Ceny ropy kontynuują spadek. Środowy wynik jest reakcją rynków na pozytywne informacje, w tym zapowiedź uwolnienia największych w historii awaryjnych rezerw surowca przez Międzynarodową Agencję Energii, a także starania Arabii Saudyjskiej o uruchomienie eksportu ropy szlakiem omijającym zablokowaną Cieśninę Ormuz. Analitycy podkreślają, że sporą rolę odegrała też „werbalna interwencja” Donalda Trumpa.

- Ceny ropy Brent spadają. Notowania tej odmiany surowca są kluczowe dla sentymentu inwestorów, ponieważ na wycenie Brent opiera się większość światowego handlu ropą.
- Na rynki napłynęły w ostatnich godzinach pozytywne informacje. Niedobory ropy, spowodowane wojną na Bliskim Wschodzie, mogą wkrótce zostać częściowo zrównoważone.
- Naftowi potentaci z rejonu Zatoki Perskiej mają plan awaryjny, pozwalający złagodzić skutki blokady Cieśniny Ormuz przez Iran. W uspokojeniu nastrojów na rynkach pomógł też Donald Trump.
Ceny ropy zaczęły spadać już we wtorek, a w środę trend spadkowy jest kontynuowany. Około godz. 6:30 czasu polskiego ropa Brent – stanowiąca globalny punkt odniesienia dla notowań surowca – tanieje o niecałe 3,6 proc. do 88,15 dol. za baryłkę.
Uspokojenie na rynku ropy nastąpiło po tym, jak „Wall Street Journal” poinformował o planach Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) dotyczących uwolnienia największych w historii awaryjnych rezerw ropy. Celem jest zbilansowanie światowej podaży surowca w obliczu blokady Cieśniny Ormuz przez Iran, kluczowego morskiego szlaku dla transportu „czarnego złota”.
Czy koncerny paliwowe zarabiają na kryzysie? Bierzemy pod lupę ceny na stacjach
Wcześniej na rynek napłynęły doniesienia, że także kraje grupy G7 rozważają uwolnienie rezerw ropy.
Kraje Zatoki Perskiej mają plan awaryjny
Pozytywnych informacji z punktu widzenia dostępności ropy jest więcej. Czołowi producenci z Bliskiego Wschodu – Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie – podjęły działania mające na celu zrównoważenie blokady Ormuzu i dostarczenie surowca na rynek alternatywnymi szlakami.
Monarchia Saudów chce w tym celu wykorzystać flotyllę składającą się – według doniesień Bloomberga – z co najmniej 25 supertankowców. Agencja podaje, że zmierza ona w kierunku portu Janbu w Arabii Saudyjskiej, położonego nad Morzem Czerwonym. Bloomberg zauważa, że w przypadku pomyślnego załadunku z portu mogłoby wypłynąć 50 mln baryłek ropy naftowej, skutecznie omijając wąskie gardło w Cieśninie Ormuz.
Dodatkowo Amin Nasser, prezes Saudi Aramco, państwowego giganta naftowego, przekazał, że koncern zwiększy transport ropy rurociągiem wschód–zachód. Jego dzienna przepustowość powinna w ciągu kilku dni osiągnąć maksymalny poziom 7 mln baryłek. To też byłaby spora ulga dla rynku.
Zjednoczone Emiraty Arabskie poinformowały z kolei, że dążą do zwiększenia przesyłu ropy rurociągiem do portu Fudżajra, co pozwoli na eksport surowca z ominięciem Cieśniny Ormuz.
Analitycy cytowani przez CNBC wskazują też, że sporą rolę w uspokojeniu notowań odegrała „werbalna interwencja” amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Przywódca USA w charakterystycznym dla siebie stylu ostrzegł w poniedziałek na swojej platformie społecznościowej Truth Social, że Iran zostanie zaatakowany z „dwadzieścia razy większą siłą”, jeśli nadal będzie podejmował próby blokowania Cieśniny Ormuz.
„Na rynku panuje duży optymizm”
Na razie rynki zdają się zakładać, że żegluga przez kluczową arterię zostanie ostatecznie przywrócona – przekazał w rozmowie z CNBC Bob McNally, prezes Rapidan Energy Group.
– Myślę, że na rynku panuje duży optymizm – stwierdził.
Cieśnina Ormuz zaminowana? Trump grozi Iranowi „konsekwencjami, jakich dotąd nie widziano”
Jednocześnie McNally podkreślił, że rynek wciąż próbuje oszacować skalę zakłóceń w globalnym handlu ropą powstałych na skutek blokady Ormuzu. Jak dodał, traderzy „przez dekady” zakładali, że żaden kraj nie będzie mógł zamknąć cieśniny. W związku z tym sam fakt, że do tego doszło, został odebrany jako „całkowicie katastrofalny i nieoczekiwany” – powiedział analityk.