Reklama
Reklama
Reklama

Jak fundusze ograły państwo. Wielkie przejęcie na rynku aptek

TYLKO NA

Zagraniczni inwestorzy wykorzystali dziury w polskich przepisach i nabyli wpływy na rynku aptek, omijając kontrolę państwa. To oznacza, że kilka dużych firm może dziś decydować o cenach i dostępności leków. W innych krajach podobne działania kończyły się wzrostem cen. Jak do tego doszło?

raspberrystudio-1
Polski rynek aptek wycenia się na 60 mld zł. (fot. RaspberryStudio / Shutterstock)
  • Zagraniczni przedsiębiorcy znaleźli sposób, żeby uniknąć restrykcyjnych zasad na rynku farmaceutycznym. Czeskie firmy inwestycyjne odkupiły od Amerykanów udziały w jednej z największych sieci aptek w Polsce.
  • Transakcja wzmacnia przewagę czeskiego przedsiębiorcy zarządzającego już setkami aptek. Stawką są nie tylko pieniądze, ale też bezpieczeństwo zdrowotne Polaków.
  • Urzędnicy, którzy odpowiadają za rynek aptek, nie zostali poinformowani o transakcjach. UOKiK wszczął w tej sprawie postępowanie.
  • W sprzedaż udziałów jednej z firm zaangażowany był fundusz inwestycyjny powiązany z szefem InPostu Rafałem Brzoską.

Na silnie regulowanym polskim rynku aptek dokonano jednych z największych transakcji biznesowych. Amerykańskie i czeskie fundusze inwestycyjne znacząco zmieniły układ sił w branży wycenianej w Polsce na 60 mld zł.

Główny Inspektor Farmaceutyczny, który trzyma pieczę nad tym obszarem, o transakcji… dowiedział się z mediów. Po czym przyznał, że chyba nic nie da się z tym zrobić. 

Z kolei Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zastanawia się, czy transakcje dużych przedsiębiorstw w ogóle podlegały zgłoszeniu.

Reklama
Reklama

Do starcia z wielkim biznesem Polska wystawia garstkę niedofinansowanych wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych.

Mowa o rynku uznawanym za strategiczny z punktu widzenia bezpieczeństwa zdrowotnego Polski. 

W państwach, gdzie apteki przejęły duże korporacje, zawsze pojawiał się kłopot: potężni gracze wypierali lokalną konkurencję i zyskiwały dużą przewagę w dyskusjach z rządem. Tak było w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Norwegii.

W teorii zakazy koncentracji, w praktyce – wielkie sieci

Od dawna polskie przepisy mówią jasno: jeden właściciel może mieć maksymalnie 1 proc. aptek w województwie – np. na Mazowszu to 15 placówek. W praktyce? Zagraniczna sieć Dr.Max ma ich tam 60, a Gemini – 27.

Reklama
Reklama

W 2017 r. rząd Prawa i Sprawiedliwości dokręcił śrubę: nie można mieć więcej aptek w całej Polsce, jeżeli ma się już co najmniej cztery. Nowe placówki mogą zakładać tylko farmaceuci i tylko w określonej odległości od już istniejących aptek. Inspekcja farmaceutyczna musi wyrazić zgodę na zmiany właścicielskie.

W praktyce: na 11 tys. aptek ogólnodostępnych w całym kraju Dr.Max ma już 530 placówek, a Gemini – 345.

Jak to możliwe? Otóż po wprowadzeniu przez PiS ograniczeń duże sieci nadal szybko się rozwijały. Politycy stwierdzili, że odbywało się to poprzez model franczyzowy i apteki zakładane „na słupa” – osoby, które realnie nie miały kontroli nad placówką. Proceder ukrócono w 2024 r. poprzez nowelizację przepisów.

Wydawałoby się, że to uszczelni rynek. Nic bardziej mylnego. Amerykańskie i czeskie fundusze znalazły właśnie nowy sposób na obejście nadzoru – nie kupują aptek bezpośrednio, tylko firmy, które je kontrolują. I są wątpliwości, czy taka operacja wymaga zgody inspekcji farmaceutycznej.

W grudniu 2025 r. „Rzeczpospolita” ujawniła, że cztery fundusze przejęły udziały w sieci Gemini. Równo po 25 proc. udziałów kupiły czeskie firmy inwestycyjne: Creditas, Sev.en Global, Penta oraz czesko-słowacka J&T (oficjalnie zarejestrowana na Cyprze).

Reklama
Reklama

Szczególną uwagę zwracała uwagę Penta, bo w jej polskim portfolio było już ponad pół tysiąca aptek sieci Dr.Max oraz hurtownie farmaceutyczne. Po przejęciu części kontroli nad Gemini fundusz stał się jeszcze potężniejszym graczem na rynku.

– Polska pozostaje jednym z najbardziej podzielonych i konkurencyjnych rynków aptek w Europie Środkowo-Wschodniej – ripostuje w rozmowie z Zero.pl Agata Gac, reprezentująca Pentę.

Fundusze zaskakują urzędników

Teoretycznie jest tak, że bez zgody państwa nie da się przejąć kontroli nad apteką. Okazuje się jednak, że przepisy nie regulują sytuacji, w której kilka podmiotów kupuje równe udziały w jednej spółce kontrolującej te apteki.

Główny Inspektor Farmaceutyczny Łukasz Pietrzak przyznał to w wywiadzie dla Rynku Zdrowia. „Może to być jeden z tych przypadków, które wydają się być obejściem aktualnego stanu prawnego” i „od momentu nowelizacji prawa farmaceutycznego nie mieliśmy również na naszym rynku przypadku, żeby ktoś w taki sposób kupił udziały w spółce związanej z prowadzeniem tak wielu aptek”.

Czyli zagraniczni przedsiębiorcy znów znaleźli sposób, żeby obejść prawo.

Przedstawiciele biura prasowego Gemini podkreślają w rozmowie z Zero.pl, że w spółkę zainwestowało czterech niezależnych inwestorów. Żaden z nich nie uzyskał żadnej kontroli nad spółką. Podpierają się oceną Łukasza Pietrzaka, że przepisy takiej transakcji nie zabraniają.

Reklama
Reklama

Ale jest jeszcze inna kwestia. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów powinien zostać powiadomiony o transakcjach, które mogłyby istotnie wpłynąć na rynek. Tymczasem sieć Gemini tego nie zrobiła.

Andrzej Janyszko z departamentu komunikacji UOKiK informuje portal Zero.pl, że urząd wszczął w tej sprawie postępowanie wyjaśniające. 

– Sprawa jest w toku i na tę chwilę nie możemy stwierdzić, czy transakcja powinna była zostać zgłoszona do UOKiK, czy też nie – zaznacza.

Polski kapitał z zagranicznym partnerem

W połowie lutego 2026 r. portal Aptekarski (związany z hurtownią farmaceutyczną Neuca) opisał kolejną dużą transakcję. Opierała się na podobnym schemacie: inwestor kupił mniejszościowe udziały w spółkach kontrolujących apteki, zamiast przejmować same placówki.

Reklama
Reklama

Tym razem chodziło o jeden fundusz – zarejestrowany na Cyprze Pharmax Holdings Limited. To podmiot powiązany ze wspomnianą wcześniej Pentą, właścicielem sieci Dr.Max. Inwestor nabył udziały w polskiej sieci aptek Zdrowit.

– W wyniku transakcji Zdrowit S.A. – rodzinna firma z polskimi korzeniami zyskuje doświadczonego partnera – podkreślają przedstawiciele Zdrowitu w rozmowie z Zero.pl.

Zarzekają się, że transakcja sprzedaży udziałów została „przeprowadzona zgodnie z wymogami obowiązującego prawa, w tym w zakresie obowiązków informacyjnych”. 

Portal Zero.pl kilkukrotnie dopytywał, czy to oznacza, że poinformowano GIF oraz UOKiK? Spółka jedynie powtarzała powyższe stwierdzenie. Nie zaprzeczyła, gdy redakcja wprost wskazała, że tak właśnie było.

I tu zaczyna się kłopot. Bo – jak potwierdzają Zero.pl urzędnicy – Zdrowit nie poinformował o transakcji ani UOKiK-u, ani GIF-u. UOKiK, podobnie jak w przypadku Gemini, zapowiada sprawdzenie tej transakcji.

W tle transakcji Rafał Brzoska

Co ciekawe, w sprzedaż udziałów Zdrowitu zaangażowany był fundusz inwestycyjny powiązany z szefem InPostu Rafałem Brzoską. Informacja o tym, że miliarder był zaangażowany w rynek apteczny, nigdy nie pojawiła się oficjalnie w mediach.

Reklama
Reklama

Udział był bowiem pośredni, ale da się go wykazać. W dużym skrócie: od 2021 r. fundusz Ilontin Investments miał umowę inwestycyjną ze Zdrowitem. Jego rolę w spółce przejął Pharmax Holdings Limited. Właścicielem Ilontinu jest A&R Investments Limited z siedzibą na Malcie. A&R to wehikuł inwestycyjny należący do Rafała Brzoski.

Zero.pl spytało Brzoskę, czy nie obawia się, że Penta może zdominować rynek apteczny po nabyciu udziałów w Zdrowit i Gemini? Odparł, że odpowiada wyłącznie za InPost S.A. i jest do dyspozycji tylko w sprawach dotyczących tej spółki.

16 urzędników w starciu z wielkim biznesem

Z wypowiedzi Ministerstwa Zdrowia i Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego wynika, że obie instytucje mają związane ręce wobec działań funduszy rozgrywających rynek apteczny.

W Polsce od lat funkcjonuje sytuacja, w której ani MZ i GIF nie mogą wydawać poleceń wojewódzkim inspektorom farmaceutycznym. Ich bezpośrednimi przełożonymi są, jak nazwa wskazuje, wojewodowie.

Wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych jest szesnastu. Każdy z nich ma garstkę współpracowników. Od dawna mówi się o ich niedofinansowaniu. 

Część z nich boi się podejmować działania wobec dużej sieci, bo w przeszłości duże sieci apteczne potrafiły wytaczać im prywatne akty oskarżenia za rzekome przestępstwa urzędnicze.

Reklama
Reklama

– Gdyby ktoś ukradł jeden czołg, to natychmiast na nogi byłyby postawione służby specjalne. Gdy ktoś przejmuje wielomiliardowy biznes, to do pracy wystawia się kilkunastu niedofinansowanych urzędników – komentuje dla Zero.pl Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Ekspert dodaje, że trzeba być bardzo naiwnym, żeby wierzyć, że inspektorzy będą w stanie coś zdziałać.

Reklama
Reklama