Reklama
Reklama

Reklama

Co z setkami tysięcy mieszkań? Wiceminister Lewandowski: oczekiwania musimy zderzyć z możliwościami

Reklama
TYLKO NA

– Wiem, że oczekiwania obywateli są takie, aby mieszkań społecznych było jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Tylko te oczekiwania musimy zderzyć z realnymi możliwościami – mówi Zero.pl wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski. Jak dodaje, będzie zadowolony, „jeśli osiągniemy poziom ok. 25 tys. mieszkań rocznie”. Do liczb deklarowanych przez Nową Lewicę przed wyborami ciągle jednak daleko.

red
Na zdjęciu wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski (fot. Tomasz Gzell / Shutterstock/PAP)
  • W rządzie trwa spór o tematy mieszkaniowe Polski 2050 z Nową Lewicą. – Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz politycy Polski 2050 chwalą się też rzeczami, których nie zrobili, choć to w polityce dość powszechne zjawisko – tłumaczy Tomasz Lewandowski.
  • Lewandowski zapowiada walkę z nadużyciami w spółdzielniach mieszkaniowych. – Działania władz spółdzielni na warszawskim Bródnie uważam za niezgodne z prawem. Złożyłem zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa – mówi wiceminister.
  • Wiceszef MRiT w rozmowie z Zero.pl zapowiada przywrócenie licencji dla zarządców i pośredników nieruchomości. – Deregulacja tych zawodów była błędem. Uważam, że w 2027 r. powinniśmy wejść już z przyjętymi przepisami – tłumaczy.

Reklama

Marek Mikołajczyk, Patryk Słowik, Zero.pl: Nowa Lewica przez dwa lata walczyła, żeby odpowiadać w rządzie za mieszkaniówkę. We wrześniu minister Andrzej Domański dał panu wszystkie kompetencje w tej dziedzinie. I co?

Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii, poznański radny Nowej Lewicy: I cztery ustawy z obszaru mieszkalnictwa, które pilotowaliśmy jako Ministerstwo Rozwoju i Technologii, zostały podpisane przez prezydenta. Kolejne trzynaście projektów jest na różnych etapach prac legislacyjnych. Mamy też rekordowy poziom finansowania mieszkalnictwa.

Przyznam szczerze, raczej nie zastanawiam się, czy coś więcej powinienem zrobić, bardziej – czy nie otworzyłem zbyt wielu frontów i czy wszystkie tematy będę w stanie dokończyć.


Reklama

Tymczasem minister funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapewnia, że to ona dba w rządzie o mieszkaniówkę, a Nowa Lewica nic w tej kwestii nie robi.


Reklama

Nie wiem, czy pani minister mówi, że Nowa Lewica nic nie robi. Nie słyszałem takich wypowiedzi.

Mówi dokładnie, że to Polska 2050 pomaga obywatelom na rynku mieszkaniowym. Podkreśla wręcz, że sukces w walce o dostępne mieszkania „ma wielu ojców”, ale „matka jest tylko jedna”. Pan chyba nie jest z Polski 2050?

Nie jestem i nie zamierzam być. Zgodnie z ustawą o działach administracji rządowej ministrem właściwym do spraw mieszkalnictwa jest minister finansów i gospodarki. W ramach kompetencji rozdzielonych przez ministra Andrzeja Domańskiego za ten obszar odpowiadam ja. A jestem z Nowej Lewicy.


Reklama

Przyzna pan, że komunikacyjnie w ogóle tego nie widać.


Reklama

Nie odnoszę takiego wrażenia. Co więcej, cieszę się z działań PR-owych Polski 2050, bo dzięki nim mogę skupić się na pisaniu ustaw i wypracowaniu konkretnych rozwiązań. Pani minister oraz politycy Polski 2050 chwalą się też rzeczami, których nie zrobili, choć to w polityce dość powszechne zjawisko.

Których nie zrobili?

Tak jak już powiedziałem, to Andrzej Domański odpowiada w rządzie za politykę mieszkaniową. To on – i nie nikt inny – inicjuje i prowadzi procesy legislacyjne i zabezpiecza środki na rozwój budownictwa społecznego.


Reklama

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nadzoruje Krajowy Zasób Nieruchomości, który jest udziałowcem społecznych inicjatyw mieszkaniowych (SIM) powołanych w latach 2021-2024.


Reklama

Przecież z faktu, że MSWiA nadzoruje szpitale w całym kraju, nie wywodzimy wniosku, że odpowiada za politykę zdrowotną. Warto odnotować i pochwalić aktywność legislacyjną posłów Polski 2050, jednak uczciwie trzeba powiedzieć, że sprowadzała się ona do zmiany pojedynczych przepisów, a nie do reformy systemu.

Pomówmy więc o tym, co pan robi. We wrześniowej rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” zapowiadał pan, że między lipcem 2025 r. a styczniem 2026 r. ministerstwo uruchomi ok. 4,5 mld zł, co pozwoli na rozpoczęcie budowy nowych lub remonty ok. 20 tys. mieszkań w ponad 900 lokalizacjach. To się udało?

Dokładnie to się zadziało. Między lipcem a grudniem 2025 r. rząd przeznaczył na bezzwrotne granty na budownictwo społeczne i komunalne ponad 2 mld zł.


Reklama

W styczniu 2026 r. uruchomiliśmy kolejne 3,1 mld zł dla gmin i TBS-ów/SIM-ów oraz 400 mln zł dla uczelni wyższych, które inwestują w akademiki.


Reklama

Tłumaczy pan to tak, że kompletnie nie dziwimy się, że narrację przejęła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

To powiem inaczej: tylko w tym roku rząd przeznaczy na budownictwo społeczne i komunalne łącznie aż 4 mld zł, co pozwoli na wybudowanie i wyremontowanie ok. 18 tys. mieszkań na dostępny wynajem oraz stworzenie ok. 2,5 tys. miejsc w akademikach.

Zeszłoroczna pula wystarczyła na ile mieszkań?


Reklama

Na budowę i remont ok. 10,3 tys. lokali. W 2024 r. – było to nieco ponad 6,5 tys. mieszkań.


Reklama

Pan jest zadowolony z tej skali?

Będę zadowolony, jeśli osiągniemy poziom ok. 25 tys. mieszkań rocznie. Uważam, że jesteśmy w stanie to osiągnąć.

Wiceminister rozwoju Tomasz Lewandowski (po lewej) oraz minister finansów Andrzej Domański (po prawej) podczas marcowej prezentacji strategii mieszkaniowej rządu (fot. Leszek Szymański / PAP)


Reklama

Wie pan, że te liczby w ogóle nie są zbliżone do tego, co Nowa Lewica mówiła przed wyborami parlamentarnymi?


Reklama

To są dokładnie te liczby, o których mówiliśmy jesienią 2024 r. na konferencji prasowej w Sejmie. Realizujemy toczka w toczkę to, co zapowiadaliśmy.

Mówi pan o konferencji rok po wyborach. Przed wyborami w 2023 r. Nowa Lewica mówiła coś zgoła innego.

A co mówiła? Bo nie wiem.


Reklama

Może powinien pan zapytać „a co mówiliśmy?”. Wygodnie jest dziś dystansować się od tamtych zapowiedzi. W programie z 2023 r. Nowej Lewicy jest deklaracja budowy 300 tys. mieszkań na tani wynajem w ciągu pięciu lat.


Reklama

Nie dystansuję się, tylko o różnych liczbach słyszałem. Przed wyborami wiele różnych sił politycznych wskazywało wiele liczb. Ja mogę mówić o planach Nowej Lewicy od momentu, gdy za nie odpowiadam.

Pamiętam, jak w 2024 r. rozmawiałem z moimi partyjnymi koleżankami i kolegami i wskazywałem liczbę 25 tys. mieszkań społecznych rocznie. Ona nie budziła zachwytu. Ale gdy liczbę 25 tys. mieszkań społecznych zestawimy ze 130 tys. mieszkań deweloperskich, to już nie wygląda to źle. I – co najważniejsze – ta deklaracja jest realizowalna.

Pana zdaniem 300 tys. mieszkań w ciągu pięciu lat to liczba abstrakcyjna, nieosiągalna?


Reklama

Nie jest ona osiągalna w perspektywie ani tej, ani przyszłej kadencji Sejmu. To oczywiste.


Reklama

Powiem więcej – nie jestem zwolennikiem radykalnego zwiększania liczby dostępnych na rynku mieszkań społecznych w krótkim czasie.

Dlaczego?

Bo to nie zawsze przekłada się na właściwy dobór lokatorów i mądre kształtowanie programów mieszkaniowych na poziomie samorządu. Będzie hurraoptymizm. Samorząd wprowadzi lokatorów na jakichkolwiek zasadach, bez refleksji, bez budowania właściwego miksu społecznego czy wiekowego. To doprowadzi do tragedii i – co najgorsze – podkopania zaufania do mieszkalnictwa społecznego.


Reklama

W tym momencie krytykuje pan program Nowej Lewicy z 2023 r.


Reklama

Nie krytykuję, tylko weryfikuję jego założenia.

I okazuje się, że te założenia były błędne.

Musimy ważyć racje. Wiem, że oczekiwania obywateli są takie, aby mieszkań społecznych było jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Tylko te oczekiwania musimy zderzyć z realnymi możliwościami.


Reklama

Tak ambitne liczby, jak 300 tys. mieszkań, to w mojej opinii horyzont 10-15 lat, ale na pewno nie okres jednej kadencji.


Reklama

A może ta perspektywa zmieniła się, bo przed 2023 r. Nowa Lewica była w opozycji i mogła mówić, co chce, a teraz jest członkiem rządu.

Dzięki Nowej Lewicy rząd realizuje najambitniejszy program mieszkaniowy od 1990 r. Mówię to z pełną odpowiedzialnością – zajmujemy się nie tylko mieszkaniami socjalnymi czy komunalnymi, ale także luką czynszową, budownictwem społecznym i spółdzielczym, zwiększamy liczbę dostępnych gruntów pod inwestycje mieszkaniowe. Poprawiamy efektywność wydatkowania dostępnych środków i skokowo zwiększamy ich wartość.

Przecież dla realizacji ambitnej polityki mieszkaniowej nie wystarczy dosypać pieniędzy. Musi ktoś te mieszkania budować, trzeba dać mu dostęp do gruntów, a całe społeczeństwo musi mieć przekonanie, że system jest sprawiedliwy i mieszkania trafiają we właściwe ręce. Tego podejścia wcześniej nie było.


Reklama

Mieliśmy do czynienia z licytacją na deklarowaną liczbę nowych mieszkań i pompowanie programów zwiększających ceny mieszkań. I jeśli chcieliby panowie sprowadzić tę rozmowę o wiarygodności Lewicy do liczb, to byłoby to głęboko niesprawiedliwe.


Reklama

My po prostu uważamy, że zaraz znów wejdziecie w tryb kampanijny, zorganizujecie wielką konferencję i będziecie opowiadać, że jak po wyborach Nowa Lewica będzie tworzyła rząd, to zbudujecie kilkaset tysięcy mieszkań.

Mogę zapewnić, że jeśli za półtora roku nadal będę odpowiadał za politykę mieszkaniową, to będziemy formułowali postulaty w bardzo mądry sposób. Na pewno nie będzie tam liczb idących w setki tysięcy w formule cztero- czy pięcioletniej.

My już teraz zrobiliśmy ogromny przeskok. Nie lubię tych porównań, ale warto je przytoczyć, żeby pokazać skalę. Przez osiem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości wybudowano 32 tys. mieszkań społecznych i ok. 5 tys. mieszkań w ramach programu Mieszkanie Plus.


Reklama

My zbudowaliśmy 35 tys. mieszkań w ciągu trzech lat. Trzy lata kontra osiem lat. Ktoś powie: „ale nie jest to 300 tys. mieszkań”. To prawda, nie jest.


Reklama

Bo nie jest.

Nie jest. Ale zbudowany przez nas system instytucji, zwiększona podaż gruntów i rozbudowane instrumenty finansowe pozwolą na to w przyszłości.


Reklama

W ubiegły piątek w Sejmie Nowa Lewica złożyła projekt ustawy wprowadzającej wyższy podatek od trzeciego i kolejnego mieszkania. Zmienia się także filozofia opodatkowania nieruchomości – liczony miałby być od wartości mieszkania, a nie od powierzchni. Nazywacie to „podatkiem od biznesu mieszkaniowego”, który można też nazwać podatkiem katastralnym.


Reklama

Intencją Nowej Lewicy było zaproponowanie nowego modelu opodatkowania nieruchomości mieszkalnych, który będzie miał szansę zyskać szersze poparcie, przejść przez Sejm i wejść do porządku prawnego, a przy okazji także wywołanie dyskusji i odkłamanie pewnych mitów.

Co ważne, zgodnie z tą propozycją osoby posiadające jedno lub dwa mieszkania albo domy jednorodzinne płaciłyby taką samą stawkę podatku od nieruchomości jak dotychczas.

Na tej zasadzie możecie dyskutować latami.


Reklama

I to robimy. Mam wrażenie, że w tej kadencji po raz pierwszy znalazła się przestrzeń, aby rozmawiać na poważnie o opodatkowaniu nieruchomości. Proszę zwrócić uwagę na to, że rozwiązania proponowane przez Nową Lewicę nie były pisane w myśl zasady „dokopać bogatemu”.


Reklama

Nie ma tam podatku płaconego od trzech czy 10 proc. wartości nieruchomości i propozycji wprowadzenia rozwiązań z „niedzieli na poniedziałek”, bo takie propozycje, choć miłe sercu wielu komentatorów, ośmieszają idee nowej konstrukcji podatku i mrożą go na kolejne lata.

Cel jest prosty – przekierować inwestycje z rynku mieszkań na inne rynki. Mieszkania są do mieszkania, a nie do inwestowania.

Wicemarszałek Senatu Magdalena Biejat, szefowa klubu Nowej Lewicy Anna Maria Żukowska oraz rzecznik partii Łukasz Michnik w Sejmie podczas prezentacji projektu ustawy o „podatku od biznesu mieszkaniowego” (fot. Nowa Lewica)


Reklama

Panie ministrze, powiedzmy sobie szczerze – żadnego tego typu podatku do końca tej kadencji nie uda się wprowadzić.


Reklama

Cóż, prezydent zapowiedział, że nie zgodzi się na żaden nowy podatek, choć my zakładamy zmianę już obecnego systemu.

My nie o tym. Ustawa nie trafi nawet na biurko prezydenta. Projekt złożyliście drogą poselską, bo szef resortu Andrzej Domański powiedział, żeby tego nie robić drogą rządową. W tym sensie nie macie zgody na zmianę nawet wewnątrz koalicji. Nie ma co się czarować.

Wiedzą panowie, co jest dla mnie wartością? Sama dyskusja na ten temat i zwrócenie uwagi na problem traktowania rynku mieszkaniowego jako instrumentu finansowego. Ten podatek prędzej czy później, w tej czy innej formie, wejdzie w życie. To mocny sygnał dla obecnych i potencjalnych inwestorów.


Reklama

Czas wynosić się z rynku inwestycji mieszkaniowych. To z kolei ustabilizuje na stałe ceny mieszkań. Już sama dyskusja o tym podatku wyhamowuje wzrost cen mieszkań. Podobnie zresztą było z programami dopłat do kredytów. Już samo opowiadanie o nich przez środowiska deweloperskie napędzało ceny mieszkań.


Reklama

Czego pan zatem oczekuje od koalicjantów w tym względzie? Skoro ustaliliśmy, że o poparciu mowy być nie ma.

Przede wszystkim merytorycznej dyskusji o opodatkowaniu nieruchomości. Dyskusji o tym, że opodatkowanie mieszkań powinno być takie, by zniechęcało do inwestowania w nie. By oszczędności Polek i Polaków były inwestowane w rynki kapitałowe i służyły rozwojowi gospodarki, a nie pogłębiały nierówności społeczne.

O tym, że podatek od nieruchomości – poza celem fiskalnym – powinien pozwalać lokalnej społeczności efektywnie zarządzać przestrzenią np. przez mobilizowanie do przeprowadzania remontów czy lokowania w budynkach odpowiednich funkcji.


Reklama

Przejdźmy do kwestii spółdzielni mieszkaniowych. Mawia pan niekiedy, że atmosfera wokół spółdzielni musi zostać oczyszczona. Czy pana zdaniem spółdzielnie są dziś ubrudzone, ubłocone?


Reklama

Jestem przekonany, że trzeba oczyścić, odświeżyć model, w którym funkcjonują spółdzielnie. Trzeba wprowadzić zasady, które spowodują, że będą one działały transparentnie. Myślę tu o zmianach w samym sposobie zarządzania spółdzielniami.

Kto dziś nadzoruje funkcjonowanie spółdzielni mieszkaniowych w Polsce?

Wszystkie zarządy spółdzielni i związki rewizyjne odpowiedziałyby panom, że to własność prywatna członków, więc państwu od tego wara. I to zazwyczaj słyszę, gdy konsultuję z prezesami spółdzielni projekty kolejnych regulacji. Ten ton diametralnie się zmienia, gdy proszą nas o grunty lub o regulację związaną z niejasnymi sytuacjami prawnymi danych terenów.


Reklama

Zgodzi się pan, że dwa kluczowe organy, które powinny nadzorować sytuację w spółdzielniach, to Krajowa Rada Spółdzielcza i Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych RP?


Reklama

Tak, oczywiście, nie mam co do tego wątpliwości. Problem w tym, że nie dbają w wystarczający sposób o los członków spółdzielni.

Podziela pan pogląd, że władze KRS i związku rewizyjnego to tak naprawdę koledzy tych, których powinni nadzorować?

Tak ten system został zbudowany. Lustracja spółdzielni mieszkaniowych często jest fikcją. Dobrze przeprowadzona lustracja powinna być zbiorem rekomendacji na przyszłość, jak dana spółdzielnia powinna funkcjonować. Dziś trudno mówić o instrumencie kontroli, bo ostrze lustracji jest absolutnie stępione.


Reklama

Czy ktoś w Sejmie zajmuje się spółdzielczością mieszkaniową?


Reklama

Są zespoły, choćby parlamentarny zespół ds. spółdzielczości mieszkaniowej. Być może jest to ciekawe miejsce do zderzenia różnych punktów widzenia na temat spółdzielczości.

Pana zdaniem dobrą praktyką jest fakt, że poseł Kamil Wnuk, przewodniczący zespołu ds. spółdzielczości mieszkaniowej, jest równocześnie członkiem rady nadzorczej w jednej ze spółdzielni mieszkaniowej?

Trudno mi to ocenić.


Reklama

Kto jest głównym ekspertem prawnym tego zespołu?


Reklama

Prym w czasie wszystkich spotkań wiedzie niejaki pan mecenas Piotr Pałka.

Który jest jednocześnie prawnikiem spółdzielni mieszkaniowych oraz całej Krajowej Rady Spółdzielczej. Mówił pan chwilę temu o konieczności oczyszczenia spółdzielni mieszkaniowych. Nowa Lewica włada Sejmem. Może należy zacząć od oczyszczenia Sejmu z wpływu wieloletnich prezesów spółdzielni mieszkaniowych? Dlaczego pan o tym nie mówi, dlaczego pan z tym nie walczy?

Z tym władaniem Sejmem to trochę panowie przesadzili. O pewnych rzeczach można mówić. Ja wolę pewne rzeczy robić.


Reklama

W styczniu tego roku weszła w życie „mała” nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, która m.in. ograniczyła rolę pełnomocników na walnych zgromadzeniach spółdzielni – z całego kraju płynęły do nas sygnały, że na wielu walnych dochodziło na tym tle do różnego typu nadużyć i kontrowersji.


Reklama

Obecnie pracujemy nad „dużą” nowelizacji ustawy, w ramach której chcemy zdemokratyzować spółdzielnie, zwiększyć transparentność działalności zarządów czy nakazać spółdzielniom prowadzenie rejestru umów, by członkowie spółdzielni wiedzieli, na co idą ich pieniądze. Wskrzeszamy też budownictwo spółdzielcze, oczywiście w systemie lokatorskim, nie deweloperskim.

Pomówmy więc o samych spółdzielniach. Jak to jest, że jeden z nas ma właśnie okazję gratulować członkom rady nadzorczej w swojej spółdzielni mieszkaniowej rozpoczęcia siódmego roku trzyletniej kadencji? Ustawa mówi o maksymalnie trzech latach, a właśnie zaczyna się siódmy rok. Mówimy o spółdzielni mieszkaniowej, która liczy 26,5 tys. członków. W 206 blokach mieszka ok. 60 tys. mieszkańców. Do kogo powinniśmy z tym pójść, jeśli nie do przedstawiciela rządu odpowiedzialnego za spółdzielczość mieszkaniową?


Reklama

Mówią panowie o Spółdzielni Mieszkaniowej „Bródno”. Uważam działania władz tej spółdzielni za niezgodne z prawem. Gdy powziąłem o tym informacje, złożyłem zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Zwróciłem się również z prośbą o wyjaśnienia do związku rewizyjnego i przeprowadzenie poszerzonej o wątki wskazane przez spółdzielców lustracji.


Reklama

Tylko co to zmienia w życiu tych kilkudziesięciu tysięcy ludzi? Mówimy o jednej spółdzielni, ale podobne przypadki znajdziemy w całej Polsce. Okazuje się, że opłaca się łamać prawo. W najgorszym razie ktoś z władz spółdzielni zapłaci grzywnę, ale wcześniej przez wiele lat będzie pobierał kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie wynagrodzenia.

Art. 267d prawa spółdzielczego przewiduje karę więzienia. Jeśli powiedzą teraz panowie, że sądy zasądzają niskie kary, w dolnych granicach, to trudno mi za to odpowiadać, bo zahaczamy o cały system sądowniczy.

Moja ocena dotychczasowego modelu działania spółdzielni mieszkaniowych, choć może nie tak krytyczna jak Panów, jest do niej zbliżona. Właśnie dlatego podjąłem się niełatwej próby zreformowania spółdzielczości mieszkaniowej.


Reklama

 


Reklama

Skoro rozmawiamy o wyborach do władz spółdzielni. Czy jest pan zwolennikiem wprowadzenia możliwości głosowania przez internet na walnych zgromadzeniach?

W przygotowywanej nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych jest taka możliwość, tj. podejmowania decyzji za pomocą środków zdalnego komunikowania się, jeśli walne spółdzielni się na to zdecyduje i ureguluje to w swoim statucie.

Uznajmy więc, że jakaś spółdzielnia wpisała do swojego statutu taką możliwość. Jakie bezpieczniki są przewidziane, aby prezes spółdzielni nie miał wpływu na proces liczenia głosów w systemie?


Reklama

Rolą ustawodawcy jest dopuszczenie możliwości oddawania głosów w oparciu o środki zdalnego komunikowania jako jednej z opcji. Niczego nie narzucamy. Jeśli więc walne zgromadzenie podejmie decyzję, że chce zmienić statut i dać możliwość organizacji takich wyborów w trybie zdalnym, to dopiero wówczas zarząd danej spółdzielni będzie miał taką możliwość.


Reklama

Wspominał pan o oczyszczaniu spółdzielni. Może najpierw należałoby oczyścić spółdzielnie z patologii, a dopiero później dać spółdzielcom możliwość głosowania przez internet?

Nie rozumiem wątpliwości.

Spróbujmy na przykładzie. Załóżmy, że sejmowa większość przegłosowuje zmianę w regulaminie Sejmu. Czy pana zdaniem sytuacja, w której posłowie oddają głosy na kartkach, wrzucają do urny, a potem marszałek Sejmu w swoim gabinecie przelicza głosy, byłaby w porządku? Czy jednak uznałby pan, że jest to pewnego rodzaju patologia?


Reklama

Sprowadzają to panowie do absurdu. Tak podchodząc do sprawy, można założyć, że władze spółdzielni zawsze mogą oszukiwać – niezależnie od tego, czy posiedzenie jest stacjonarnie, czy zdalnie.


Reklama

A może po prostu wprowadza pan model, który zakłada, że władze spółdzielni, które działają nieuczciwie, będą mogły jeszcze bardziej działać nieuczciwie?

Powtórzę: w pierwszej kolejności walne zgromadzenia będą w ogóle musiały się zgodzić, aby wprowadzić do statutu możliwość podejmowania decyzji przy wykorzystaniu środków komunikowania się na odległość.

Panowie widzą w tym zagrożenie. A ja, gdy spotykam się ze związkami rewizyjnymi i zarządami spółdzielni, widzę, że nic ich tak nie przeraża, jak głosowania internetowe. Wiedzą, panowie dlaczego? Bo trudno jest zmobilizować członków spółdzielni, aby przyszli na walne. Ale jak dostaną SMS-y z instrukcją, to nagle się okaże, że zagłosować jest prosto, a wynik takiego głosowania jest dla obecnego zarządu nieprzewidywalny i wieloletniego prezesa spółdzielni można odwołać.


Reklama

Widać to zresztą w konsultacjach społecznych do projektu ustawy – nie ma prawie żadnego zarządu spółdzielni czy związku rewizyjnego, który by nie kwestionował głosowania zdalnego.


Reklama

Poza tym wiedzą panowie, że we wspólnotach już dzisiaj tak się głosuje?

Różnica jest taka, że średnie wynagrodzenie członka zarządu wspólnoty mieszkaniowej jest diametralnie niższe od średniego wynagrodzenia członka zarządu spółdzielni mieszkaniowych.

To prawda. Powiem tak: chcieliśmy dać alternatywę. Gdy mała ustawa spółdzielcza ograniczała rolę pełnomocników na walnych zgromadzeniach, podniosło się wielkie larum, że likwidujemy coś, co ułatwia ludziom funkcjonowanie. Chcieliśmy wyjść tym głosom naprzeciw – stąd decyzja o dopuszczeniu hybrydowych posiedzeń.


Reklama

Tam, gdzie ludzie są nieuczciwi, tam będą nadal – niezależnie od tego, jaką formę posiedzenia przewidzimy.


Reklama

 

Na koniec – wróćmy jeszcze do rynku nieruchomości. Wspomniał pan o kilkunastu projektach, nad którymi pan pracuje. Co z branżą pośredników nieruchomości? Wrócą licencje?


Reklama

Deregulacja części zawodów zarządcy i pośrednika w obrocie nieruchomościami była błędem. Z dzisiejszej perspektywy możemy to przyznać. Pracujemy w resorcie nad przywróceniem licencji rozumianych jako uprawnienie do wykonywania danych czynności, poprzedzonych wpisem do centralnego rejestru.


Reklama

W pierwszej kolejności dotyczyć to będzie zarządców nieruchomości – projekt mamy już gotowy, chcemy go skonsultować z branżą.

Jeśli chodzi o kwestię pośredników nieruchomości – mamy już zarys koncepcji. Oprócz licencji myślimy też o uregulowaniu umowy pośrednictwa oraz listy zadań, za które odpowiada pośrednik, biorąc wynagrodzenie od klienta. Chcemy ukrócić praktyki polegające na tym, że pośrednicy robią zdjęcia i wstawiają ogłoszenia, kompletnie nie badając np. stanu prawnego i faktycznego danej nieruchomości. To powinno być ich obowiązkiem.

Jaka jest perspektywa czasowa?

Chcę, żeby oba projekty – o zarządcy i o pośredniku – trafiły do Sejmu i zostały uchwalone jeszcze w tym roku. Uważam, że w 2027 r. powinniśmy wejść już z przyjętymi przepisami.


Reklama