Biskup tarnowski Andrzej Jeż jako jedyny polski hierarcha usłyszał zarzuty dotyczące tuszowania przestępstw pedofilii. Prokuratura wskazuje, że mimo wiedzy o czynach podległych mu duchownych nie zawiadomił organów ścigania. Grozi mu do trzech lat więzienia. Sprawę i kulisy śledztwa opisuje Onet.

- Biskup tarnowski Andrzej Jeż usłyszał zarzuty dotyczące niezawiadomienia organów ścigania o przestępstwach pedofilii, których mieli dopuścić się podlegli mu duchowni, w tym ks. Stanisław P. i ks. Tomasz K.
- Prokuratura wskazuje, że mimo obowiązku wynikającego z nowelizacji Kodeksu karnego z 2017 r. hierarcha przez długi czas nie zgłosił sprawy, tłumacząc się m.in. niejasnościami proceduralnymi i oczekiwaniem na działania Watykanu.
- Za tuszowanie przestępstw grozi mu kara do trzech lat pozbawienia wolności, a kulisy śledztwa opisał Onet.
Biskup tarnowski Andrzej Jeż – przypominają dziennikarze Onetu – pozostaje jedynym w historii polskim hierarchą, który usłyszał zarzuty dotyczące tuszowania przestępstw pedofilii.
Duchowny od lipca 2017 r. do sierpnia 2020 r. „pomimo posiadania wiarygodnej wiadomości o dokonaniu przez podległego mu księdza Stanisława P. czynów polegających na doprowadzeniu małoletnich poniżej lat 15 do poddania się innym czynnościom seksualnym nie zawiadomił o tym niezwłocznie organów ścigania”.
Podobnych zaniedbań biskup Jeż miał się również dopuścić w sprawie księdza Tomasza K., oskarżonego o molestowanie seksualne.
Według śledczych Jeż powinien odpowiedzieć za tuszowanie pedofilii, za co, zgodnie z Kodeksem karnym, grozi mu kara pozbawienia wolności do trzech lat.
Od lipca 2017 r., kiedy to znowelizowany został Kodeks karny, istnieje obowiązek informowania organów ścigania o przestępstwach pedofilii.
Ks. P. mógł wykorzystać ok. stu chłopców
Onet opisuje kulisy śledztwa. Według prokuratury ks. Stanisław P. mógł wykorzystać nawet około 100 chłopców, najpierw w parafiach w diecezji tarnowskiej oraz w Ukrainie, gdzie został wysłany przez biskupa Wiktora Skworca.
Portal podaje, że biskup Jeż zgłosił sprawę ks. Stanisława P. organom ścigania dopiero w 2020 r. Przed sądem wyjaśniał, że dopiero od marca 2019 r. kuria została poinformowana o szczegółach możliwych przestępstw w Ukrainie.
„Andrzej Jeż tłumaczył sądowi, że dokumenty były częściowo w języku polskim, a częściowo w ukraińskim, co utrudniało ich dokładne zrozumienie. Dodatkowo była tam informacja, że Ukraina zgłosiła przestępstwo na policję, co pozwoliło polskiemu biskupowi myśleć, że on nie musi już denuncjować przestępstwa. Ta argumentacja miała przekonać sąd, że przed marcem 2019 r. biskup Jeż nic nie wiedział o sprawie ks. P., co nie było prawdą” – opisuje Onet.
Hierarcha miał również nie zdawać sobie sprawy z tego, co nakazuje prawo. „Muszę podkreślić, że ten proces recepcji art. 240 w polski Kościele był wydłużony. Dopiero sprawy nadchodzące sprawiły, że ok. 2018/2019 ta świadomość pojawiła się już z całą wyrazistością. W związku z tym Konferencja Episkopatu Polski [KEP] wydała w 2019 r. wytyczne, w których podkreśliła, idąc drogą zamiaru ustawodawcy świeckiego, że art. 240 obowiązuje każdego duchownego” – zeznawał.
Nie polskie, tylko watykańskie prawo
Według Onetu dał tym samym do zrozumienia, że wcześniej nie stosował Kodeksu karnego, ponieważ Episkopat tego nie wymagał.
Kolejnym zaskakującym w całej sprawie faktem miało być to, że – co prawda – biskup Jeż uruchomił procedurę wyjaśniającą po otrzymaniu dokumentów z Ukrainy, ale nie według polskiego prawa, tylko prawa watykańskiego. Mówił, że sprawę zgłosił polskiej prokuraturze dopiero rok później, bo… długo czekał na informację zwrotną z Rzymu.
Onet opisuje, że Watykan nakazał, by kuria tarnowska przeprowadziła osobny proces kościelny. Wtedy też, po przejrzeniu archiwów, okazało się, że skargi na księdza P. spływały od dwóch dekad.
Dlaczego biskup Jeż nie zgłosił tego już wówczas? „W przypadku udostępnienia archiwum kurii osobom do tego niepowołanym jest kara nawet w postaci odwołania mnie z urzędu. To jest tzw. sekret papieski” – zeznawał.
Dziennikarze zwracają uwagę, że wyrokiem Watykanu z czerwca 2013 r. ks. P. otrzymał szereg kar, m.in. 10-letni zakaz sprawowania sakramentów, zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą oraz zobowiązanie do poddania się terapii