Amerykański konsument jest w depresji. Jego nastroje – według badania przeprowadzanego przez Uniwersytet Michigan – są najniższe w historii. Powodem jest przyspieszenie inflacji, napędzane rosnącymi cenami paliw. – Obecna sytuacja to być może największy ból głowy Partii Republikańskiej przed wyborami połówkowymi do Kongresu – mówi Zero.pl analityk Klubu Jagiellońskiego, Stanisław Starnawski. Presja na Donalda Trumpa rośnie.

- Amerykański konsument jest „w dołku”. Według badania Uniwersytetu Michigan, nastroje konsumenckie w USA są najgorsze w historii – gorsze niż w trakcie pandemii COVID-19 czy wcześniejszych kryzysów naftowych.
- Wojna w Iranie uderza w ceny ropy naftowej, a zatem i w ceny benzyny. Te dla Amerykanów zawsze były miernikiem kondycji gospodarki USA, a także siły nabywczej ich portfeli.
- Donald Trump ma problem, bo zbliżają się wybory połówkowe do Kongresu. Chcąc uspokoić nastroje wśród wyborców, musi szybko zakończyć wojnę w Iranie. Nie jest to jednak takie proste.
Nastroje konsumentów w Stanach Zjednoczonych, mierzone w badaniu Uniwersytetu Michigan, jeszcze nigdy nie były tak złe. Wskaźnik sentymentu spadł do historycznego minimum 47,6 pkt na początku kwietnia z 53,3 pkt w marcu (oczekiwania ekonomistów kształtowały się na poziomie 52 pkt).
„Teraz wy i wasze dzieci macie wszystkich wyręczać”. Stanowski o systemie kaucyjnym
Inflacja w USA rośnie, a z nią obawy konsumentów
Wskaźnik nastrojów konsumenckich w USA według Uniwersytetu Michigan łączy w sobie ocenę sytuacji bieżącej w kraju wraz z oczekiwaniami co do przyszłości. Oba te komponenty zanotowały w kwietniu dwucyfrowe spadki w ujęciu miesiąc do miesiąca, co pokazuje, że wśród Amerykanów narasta strach w związku z wpływem wojny w Iranie na ceny benzyny, energii i ogólną kondycję gospodarki.
– Analizując odczyt indeksu nastrojów konsumenckich w USA, należy patrzeć przede wszystkim na to, jaki jest obecnie krajobraz medialny, jakie informacje konsumują odbiorcy w USA – i faktycznie, są oni bardzo skupieni na konflikcie z Iranem, a poczesne miejsce zajmuje tutaj, oczywiście, blokada Cieśniny Ormuz – mówi w rozmowie z Zero.pl Stanisław Starnawski, analityk Klubu Jagiellońskiego.
– Informacje o skutkach tej blokady docierają do nich w sposób intensywny i jednoznaczny – pamiętajmy, że to społeczeństwo przywiązane do transportu samochodowego ze względu na to, jak wygląda infrastruktura w USA. Ceny benzyny były też zawsze tematem kampanijnym, a rozmowy obywateli przy pompach paliwowych – miernikiem koniunktury i nastrojów politycznych.
Stanisław Starnawski, Klub Jagielloński
Obawy konsumentów znajdują odzwierciedlenie w danych – według amerykańskiego Biura Statystyki Pracy (BLS), inflacja CPI (konsumencka) w USA wzrosła w marcu do 3,3 proc. w ujęciu rocznym z 2,4 proc. rok do roku w lutym. Stało się tak przede wszystkim za sprawą cen paliw, które poszły w górę o ponad 20 proc. w porównaniu z lutym.
„Tu nie ma zaskoczeń – podobne odczyty widzieliśmy wszędzie tam, gdzie urzędy statystyczne zdążyły skompilować marcowy CPI” – zauważają ekonomiści Banku Pekao w komentarzu. „Co więcej, biorąc pod uwagę dalszy wzrost cen paliw na przełomie marca i kwietnia, można spodziewać się, że inflacja CPI przyspieszy ponownie w kwietniu” – dodają, przypominając, że oddział Rezerwy Federalnej w Cleveland prognozuje, że kwietniowa inflacja wyniesie 3,6 proc. w ujęciu rocznym.
Z prognozami tymi zbiegają się rosnące oczekiwania inflacyjne Amerykanów. Badania pokazują, że spodziewają się oni wzrostu cen o 4,8 proc. w ciągu roku. To najwyższy poziom oczekiwań od sierpnia 2025 r.
Wojna z Iranem wpływa na nastroje
Joanne Hsu, dyrektorka badań konsumenckich Uniwersytetu Michigan, cytowana w komunikacie prasowym, zauważyła, że odpowiedzi uczestników ankiety wskazują, iż „wielu konsumentów obwinia konflikt w Iranie za niekorzystne zmiany w gospodarce”.
Zarazem Hsu zauważyła, że większość odpowiedzi zostało zebranych przed ogłoszeniem dwutygodniowego zawieszenia broni na linii USA-Iran 7 kwietnia, a więc badanie odzwierciedla głównie to, jak konsumenci czuli się w marcu.
„Oczekiwania gospodarcze prawdopodobnie ulegną poprawie, gdy konsumenci nabiorą pewności, że zakłócenia w dostawach wynikające z konfliktu w Iranie dobiegły końca, a ceny gazu ustabilizowały się” – przekazała Joanne Hsu.
Na razie jednak sytuacja wokół Iranu pozostaje niepewna – wpływ na to ma przede wszystkim niejasny status żeglugi w Cieśninie Ormuz, kluczowego morskiego szlaku transportowego dla ropy naftowej i gazu ziemnego. Obecnie USA blokują ruch statków korzystających z irańskich portów w tej cieśninie. W efekcie mamy do czynienia z czymś w rodzaju „podwójnej blokady”, bowiem wcześniej Teheran zablokował strategiczną arterię i zapowiedział, że będzie pobierał opłaty od jednostek chcących przewozić tamtędy surowce energetyczne. Waszyngton uznał to za szantaż.
Ponieważ drożność Cieśniny Ormuz jest kluczowa dla notowań ropy i gazu, a także dla notowań produktów ropopochodnych, ryzyko kontynuacji wzrostów cen na stacjach benzynowych utrzymuje się. Ale nie tylko sam koszt tankowania spędza sen z powiek Amerykanom: rosnące ceny biletów lotniczych (z powodu drożejącego paliwa lotniczego) uderzają w ich plany urlopowe, a wzrost kosztów transportu towarów powoduje, że płacą więcej za codzienne zakupy. W efekcie ocena własnej kondycji finansowej konsumentów pogorszyła się w ciągu miesiąca o 11 proc.
Presja polityczna na administrację Trumpa rośnie
Tymczasem w listopadzie br. odbędą się w USA wybory połówkowe do Kongresu — Amerykanie wybiorą Izbę Reprezentantów, a także jedną trzecią składu Senatu. Donald Trump ma tego świadomość i chciałby zapewne jak najszybciej zakończyć wojnę w Iranie, tak, by przestała ona wpływać na bieżącą sytuację gospodarczą w Stanach Zjednoczonych i na nastroje konsumentów. Dla wyborców kolejna amerykańska interwencja wojskowa – której gospodarcze skutki mają zasięg globalny – jest obecnie na tyle ciężkostrawna, że mogą oni chcieć pokazać Partii Republikańskiej żółtą kartkę.
Dlaczego w Polsce brakuje pieniędzy na zdrowie?
– Obecna sytuacja to być może największy ból głowy Partii Republikańskiej przed wyborami połówkowymi – i w związku z tym może być też głównym czynnikiem, na podstawie którego administracja Białego Domu podejmuje teraz decyzje dotyczące wojny z Iranem – zauważa Stanisław Starnawski z Klubu Jagiellońskiego. – Mam tu na myśli skłonność do negocjacji; to, że mówi się o drugiej turze rozmów z Teheranem. Widać, że administracji Donalda Trumpa bardzo zależy na tym, by te kwestie portfelowe, tzw. bread and butter (sprawy codzienne, „chleb powszedni” – red.), uspokoiły się.
– Stawką jest kontrola nad Senatem, bez której nie da się realnie prowadzić polityki – tłumaczy Stanisław Starnawski. – O ile republikanie pogodzili się z utratą izby niższej, czyli Izby Reprezentantów, to obecnie coraz częściej mówi się o tym, że utrata kilku kluczowych stanów w Senacie jest możliwa. Jeszcze kilka miesięcy temu był to nierealny scenariusz.
Donald Trump i jego otoczenie niewątpliwie chcą zakończyć wojnę na Bliskim Wschodzie, ale w tym przypadku sprawdza się amerykańskie powiedzenie „easier said than done” (pol. „łatwiej powiedzieć niż zrobić”).
– Donald Trump, w świetle doniesień „The New York Times”, dał się przekonać Izraelowi, że operacja w Iranie będzie szybka i pozbawiona kosztów politycznych – zauważa Stanisław Starnawski. – Sądził zapewne, że sytuacja potoczy się tak, jak w przypadku interwencji w Wenezueli. Tymczasem te koszty rosną, a wraz z nimi presja w polityce wewnętrznej.
