Reklama
Reklama

George Floyd nie był pierwszy. Sprawy, które rozpaliły Amerykę

TYLKO NA

Mija dokładnie sześć lat od śmierci George’a Floyda. „Nie mogę oddychać” – słowa, które wypowiedział, przyduszany do ziemi przez jednego z funkcjonariuszy – stały się refrenem sfrustrowanych Afroamerykanów. Złość wylali na ulice wszystkich stanów. Protesty były brutalne, krwawe, ale nie najbardziej śmiercionośne. Ameryka „wybuchała” już wcześniej. I zawsze z tego samego powodu...

George Floyd
Ruch Black Lives Matter rozlał się na USA w 2020 roku. (fot. Stephanie Keith / Getty Images)
  • Zanim zmarł George Floyd, Ameryka żyła m.in. głośnymi sprawami Latashy Harlins czy Rodneya Kinga.
  • Wszystkie łączyło jedno: niesprawiedliwe potraktowanie ciemnoskórych obywateli USA. 
  • Zarówno King, jak i Floyd padli ofiarami policjantów, którzy przekraczali swoje uprawnienia. 
  • Ruch Black Lives Matter rozlał się w 2020 roku na całą Amerykę. W trakcie demonstracji, które odbyły się w każdym z pięćdziesięciu stanów, zginęło ok. 25 osób.

– To nie jest telewizja. To nie film. To prawdziwe życie – prokurator Roxane Carvajal ostrzegła członków ławy przysięgłych. – Będziecie świadkami morderstwa. Młoda dziewczyna zginie na waszych oczach.

16 marca 1991 roku. Latasha Harlins, uczennica drugiej klasy liceum, weszła do jednego z kalifornijskich sklepów spożywczych. Wrzuciła do plecaka sok pomarańczowy i podeszła do kasy.

Świadkowie powiedzą później, że trzymała w ręku dwa dolary. Chciała zapłacić. Pomimo tego, ekspedientka, 51-letnia Koreanka Soon Ja Du, oskarżyła dziewczynę o próbę kradzieży. Chwyciła ją za sweter, próbowała wyrwać torbę. Zaczęła się szamotanina, z sekundy na sekundę coraz mniej niewinna. Wreszcie 15-latka powaliła Soon Ja Du ciosem w twarz, rzuciła sok i skierowała się ku wyjściu. Ekspedientka zdążyła wstać. Zza lady wyciągnęła pistolet i bez namysłu strzeliła w tył głowy. Dziewczyna zginęła na miejscu.

Reklama
Reklama

Gdy nagranie pokazano na sali sądowej, dało się odczuć przechodzące po plecach zgromadzonych ciarki. Koreanka płakała. Broniła się, że do wystrzału doszło przypadkowo. Tłumaczyła, że bała się o życie, ale werdykt mógł być tylko jeden: zabójstwo w afekcie. Zasugerowano szesnaście lat więzienia. 

Czytaj też: Kryzys Boeinga: co poszło nie tak i czy firma się odbuduje?

Sędzia Joyce Karlin miała jednak inny pomysł. „Czy pani Du zareagowała niewłaściwie? Oczywiście. Czy była to reakcja uzasadniona? Uważam, że tak. To nie czas na zemstę. To nie czas, żeby dolewać oliwy do ognia. Przecież niezależnie od tego, jaka będzie kara, panią Du czeka cierpienie do końca jej dni” – mówiła w uzasadnieniu. Konkluzja? Oskarżona „została sprowokowana”, „nie zrobi niczego takiego w przyszłości”, więc należy jej się pięć lat w zawieszeniu na dziesięć, 400 godzin prac społecznych i... 500 dolarów kary. Ani dnia za kratkami.

– Gdy usłyszałam wyrok, głośno krzyknęłam, po czym padłam na kolana i zaczęłam płakać. „Nie, Boże, nie!”, pomyślałam. Nie mogłam uwierzyć. Byłam przekonana, że nie żyję i tak właśnie wygląda piekło – wspominała potem Denise Harlins, ciotka zamordowanej dziewczyny.

Reklama
Reklama

– Czy odkąd nie zbieramy bawełny i nie ścinamy trzciny cukrowej, nasze życie nie jest już nic warte? – pytali czarnoskórzy świadkowie procesu. 

Czwórka z LA

Tuż przed zabójstwem Harlins, Ameryka żyła sprawą Rodneya Kinga. 25-letni złodziejaszek na zwolnieniu warunkowym, lekko nietrzeźwy, uciekał przed policją ulicami Los Angeles.

Gdy w końcu oddał się w ręce funkcjonariuszy, ci kazali mu opuścić samochód, a następnie – przez około piętnaście minut – okładali go pałkami, bili, kopali i razili prądem. Na wideo, nagranym amatorską kamerą przez jednego z gapiów, widać czterech atakujących policjantów, otoczonych przez kilkunastu kolejnych: biernie obserwujących, komentujących, śmiejących się.

„Było jak w filmie z gorylami!”, „Dawno nikogo tak nie zlałem!”, „Na pewno jaszczurka na to nie zasłużyła” – cieszyli się potem przez radio.

Reklama
Reklama

To oni pobili Rodneya Kinga w 1992 roku (fot. Getty Images)

Pęknięcia czaszki, złamane kości, powybijane zęby, nieodwracalne uszkodzenia mózgu – bilans „zabaw” funkcjonariuszy był oszałamiający. Dowód w postaci nagrania – niepodważalny. Stacey C. Koon, Theodore Briseno, Timothy Wind i Laurence Powell zostali aresztowani i oskarżeni m.in. o nadużycie władzy, spowodowanie licznych obrażeń czy sfałszowanie raportów.

– Z tego, co widziałem, żaden więzień wojenny służący w amerykańskim wojsku, schwytany przez armię Husseina, nie wrócił tak skatowany – grzmiał przed kamerami Steven Lerman, prawnik Kinga.

Proces stał się medialnym wydarzeniem. Nagranie, które kalifornijska policja uznała początkowo za „nieprzydatne”, puszczały na okrągło wszystkie stacje telewizyjne. Zainteresowanie sprawą ze strony afroamerykańskiej społeczności było na tyle duże, że – „w trosce o sprawiedliwy, obiektywny przebieg” – przeniesiono ją 50 kilometrów na północ od Los Angeles, na bogate przedmieścia, zamieszkiwane w zdecydowanej większości przez białych. W ławie przysięgłych zasiadło dziesięcioro białych, jeden Latynos i jeden Azjata.

Reklama
Reklama

Po trwającym niemal rok procesie, decyzję podjęto błyskawicznie. Werdykt – sensacyjny. „Niewinni”. Nie było nadmiernego użycia siły. Jedenaście złamań kości twarzy, uszkodzenie mózgu, nerki i wybite zęby to efekt „koniecznych działań policji”, która „nie przekroczyła swoich uprawnień”.

– Nasz system dziś zawiódł – grzmiał z mównicy czarnoskóry burmistrz Los Angeles, Tom Bradley. – Ale werdykt ławy przysięgłych nikogo nie oślepił. Widzieliśmy, co się stało. Ludzie, którzy pobili Rodneya Kinga, nie zasługują na to, by przywdziewać mundur.

Gdy uniewinnieni policjanci opuszczali budynek sądu, w ich stronę powędrowały kamienie.

Nieliczna grupa wiwatujących na cześć „bohaterów” starła się z tymi, którzy decyzję przysięgłych uznawali za „skandaliczną”. „New York Times” opisał jedną ze słownych potyczek: 

Reklama
Reklama

– Jakiej jesteś rasy? – krzyczał ciemnoskóry mężczyzna w stronę tłumu białych.

– Jestem Amerykaninem! – usłyszał.

– My nie jesteśmy sądzeni jak Amerykanie!

Krew na ulicach

Zamieszki wybuchły w ciągu zaledwie kilku godzin. Najgoręcej było w południowej części miasta, zamieszkiwanej w większości przez ciemnoskórych.

Reklama
Reklama

Szerokim echem odbił się przypadek Reginalda Denny'ego – kierowcy ciężarówki, wywleczonego z kabiny i dotkliwie pobitego na oczach kamer z przelatującego nad miastem helikoptera. Uderzany butlą tlenową, młotkiem i cegłami, leżał zakrwawiony na środku ulicy. Napastnicy, nazywani potem „Czwórką z LA”, tańczyli wokół nieprzytomnego mężczyzny, wykrzykując nieparlamentarne treści.

Junko Tabei – pierwsza kobieta na Evereście. Historia, która zmieniła świat wspinaczki

Czaszka Denny'ego była pęknięta w 91 miejscach. Lewe oko przemieściło się tak mocno, że niemal wpadło do kanału nosowego. Zdjęcie ze szpitala pokazywano potem jako przestrogę: dokąd prowadzą szalone działania na ulicach Los Angeles i... co może się stać, jeśli zatrzymasz samochód w tłumie protestujących.

30 kwietnia 1992 roku, drugiego dnia zamieszek, na ulice wyszło wojsko. Prezydent George H.W. Bush działał szybko, nadając Gwardii Narodowej wszelkie stosowne uprawnienia. Służby były bezwzględne. Skarżono się potem na ich brutalność, która – zdaniem protestujących i obserwatorów – zamiast ludzi uspokajać, tylko podżegała do dalszych ataków.

Reklama
Reklama

Miasto zajęło się ogniem. Niemal każdy budynek „przyozdabiano” anty-policyjnymi hasłami. Plądrowano sklepy.

– Czy możemy się dogadać? Czy możemy przestać robić to starszym ludziom i dzieciom? Będziemy tu przecież jeszcze przez chwilę. Musimy dojść do jakiegoś porozumienia. Spróbujmy, proszę – apelował Rodney King przed obiektywami kamer.

Choć protesty i rozboje rozlały się daleko poza granice Kalifornii, te w Los Angeles pozostały najbardziej krwawymi. Bilans po pięciu dniach, gdy sytuacja na ulicach wreszcie się uspokoiła, był tragiczny: ok. 60 zmarłych, ponad 2 tys. rannych, 12 tys. aresztowanych – z czego 36 proc. to Afroamerykanie, a 51 proc. Latynosi.

Reklama
Reklama

Zniszczono ponad tysiąc budynków, zdewastowano – „ku pamięci Latashy Harlins” – około 2 tys. sklepów prowadzonych przez Koreańczyków. Straty oszacowane przez miasto wyniosły miliard dolarów.

„Nie mogę oddychać”

Zamieszki z 1992 roku długo były największymi, najbardziej tragicznymi w wolnej Ameryce. Aż do czasu sprawy George’a Floyda.

25 maja 2020 roku, dokładnie sześć lat temu, 46-letni mężczyzna kupił paczkę papierosów w sklepie spożywczym przy rogu Chicago Avenue i East 38th Street w Minneapolis. Ekspedient posądził go o zapłacenie fałszywym banknotem dwudziestodolarowym. Zadzwonił na policję.

Gdy funkcjonariusze Thomas Lane, J. Alexander Kueng i Tou Thao pojawili się na miejscu, Floyd siedział w samochodzie. Był spokojny, nie stawiał oporu. Nie do końca wiadomo, dlaczego jeden z policjantów (Lane) wyciągnął broń i kazał mu wyjść. Floyd miał zacząć się trząść, po czym – według relacji świadków – „aktywnie opierał się założeniu kajdanek”, tłumacząc, że „boi się ich”.

Reklama
Reklama

Historia miłości Emmanuela Macrona. Jak poznał Brigitte?

Kiedy jednak został skuty, Floyd zaczął współpracować, a Lane wyjaśnił mu, że jest zatrzymywany za „puszczenie w obieg fałszywych pieniędzy”. Około 20:14 Floyd „usztywnił się, upadł na ziemię i powiedział funkcjonariuszom, że cierpi na klaustrofobię” – wynika z raportu.

Na miejsce przyjechał Chauvin. On i inni funkcjonariusze uczestniczyli w kolejnej próbie umieszczenia Floyda w radiowozie. Podczas tej próby, o godz. 20:19, Chauvin odciągnął Floyda od strony pasażera, przez co ten upadł na ziemię. Leżał twarzą do chodnika, w kajdankach, usztywniony. Wtedy świadkowie wyjęli telefony i rozpoczęli nagrywanie. Na filmikach słychać jak skuty Floyd mówi, że „nie może oddychać”. Kolano Chauvina było między jego głową a szyją przez prawie dziewięć minut.

Transkrypcje nagrań z kamer nasobnych funkcjonariuszy Lane’a i Kuenga pokazują, że Floyd ponad 20 razy mówił, iż nie może oddychać, kiedy był unieruchomiony. Wołał też matkę i błagał: „proszę, proszę, proszę”.

Reklama
Reklama

W pewnym momencie Floyd wysapał: „Zabijesz mnie, człowieku”. – To przestań mówić, przestań krzyczeć. Mówienie wymaga cholernie dużo tlenu – odpowiedział Chauvin.

Floyd powiedział: „Nie mogę w to uwierzyć, człowieku. Mamo, kocham cię. Kocham cię. Powiedz moim dzieciom, że je kocham. Już po mnie”.

Jedna z kobiet stojących w pobliżu powiedziała do policjantów: „Krwawi mu nos, dajcie spokój”.

Po około sześciu minutach Floyd przestał reagować. Na nagraniach z incydentu widać, że właśnie wtedy zamilkł, a stojący obok ludzie zaczęli nalegać, by funkcjonariusze sprawdzili mu puls.

Reklama
Reklama

Funkcjonariusz Kueng rzeczywiście to zrobił – sprawdził prawy nadgarstek Floyda – ale „nie mógł znaleźć pulsu”. Mimo to pozostali funkcjonariusze nie zmienili pozycji.

O godz. 20:27 Chauvin zdjął kolano z szyi Floyda. Nieruchomy Floyd został położony na noszach i przewieziony karetką do Hennepin County Medical Center. Około godzinę później stwierdzono jego zgon.

Nagranie obiegło świat w ciągu kilku godzin. Reakcja była natychmiastowa – pierwszego dnia zapłonęło Minneapolis, drugiego – niemal cały kraj. Co znamienne, co różniło tę sprawę od innych, wcześniejszych, to fakt, że oburzenie dotknęło przedstawicieli wszystkich ras i orientacji. Protestujący wyszli na ulice nie tylko w Harlemie, Compton czy Watts. Gromadzili się w Portland i w Salt Lake City, w Des Moines i w Louisville, w małych miasteczkach, w których czarnoskórych mieszkańców można było policzyć na palcach jednej ręki.

Reklama
Reklama

„I can’t breathe”, „Black Lives Matter”, „I’m George Floyd” i inne hasła zalały największe place i najpopularniejsze ulice Ameryki. Protesty przetaczały się przez Londyn, Berlin, Amsterdam, Sydney. W Bristolu demonstranci obalili statuę handlarza niewolnikami Edwarda Colstona i wrzucili ją do rzeki. W Brukseli tłum próbował dosięgnąć pomnika króla Leopolda II.

Nie ograniczono się, niestety, wyłącznie do stosunkowo niewinnych incydentów. Gdy tłum wymykał się spod kontroli, rabowano sklepy, niszczono miasta; dochodziło – co jasne – do licznych starć z policją. Śmierć poniosło, według różnych szacunków, od 19 do 25 osób. Mniej niż w Los Angeles 28 lat wcześniej i stosunkowo niewiele, biorąc pod uwagę skalę demonstracji (miało ich być nawet 8 tysięcy, we wszystkich 50 stanach).

W kwietniu 2021 roku ława przysięgłych uznała Chauvina winnym zabójstwa drugiego stopnia, zabójstwa trzeciego stopnia i nieumyślnego spowodowania śmierci. Skazano go na dwadzieścia dwa i pół roku więzienia.

Epilog

Rodney King – po zawarciu ugody, na jego konto wpłynęło spore odszkodowanie. Kupił dom swojej matce, sam zamieszkał na przedmieściach Los Angeles, gdzie raz na jakiś czas pomagał „trudnym” dzieciakom. Syn alkoholika, sam też przegrał walkę z nałogiem. W 2012, na kilka miesięcy przed ślubem, został znaleziony martwy na dnie przydomowego basenu. Autopsja wykazała, że w chwili śmierci – poza alkoholem – w jego krwi były też spore ilości narkotyków. Miał 47 lat.

Reklama
Reklama

Stacey Koon i Laurence Powell – rok po wygranej sprawie o pobicie Kinga, policjanci przegrali proces cywilny. Zostali skazani na 30 miesięcy więzienia. Nigdy nie wrócili do służby. Mieszkają poza Kalifornią.

Timothy Wind i Theodore Briseno – po zakończeniu zamieszek zostali zwolnieni z policji. Niedługo później wyprowadzili się z miasta.

Reginald Denny – po wielu miesiącach rehabilitacji odzyskał zdolność mówienia i chodzenia. Gdy przegrał proces o odszkodowanie z miastem Los Angeles, wyprowadził się do Arizony. W jednym z programów „na żywo” wybaczył swoim oprawcom, apelując o pokój, przypominając, że wśród tych, którzy go uratowali, było wielu czarnoskórych. Od tego czasu nie udziela wywiadów. Z relacji otoczenia wynika, że zajmuje się naprawą motorówek. Ponoć wrócił do samodzielnej jazdy.

Damian Williams – najbardziej znany członek „Czwórki z LA”. Marzył o karierze futbolisty, ale po dotkliwym pobiciu Reginalda Denny'ego (i kilku innych osób) został skazany na dziesięć lat więzienia. Wyszedł, za dobre sprawowanie, po czterech. W 2000 roku został oskarżony o zamordowanie dilera narkotyków Grovera Tinnera i skazany na 46 lat.

Reklama
Reklama

Thomas Lane – najmłodszy stażem spośród czwórki, na miejscu zdarzenia był dopiero czwarty dzień na służbie. Przyznał się do winy w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci i został skazany na 36 miesięcy więzienia. Wyrok odsiaduje równolegle z federalną karą 30 miesięcy za naruszenie praw obywatelskich Floyda.

J. Alexander Kueng – podczas zatrzymania przyciskał Floyda kolanem do ziemi i to on, sprawdzając puls na nadgarstku, stwierdził, że go nie wyczuwa. Mimo to nie zmienił pozycji. Przyznał się do winy i otrzymał 42 miesiące więzienia w sprawie stanowej. Równolegle odsiaduje federalny wyrok trzech lat pozbawienia wolności.

Tou Thao – stał z boku i aktywnie powstrzymywał gapiów, w tym ratowniczkę medyczną po służbie, od udzielenia Floydowi pomocy. Był ostatnim z czwórki, który usłyszał wyrok w sprawie stanowej. Skazano go na cztery lata i dziewięć miesięcy — powyżej stanowych wytycznych — które odsiaduje równolegle z federalnym wyrokiem trzech i pół roku. Na sali sądowej mówił przez dwadzieścia minut o tym, jak po śmierci Floyda odnalazł Boga.

Źródło: Zero.pl
Mr. Y
Mr. YDziennikarz Zero.pl
Reklama
Reklama