Reklama
Reklama

Reklama

„Zaklinacz Trumpa” i „troll Putina”. Historia Ukraińca, który zaprzedał duszę Rosji

Reklama
TYLKO NA

Negocjuje warunki pokojowe dla Władimira Putina, publicznie kłóci się z Siergiejem Ławrowem, surfuje na desce w Miami w czasie, gdy rosyjskie bomby zabijają niewinne dzieci, a teraz zaczepia polskiego premiera w sieci. Kim jest Kiriłł Dmitrijew, który przekonywał, że „czuje się, jakby codziennie grał w ruletkę”?

Temporary
Od pragmatycznego Ukraińca do ambitnego negocjatora Kremla. Kim pan jest, panie Dmitrijew? (fot. DREW ANGERER / East News)

Mroźny i śnieżny luty 2024 r. Luksusowy Gulfstream kołuje na pasie bazy wojskowej Joint Base Andrews na obrzeżach Waszyngtonu. Jego lot - choć formalnie ze statusem „biznesowym” - jest śledzony przez tysiące Amerykanów. Zniecierpliwieni fotografowie raz po raz sprawdzają swoje aparaty, co rusz zbliżają oko do wizjera. W końcu pilot samolotu wyłącza silniki, drzwi odrzutowca powoli się otwierają, a z maszyny wysiada długo wyczekiwany gość. Dla osadzonego w Rosji pod fałszywymi zarzutami o handel narkotykami Marca Fogela to powrót do ojczyzny po trzech latach.


Reklama

Dumy z tego momentu nie kryje witający go kilkanaście minut później w Białym Domu Donald Trump. Owinięty w amerykańską flagę Fogel ma łzy w oczach.

– Czuję się jak najszczęśliwszy człowiek na Ziemi. Jestem nauczycielem szkoły średniej, który dziś znalazł się w świecie marzeń – mówił Fogel, stając ramię w ramię z prezydentem USA. Pierwsze takie osiągnięcie nowej republikańskiej administracji było okupione wielogodzinnymi negocjacjami, a jak zawsze w takich sytuacjach sukces miał wielu ojców – w tamtym momencie co najmniej dwóch. Pierwszy z nich – Steve Witkoff - został publicznym akuszerem tego drugiego.


Reklama

– Jest taki pewien dżentelmen z Rosji. Nazywa się Kiriłł i miał duży udział w dzisiejszym wydarzeniu. Był ważną osobą w całym procesie, był ważnym rozmówcą, który połączył obie strony – powiedział prasie specjalny wysłannik prezydenta USA, obecnie do spraw wszelakich (zaczynał od Bliskiego Wschodu, obecnie zajmuje się niemal całym globem).


Reklama

Nikomu wcześniej nieznany kremlowski urzędnik Kiriłł Dmitrijew nagle awansuje do dyplomatycznej ekstraklasy. Niewiele później Kreml wyznacza go na nieformalnego negocjatora pokojowego ws. wojny w Ukrainie, a Stany Zjednoczone usuwają jego nazwisko z listy sankcyjnej. Jak do tego doszło, że 50-letni łysiejący Rosjanin o aparycji księgowego nagle trafia w sam środek światowych wydarzeń?

Kijowskie początki Dmitrijewa. „Zawsze mówił po rosyjsku, Ukraina go nie obchodziła”

Jego historia ma początek w Kijowie. Dmitrijew rodzi się w rodzinie ukraińskiej inteligencji (za czasów ZSRR - red.) - jego ojciec jest uznanym biologiem komórkowym, a matka genetykiem. Być może dlatego nastoletni Kiriłł wybiera elitarne liceum ze ścisłymi przedmiotami.

– Poznaliśmy się w być może najlepszej szkole o tym profilu w Związku Radzieckim. Żeby się do niej dostać trzeba było zdać trudne testy z matematyki i fizyki, to nie były przelewki. Trafiliśmy do tej samej klasy – mówi w rozmowie z Zero.pl Wołodymyr Arjew, jego licealny kolega, a przy okazji poseł Rady Najwyższej Ukrainy.


Reklama


Reklama

Pytany przez nasz portal o pierwsze wspomnienia związane z obecnym kremlowskim negocjatorem Arjew przywołuje przede wszystkim podwórkowe mecze piłki nożnej. I choć od tego czasu minęło kilka dekad, to polityk zapamięta Dmitrijewa jako pragmatycznego, a zarazem bardzo ambitnego zawodnika.

– Nie były to żadne wielkie zawody, mecze były bardzo nieprofesjonalne, błyskawicznie przechodziliśmy od obrony do ataku. Pewną pozycją był tylko bramkarz – śmieje się na wspomnienie niewinnych młodzieńczych czasów.

Po latach dawni koledzy znajdują się w przeciwnych drużynach i nikt już teraz nie ma wątpliwości, że rozgrywającym w zespole Putina jest Dmitrijew. Nie dziwi zatem fakt, że wszyscy licealni koledzy z Kijowa zerwali kontakt z Kiriłłem, jeden z nich walczy nawet w okopach przeciwko najeźdźcy.


Reklama

Kiriłł od zawsze mówił po rosyjsku, nigdy też nie popierał walki o niepodległość Ukrainy. To go po prostu nie interesowało – tłumaczy Wołodymyr Arjew. I wskazuje na moment przełomowy dla dorastającego radzieckiego nepo-baby, po którym chłopak oszalał.


Reklama

– Po powrocie ze szkolnej wymiany w USA dostał obsesji, cały czas opowiadał o tym kraju. Podśmiewaliśmy się z niego, że jest Mr America – mówi ukraiński poseł.

Jeszcze za oceanem Kiriłł sondował możliwość kontynuowania edukacji w Stanach Zjednoczonych, pomocy w zdobyciu stypendium udzielić mu miała rodzina z tamtej wymiany. Już wtedy - jak zaznacza jego dawny kompan - u młodego Kiriła rozwijała się druga pasja. Ta do pieniędzy.

Amerykański sen Kiriłła Dmitrijewa. „Czuję się, jakbym codziennie grał w ruletkę”

Powracając do USA na początku lat 90. Dmitrijew chciał bardzo uwierzyć w swój amerykański sen. Radzieckiemu człowiekowi udało się zdobyć indeks Uniwersytetu Stanforda, przepustkę do amerykańskich elit. Po ukończeniu uczelni (ponoć z wyróżnieniem) młodzieniec pokusił się o dyplom MBA na Harvardzkiej Szkole Biznesu. Z tamtego okresu zachowały się jego wypowiedzi dla dziennika „The New York Times”, w którym opowiada o nowym stylu życia wczesnego kapitalisty.


Reklama

25-letni wówczas Dmitrijew chwali się swoimi (kilkukrotnymi w ciągu miesiąca) podróżami lotniczymi do Kalifornii, Nowego Jorku i Waszyngtonu. Znaczną część miesiąca spędza w Bostonie, łącząc swoją start-upową działalność (Dmitrijew miał usprawnić system sprzedaży biletów online wycenianej na osiem mln dol. - red.) z zajęciami na uczelni.


Reklama

– Żeby zaoszczędzić, mieszkam głównie u znajomych. Tworzymy naprawdę zgraną ekipę. Mieszkamy razem, wychodzimy wieczorem, żeby świętować zwycięstwa albo topić smutki. To bardziej jak jazda rollercoasterem niż życie w szkole biznesowej. Czuję się, jakbym codziennie grał w ruletkę – relacjonował nowojorskiemu dziennikowi.

Młodego i ambitnego człowieka dawnej ZSRR świat finansów zassał na dobre. Kiriłł Dmitrijew zasila najpierw kadry firmy doradczej McKinsey, aby później płynnie przejść do Goldman Sachs. Świat wielkich pieniędzy stał przed nim otworem, jednak niespodziewanie decyduje się na krok wstecz. A w zasadzie w bok. Na Wschód.

Powrót do korzeni, czyli jak Ukrainiec zyskał poklask na Kremlu

Pierwsze przekazy o zmianie adresu na moskiewskie dwupokojowe mieszkanie pojawiają się na początku 2000 r. Do dokumentów z tamtego okresu dotarł rosyjski serwis specjalizujący się w śledztwach dziennikarskich „Insider”. Redakcja ustaliła, że Kiriłł Dmitrijew - oprócz skromnego lokum, a także używanego Land Rovera - w gratisie załapał się na dwa paszporty, w tym jeden wystawiony na oficera służb specjalnych. W jaki sposób wszedł w jego posiadanie, wciąż pozostaje niewiadomą.


Reklama

Późniejszy posłannik Putina szybko „wkręca” się do miejscowej elity, a dzięki wyrobionym kontaktom i niezłej znajomości angielskiego udaje mu się wejść w szeregi rosyjskiego oddziału amerykańskiego funduszu inwestycyjnego Delta Private Equity. Umiejętności z tamtego czasu potwierdza pragnący zachować anonimowość starszy rangą amerykański dyrektor finansowy.


Reklama

– Kiriłł z łatwością obraca się w zachodnich kręgach biznesowych. Wielu Rosjan, którzy dobrze mówią po angielsku, nie ma jeba... pojęcia, jak myślimy. Za to on jest człowiekiem, który spędził wystarczająco dużo czasu z ludźmi z Zachodu, zwłaszcza Amerykanami, i ma całkiem dobre wyczucie tego, jak przetwarzamy informacje – wskazał w rozmowie z NBC News.

W międzyczasie Ukrainą - dawną ojczyzną Dmitrijewa, do której nigdy nie pałał sympatią - wstrząsa Pomarańczowa Rewolucja. Cudem udaje się uniknąć rozlewu krwi, a odchodzący ze stanowiska po 10 latach prezydentury na emeryturę Leonid Kuczma wciąż jest liczącą się postacią. Skorzystać chce na tym jego zięć - Wiktor Pińczuk - którego zrządzeniem losu poznaje Kiriłł Dmitrijew. Finansista z miejsca trafia na stołek do ICON-a - prywatnego funduszu „inwestującego w możliwości rozwoju, restrukturyzację i sytuacje specjalne, głównie na Ukrainie i w Rosji”.

Dmitrijew zaczyna obracać gigantycznymi pieniędzmi, krąg jego wpływowych znajomych puchnie. Przykuwa to uwagę Kremla, dostrzega go także kobieta podobnie ambitna jak on. Przypadkiem może być fakt, że Natalia Popowa (wcześniej Swesznikowa) – atrakcyjna blond modelka oraz prezenterka telewizyjna - jest najbliższą przyjaciółką z uczelni Kateriny Tichonowej. Panieńskie nazwisko: Putin. Z tych Putinów.


Reklama


Reklama

Szybki ślub, błyskawiczny rozwój karier, a przede wszystkim obracanie się w państwowej elicie winduje akcje Dmitrijewa na tyle, że dostaje pod swoje skrzydła 10 mld dol. w nowo powołanym Rosyjskim Funduszu Inwestycji Bezpośrednich.

RDIF (skrót od Russian Direct Investment Fund - red.) według zachodnich analityków stanowi jawny symbol rosyjskiej kleptokracji, staje się przepompownią państwowych pieniędzy do kieszeni polityków. Pod nadzorem Dmitrijewa organizacja nawiązuje bliską współpracę z korporacjami z Japonii, Chin, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Francji. Zyski rosną niewspółmiernie do skali, majątek Kiriłła puchnie.


Reklama

Za pośrednictwem Kiriłła Aleksandrowicza można rozwiązać niemal każdy problem – przekonuje jeden z moskiewskich biznesmenów (chcący zachować anonimowość) w rozmowie z „Moscow Times”. Dlatego w pewnym momencie Kreml rzuca go na największe utrapienie w swoim portfolio - wojnę w Ukrainie.


Reklama

 – Władimir Putin zrozumiał, że Donald Trump jest postacią transakcyjną, dla której biznes jest przed dyplomacją, a zyski stoją przed moralnością i prawem międzynarodowym - mówi portalowi Zero.pl Mark Toth, amerykański ekspert ds. bezpieczeństwa, pytany o to, dlaczego finansista nagle zaczął negocjować warunki pokojowe.

Od negocjatora do celebryckiego „trolla Putina”

Formalnie Kreml nadał Dmitrijewowi status specjalnego wysłannika ds. międzynarodowej współpracy gospodarczej i inwestycyjnej. Jednak, podobnie jak jego amerykański odpowiednik Steve Witkoff, zajmuje się całą paletą polityki zagranicznej. Wybór na „posłannika Putina” był czysto pragmatyczny.

– Po pierwsze zna się prywatnie z Jaredem Kushnerem, zięciem Donalda Trumpa. A po drugie mówi w tym samym języku co prezydent USA. I nie chodzi tylko o angielski, a przede wszystkim dolary – przekonuje Zero.pl Mark Toth.


Reklama

Zaprocentować miało także rozeznanie finansisty w zachodnich realiach. Według portalu Axios to Kiriłł Dmitrijew stał najpierw za stworzeniem, a następnie ujawnieniem prasie 28-punktowego planu pokojowego w Ukrainie, który de facto oznaczałby kapitulację Kijowa. W oczach Totha ta dyplomatyczna szarża była przelicytowana.


Reklama

Dmitrijewowi udało się otworzyć drzwi do zawarcia umowy biznesowej, ale Władimir Putin nieustannie je zatrzaskiwał, stawiając maksymalistyczne żądania wobec Ukrainy, a także wyglądu powojennej Europy Wschodniej. W tym momencie Kiriłł jest tylko posłańcem, bez rzeczywistych uprawnień negocjacyjnych. Potrafi mówić, ale nie potrafi „dowozić” – wskazuje analityk ds. bezpieczeństwa.

Nowa funkcja Dmitrijewa wywołała także wewnętrzną wojnę na najwyższych szczeblach Kremla, ujawnioną publicznie w Rijadzie. Stolica Arabii Saudyjskiej była tłem do negocjacji między Rosją a USA, które ze strony Moskwy prowadzić miał szef MSZ Siergiej Ławrow oraz doradca Władimira Putina ds. międzynarodowych Jurij Uszakow. Niespodziewanie jednak przy stole negocjacyjnym pojawiły się trzy krzesła - to ostatnie ponoć dla Kiriłła Aleksandrowicza.

W kuluarach ponoć doszło  do kuriozalnej sytuacji, gdzie szef rosyjskiej dyplomacji domagał się oficjalnego telefonu ze strony Putina z informacją o dopuszczeniu do negocjacji Dmitrijewa.


Reklama

„Podczas jednej z przerw technicznych Ławrow opuścił salę, a po powrocie zastał Dmitrijewa już przy stole, jak podaje źródło. Siergiej Wiktorowicz czuł się niezręcznie, kłócąc się. Kiriłł Aleksandrowicz odparł, że musi posiedzieć co najmniej 15 minut” - relacjonowała wówczas niezależna rosyjska agencja „Agientstwo”.


Reklama

Wmanewrowanie w tarcia na szczytach władz, utknięcie w dyplomatycznym pacie, a także brak szybkiego zwrotu z inwestycji wywodzącego się ze świata finansów Dmitrijewa frustruje.

– Kiriłł zawsze reagował dość emocjonalnie, gdy coś szło nie tak lub niezgodnie z jego planem. Potrafił krzyczeć i tupać nogami – wspominał anonimowo jego dawny współpracownik z RDIF.

Teraz nerwowość negocjatora objawia się wściekłymi wpisami na X/Twitterze, który - co ciekawe - został zdelegalizowany w Rosji. Dmitrijew, korzystając z amerykańskiego iPhone’a i francuskiego VPN, regularnie zaczepia zachodnich polityków, rozpowszechnia teorie spiskowe, prowokuje popularnych komentatorów. W sieci przylgnęła do niego łatka „trolla Putina”.


Reklama

Kilkukrotnym celem hejterskiego ataku Dmitrijewa stali się polscy politycy. W czwartek współpracownik Putina określił Donalda Tuska mianem „panikarza” po tym, jak premier wyraził zaniepokojenie rozpadem NATO, co – według szefa rządu – byłoby „planem marzeń Putina”. Wcześniej kremlowski negocjator piał z zachwytu nad słowami Donalda Trumpa grożącemu sojusznikom, ogłaszając koniec Sojuszu Północnoatlantyckiego. 


Reklama

– Zamiast ograniczyć się do roli specjalnego wysłannika Putina, dał się złapać w zachodnią pułapkę i uwierzył, że jest celebrytą. Chociażby te słynne surfowanie na desce w Miami. To samo w sobie wyglądało źle. Starszy mężczyzna, który chciał zostać gwiazdą TikToka. Ale fakt, że zrobił to w czasie, gdy bombardowano i zabijano ukraińskich cywilów, w tym czteroletnią dziewczynkę, ujawnił jego własną arogancję oraz hipokryzję Putina i Rosji – ocenia Mark Toth.


Reklama

– Mógł negocjować w dobrej wierze z Amerykanami, a zrobił sobie wakacje. A na wschodzie giną ukraińskie dzieci. To naprawdę wyglądało bardzo źle – dodaje Toth.

Tylko do końca 2024 r. - według danych zweryfikowanych przez ONZ - 700 dzieci zginęło, a ponad 1800 zostało rannych wskutek zbrodniczej napaści Rosji. Rzeczywiste liczby mogą być wyższe.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Piotr Białczyk
Piotr BiałczykDziennikarz
Tagi: RosjaUSA

Reklama