panią Mateusz Morawiecki?
Traktuję rząd Prawa i Sprawiedliwości jako całość. Rozpoczęłam w 2015 r., potem w 2017 r. przejął obowiązki Mateusz Morawiecki. Zresztą ja byłam przecież też wicepremierem w jego ekipie, a on w mojej. Czasy się zmieniają, zmieniają się wyzwania i trzeba dopasować do nich ludzi.
Zapytam inaczej. Miał rację prezes Kaczyński dokonując tej zmiany?
Trzymając się tej terminologii, to rządowy dom miał się zawalić po zwycięstwie Karola Nawrockiego. W PiS nie zastanawiano się, czy uda się obalić władzę, ale kiedy do tego dojdzie. Nic takiego się nie stało, widać, że Donald Tusk zostanie premierem do końca kadencji.
Osobiście nigdy nie myślałam, że kiedy Karol Nawrocki wygra wybory, nastąpi szybka zmiana. Bo to, co jeszcze bardziej związało koalicjantów, to właśnie wygrana Karola Nawrockiego. Zdali sobie sprawę z tego, że jedyną szansą na trwanie przy władzy i realizowanie swoich interesów jest trzymanie się razem.
Ta koalicja przetrwa do końca kadencji. Niestety, z niedobrymi skutkami dla Polski, bo w tej chwili już widać, że jest bardzo wiele problemów. Ten rząd nie koncentruje się na tym, co powinien robić, a zaczyna tylko i wyłącznie uprawiać czystą politykę, żeby przetrwać. To nie jest dobre dla naszego kraju.
Przemysław Czarnek miał rozpędzić lokomotywę Prawa i Sprawiedliwości. To już się wydarzyło, macie nową energię, czy jeszcze nie widać tego przyspieszenia?
Oceniam te pierwsze tygodnie bardzo pozytywnie. Profesor Czarnek potrafi przyciągnąć na spotkania bardzo wielu sympatyków, co jest na pewno plusem. Jest bardzo pracowity, bardzo aktywny, a także widać, że potrafi narzucać tematy, które są potem dyskutowane w mediach.
Mam wrażenie, że forsowane przez PiS tematy potrafią ogniskować uwagę tylko wtedy, jeżeli podnosi je też prezydent.
Oczywiście współpraca między prezydentem a szeroko rozumianą prawicą jest niezwykle istotna. To nie jest tylko obóz Prawa i Sprawiedliwości, ale my dzisiaj, spośród tych ugrupowań konserwatywnych, mamy najbardziej spójną propozycję i chcemy, żeby politycy z innych prawicowych partii zrozumieli, że nie ma miejsca na podziały, tylko trzeba pójść razem, jeżeli chcemy wygrać.
Mówiąc o całej prawicy myśli pani o PiS, Konfederacji i o Koronie?
Nie ma możliwości, żebyśmy współrządzili z Koroną. O tym mówił już wielokrotnie prezes Kaczyński. W Konfederacji widzimy wiele wartościowych osób i wiele wspólnych idei. Pewne jest, że kiedy przyjdzie moment decydowania o tym, jak ma kształtować się przyszły rząd, ambicje muszą być schowane do kieszeni.
Na tyle głęboko, że możecie zgodzić się na premiera Konfederacji?
Ostatnio widać pani bliską współpracę z Mateuszem Morawieckim. Można traktować to jako pani wsparcie dla Morawieckiego w podskórnej, póki co batalii o schedę po Jarosławie Kaczyńskim w PiS?
Animozje pomiędzy mną i Mateuszem Morawieckim były mocno przesadzone.
Ale jednak te animozje były.
Nie przesadzajmy. To, że jesteśmy razem na spotkaniach i popieramy Przemysława Czarnka, ma być sygnałem dla naszych koleżanek i kolegów, że trzeba iść razem. Oboje chcemy, żeby Prawo i Sprawiedliwość zwyciężyło. Jako byli premierzy zdajemy sobie sprawę z zagrożeń, które stoją przed Polską. Dlatego uważamy, że trzeba jednoczyć siły. PiS wygrywa wtedy, kiedy jesteśmy zjednoczeni. Naszym jedynym przeciwnikiem jest dzisiaj obecna koalicja rządząca i Donald Tusk. Musimy stanąć wspólnie przeciwko niemu i wygrać wybory.
