– Zdobyli się na wielki akt miłosierdzia, dając schronienie 11 Żydom – mówi ks. Tomasz Trzaska z Instytutu Pamięci Narodowej o rodzinie Pochwatków. To jedne z ofiar zbrodni popełnianych przez Niemców, komunistów i ukraińskich nacjonalistów, które zidentyfikował IPN. W czwartek w Pałacu Prezydenckim ogłoszono 16 rozpoznanych osób. W Zero.pl prezentujemy ich biogramy.

Jacek Prusinowski, portal Zero.pl: Polska ma drugą rodzinę Ulmów? Mam oczywiście na myśli Józefa i Bronisławę Pochwatków i ich dwie dorosłe córki. Wszyscy zostali zabici przez Niemców za ukrywanie Żydów.
Ksiądz Tomasz Trzaska, Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN: Ksiądz Tomasz Trzaska, Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN: Faktycznie możemy postawić pewien symboliczny znak równości. Zdobyli się na ten wielki akt miłosierdzia, dając schronienie 11 Żydom w czasie kiedy groziła za to śmierć. Tu też, jak w przypadku Ulmów, Niemcy zamordowali nienarodzone dziecko. W zaawansowanej ciąży była jedna z córek Pochwatków. Niemcy nie mieli litości dla niej ani dla jej nienarodzonego dziecka.
Jednak tematu beatyfikacji w tym przypadku, inaczej niż w przypadku Ulmów, nie ma.
Myślę, że takich rodzin jest wiele, ale niewykluczone, że ktoś podejmie ten temat. Zachowali się tak, jak nakazuje Ewangelia. Oddali życie za "przyjaciół swoich". Trudno o większy gest miłosierdzia, miłości bliźniego. Jestem przekonany, że wiara była jednym z czynników, który sprawił, że zdecydowali się na tak potężne ryzyko.
W dodatku Józef Pochwatka zdążył ostrzec jedenaście osób, którym dał schronienie na strychu.
To prawda wszyscy uciekli do lasu. Na ten moment wiemy, że nie zostali wtedy zamordowani przez Niemców, ale niestety nie znamy ich dalszych losów.
Najnowsze identyfikacje to ofiary zbrodni Niemców, ukraińskich nacjonalistów, ale przede wszystkim ofiary czasów stalinowskich głównie z okolic Lublina i Rzeszowa. To chyba nie jest przypadek?
Komuniści co do zasady ukrywali ciała swoich ofiar. Aresztowanie, brutalne śledztwo, potajemnie wykonywana kara śmierci, to był powtarzający się schemat. Tam, gdzie wojskowe sądy rejonowe skazywały na karę śmierci członków podziemia, ciała chowano często na cmentarzach, ale w bezimiennych mogiłach, nie oddawano ich rodzinom. Nasze zespoły poszukiwawcze z Lublina, Krakowa, czy Rzeszowa wytypowały konkretne miejsca, w których odnaleźliśmy szczątki. To doświadczeni ludzie, których wiedza i intuicja pozwalają od lat osiągać naprawdę dużą skuteczność.
Poszukiwania to jedno, a drugie to identyfikacje. Jak wygląda ten proces?
Pobieramy materiał kostny i materiał porównawczy od rodzin. To wymaz taki jaki pamiętamy z czasów pandemii. Potem przekazujemy wszystko do certyfikowanych laboratoriów, które porównują dwa profile genetyczne. Biuro przyjęło taką metodologię, że ogłaszamy identyfikację, kiedy współczynnik podobieństwa wynosi 99,97 proc., czyli musi być naprawdę arcywysoki. To w zasadzie już pewność. Problemem czasem jest jednak samo uzyskanie materiału porównawczego. Trudno o taki, kiedy znajdujemy na przykład leśną mogiłę. Dotarcie do rodzin jest wtedy niezwykle trudne.
Chyba szczególnym momentem jest zawsze poinformowanie rodzin, kiedy wiadomo już, że odnaleziono szczątki ich bliskich?
To bardzo wzruszające, kiedy spotykamy się często z bardzo wiekowymi ludźmi i mówimy o odnalezieniu ich rodziców, dziadków, czy rodzeństwa. Po tylu latach nie liczyli nawet, że kiedyś do tego dojdzie, a proszę mi wierzyć, to naprawdę wiele dla nich znaczy.
Ile osób udało się zidentyfikować do tej pory?
Mówimy o ponad trzystu identyfikacjach. Ten proces cały czas trwa. To niewiele ponad 10 proc. z odnalezionych do tej pory ciał, ale wbrew pozorom nie jest to wcale mało. W Europie jesteśmy liderem, jeżeli chodzi o ten proces, o wykorzystywanie do tego nowoczesnych technologii. Możemy więc być dumni z tych osiągnięć.
Poniżej biogramy zidentyfikowanych ofiar.











