Dzienna stawka czarterowa supertankowców z Bliskiego Wschodu do Chin sięgnęła 200 tys. dol. To najwyższe ceny od kryzysu na rynku w czasie pandemii COVID-19. Analitycy zwracają uwagę na zmagania Rosji w związku z sankcjami i na przekierowanie przez ten kraj handlu do Chin.

- Drastyczne wzrosty stawek czarteru supertankowców. Od początku roku ceny wzrosły o 600 proc.
- Rosja transportuje ropę głównie do Chin, co wydłuża transport do trzech miesięcy. Koszty rosną m.in. w związku z koniecznością przeładunku surowca na morzu.
- Atak USA i Izraela na Iran zaburzył ruch na kluczowych szlakach. Tankowce omijają Zatokę Perską, przenosząc część operacji w okolice Egiptu.
- Analitycy przewidują dalszy wzrost cen transportu ropy.
Drastyczne wzrosty cen przewozu ropy tankowcami. Jeszcze przed atakiem Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran dzienna stawka czarterowa dla supertankowców na trasie z Bliskiego Wschodu do Chin przekroczyła 200 tys. dolarów – informuje "Rzeczpospolita". To wzrost o 600 proc. od początku roku, kiedy stawka wynosiła mniej niż 29 tys. dolarów.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Śledź naszą RELACJĘ NA ŻYWO
Jak zauważa gazeta, tak gwałtownych zmian cen frachtu nie notowano od początku pandemii COVID-19. Wojna cenowa Rosji z OPEC doprowadziła wówczas do nadpodaży ropy, a wiele statków utknęło z ładunkiem na morzu.
Nowe szlaki transportu ropy
Rosja zmieniła główny kierunek eksportu ropy naftowej z Indii na Chiny i stanęła przed nowymi wyzwaniami logistycznymi – chodzi przede wszystkim o kosztowne i skomplikowane operacje przeładunkowe na morzu. Dodatkowe komplikacje wiążą się z wykorzystaniem tankowców objętych sankcjami.
Zmniejszony popyt na ropę zmusza ponadto Rosję do przechowywania dużych ilości surowca na tankowcach, co drastycznie zwiększa koszty.
Transport do Chin trwa nawet trzy miesiące, zamiast typowych 5-6 tygodni przy dostawach ropy do Indii.
Według analityków firm Vortex i Kpler, które monitorują ruchy statków, od grudnia nawet 6,9 mln baryłek rosyjskiej ropy przetransportowano z zachodnich portów Rosji przez Kanał Sueski na Morze Czerwone.– Takie działania wskazują na rosnącą zależność dostawców ropy rosyjskiej od Chin – ocenia Anna Żminko z Vorteksa, cytowana przez "Rzeczpospolitą".
Konsekwencje wojny w Iranie: rosną ceny ropy
Atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran oraz wzmożona obecność floty USA w Zatoce Perskiej ograniczyły dostępność dotychczasowych szlaków, zmuszając tankowce do wyboru nowych tras i punktów przeładunku. Coraz popularniejsze stają się usługi przeładunkowe u wybrzeży Egiptu.
Jak zauważa "Rzeczpospolita", analitycy spodziewają się dalszego wzrostu popytu na usługi supertankowców i kolejnych wzrostów cen.
Rynki obawiają się zmniejszonej dostępności surowca. Mimo iż teoretycznie mamy do czynienia z globalną nadpodażą, to przez potencjalne "uwięzienie" wydobytej ropy w krajach Bliskiego Wschodu ogarniętych konfliktem (na skutek blokady Cieśniny Ormuz) światowa gospodarka może odczuwać niedobory.
Aktualna mapa zagrożeń. Do tych krajów nie leć
OPEC+ interweniuje
Sytuację próbowali ratować w niedzielę 1 marca członkowie kartelu producentów ropy naftowej OPEC+, którzy uzgodnili zwiększenie wydobycia o 206 tys. baryłek dziennie w kwietniu (początkowo mówiło się o ok. 137 tys. baryłek), jednak należy pamiętać, że lwia część tej produkcji musi opuścić Bliski Wschód na pokładzie tankowców.
Tu właśnie kluczowa staje się kwestia Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około jednej piątej światowego morskiego transportu ropy naftowej i również około jednej piątej globalnego transportu skroplonego gazu ziemnego.
Jak zauważa Reuters, chociaż ten szlak wodny nie został jeszcze zablokowany, na platformach monitorujących ruch morski można dostrzec, że tankowce gromadzą się po obu stronach cieśniny, obawiając się ataku lub być może nie mogąc uzyskać niezbędnego ubezpieczenia.
"Najbardziej bezpośrednim i namacalnym wydarzeniem wpływającym na rynki ropy naftowej jest faktyczne wstrzymanie transportu przez Cieśninę Ormuz, uniemożliwiające dotarcie na rynki 15 milionów baryłek ropy naftowej dziennie" – powiedział Reutersowi Jorge Leon, szef działu analiz geopolitycznych norweskiej firmy konsultingowej Rystad Energy.