Reklama
REKLAMA
Reklama

Dwukadencyjność ma zniknąć. Ludowcy nie dają za wygraną i zapewniają: teraz się uda

Władysław Kosiniak-Kamysz, Piotr Zgorzelski, Stefan Krajewski, Urszula Pasławska, Adam Jarubas, Radosław Król
Polskie Stronnictwo Ludowe po raz kolejny próbuje znieść dwukadencyjność w samorządach (fot. Marcin Obara / PAP)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

My tego nie odpuścimy, my tę sprawę dowieziemy do końca. To dla nas po prostu sprawa honoru – zadeklarował w czwartek lider ludowców, wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Choć głosy w koalicji są nieco skryte, płynie z nich jeden wniosek: faktycznie zniesienie dwukadencyjności przejdzie.

  • PSL ponownie podejmuje próbę zniesienia dwukadencyjności w samorządach. Lider partii Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział doprowadzenie sprawy do końca po tym, jak ostatnio zabrakło zaledwie trzech głosów.
  • W szeregach koalicji panuje przekonanie, że ustawa tym razem zyska poparcie. Podczas wcześniejszego głosowania zabrakło m.in. siedmiorga posłów KO.
  • Przyszła decyzja prezydenta pozostaje niewiadomą, lecz prezes PiS Jarosław Kaczyński publicznie ocenił dwukadencyjność jako sprzeczną z konstytucją. Taka deklaracja może ułatwić podpisanie ustawy lub przynieść dodatkowe głosy z prawicy.

Przy ostatnim podejściu Polskiego Stronnictwa Ludowego do zniesienia dwukadencyjności zabrakło trzech głosów. Co prawda frekwencja wtedy była na tyle niska, że równie dobrze przegrana mogłaby być znacznie bardziej dotkliwa, głos w świat poszedł jeden: ludowcom się nie udało.

Bynajmniej nie oznacza to, że postanowili się poddać. Wręcz przeciwnie – co jasno zadeklarował podczas kongresu samorządowców lider partii Władysław Kosiniak-Kamysz.

Wicepremier nie jest w swoich twierdzeniach odosobniony. – Teraz projekt musi przejść – słyszymy nieoficjalnie wśród ludowców.

REKLAMA
Reklama

Jak twierdzi nasz rozmówca, nie jest jednak tak, że wtedy nie wyszło im tzw. liczenie szabel. – Wtedy też mieliśmy policzone, tylko nie każdy się wywiązał – stwierdza jeden z czołowych polityków PSL.

I dodaje: – To była jedna z podstaw podpisania przez nas umowy koalicyjnej.

Lewica nie ma dyscypliny, a Koalicja Obywatelska złudzeń

Oficjalnie w umowie koalicyjnej zapisów o zniesieniu dwukadencyjności nie ma. Co innego ustalenia nieoficjalne, które liderzy partii rządzących poczynili pod koniec 2023 r.

Świadomość tych ustaleń ma m.in. Lewica, która – zarówno przy poprzednim głosowaniu, jak i teraz – zarzeka się, że nie wprowadza dyscypliny głosowań.

Przy poprzednim głosowaniu projekt poparło 12 z 21 posłów ugrupowania. Przeciw były Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Daria Gosek-Popiołek, Dorota Olko, Joanna Wicha i Anna Maria Żukowska. Od głosu wstrzymał się lider ugrupowania i marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, a Katarzyna Kotula i Anita Kucharska-Dziedzic w ogóle nie wzięły udziału w głosowaniu.

REKLAMA
Reklama

Ale temat w partii jest żywy. – Nawet ostatnio kłóciliśmy się o niego jakieś dwie godziny – mówi nam rozmówca.

Tyle że niekoniecznie to głosy Lewicy będą tymi, które zaważą na powodzeniu projektu ludowców. Szabli szukać można także w Koalicji Obywatelskiej, gdzie przed dwoma tygodniami cztery osoby były przeciw, a aż siedmioro parlamentarzystów nie głosowała. Wśród nich m.in. premier Donald Tusk, rzecznik rządu Adam Szłapka i minister finansów Andrzej Domański, którzy odbywali podróż do Indii i Wietnamu.

– Zabrakło kilku głosów, które teraz będą. Nie widzę opcji, że teraz to nie przejdzie. Przejdzie, a najwyżej potem rozbije się o prezydenta – słyszymy w Koalicji Obywatelskiej.

Czytaj również: Już raz Nawrocki odmówił podpisu. KO chce zmian w okręgach wyborczych

Co na to prezydent? Posłuchajmy prezesa

A ruch prezydenta jest faktyczną niewiadomą. Jeśli jednak zdecyduje się, żeby propozycję ludowców podpisać, to prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński w czwartek w Sejmie dał mu już wystarczającą podkładkę: – Dwukadencyjność to nasz pomysł sprzed lat i myśmy go przeprowadzili. Ale musimy przyznać, że to jest sprzeczne z konstytucją i w związku z tym złożyliśmy wniosek o zmianę konstytucji.

Kosiniak-Kamysz wydaje się więc w tej kwestii spokojny. – Na to, jaka będzie decyzja prezydenta, wpływu nie mamy. Informacje były sceptyczne, ale może po tej dzisiejszej wypowiedzi przyjdzie refleksja na temat konstytucji i skargi konstytucyjnej – zawyrokował. I kto wie, może jeszcze kilka dodatkowych głosów na prawicy przybędzie.

REKLAMA
Reklama

Może zainteresuje Cię także: 

REKLAMA
Reklama