Reklama
Reklama
Reklama

Kolejne doniesienia o Szpitalu Południowym. Fortuna za wniosek z KPO?

Warszawski Szpital Południowy miał zapłacić ponad 725 tys. zł za przygotowanie wniosku o dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy, podczas gdy inne placówki wydawały na ten cel zaledwie 25–35 tys. zł. Jak podają media, przetarg zorganizowano z kryteriami, które idealnie spełniała tylko jedna firma.

szpital-poludniowy-warszawa-6
Warszawski Szpital Południowy (fot. Zero.pl)
  • Podczas gdy Górnośląskie Centrum Medyczne czy Szpital Czerniakowski płaciły za wniosek poniżej 30 tys. zł, Warszawski Szpital Południowy miał przeznaczyć na to znacznie wyższą kwotę.
  • W ministerialnym rankingu wniosek WSP osiągnął jednak gorszy wynik punktowy.
  • Stołeczny ratusz informuje, że wszystko odbyło się zgodnie z Prawem zamówień publicznych.

Śledź z nami DZIEŃ NA ŻYWO

O szczegółach postępowania pisze „Gazeta Wyborcza”.

W Krajowym Planie Odbudowy na inwestycje onkologiczne zabezpieczono gigantyczną kwotę 5,2 mld zł. Warunkiem ubiegania się o te fundusze było jednak wcześniejsze zakwalifikowanie się do Krajowej Sieci Onkologicznej (KSO). Warszawski Szpital Południowy (WSP), mimo bliskiego sąsiedztwa z gigantem – Narodowym Instytutem Onkologii – postanowił otworzyć własny profil onkologiczny.

Reklama
Reklama

Placówka nie spełniała wymaganych limitów operacji, jednak otrzymała warunkowy status ośrodka SOLO 1. 

Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, większość polskich szpitali zlecała przygotowanie dokumentacji do wniosku o środki z KPO wyspecjalizowanym podmiotom z wolnej ręki, płacąc za jeden wniosek standardowe 25–35 tys. zł. Dla przykładu Szpital Czerniakowski wydał 28 tys. zł i zdobył 57 mln zł dotacji.

Zupełnie inną drogą poszedł zarząd WSP. Ówczesny prezes Artur Krawczyk miał zaakceptować procedurę, w której koszt wniosku oszacowano na jeden mln zł brutto. Z informacji gazety wynika, że po „rozpoznaniu rynku”, polegającym na zapytaniu dwóch gigantów doradczych, rada nadzorcza w trybie obiegowym zatwierdziła wydatek.

Przetarg z zagadkowym warunkiem

Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, sposób przeprowadzenia samego przetargu budzi ogromne wątpliwości ekspertów. Zamówienie opublikowano wieczorem 17 października 2024 r., dając firmom zaledwie tydzień na reakcję. Co ciekawe, usługę napisania wniosku zakwalifikowano w systemie jako „dostawę”. Najważniejszy miał okazać się jednak specyficzny warunek formalny: szpital wymagał, aby oferent zatrudniał pracownika z wyższym wykształceniem i co najmniej 15-letnim stażem pracy w Ministerstwie Zdrowia, NFZ lub strukturach szpitalnych.

Reklama
Reklama

Do przetargu stanął tylko jeden podmiot – Deloitte Doradztwo Podatkowe, oferując cenę ponad 725 tys. zł. Jak przypomina „GW”, firma ta od sierpnia zatrudniała Agnieszkę Kister, która w resorcie zdrowia przepracowała dokładnie 18 lat, a później kierowała Centrum e-Zdrowia.

Informując o skuteczności starania się o środki z KPO gazeta podaje, że choć szpital ostatecznie otrzymał 49 mln zł dotacji, to w rankingu Ministerstwa Zdrowia zdobył mniej punktów niż placówki, które za wnioski zapłaciły znacznie mniej. Wydane na doradców 725 tys. zł pochodziło bezpośrednio z przyznanych unijnych funduszy.

Szpital Południowy. Ściana milczenia i zaczernione protokoły

Sprawą rozrzutności zainteresowała się była pracownica szpitala, która jako sygnalistka zawiadomiła prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego. Biuro Ładu Korporacyjnego przekazało sprawę radzie nadzorczej szpitala, która w lutym 2025 r. przeprowadziła wewnętrzną kontrolę. Wyniki audytu natychmiast utajniono, powołując się na ochronę interesów handlowych spółki.

Reklama
Reklama

Gdy po długich bataliach przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym sygnalistka wywalczyła wgląd do dokumentu, miała otrzymać protokół, który był niemal całkowicie zaczerniony.

Jak podaje „GW”, władze Warszawskiego Szpitala Południowego odmawiają komentarza w sprawie faktury za wniosek o środki z KPO. Doradcy z Deloitte zasłaniają się tajemnicą klienta, a stołeczny ratusz informuje, że wszystko odbyło się zgodnie z Prawem zamówień publicznych.

Tymczasem nad szpitalem wisi widmo zwrotu całej wielomilionowej dotacji. Jeśli placówka przy kolejnej weryfikacji nie wykaże odpowiedniej liczby operacji onkologicznych, wypadnie z sieci KSO, a unijne miliony trzeba będzie oddać.

Reklama
Reklama