Oburzenie, gniew, rozczarowanie i poczucie zdrady – m.in. takie emocje towarzyszą internautom komentującym afery ujawnione w ubiegłym tygodniu przez Zero.pl. Użytkownicy mediów społecznościowych mają także swoje oczekiwania w związku z tymi sprawami. Przyjrzeli się im analitycy z Instytutu Monitorowania Mediów. Temat wygenerował łącznie ponad 39,6 tys. publikacji.

- Portal Zero.pl w ubiegłym tygodniu ujawnił dwie bulwersujące afery związane ze Szpitalem Południowym w Warszawie.
- Chodzi o sprawę lekarza-milionera z Koalicji Obywatelskiej oraz saloniku VIP na SOR, w której przyjmowano polityków tej formacji bez kolejki.
- Do opisanych spraw odniósł się premier Donald Tusk, prezydent Karol Nawrocki i inne najważniejsze osoby w państwie. Instytut Monitorowania Mediów przyjrzał się odbiorowi afer w mediach tradycyjnych oraz społecznościowych.
Jak opisują analitycy, w ciągu siedmiu dni tematy były poruszane przez media tradycyjne w postaci blisko 15 tys. publikacji. Internauci zamieścili zaś 24,6 tys. wpisów i komentarzy w mediach społecznościowych.
Między 15-21 czerwca afera wygenerowała ponad miliard „kontaktów z przekazem”. „Oznacza to, że statystyczny polski odbiorca usłyszał o niej w badanym tygodniu ponad 30 razy” – czytamy w raporcie organizacji.
Trzy tygodnie zamiast dwóch lat. Posłanka KO weszła do szpitala na badanie poza kolejką
Temat wygenerował łącznie ponad 39,6 tys. publikacji. W każdej minucie ukazywały się zatem cztery nowe związane z aferą treści.
W mediach społecznościowych analitycy odnotowali 3,9 mln interakcji (reakcji, komentarzy i udostępnień). Ponad połowa publikacji pojawiła się na portalu X.
Jakie opinie wyłaniają się z dyskusji?
Z dyskusji w sieci wyłania się obraz Koalicji Obywatelskiej jako formacji uprzywilejowanej, „stającej się symbolem kastowego systemu ochrony zdrowia”. To 32 proc. dyskusji.
W 28 proc. dyskusji obiektem krytyki był prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Internauci nieprzychylnie odebrali fakt, że o sprawie lekarza-milionera „wiedział od roku i nic nie zrobił”.
20 proc. dyskusji dotyczyło lekarza-milionera Dawida Kacprzyka, który stał się dla części użytkowników mediów społecznościowych symbolem partyjnego nepotyzmu.
Gęsta sieć polityków wokół warszawskich szpitali. Mamy dane, Trzaskowski reaguje
12 proc. dyskusji zogniskowało się na politykach KO Marcinie Kierwińskim oraz Bartoszu Arłukowiczu. Na krytyce Szpitala Południowego w Warszawie skupiło się 8 proc. dyskusji w sieci.
Fala komentarzy po wypowiedziach Arłukowicza. W sieci zawrzało
Czego chcą internauci?
Internauci domagali się m.in. dymisji Marcina Kierwińskiego (szefa warszawskich struktur KO) oraz konsekwencji wobec innych polityków tej partii zamieszanych w afery. W dyskusjach pojawiała się także potrzeba przeprowadzenia w tej sprawie rzetelnego śledztwa.
Zlecenie w tej sprawie przez premiera Donalda Tuska kontroli przez Najwyższą Izbę Kontroli użytkownicy mediów społecznościowych odebrali jako pozorowanie działań, ponieważ NIK kończy właśnie kontrolę w tej placówce.
„Posłowie stali się sołtysami swoich okręgów”. Kołodziejczak o aferze Pępek
Internauci domagają się także ochrony sygnalistów informujących o nieprawidłowościach oraz przywrócenia do pracy zwolnionego ordynatora szpitala, który informował włodarza stolicy o nieprawidłowościach.
Wśród emocji dominują oburzenie i gniew (42 proc.), pogarda i szyderstwo (25 proc.) oraz rozczarowanie i poczucie zdrady (15 proc.).
„Obrona KO była praktycznie nieobecna tam, gdzie toczyła się dyskusja. Strona wspierająca Trzaskowskiego i Kierwińskiego stanowiła zaledwie 5 proc. głosów zawierających konkretne stanowisko wobec »afery szpitalnej«, a jej argumenty (sprawa jest politycznie motywowanym atakiem opozycji, a prezydent Trzaskowski zlecił kontrolę) były błyskawicznie kontrowane kolejnymi ujawnieniami dziennikarzy portalu Zero.pl” – czytamy w raporcie.
Analiza obejmuje przekazy w polskiej prasie, radiu, telewizji, portalach internetowych i social mediach opublikowane w okresie 15–21 czerwca 2026 r.
Szpital Południowy przyjmował polityków KO przed pacjentami
Szpital Południowy, placówka zarządzana przez miasto stołeczne Warszawę, oferowała politykom szybszą ścieżkę leczenia. Jak informujemy w Zero.pl, polityczne VIP-y nie musiały nawet siedzieć w publicznej poczekalni. Wydzielono dla nich zaciszny pokój, z kanapą, fotelami i telewizorem.
Z dokumentacji medycznej oraz wypowiedzi niektórych pracowników Szpitala Południowego wynika, że Dawid Kacprzyk, były już radny KO, w SOR-ze, który prowadził, stworzył specjalną drogę przyjęć dla działaczy Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin.
Afera w żywieckim szpitalu. Klub KO reaguje na nasze ustalenia
„W skrócie: polityczni VIP-owie nie musieli czekać na przyjęcie, mieli wykonywany ogrom badań, których przeprowadzenie nie jest standardem w medycynie ratunkowej, a oczekiwanie na wynik mogli sobie umilić w specjalnie wydzielonym dla nich pomieszczeniu. Zamiast siedzieć w poczekalni ze wszystkimi, mogli bowiem korzystać z wygodnego pokoju formalnie należącego do przyszpitalnego Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa” – piszemy na Zero.pl.
Sprawa lekarza-milionera
Bohaterem poprzedniej publikacji Zero.pl także był Dawid Kacprzyk. Mężczyzna jeszcze przed ujawnieniem afery był radnym warszawskiej dzielnicy Ursus oraz lekarzem. Do niedawna był też szefem młodzieżówki wspierającej Koalicję Obywatelską.
Zgodnie z dokumentacją, do której dotarło Zero.pl, lekarz-polityk zarobił w 2025 r. 1,6 mln zł. Kacprzyk miał przepracować w Warszawskim Szpitalu Południowym średnio 331 godzin miesięcznie – statystycznie 11 godzin dziennie, dzień w dzień, 365 dni w roku. Swoje usługi świadczył dla czterech podmiotów medycznych. Jego rekordowy dyżur trwał 96 godzin bez przerwy.
Posłanka KO przebadana w „wersji premium”. Ostra reakcja Razem
Dziennikarze przeanalizowali grafik lekarza i porównali go z jego działalnością polityczną. W kilku przypadkach był w trakcie dyżurów w telewizji, urzędach, spotykał się z politykami. W kilkunastu kolejnych – niewykluczone, że już ze szpitala – prowadził aktywność polityczną w mediach społecznościowych.
Z dokumentacji wynika, że Dawid Kacprzyk często pracował po trzy doby z rzędu, bez przerwy. Zdaniem ekspertów to zagrożenie dla samego lekarza oraz dla jego pacjentów. Natomiast najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że młody lekarz być może grafik po prostu fałszował.