Reklama

Eskalacja wojny w Zatoce Perskiej. Co dalej z cenami paliw?

Reklama

Nadzieje na szybkie zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie maleją. Rosną za to ceny ropy naftowej i obawy o to, jak ten wzrost przełoży się na ceny paliw. – Rynek szuka teraz miejsca, w którym kupujący dojdą do wniosku, że jest za drogo – mówi w rozmowie z portalem Zero.pl Dawid Czopek, ekspert rynku paliw.

Wojna w Zatoce Perskiej uderza w rynek paliw
Wojna w Zatoce Perskiej uderza w rynek paliw (fot. Marcin Bielecki / PAP)
  • Na rynku ropy mamy do czynienia z szokiem cenowym, który przekłada się na rynki paliw gotowych. Powodem jest wojna w rejonie Zatoki Perskiej.
  • Analitycy nie mają dobrych wieści dla kierowców. Co prognozują, jeśli chodzi o ceny w detalu?
  • Co z dostępnością paliw w Polsce? Mamy stanowiska kluczowych firm z dziedziny logistyki.

Reklama

Maleją nadzieje na szybkie zakończenie konfliktu między USA i Izraelem a Iranem. Władze w Teheranie wysłały do Amerykanów sygnał, że nie zamierzają łagodzić kursu – na nowego przywódcę wybrano syna zabitego w amerykańsko–izraelskich nalotach ajatollaha Alego Chameneiego, Modżtabę Chameneiego. Donald Trump wcześniej mówił, że takiego wyboru nie zaakceptuje. W niedzielnej (8.03) rozmowie z ABC amerykański przywódca nie wykluczył wysłania do Iranu wojsk lądowych.

Ryzyko w cenie każdej baryłki

W poniedziałek 9 marca rano ceny ropy naftowej rosły dwucyfrowo. Cena ropy Brent, globalnego punktu odniesienia dla notowań „czarnego złota”, zbliżyła się do poziomu 120 dolarów za baryłkę. Blisko tego poziomu była też cena amerykańskiej ropy WTI. Ta ostatnia już w niedzielę przekroczyła poziom 100 dolarów za baryłkę – po raz pierwszy od marca 2022 r. (a więc wkrótce po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie).


Reklama

Ceny ropy wystrzeliły. A na giełdach w Azji panika


Reklama

„Impulsem były skoordynowane ataki USA i Izraela na irańską infrastrukturę energetyczną oraz odwetowe uderzenia Iranu na instalacje naftowe w krajach Zatoki Perskiej” – pisze w komentarzu Mateusz Czyżkowski, analityk Rynków Finansowych XTB. „Seria nalotów i ataków dronów doprowadziła do pożarów w magazynach paliw, czasowego wyłączenia rafinerii w Arabii Saudyjskiej oraz zakłóceń pracy terminali LNG i rafinerii w Bahrajnie i Katarze. Rynek odczytuje te wydarzenia nie tylko jako chwilowe zniszczenia, ale jako sygnał, że infrastruktura naftowa w całym regionie stała się celem militarnym, co podbija premię ryzyka w cenie każdej baryłki”. 

Dodatkowo w rynki uderza blokada Cieśniny Ormuz, kluczowego szlaku dla transportu ropy drogą morską, którą zastosował Iran w odpowiedzi na ataki na swoje terytorium. Irak, Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie już zdecydowały o ograniczeniu wydobycia wobec faktu, że ropa nie może „wydostać się” przez cieśninę na światowe wody.


Reklama


Reklama

Przed południem w poniedziałek dynamika wzrostu cen ropy nieco wyhamowała. Była to reakcja na informacje, że kraje grupy G7 planują spotkanie w sprawie uwolnienie swoich awaryjnych rezerw ropy, by uspokoić sytuację podażową (potwierdzili to w rozmowie z CNBC przedstawiciele brytyjskiego Ministerstwo Skarbu i francuskiego rządu).

Rynek nie doszacował konsekwencji wojny?

Informacje o planowanym uwolnieniu rezerw przez kraje G7 na pewno pomogą, ale jest to jak zażycie pastylki przeciwbólowej, a nie wyeliminowanie samej przyczyny bólu – mówi w rozmowie z Zero.pl Dawid Czopek, ekspert rynku paliw i zarządzający funduszem Polaris FIZ.


Reklama

– Tą przyczyną jest kwestia blokady Cieśniny Ormuz – rynek wcześniej chyba nie doszacował, jak dużo ropy nie trafia na rynek przez tę blokadę – stwierdza ekspert. – To 15-17 milionów baryłek dziennie, a więc kilkanaście procent światowej podaży. To jest bardzo dużo.


Reklama

– Dla porównania – w szczycie Covidu, kiedy aktywność gospodarcza na świecie zamarła, dzienne zapotrzebowanie na ropę zmalało o 25 mln baryłek – mówi Dawid Czopek. – Żeby nie odczuwać obecnych niedoborów, musielibyśmy ograniczyć naszą aktywność niemal do tej z czasów pandemii.

Prognozy dla cen paliw

Niedobór ropy to wzrost cen wynikający z obaw o dostępność surowca na rynku. Na co powinni szykować się kierowcy? – Jeśli chodzi o diesla, w tym momencie zmierzamy, niestety, w kierunku 8 zł za litr. Myślę, że ten ceny na poziomie 7,80-8 zł będą naszą rzeczywistością w najbliższych dniach – mówi Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z firmy e-petrol w komentarzu specjalnym przesłanym do naszej redakcji.


Reklama

– Jeśli chodzi o benzynę natomiast, tutaj aż tak drastycznych zmian w górę nie ma, ale są nadal zmiany odczuwalne; na pewno także poziomy przekraczające 6,50 (zł za litr – red.) to już będzie norma w najbliższym czasie, jeśli chodzi o benzynę 95-oktanową – dodaje Bogucki.


Reklama

– Co dalej z cenami? Rynek szuka teraz miejsca, w którym kupujący dojdą do wniosku, że jest za drogo – mówi Dawid Czopek.

– Pamiętajmy jednak, że dotyczy to nie tylko klientów detalicznych, kierowców aut osobowych, ale też np. firm transportowych – dodaje. – O ile ci pierwsi mogą np. zacząć mniej jeździć samochodem, to w tym drugim przypadku trudniej jest podjąć decyzję np. o tym, że nie dowieziemy towarów do sklepu. Przychodzi taki moment, kiedy wyceniany jest najgorszy scenariusz, przy czym rynek fizyczny to jedno, a mamy też przecież do czynienia z zamykaniem pozycji na rynkach finansowych, bo ryzyko jest zbyt duże.


Reklama

Dawid Czopek, na podstawie cen hurtowych paliw z soboty opublikowanych przez Orlen (jak zaznacza, w poniedziałek koncern nie podaje cennika), wskazuje, że 7 marca ceny brutto kształtowały się następująco: 6,24 zł za litr benzyny, 7,75 zł za litr diesla. – Do tego marża stacji, jakieś 30 groszy. Od soboty ceny wzrosły ropy wzrosły o kilkanaście procent, to oznacza co najmniej kilka procent dla cen gotowych paliw, ale sytuacja jest dynamiczna – podkreśla.


Reklama

W poniedziałek minister energii Miłosz Motyka na antenie radia RMF FM powiedział, że jeśli ceny paliw będą rosły, to rząd będzie podejmował działania. „Rozmawiałem z ministrem (finansów, Andrzejem – red.) Domańskim, analizujemy sytuację, jeśli ceny będą rosły, to rząd będzie podejmował działania. Nie wykluczamy żadnego scenariusza. Niewykluczone, że decyzje będą w tym tygodniu” – przekazał.

Warto przy tej okazji odnotować, że decyzje dotyczące Orlenu leżą w gestii ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna.


Reklama

Ceny kształtuje geopolityka

– Kluczowe pytanie to oczywiście: jak długo to potrwa – mówi Dawid Czopek. – Jako UE mamy zapasy ropy na 90 dni. Przy założeniu, że dokładamy codziennie z tej puli 20 proc., zapasy starczyłyby nam na ponad rok – ale pamiętajmy, że nie możemy się tych rezerw całkowicie pozbyć. Jakaś połowa musi zostać z uwagi na istniejące ryzyko geopolityczne i zagrożenie np. sytuacją wojenną.


Reklama

Syn ajatollaha przejmuje władzę w Iranie. Przez lata działał w cieniu

– Wszystko sprowadza się na koniec dnia do odpowiedzi na pytanie, kiedy skończy się blokada Cieśniny Ormuz – konstatuje.


Reklama

Na szybkiej deeskalacji powinno zależeć Stanom Zjednoczonym i prezydentowi Donaldowi Trumpowi, który musi mieć na uwadze nastroje konsumenckie.


Reklama

– W USA ceny paliw w detalu rosną szybciej, bo tam akcyza waży znacznie mniej niż u nas – zwraca uwagę Dawid Czopek. – Obrazowo można więc powiedzieć, że w cenach paliw jest więcej ropy i to sprawia, że są one tak podatne na skoki rynkowe. W maju w USA zaczyna się sezon wyjazdów, wzrasta popyt i wydaje się, że prezydent Trump powinien chcieć szybko zakończyć wojnę, by nie denerwować konsumentów. Pytanie, jaka jest jego optyka.

W tym miejscu warto zauważyć, że Donald Trump we wpisie na platformie Truth Social stwierdził, że przejściowy wzrost cen ropy to „bardzo mała cena” za pokój i bezpieczeństwo USA i całego świata.


Reklama

Czy obawy o niedobór ropy na świecie mogłaby choć w części złagodzić podaż surowca z Wenezueli? Donald Trump po inwazji na ten południowoamerykański kraj w styczniu 2026 r. ogłosił, że chce, aby weszły do niego amerykańskie koncerny i „rozkręciły” wydobycie.


Reklama

– Ropa z Wenezueli znaczy w tej układance tyle, co nic – brakuje nam 17 mln baryłek, a gdyby nawet udało się rozruszać produkcję wenezuelskiego surowca, tak, jak planowała to administracja Trumpa, to na rynek trafiłoby 300 tys. baryłek ropy, w najlepszym scenariuszu około pół miliona – mówi Dawid Czopek.

Zapasy paliw w Polsce

Obawy o światową podaż ropy przekładają się siłą rzeczy na obawy o dostępność ropy i paliw gotowych na polskim rynku. Magazynowanie paliw to domena spółki PERN, spółka Skarbu Państwa odpowiadająca za logistykę naftową i paliwową.


Reklama

– Paliwa magazynujemy w 19 bazach na terenie całego kraju – ich łączna pojemność wynosi 2,8 mln m sześc. – mówi Zero.pl Paweł Łukaszewicz, rzecznik prasowy PERN. – Ropę naftową przechowujemy w czterech bazach o łącznej pojemności 4,2 mln m sześc. Nasza infrastruktura obejmuje także ponad 2500 km rurociągów surowcowych i paliwowych. Jesteśmy również większościowym udziałowcem Naftoportu w Gdańsku.


Reklama

Aktualnie widzimy wzmożone zainteresowanie rynku, ruch w bazach paliw PERN jest większy – mówi rzecznik PERN.

– Obciążenie baz jest na wysokim, ale nie generującym ryzyk operacyjnych poziomie – dostawy realizowane są zgodnie z harmonogramem – uspokaja, dodając, że bazy paliw są przygotowane na wahania w odbiorze, a Naftoport jest w pełnej gotowości operacyjnej, tak, by móc w każdej chwili przyjąć ropę z dowolnego kierunku na świecie.


Reklama

– Poziomy zapełnienia magazynów zależą od harmonogramów oraz cykli dostaw i odbiorów realizowanych przez klientów PERN – zaznacza Paweł Łukaszewicz. – Wartości te mają charakter operacyjny i zmieniają się wraz z cyklem logistycznym. Obecnie wszystkie operacje przebiegają płynnie i zgodnie z planem, bez ryzyka zakłóceń w pracy infrastruktury.

Do klientów PERN należy m.in. Orlen.

Magazynowaniem i dystrybucją paliw na terenie Polski zajmuje się też spółka Unimot Terminale. Jest ona trzecim podmiotem na rynku z pojemnością magazynową wynoszącą 387 tys. m sześc. Na piątkowej (6 marca) konferencji prasowej prezes Grupy Unimot Adam Sikorski mówił, że nie ma podstaw do rozważań o uwalnianiu zapasów paliw.


Reklama

– Jest bardzo daleko do uwolnienia zapasów, nie ma żadnych przesłanek – powiedział Sikorski.

Jak przekazało nam biuro prasowe Unimot, spółka na bieżąco analizuje sytuację na rynku i nie wyklucza, że w najbliższych dniach komentarz z piątku będzie wymagał aktualizacji


Reklama

Źródło: Zero.pl
Katarzyna Dybińska
Katarzyna DybińskaDziennikarka
Tagi: Cenywojna

Reklama