Pięćdziesięcioletnia Magdalena K. przez ponad dwadzieścia lat nie opuszczała mieszkania w Krakowie. Sprawa wyszła na jaw po tym, jak jej matka zaczęła zrzucać z balkonu kartki z napisem „Ratunku, policja, córka”. Sąsiedzi wezwali pomoc, a w zamkniętym pokoju służby odnalazły kobietę w skrajnie złym stanie zdrowia.

- Pięćdziesięcioletnia Magdalena K. z Krakowa ponad dwadzieścia lat spędziła w zamknięciu.
- Sąsiedzi nie widzieli jej od dwóch dekad i sądzili, że przebywa w ośrodku.
- Matka Krystyna K. zaczęła zrzucać z balkonu kartki z prośbą „Ratunku, policja, córka”.
Dramatyczne wydarzenia rozgrywały się na jednym z krakowskich osiedli. Pięćdziesięcioletnia kobieta przez ponad dwadzieścia lat nie opuszczała mieszkania. Sprawa Magdaleny K. wyszła na jaw kilka tygodni temu, po tym, jak do sąsiadów dotarły prośby o pomoc. O sprawie donosi redakcja „Uwagi!” TVN.
Szef MON podsumowuje SAFE. „Zbrodnią byłoby niewykorzystanie tych pieniędzy”
Ciche prośby o ratunek
Matka 50-latki Krystyna K. zaczęła zrzucać z balkonu zmięte kartki i styropianowe tacki z napisem „Ratunku, policja, córka”. Jedna z sąsiadek znalazła taką tackę w święta wielkanocne.
– Zadzwoniłam na 112. Powiedzieli, że przyjadą, ale nie przyjechali – relacjonowała kobieta w rozmowie z „Uwagą!” TVN. Dopiero kolejne zgłoszenie i nocna wizyta matki u sąsiadów doprowadziły do interwencji.
Matka prosiła o pomoc dla córki, która pilnie potrzebuje operacji. – Po cichutku chciała wejść do nas do domu, prosić o pomoc, tak, żeby mąż się nie dowiedział – opowiedziała sąsiadka. Wtedy sąsiedzi zrozumieli, że Magdalena wciąż przebywa w mieszkaniu.
W pomieszczeniu znaleziono skuloną kobietę
Do lokalu na trzecim piętrze przyjechali pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Ojciec Kazimierz K. początkowo zaprzeczał obecności córki.
– Na początku rzeczywiście starszy pan nie chciał otworzyć tego pokoju, natomiast on, co warto zaznaczyć, nie awanturował się z policjantami, nie był agresywny. Dał się namówić do tego, aby udostępnić pomieszczenie – powiedział dziennikarzom kom. Piotr Szpiech z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie.
Kryzys wokół Zełenskiego i „Bohaterów UPA”. „Ukraińska elita tego pożałuje”
W zamkniętym pokoju znaleziono skuloną kobietę. Magdalena K. była w skrajnie złym stanie – prawie nie miała włosów ani zębów, wyrywała sobie resztki włosów i je jadła, skarżyła się na silny ból brzucha. Została natychmiast przewieziona do szpitala, gdzie przeszła pilną operację.
„To była normalna, spokojna rodzina”
Rodzina uchodziła za spokojną. Ojciec pracował jako wuefista, matka w sekretariacie szkoły. Sąsiedzi pamiętają Magdalenę jako normalną dziewczynę, ale od dwudziestu lat jej nie widzieli. – Nigdy nie było słychać od nich żadnych awantur. To była normalna, spokojna rodzina. Nawet bym powiedziała, że taka zamknięta – podkreśliła rozmówczyni „Uwagi!” TVN.
Sprawą zajęła się policja i prokuratura. Wdrożono procedurę Niebieskiej Karty. – Przyjęliśmy kwalifikację prawną z artykułu 207 § 1a Kodeksu karnego. Chodzi o znęcanie się nad osobą nieporadną z uwagi na wiek, stan psychiczny lub fizyczny – wyjaśnił Tomasz Waszczuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Grozi za to od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.
– Została hospitalizowana. Jesteśmy z nią w kontakcie. W tym momencie potrzebny jest jej spokój i czas, żeby doszła zdrowotnie do siebie – przekazała Agnieszka Pers z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie.
Sprawa Mirelli ze Świętochłowic
W październiku 2025 r. Polską wstrząsnęła inna historia. Pani Mirella, 42-latka ze Świętochłowic, spędziła 27 lat w pokoju niedużego mieszkania znajdującego się w centrum miasta. Przestała pojawiać się poza domem już gdy była uczennicą liceum. Matka dziewczyny opowiadała znajomym różne historie: a to, że córka wyjechała do rodziny za granicę, a to, że zaginęła.
27 lat w jednym pokoju. Mirella wróciła do domowego aresztu. Jest bita i wyzywana
Sąsiedzi z czasem przestali dopytywać o dziewczynę. Część z nich jednak miała podejrzenia, że pani Mirella przebywa w mieszkaniu rodziców. W lipcu 2025 r. jedna z sąsiadek usłyszała krzyki zaginionej. Wezwała policję. Mundurowi, po długich pertraktacjach z matką pani Mirelli, weszli do mieszkania. Zastali tam skrajnie zaniedbaną 42-latkę. Zapewnili jej pomoc – kobieta została przewieziona do szpitala.
11 lutego dziennikarze Kanału Zero i Zero.pl ujawnili, że pani Mirella wróciła do lokalu, w którym spędziła 27 lat. I to mimo istnienia dowodów, że doświadcza przemocy. Dziennikarze usłyszeli krzyki i wezwania o pomoc. Rodzice kobiety nie wpuścili policji, a patrol odjechał bez interwencji. Prokuratura przyjmuje, że 42-latka chce tak żyć.