Kiedy tych ludzi spytasz, czy Putin jest zbrodniarzem wojennym, to odpowiedzą: „No, zaraz, nie bądźmy tacy pochopni, nie można używać takich ostrych słów”. Ale jak zapytasz, czy zbrodniarzem jest minister Niedzielski: „Tak, oczywiście!” - z politologiem Tomaszem Synowcem rozmawia Grzegorz Sroczyński

Grzegorz Sroczyński, Zero.pl: Po sieci krąży sondaż CBOS, w którym Prawo i Sprawiedliwość ma ledwie 19 proc. „Dziad z Żoliborza będzie się zaraz witał z 15 procentami” - piszą „silni razem”. Co się właściwie dzieje?
Tomasz Synowiec: Podstawowe powody do radości „silni razem” rzeczywiście mają, bo PiS jest słaby. Ale w tym najgorszym sondażu CBOS-u, który sobie rozsyłają jako dowód degrengolady u Kaczyńskiego, najważniejsza informacja jest inna: 17 proc. niezdecydowanych. „Nie wiem, na kogo zagłosuję”. Ogromna grupa.
I co z tego wynika?
Że większość niezdecydowanych na kogoś jednak zagłosuje. Przy urnie wyborczej nie masz opcji „nie wiem”. Dlatego niektóre sondażownie przydzielają niezdecydowanych do poszczególnych partii i wtedy wynik PiS-u nie jest aż tak zły.
Ale jak to przydzielają?
Tak jakby to były prawdziwe wybory i oni musieli podjąć jakąś decyzję. Przecież ci ludzie deklarują, że pójdą na wybory i zagłosują, tylko jednocześnie mówią ankieterom, że nie wiedzą na kogo. Część sondażowni licząc słupki poparcia rozdziela niezdecydowanych pomiędzy partie i robią to proporcjonalnie do poparcia w grupie wyborców zdecydowanych: tyle do Koalicji Obywatelskiej, tyle do PiS, do Lewicy, Konfederacji i tak dalej. Natomiast CBOS ma własny algorytm, który dużo więcej niezdecydowanych przydziela PiS-owi.
Dlaczego więcej?
CBOS analizuje, czy osoby wybierające taką odpowiedź - „Nie wiem, na kogo zagłosuję” - są starsze czy młodsze, ze wsi czy z miasta, jakie są ich zarobki. Pyta też o praktyki religijne, a istnieje wyraźna zależność: im ktoś częściej chodzi do kościoła, tym większa szansa, że głosuje na PiS. Tak czy siak po potraktowaniu 17 proc. niezdecydowanych algorytmem, PiS ma nie 19 proc. poparcia, ale 26 proc. Też słabo, jednak nie tragicznie.
Dlaczego wśród niezdecydowanych jest więcej PiS-owców?
To nie jest stała kosmologiczna. Zdarzały się czasy, że wśród niezdecydowanych było więcej wyborców KO. To się zmienia.
I od czego to zależy?
Po stronie rządowej masz porządek i pewien poziom konsolidacji. Małe partie, poza Lewicą, zostały już wydrenowane z poparcia. Jak ktoś jest za rządem, to głosuje na KO albo Lewicę. Klarowny podział. Wyborcy prorządowi już nie mówią: a, ja to nie wiem, czy zagłosuje na KO, Lewicę czy Hołownię. Nie mają takich dylematów, bo Tusk na swoim podwórku zrobił porządki.
Nie mają powodów, żeby się wahać, bo nie są kuszeni przez nic nowego?
Tak. A z kolei wyborca prawicowy ma w głowie coś takiego: jestem PiS-em zmęczony, PiS mnie wkurza, nie wiem, czy na nich zagłosuję, bo przecież jest alternatywa w postaci jednej lub drugiej konfederacji. I widać, że między partiami na prawicy - zwłaszcza między PiS-em a Braunem - trwają istotne przepływy. Wyborcy na prawicy mają alternatywę, no to ankieterom częściej odpowiadają: nie wiem na kogo. To oznacza, że prawica jako całość - PiS, Konfederacja, Braun - w sondażach jest prawdopodobnie niedoszacowana.
Dlaczego niedoszacowana?
Już to mówiłem: bo część sondażowni przy podawaniu ostatecznych wyników rozdziela niezdecydowanych proporcjonalnie pomiędzy wszystkie partie. Zakładają, że w tej grupie preferencje polityczne rozkładają się podobnie jak wśród całej reszty. A one nie rozkładają się proporcjonalnie. Jeśli prawdziwa jest teza, że więcej tam wyborców prawicy, no to mamy przesunięcie.
Duże?
To mogą być 2-3 punkty procentowe. Tylko pamiętaj, że jeśli faktycznie tak jest, to nie tylko prawica jako całość idzie dwa punkty do góry, ale strona rządowa idzie dwa punkty w dół. Całkiem dużo. Ale absolutnie nie należy z tego wyciągać wniosku: wiadomo, że prawica wygra wybory. Nic nie wiadomo. Drobna zmiana i już obraz wygląda inaczej.
Mistrzowie kopiarki. Dlaczego Polska jest innowacyjna bez innowacji?
Czyli wyborcy uciekają z PiS-u do Brauna. Wiadomo to na pewno?
Owszem. Uciekają do Brauna, ewentualnie się demobilizują. „Nie pójdę na wybory”. Prawdopodobnie alternatywa jest taka, że albo dobry wynik będzie miał Braun, albo dobry wynik będzie miało PiS. Innymi słowy PiS ma szanse wrócić do dużo lepszych notowań - powyżej 30 proc. - jedynie wtedy, gdy Braun się posypie do granicy progu wyborczego.
I ten odpływ do Brauna ma zatamować Czarnek?
Tak. Ale moim zdaniem jest to pomysł totalnie chybiony. Czarnek działa na najtwardszy elektorat. Jeśli kogoś przekonuje, to ktoś taki raczej już głosuje na PiS.
Dlaczego zwolennicy PiS uciekają akurat do Brauna?
Najpierw ważne zastrzeżenie: wyborcy Brauna to nie są wyłącznie ludzie, którzy żyją antysemityzmem i teoriami spiskowymi. Tacy też tam są, ale nie tylko. Duża część to umiarkowani prawicowcy, niezbyt napaleni religijnie albo nawet niereligijni. I jeśli weźmiesz takiego umiarkowanego wyborcę, który trafił do Brauna krętymi ścieżkami polskiej polityki, to on nie będzie wyznawcą sekty „Braun na króla Polski” i tak dalej. Ktoś taki może dość łatwo wrócić do PiS-u albo pójść do Konfederacji, która zyskuje w tych okolicznościach wizerunek partii centrowej i umiarkowanej.
No ale co wyborców PiS-u przenosi do Brauna? Jaki kranik tu działa?
Kilka. Pierwszy to kwestia Ukrainy. Nastroje antyukraińskie w Polsce solidnie wzrosły, a PiS kojarzy się z dawaniem Ukraińcom wszelkich przywilejów. I to, że teraz PiS walczy z tymi przywilejami, dla takiego wyborcy może być niewystarczające. „Wyście to zrobili”. To są wyborcy, którzy mają dość tego, że Ukrainiec mógł mieć NFZ za darmo, a ja musiałem płacić składki, żeby do kardiologa czekać pół roku. Albo uważają, że PiS postąpił głupio, dając broń Ukrainie, a można było sprzedać im tę broń.
No ale dlaczego akurat teraz po czterech latach wojny te nastroje wybiły?
Mamy Ukraińców w Polsce. W szczytowym momencie w 2022 r. 3,5 mln osób, teraz ok. 1,5 mln. Daliśmy duże wsparcie Ukrainie. Jak państwo daje duże wsparcie dużej grupie „obcych”, którzy tu przybyli, a jednocześnie odpuszcza sobie doinwestowanie usług publicznych tkwiących w zapaści, no to takie państwo samo się prosi o kłopoty. W dłuższej perspektywie w każdym społeczeństwie tak to działa.
Jeżeli przyjmujesz na stałe dwa mln obywateli innego państwa, tym bardziej musisz ustawić na tip-top usługi publiczne, żeby nie wkurzać własnych obywateli. O to chodzi?
Jakiś efekt zmęczenia zawsze będzie, cokolwiek by państwo nie robiło, ale można zadbać o skalę tego negatywnego efektu. W Polsce zmiana nastrojów na antyukraińskie jest naprawdę spora. Wiadomo, że jeden z głównych wyznaczników tego, że ktoś głosuje na ugrupowania zwane skrajnymi, jest słaby dostęp do usług publicznych. Było to mierzone w wielu krajach, chodzi o dostęp do transportu, do szpitala, chodzi o to, jak daleko ktoś ma przystanek autobusowy - to wszystko są mierniki podatności na populizm. We Francji liczyli nawet odległości od stacji benzynowych. Im ktoś dalej mieszkał, tym częściej głosował na Marine Le Pen. Jeśli czekasz pół roku na wizytę u specjalisty w ramach NFZ, a potem w kolejce widzisz Ukraińców, to masz kogo obwiniać. To nie jest wina Ukraińców, ale słabego państwa, które nie zadbało wystarczająco o obywateli.
Inny kranik?
Drugi strumyk z PiS-u do Brauna jest covidowy. Uważam, że jeśli mówimy o osiach sporu politycznego w Polsce, to dodałbym coś takiego jak pół-oś sporu. I jest nią covid oraz polityka lockdownowa. Dla większości ludzi nie jest to wyznacznik, jak będą głosować, ale w przypadku Brauna sprawa wygląda nieco inaczej. Częściowo są to zwolennicy teorii spiskowych - pandemii nie było, pandemia to wymysł - ale są tam również ludzie, którzy nie wyznają teorii konspiracyjnych, tylko zracjonalizowali sobie nieszczęścia, jakie ich spotkały. Jest wiele osób, które miały firmy i pobankrutowały przez pandemię. Lockdowny dotknęły ich osobiście. Łatwiej powiedzieć, że to się stało przez decyzje rządu, który niepotrzebnie kraj zamknął, niż zbudować sobie ciąg logiczny, że w Chinach ktoś zjadł nietoperza i pojawił się nowy odzwierzęcy wirus, który do nas dotarł. Łatwiej przyjąć czyjąś winę, niż to, że w wyniku nieprzewidywalności świata i ślepego losu biznes mi upadł, a ja zostałem z długami.
Problem pandemii cały czas w nas buzuje?
W większości z nas zupełnie nie. Zapomnieliśmy, wyparliśmy. Natomiast dla pewnej małej grupy Polaków jest to życiowa trauma. I taka jest podstawa, z której Braun wyrósł. To na tym zbudował 3-4 proc. swojej sondażowej bazy, którą ma na dobre i na złe. Jak tych ludzi spytasz, czy Putin jest zbrodniarzem wojennym, to odpowiedzą: „No, zaraz, nie bądźmy tacy pochopni, nie można używać takich ostrych słów”. Ale jak zapytasz, czy zbrodniarzem jest minister Niedzielski: „Tak, oczywiście!”. Pandemia i polityka lockdownowa stworzyła stałą oś podziału, która co prawda dla większości się zdezaktualizowała, 90 proc. już nie podejmuje decyzji politycznych przez pryzmat tamtych wspomnień, ale 10 proc. tak dostało po tyłku, że będzie pamiętać już zawsze.
Trzeci wężyk z PiS-u do Brauna to nastroje polexitowe, które w Polsce rosną i będą rosły. Rząd próbuje na tym budować oś podziału, spychając w emocje polexitowe PiS i Konfederację, ale obie te partie mówią otwartym tekstem, że nie chcą polexitu. No to jeśli oni nie chcą polexitu, a jedynym, który mówi, że trzeba wychodzić z Unii jest Braun, to gdzie taki nowy wyborca polexitowy ma iść? Jeżeli polexit stał się dla kogoś takiego bardzo istotną sprawą, jedyną opcją staje się Braun, bo obiecuje to, czego taki wyborca najbardziej chce.
Czwartym wężykiem odpływają ludzie, którzy mają dość kłótni w PiS. Ta partia fatalnie broni polityki własnego rządu z tych ośmiu lat, odcina się od części własnych decyzji, ale jednocześnie tych decyzji nie rozlicza. Odcina się od Polskiego Ładu, od polityki covidowej, od polityki unijnej, od zgody na KPO, ale gdzie są rozliczenia? „No, może coś tam było złe”. Ale nadal te same osoby mają realizować politykę PiS, żadnej wymiany nie było. Kupy się to nie trzyma. Albo bronisz swojego rządu, albo bijesz się w piersi i wyciągasz wnioski.
Powiedziałeś, że nastroje polexitowe rosną.
Tak. Pojawiła się nowa grupa wyborców, którzy nie kochali nigdy Unii, ale nie było to dla nich pierwszoplanowe. A teraz polexit jest na tyle dla nich ważny, że idą do Brauna.
No ale co się takiego stało?
Momentem pęknięcia balonika była afera KPO. Bo pieniądze, które nas rozwijają - idą na chodniki, na kanalizację - zmieniły się w pieniądze, które idą na jachty. Tu nie chodzi o ludzi, którzy byli mocno za Unią, a teraz nagle zmienili zdanie, bo ktoś dostał jacht. To tak nie działa. Chodzi o ludzi, którzy już wcześniej byli nieufni - bo Unia nam się wtrąca, chce nam narzucać i tak dalej - a teraz jeszcze te pieniądze idą na zbytki dla bogatych. Jachty stały się takim symbolem, jaki kiedyś ośmiorniczki. To naprawdę się poniosło.
Poza tym przez wyborców prawicowych Unia jest traktowana jako siła, która opowiedziała się jasno po jednej stronie konfliktu politycznego w Polsce. Pamiętają zablokowanie KPO, a przede wszystkim fakt, że natychmiast po odsunięciu PiS-u pieniądze zostały odblokowane. To są wyborcy, którzy żartem będą mówić, że głównym kamieniem milowym dla Brukseli była zmiana rządu. Taki wyborca coraz częściej uważa, że Unia będzie ograniczać decyzje polityczne, które on popiera.
Kolejna przyczyna nastrojów polexitowych to wieloletnia narracja uprawiana przez zwolenników Unii. Polskie elity zarówno liberalne jak i prawicowe tłukły nam do głów, że oto Unia da wam pieniądze. A to się powoli kończy. Zaraz będziemy dopłacać w składkach, bo staliśmy się dużo zamożniejsi niż byliśmy dawniej. Jeśli społeczeństwo zostało nauczone przez własne elity, że w tej całej Unii chodzi jedynie o wyciskanie brukselki, to teraz się nie dziwmy, że łatwo zmienić te nastroje.
Kiedy pisowca pytasz o słabe sondaże, to on mówi: „Ha, ha, tere-fere, tak samo sondażownie nie dawały szans Nawrockiemu. Wszystkie sondaże są skręcone, kupione”. Co byś komuś takiemu odpowiedział?
Ludzie na prawicy faktycznie uważają, że jak wrzucasz sondaż, gdzie na pierwszym miejscu jest KO, to zamówiła go KO. Żartują: „Go-sia, Go-sia”. Pamiętasz tę scenę? W trakcie wieczoru wyborczego Trzaskowski tuż po ogłoszeniu exit poll palnął mowę, że wygrał, podziękował „pierwszej damie”, a sala zaczęła skandować jej imię. Jesteśmy zasypywani sondażami, to się klika, ale ludzie nie rozumieją, bo nikt im tego nie wytłumaczył, że sondaż należy czytać jako widełki. Na przykład obecnie PiS ma od 22 do 28 proc., a KO ma od 28 do 34 proc. poparcia. Spora przestrzeń. Natomiast jeśli chodzi o wybory prezydenckie, to pisowcy mają rację, że Nawrocki był niedoszacowany.
Właściwie dlaczego?
Nie umiem dokładnie odpowiedzieć. Powstał jednolity front, że Trzaskowski wygrywa. Dlaczego wyborca, który słyszał, że jego kandydat nie ma szans, że jest beznadziejny, że nie dostanie nawet 30 proc., ma teraz wierzyć sondażom? Należałem do nielicznego grona, które mówiło: idzie na porażkę Trzaskowskiego. I takie opinie były natychmiast heheszkowane. Bo u nas nie wystarczy się z kimś nie zgadzać, trzeba go jeszcze wyśmiać.
Wtedy napisałeś wprost: popieram Nawrockiego. Po co?
Bo uważałem, że będzie lepszym prezydentem niż Trzaskowski. Nie działam w żadnej partii, ale otwarcie wyrażam swoje stanowisko.
Czy Polska powinna przywrócić pobór? Sondaż pokazuje wyraźny podział
No ale jesteś analitykiem sondaży, to ci nie zgrzyta, że się wprost deklarujesz politycznie?
Może w idealnym świecie analitycy powinni siedzieć w wieży z kości słoniowej, ale w realnym każdy ma poglądy. One oczywiście mogą wpływać na nasze analizy, ale moim zadaniem jest tego unikać. Negatywnie oceniam rządy Tuska, ale nie będę z tego powodu twierdził, że na pewno przegra następne wybory. To dla mnie odrębne pola. Zreszta o czym tu w ogóle rozmawiamy? W Polsce socjologowie i profesura od początku III RP deklarują, kogo popierają. Od 30 lat podpisują kolejne listy otwarte: byle nie Wałęsa, byle nie Kaczyński, byle nie Duda, byle nie Nawrocki. „Nadchodzi faszyzm” i tak dalej. A równocześnie występują w mediach w roli niezależnych ekspertów. Dla mnie jest to w porządku, dopóki analiza jest oddzielona od poglądów.
Ekspercki mainstream w trakcie kampanii prezydenckiej zgodnie gardłował przeciwko Nawrockiemu, co zresztą tylko napędziło mu wyborców. I właśnie to stworzyło iluzję spójności, bo wszyscy mówili w jeden deseń. Większość komentatorów twierdziła, że wygra Trzaskowski, mieli ku temu pewne podstawy, ale poziom ich pewności był totalnie wystrzelony w kosmos. Jak pojawiały się sondażownie, które pokazywały, że Nawrocki może wygrać, to uznano je za niewiarygodne i przemilczano. A potem ten sam grzech pychy i zbytniej pewności popełniła strona pisowska i konfederacka. Po wygranej Nawrockiego zapanowało tam przekonanie, że teraz to już idziemy po większość konstytucyjną. Ani przez moment nie było to prawdopodobne. I nic takiego się nie kroi.
A co się kroi?
Pół na pół. Co oznacza, że niewielkie przesunięcia mogą powodować wielkie przesunięcia wyników. Widzę scenariusz, w którym obecna koalicja zachowuje większość. Jednocześnie uważam, że najbardziej prawdopodobna opcja jest taka, że przyszłego premiera wybierze nam prezydent w trzecim kroku konstytucyjnym.
Bo prawica lekko wygra, ale się nie dogada?
Tak. Wygra na punkciki, ale rząd łatwo nie powstanie. Konfederacja paradoksalnie może mieć większy problem z Braunem niż Kaczyński. Mogą nie chcieć się dogadywać z kimś, kto wszystko im będzie rozwalał, przecież Braun w koalicji będzie nieustannie mówił o wyjściu z NATO i z Unii Europejskiej. Mentzen z Bosakiem wiedzą, że to się może odbić na polskich ratingach, a obniżka ratingu przy wysokim zadłużeniu to jest gigantyczny problem. Mogą się bać, że błyskawicznie zatopi im to poparcie. Taki mechanizm kuli śnieżnej - rosnących odsetek za dług, które musisz spłacać i to ci drenuje budżet - może ich zniszczyć, bo nie będą mogli dać tego, co obiecali. Braun zacznie wygłaszać swoje prawdy objawione, rynki oszaleją, a cenę zapłacą Bosak z Mentzenem. Oni chyba wiedzą, że coś takiego im grozi.
Czy Braun twoim zdaniem może być tymczasowym ugrupowaniem protestu? Na zasadzie, że część wyborców chce partiom mainstreamowym piąchą pogrozić, żeby się bardziej starały, postraszyć, że na Brauna zagłosują, ale zaraz wrócą do PiS-u albo Konfederacji?
Nie sądzę, żeby tak było. Natomiast może zadziałać inny mechanizm: liczba pokemonów, czyli dziwnych ludzi o bardzo egzotycznych poglądach, którzy się kręcą wokół Brauna, może spowodować efekt, który przystrzygł Konfederację w 2023 r. Kiedy zaczęto pokazywać różnych dziwnych ludzi, których wzięli na listy, część bardziej umiarkowanych wyborców powiedziała: no, jednak nie, dziękuję pięknie. W dodatku u Brauna takie pokemony zobaczą nie na piątym czy dziesiątym miejscu na liście, ale to będą kandydaci z jedynkami. I część wyborców tego zwyczajnie nie wytrzyma, odpadną. Chodzi o tych normalsów, którzy nie podzielają przekonania, że pandemia to globalny spisek żydowski, a Braun powinien zostać ogłoszony królem Polski.
Jakie nowe osie sporu widzisz w polskiej polityce? Coś nowego w ogóle się dzieje, czy tylko stare nudy: PiS kontra PO?
Europa kontra Ameryka. O tym trochę była też awantura w sprawie SAFE. Być może ta nowa oś sporu się na tyle mocno zbuduje, że pojawi się dylemat dziecka ze źle przeprowadzonego rozwodu: wolisz mamusię czy tatusia? Zniknie narracja - całkiem rozsądna - że gramy na dwóch fortepianach, jedni bardziej słodzą Ameryce, a drudzy bardziej Brukseli, więc w sumie się uzupełniają, a Polska zyskuje. Zamiast tego będzie: Polaku, wybieraj, USA czy Europa? PiS skutecznie wdrukował w głowy swoim wyborcom, że jak coś jest proniemieckie, to z automatu jest antypolskie, co jest bez sensu. Po drugiej stronie zachodzi podobny proces ogłupiania elektoratu: wszystko, co proamerykańskie, jest teraz dla nas złe.
Na razie dotyczy to Ameryki Trumpa, ale ta emocja może zostać na dłużej. Narracja antyamerykańska działa mocno, bo dla elektoratu KO Trump stał się częścią światowego pisizmu. I gdyby taka emocja antyamerykańska się tu mocno zagnieździła - nawet po odejściu Trumpa - no to będzie to zmiana nastrojów. Antyamerykańskich emocji do tej pory w Polsce niemal nie było, mieliśmy kilkuosobowe demonstracje przeciwko wojnom pod ambasadą USA, podczas gdy w Europie to są tłumy. Polityka zagraniczna była u nas wyjęta ze sporu, co nie jest normalne w innych państwach.
Więc może idą czasy, kiedy jedna strona sporu politycznego będzie wprost mówiła, że musimy postawić na USA kosztem Europy, a druga strona, że musimy stawiać na Unię kosztem Ameryki. Teraz niby wciąż mówią, że trzeba to łączyć, ale jak długo? Przekaz KO w sprawie SAFE tak właśnie brzmi: oto PiS nie chce dawać na polskie firmy, bo woli dawać na amerykańskie. A przekaz PiS-u odwrotnie: KO chce dawać na niemieckie firmy, żeby nas wykluczyć z sojuszu z USA, czyli SAFE jest robiony przeciwko sojuszowi z Ameryką. I wtedy cały na biało wychodzi Braun, który jest zarówno antyamerykański, jak i antyunijny, ogłasza, że trzeba jednocześnie wyjść z NATO i Unii Europejskiej.
Pojawi się do wyborów coś nowego?
Prawie zawsze mieliśmy kogoś, kto próbował. Po stronie liberalnej poziom przywiązania do KO nie jest wysoki, a jednocześnie brakuje alternatyw. Duża część to wyborcy, którzy są tam na zasadzie: byle nie PiS, byle nie prawica. I zresztą po stronie liberalnej krąży pomysł, że jak stworzymy coś ultraliberalnego, to przeciągniemy część konfederackiego elektoratu na swoję stronę. Moim zdaniem to się nie uda.
Dlaczego nie?
Bo wyborca Konfederacji - mimo że niekoniecznie jest konserwatywny - raczej nie jest liberalny w rozumieniu wielkomiejskim. Nawet jeśli mieszka w dużym mieście. Tymczasem nowe ugrupowanie to będzie pewnie coś typu FOR-owskiego (od Forum Obywatelskiego Rozwoju - red.), taka nowa Nowoczesna. Niższe podatki, mniej rozdawnictwa, przyjmijmy euro, a jeśli krytyka rządu, to za brak wyższej kwoty wolnej od podatku. Ale jednocześnie będzie dobrze wiadomo, że jakby co, to popierają rząd. Wyborca Konfederacji tego nie kupi, bo jest bardzo antyrządowy, a jeśli ta nowa siła będzie czerpała z KO i okolic, to nie będzie mogła być mocno antyrządowa. Konfederaci na to powiedzą: „Wy jesteście od Tuska!”, a z kolei wyborca Brauna powie: „Stare Kiejkuty za wami stoją”, czyli że służby was stworzyły. No a druga rzecz: to będzie partia skrajnie prounijna. Nie każdy wyborca Konfederacji jest antyeuropejski i polexitowy - większość taka nie jest - co nie znaczy, że jest to wyborca kochający UE.
Czyli nic poważnego się nie wydarzy?
Wydarzy się po stronie liberalnej, bo tam nie ma teraz konkurencji. Natomiast po stronie prawicowej są trzy partie i wystarczy. One obsługują wszystkie potrzeby.
Ale chodzi mi o realną zmianę klinczu politycznego, w którym tkwimy. A nie że jakiś Ryszard Petru za pieniądze biznesu będzie zakładał partię neoliberalną na cztery procent, co niczego nie zmienia.
Ale jak to nie zmienia? Jeżeli taka partia osiągnie choćby cztery proc. w 2027 r., to może rozstrzygnąć o tym, kto będzie przyszły rząd tworzył. Jeśli zrobi te cztery proc. i znajdzie się pod progiem, to komu to zostanie zabrane? Tuskowi i Koalicji Obywatelskiej. A jeśli z kolei to będzie partia, która albo samodzielnie albo z Polskim Stronnictwem Ludowym zrobi dobry wynik, wyciągnie PSL ponad próg, to się może okazać, że taka partia da władzę Tuskowi.
Chodzi ci o to, że w naszej sytuacji game changerem może być partia z trzema czy czterema procentami poparcia?
No tak. Na przykład jeśli PSL dostanie trzy proc., to układ całkowicie może się zmienić. Niewielka zmiana z punktu widzenia słupków wyborczych może powodować wielką zmianę w realnej polityce.
Czyli po stronie prawicowej to, co jest, to będzie. Po rządowej natomiast będzie się działo. A na razie wynik jest pół na pół ze wskazaniem na prawicę. Taka jest twoja prognoza?
Tak.
Czarnek w tej układance coś zmienia?
Tak jak mówiłem: moim zdaniem Czarnek niczego nie zmieni, bo on jest tylko dla najtwardszego elektoratu PiS. Wyborca Konfederacji nie ma potrzeby głosować na podróbkę obciążoną ośmioma latami rządów. W dodatku Czarnek jest megawyzwalaczem dla liberalno-lewicowej strony, mobilizuje ich do pójścia na wybory, jest świetny do straszenia i budowania osi sporu rząd-konfederacje. „Nadchodzi faszyzm, nadchodzi polexit”. Jagodno już przebiera nogami. To wszystko Tusk zresztą stosuje, byłby głupi, gdyby nie skorzystał z okazji: olaboga, polexit! Do tego Czarnek wizerunek ma, jaki ma, człowieka nieprzesadnie dbającego o kulturę osobistą, nagrodę dzbana roku od kogoś dostał. Nielubiany zwłaszcza wśród młodych. Baza oczywiście go kocha, a jak Braun się posypie - co od Czarnka będzie kompletnie niezależne - to tę zasługę oczywiście przypisze sobie.
A awantura o SAFE coś zmienia?
Nawrocki straci na wecie, ponieważ poparcie dla programu SAFE wykraczało ponad podziały partyjne, potem udało się PiS-owi temat częściowo spolaryzować, ale wciąż z przechyłem opinii publicznej na rzecz SAFE. Natomiast długoterminowo raczej niczego to nie zmieni, bo strona rządowa temat przegrzeje, krzyczy o zdradzie, pozbawieniu wojska pieniędzy, albo że przez PiS nie będzie na wschodzie zapory antydronowej, a potem się okaże, że i tak te pieniądze wzięli. Czyli jak zwykle: wielkie słowa, a wszystko idzie swoim torem. Ludzie tego na dłużą metę nie traktują poważnie.
Dlaczego nastroje społeczne są kiepskie, skoro gospodarka ma się świetnie? Nasz wzrost PKB to cztery proc., europejskie rekordy. A jak CBOS pyta Polaków, czy rząd dobrze prowadzi gospodarkę, to tylko 30 proc. jest zadowolonych. O co tu chodzi?
O to że świat stał się mniej przyjaznym miejscem. Ludzie już nie żyją w przeświadczeniu, że ich dzieci będą miały lepiej, i że będą żyły w lepszych warunkach. Raczej mamy w głowach coś takiego: Jezus Maria, świat się zmienia na gorsze, ciągle wojny, ciągle coś. Polska scena polityczna - Kaczyński, Tusk - jakoś są w to wklejeni i nie mają władzy nad tymi ogólnymi nastrojami. Rząd swoją polityką oczywiście może wpływać na nastroje, ale dużo jest poza jego kontrolą. Optymizmu nie ma, bo świat przestał być dla nas przystanią, która obiecuje, że już zawsze będzie tylko lepiej.
***
Tomasz Synowiec (1996) jest politologiem, doktorantem na UJ, członkiem Klubu Jagiellońskiego, ruchu TAK DLA CPK, ekspertem Instytutu Demokracji Bezpośredniej. Współautor książki „Demokracja bezpośrednia. Wizja – postulaty – doświadczenia – badania”. Specjalista w zakresie systemów partyjnych i wyborczych. Na co dzień analizuje polską politykę, a w szczególności sondaże. Autor strony "Wybory na Świecie" oraz podcastu "Rytm Polityki".
