
Jego partnerka i trzy młode odleciały do Afryki, ale Wojtek po raz kolejny został w Polsce. To już szósta zima, którą bocian spędzi w Olszanach. Mieszkańcy obserwują ptaka i pomagają mu przetrwać trudniejsze dni, choć eksperci podkreślają, że nie każdy bocian pozostający zimą w kraju potrzebuje ludzkiej pomocy.
- Wojtek już po raz szósty został w Polsce, podczas gdy jego partnerka i trzy młode odleciały do Afryki. Bocian zamieszkujący okolice Olszan ponownie spędzi zimę na miejscu.
- Mieszkańcy zorganizowali specjalną opiekę nad ptakiem. Powstała grupa „Sąsiedzi Wojtka”, której członkowie obserwowali bociana, przygotowywali pokarm i śledzili prognozy pogody.
- W najchłodniejszych okresach Wojtek dostawał około dwóch kilogramów drobiowych serc dziennie. Mięso rozmrażano i podawano bez soli oraz przypraw.
Bociany kojarzą się z nieodłącznym elementem polskiej wiosny i lata. Kiedy jednak nadchodzi jesień, większość z nich rusza w kierunku Afryki. Nie wszystkie ptaki decydują się jednak na taką podróż. Przykładem jest Wojtek, który po raz kolejny pozostał w Polsce. Jego historia pokazuje nie tylko zmieniające się zachowania bocianów, ale także to, jak mieszkańcy jednej z kujawsko-pomorskich miejscowości zaangażowali się w pomoc ptakowi.
Coraz więcej bocianów zostaje na zimę
Odlatujące jesienią bociany nie są już widokiem tak jednoznacznym jak dawniej. Pojedyncze osobniki decydują się pozostać w Polsce, zwłaszcza gdy warunki pogodowe pozwalają im znaleźć wystarczającą ilość pożywienia.
Jak tłumaczył Adam Zbyryt, biolog, zoolog i popularyzator nauki, w rozmowie w Dzień Dobry TVN, bociany nie zawsze muszą migrować. Kluczowa jest przede wszystkim dostępność pokarmu.
– Bociany nie muszą wędrować, jeżeli jest taka pogoda, jaką mamy. Nie ma śniegu więc jest bardzo dużo pokarmu. Mają dostęp do nieograniczonego pokarmu – tłumaczył specjalista.
Ekspert zwrócił przy tym uwagę na często powtarzający się mit dotyczący temperatury. Sam fakt, że zimą robi się chłodno, nie oznacza jeszcze, że bocian pozostający w Polsce jest skazany na śmierć.
– To jest mit. Hiszpanie robili taki eksperyment – przez ponad 3. tygodnie nie karmili bocianów. Temperatura ok. 4 st. C. i żaden bocian nie padł, nie miały żadnych problemów z tego tytułu. One są przystosowane do tego, żeby bardzo długo bez pokarmu przetrwać – przyznał.
Czytaj również: To ostatni etap przed odlotem. Bociany rozpoczęły przygotowania
O pozostawaniu części ptaków w Polsce decydować może również ich wiek i kondycja. Zbyryt wskazywał, że wśród bocianów zimujących w naszym kraju często znajdują się osobniki młodociane.
– To są głównie osobniki młodociane, te, które zostają. U bocianów jest tak, że najpierw wykluwa się jeden, kolejnego dnia następny i tak dalej, więc ta różnica jest bardzo duża między np. pierwszym a piątym, bo tyle może być w gnieździe. Zwykle ten piąty to jest taki zapas, jeżeli będzie dobry rok, jeżeli będzie dużo pokarmu, to będzie dobrze odżywiony i poleci, ale często zdarza się tak, że ten ostatni jednak zostaje, bo jest najsłabszy, jeszcze nie dorósł. To są zwykle te ostatnie osobniki – podsumował.
Wojtek wybrał Polskę zamiast Afryki
Jednym z takich nietypowych bocianów jest Wojtek. Ptak związany z Olszanami już po raz szósty nie zdecydował się na jesienną migrację.
Tym razem jego partnerka oraz trzy tegoroczne młode odleciały na południe w pierwszej połowie sierpnia. Wojtek pozostał jednak na miejscu. Ponownie wybrał okolice gospodarstwa pani Ewy, gdzie może liczyć na zainteresowanie i opiekę mieszkańców.
Historia ptaka zaczęła się od zwykłej obserwacji. Z czasem stała się jednak lokalną akcją, w którą zaangażowało się więcej osób.
Jak opowiadał pan Jerzy w rozmowie z National Geographic, mieszkańcy zaczęli niepokoić się o bociana już na początku listopada.
– Już na początku listopada byliśmy zaniepokojeni – wspomina pan Jerzy. – Obserwowaliśmy gniazdo dzień po dniu. W końcu zaczęliśmy alarmować służby i urząd gminy. Trzeba było działać.
Mieszkańcy utworzyli grupę nazywaną „Sąsiedzi Wojtka”. Zamiast pozostawić sprawę służbom, zaczęli wymieniać się informacjami i organizować codzienną obserwację ptaka.
Pani Jolanta wspominała natomiast w rozmowie z National Geographic, że na bociana zwróciła uwagę przypadkiem.
– Zauważyliśmy go o zmroku, jadąc do filharmonii – opowiada pani Jolanta. – W drodze na koncert natknęliśmy się na historię, której nie dało się odłożyć na później.
Najpierw trzeba było sprawdzić, czy bocian rzeczywiście potrzebuje pomocy
Samo pozostanie bociana w Polsce nie jest automatycznie powodem do interwencji. To szczególnie ważne, ponieważ próba samodzielnego dokarmiania albo odławiania zdrowego ptaka może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Przekonała się o tym również Weronika Balińska, która znalazła bociana pozostającego na zimę w pobliżu swojego domu. Początkowo nie wiedziała, co powinna zrobić. Pomoc znalazła dopiero po opublikowaniu filmu w internecie.
– Pomoc uzyskałam dopiero, jak wstawiłam filmik do internetu. Udało mi się uzyskać odpowiedź od internautów, którzy doradzili, do jakich ośrodków rehabilitacyjnych dzwonić, do jakich fundacji – powiedziała w Dzień Dobry TVN Weronika Balińska.
Ostatecznie otrzymała wskazówki, aby przede wszystkim obserwować ptaka.
– Że powinien sobie poradzić, jeśli jest zdrowy, jeżeli lata, jeżeli chodzi, nie dokarmiać na własną rękę, tylko obserwować – dodała.
To właśnie kondycja konkretnego osobnika powinna być najważniejszym kryterium. Zdrowy, aktywny bocian, który potrafi latać i samodzielnie się poruszać, niekoniecznie wymaga interwencji człowieka.
Wojtek dostał własny system opieki
W przypadku Wojtka mieszkańcy zdecydowali się jednak na szczególne działania. Najpierw skontaktowali się z Joanną Szczygłowską z ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt „Feniks” pod Inowrocławiem. Specjaliści mieli ocenić, czy ptak jest w stanie przetrwać zimę i czy potrzebuje transportu.
Przełomowym momentem okazała się noc sylwestrowa. Fajerwerki i huk petard stanowią dla zwierząt duże obciążenie, dlatego mieszkańcy szczególnie obawiali się o Wojtka. Ptak przetrwał jednak noc i następnego dnia nadal znajdował się na swoim miejscu.
Wtedy obserwowanie zamieniło się w regularną opiekę.
Mieszkańcy stworzyli cyfrową grupę, w której ustalali dyżury. Jedni sprawdzali, co dzieje się z ptakiem, inni zajmowali się przygotowaniem pożywienia, a kolejni śledzili prognozy pogody.
Gdy zrobiło się zimniej, pod gniazdem pojawiły się bele słomy, które miały ograniczyć działanie wiatru. Przygotowano również miejsce, w którym można było zostawiać pokarm.
Dwa kilogramy drobiowych serc dziennie
W najchłodniejszych okresach mieszkańcy przygotowywali dla Wojtka około dwóch kilogramów drobiowych serc dziennie. Mięso było rozmrażane i podawane bez soli oraz przypraw.
Z czasem karmnik stał się miejscem, przy którym pojawiały się również inne zwierzęta. Do jedzenia dołączały wrony, kruki, a nawet dwa miejscowe koty.
Historia Wojtka jest przy tym częścią szerszego zjawiska. Bociany zmieniają swoje zachowania, a łagodniejsze zimy i łatwiejszy dostęp do pożywienia mogą sprzyjać pozostawaniu pojedynczych ptaków na terenach lęgowych.
W gminie Aleksandrów Kujawski w przeszłości naliczono 26 bocianich gniazd. Okoliczny krajobraz, z podmokłymi łąkami, rowami i miejscami sprzyjającymi występowaniu żab, zapewnia ptakom warunki do zdobywania pokarmu.