W sieci rozgorzała ostra dyskusja na temat projektu ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów, który wprowadza dla nich dopłaty do składek na ubezpieczenie społeczne. Kontrowersje wzbudzają m.in. zawarte w nowych przepisach progi dochodowe oraz koszty obsługi systemu. – Osoby, które są zaniepokojone tym, że nagle będziemy się zrzucać na artystów, uspokajam. Po pierwsze, nie stać nas na to, by tego nie robić (…) A po drugie, to nie jest nowy przywilej dla artystów, tylko włączenie ich do systemu, z którego już wielu z nas korzysta – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl rzecznik Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Jędrzejowski.

- Piotr Jędrzejowski z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego podkreśla, że nowa ustawa nie jest przywilejem, lecz włączeniem artystów do powszechnego systemu.
- Proponowane przepisy porównuje m.in. do istniejących już rozwiązań dla rolników w ramach KRUS.
- Resort wyjaśnia, że próg 125 proc. minimalnej krajowej jest bezpiecznikiem pozwalającym na wsparcie osób odczuwających wahania koniunktury. Wybrany pułap ma chronić artystów, którzy okresowo mają problem z opłaceniem składek.
Dopłaty do emerytur artystów? „Biedni zapłacą za bogatszych”
We wtorek rząd poinformował o przyjęciu projektu ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny. Zmiany, które przygotowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przewidują „przede wszystkim dopłaty do składek na ubezpieczenia społeczne oraz dostęp do świadczeń zdrowotnych, chorobowych i emerytalnych” – napisano na rządowej stronie internetowej.
Jak dodano, „wsparcie będzie kierowane do artystów osiągających niższe dochody (125 proc. minimalnego wynagrodzenia uzyskiwanego średniorocznie w ostatnich 3 latach, czyli ok. 68 tys. zł rocznie brutto)” oraz „dopłata pozwoli uzupełnić składki do poziomu odpowiadającego minimalnemu wynagrodzeniu”.
Kontrowersje wokół progu uprawniającego do dopłat
Projekt dość szybko wzbudził duże zainteresowanie, także wśród komentujących w serwisie X. Do proponowanych zmian odniósł się m.in. Krzysztof Stanowski. Dziennikarz przypomniał, że gdy w 2024 roku informowano o złożeniu wniosku o rozpoczęcie prac legislacyjnych nad ustawą krąg osób uprawnionych do dopłat definiowano inaczej.
„Prawo do otrzymania dopłaty będzie przysługiwać osobie, która poświęciła istotną część aktywności zawodowej na wykonywanie zawodu artystycznego i która w trzech poprzednich latach podatkowych osiągnęła dochody nie wyższe niż 125 proc. minimalnego miesięcznego wynagrodzenia w poprzednim roku kalendarzowym. (…) Do otrzymania dopłaty będzie uprawniał przychód, który w 2025 r. wyniesie maksymalnie 5 832,50 zł, zaś w 2026 r. – 6 337,50 zł” – można nadal przeczytać na rządowej stronie.
W przyjętym we wtorek projekcie napisano jednak inaczej. „Dopłata jest przyznawana, jeżeli średni roczny dochód artysty zawodowego z 3 lat kalendarzowych poprzedzających okres, o którym mowa w ust. 1 w zdaniu drugim, nie przekroczył 125 proc. dwunastokrotności miesięcznego minimalnego wynagrodzenia za pracę pracowników, ustalonego na podstawie odrębnych przepisów” – czytamy.
„Czy to jest w końcu tak, że dopłacać będziemy ubogim artystom do ZUS-u (jak było w założeniach), czy będziemy dopłacać tym, którzy zarabiają o 25 procent powyżej minimalnego wynagrodzenia, czyli jakieś 6000 brutto miesięcznie? A może ja czegoś nie rozumiem?” – zapytał Krzysztof Stanowski.
O wyjaśnienia poprosiliśmy rzecznika prasowego MKiDN Piotra Jędrzejowskiego. – To nie jest żadna zmiana – zapewnił w rozmowie z Zero.pl.
– Od samego początku zakładaliśmy, że progiem uprawniającym do dopłat są średniomiesięczne przychody z ostatnich trzech lat podatkowych nieprzekraczające 125 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę. Choć rozumiem, że komunikat na stronach rządowych z października 2024 r. mógł zostać odebrany jako nieprecyzyjny, to wystarczy sięgnąć do załączonej wtedy prezentacji. Jasno wskazaliśmy w niej, że bazą są średniomiesięczne przychody z trzech lat – wyjaśnił.
– Potrzeba dużo złej woli, by interpretować ten zapis jako limit roczny. Gdybyśmy operowali kwotą 5 czy 6 tys. zł w skali roku, nie mówilibyśmy o wspieraniu artystów mających problem z opłaceniem składek, ale o osobach, które realnie nie zarabiają na sztuce i nie wykonują tego zawodu – dodał Jędrzejowski.
I podkreślił: – To nie jest ustawa, która opłaca ZUS artystom, którzy nie zarabiają na sztuce, tylko która wyrównuje dopłaty do ZUS-u tym, którzy mają okresowy problem z uzbieraniem składki.
Rzecznika zapytaliśmy też o słowa ministry kultury Marty Cienkowskiej, która w wywiadzie dla Zero.pl mówiła jedynie o progu minimalnego wynagrodzenia. – Ta ustawa wypełnia lukę składkową artystów, którzy nie są w stanie zarobić najniższej krajowej w danym miesiącu, którzy realnie są pod kreską” – powiedziała wówczas.
– Próg 125 proc. minimalnej krajowej jest tu bezpiecznikiem – powyżej tej kwoty wypada się z systemu wsparcia. Dopłatą będą objęci jedynie artyści do tego pułapu, również ci którzy zarabiają mniej. Wybraliśmy taką wysokość, ponieważ praca artystyczna jest specyficzna, sezonowa i podatna na wahania koniunktury, co brutalnie zweryfikowała pandemia – tłumaczył Jędrzejowski.
Dlaczego akurat 125, a nie np. 140 proc.? – Taki pułap pozwala objąć opieką grupę około 20–21 tys. twórców, co stanowi około jednej trzeciej środowiska artystycznego w Polsce i jest jednocześnie rozwiązaniem, które budżet państwa jest w stanie udźwignąć – zastrzegł rzecznik.
Koszty wsparcia dla artystów
A ile nowe przepisy będą kosztowały polskiego podatnika? W serwisie X Krzysztof Stanowski zwrócił uwagę m.in. na stawki wynagrodzenia, jakie projekt ustawy przewiduje dla członków komisji opiniujących, którzy będą decydować o nadaniu statusu artysty zawodowego. To jedno z kryteriów, które będzie warunkować przyznanie dopłaty.
„Członkowi Komisji Opiniującej przysługuje wynagrodzenie za opinię wydaną przez zespół, o którym mowa w art. 32 ust. 2, którego był członkiem. Wynagrodzenie to nie może przekroczyć 2 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w poprzednim roku kalendarzowym” – brzmi odpowiedni fragment projektu ustawy.
„Dobrze liczę, że opinia jednego złożonego wniosku będzie kosztować podatników 570 złotych, przy trzech członkach komisji lub 950 złotych, przy pięciu?” – zapytał Krzysztof Stanowski.
– Jeśli chodzi o wynagrodzenia dla członków Komisji Opiniującej, to górny limit wynagrodzenia ustalony z Ministerstwem Finansów, który zostanie określony w rozporządzeniu, to 50 zł za opinię dla jednego członka komisji. Przy składzie trzyosobowym daje to maksymalnie 150 zł za wniosek – odpowiedział rzecznik MKiDN.
– Przy naszych szacunkach zakładających procedowanie około 14 tys. wniosków rocznie, łączny koszt obsługi przez komisje zamknie się w kwocie ok. 2,1 mln zł w skali roku – wyliczył Jędrzejowski.
Ministerstwo szacuje, że „całkowity koszt funkcjonowania ustawy, uwzględniający zarówno dopłaty do składek, jak i całą obsługę administracyjną, wyniesie rocznie od 350 do 380 mln zł”.
– Sam proces przyznawania dopłat będzie maksymalnie uproszczony i zautomatyzowany. Wysokość wsparcia będzie ustalana indywidualnie dla każdego twórcy. Nie będzie to stała kwota wpływająca na konto artysty, lecz automatyczne uzupełnienie brakującej sumy do poziomu minimalnej składki bezpośrednio na subkonto w ZUS – zapewnia rzecznik.
Biedniejsi „zrzucą się” na artystów?
Resort odpiera także zarzuty, że w ramach nowych przepisów osoby zarabiające minimalną krajową będą się dokładać do składek artystów, którzy mogą zarabiać ponad ten próg.
– Chciałbym odwrócić tę perspektywę: nie stać nas na to, by w artystów nie inwestować - ocenił Jędrzejowski. Jak dodał „kultura generuje obecnie 4 proc. polskiego PKB i ma potencjał na znacznie więcej”.
Poza tym „fundamentem społeczeństwa jest troska o tych, którzy potrzebują zabezpieczenia”. – Rozumiem, że rozwiązania socjalne adresowane do wąskiej grupy osób mogą budzić opór, natomiast tego typu rozwiązania funkcjonują zarówno w ramach prowadzenia działalności gospodarczej, czy KRUS dla rolników – wyliczał rzecznik.
Jędrzejowski zadeklarował także, że „administracja systemu będzie minimalna”. – Dlatego osoby, które są zaniepokojone tym, że nagle będziemy się zrzucać na artystów, uspokajam. Po pierwsze, nie stać nas na to, by się na nich nie zrzucać, ponieważ ich włączenie do systemu ubezpieczeń społecznych będzie miało realny wpływ na gospodarkę. A po drugie, to nie jest nowy przywilej dla artystów, tylko włączenie ich do systemu, z którego już wielu z nas korzysta – tłumaczył.
