Przedłużająca się wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem ujawnia coraz więcej militarnych i strategicznych słabości USA. Kolejnym lekcjom płynącym z trwającego konfliktu z uwagą przyglądają się Chiny i kalkulują, czy Waszyngton ma jeszcze wystarczająco siły, by budować strategię odstraszania na Pacyfiku.

- Chiny wnikliwie analizują słabości USA. Eksperci oceniają, że Pekin ma obecnie więcej atutów przed spotkaniem liderów.
- Państwo Środka bada proces planowania operacji oraz tempo uderzeń rakietowych na Bliskim Wschodzie.
- Amerykański arsenał okazuje się ograniczony. Przekierowanie systemów obrony powietrznej z Pacyfiku na Bliski Wschód osłabia strategię odstraszania.
Generałowie w więzieniach, miliarderzy bez majątków. Tak dziś rządzi Putin
Jak przypomina serwis Politico, w przyszłym tygodniu ma dojść do spotkania prezydenta USA Donalda Trumpa i chińskiego lidera Xi Jinpinga. Z tej okazji dziennikarze rozmawiali z obecnymi i byłymi urzędnikami amerykańskiej administracji. Proszące o zachowanie anonimowości źródła oceniają, że przed spotkaniem to Chiny mają więcej kart w ręku.
Obecne rozmowy odbędą się kilka tygodni po tym, jak planowane było pierwotne spotkanie. Wówczas jednak Donald Trump zdecydował o jego przełożeniu, by móc skupić się na wojnie w Iranie.
Co zostało USA, by odstraszać Chiny?
Od tego czasu Chiny miały wystarczająco dużo czasu, by zauważyć, że amerykańska kampania wojskowa, początkowo nastawiona na zniszczenie irańskich programów nuklearnych, zamienia się w coraz bardziej chaotyczny, przedłużający się konflikt skupiony na tym, kto kontroluje cieśninę Ormuz.
– Chińczycy mieliby teraz pełne prawo zapytać: „Co wam zostało, by budować odstraszanie?” – powiedział były urzędnik obrony.
– Chińskie wojsko niezwykle dokładnie studiuje nasze operacje przeciwko Iranowi, aby zidentyfikować słabości, które może wykorzystać w konflikcie ze Stanami Zjednoczonymi – oceniło inne źródło.
Żołnierze USA trafią z Niemiec do Polski? Trump odpowiedział
Chiny przyglądają się m.in. temu, jak amerykańscy dowódcy wojskowi planują operacje i wprowadzają swoje plany w życie. Analizują także tempo uderzeń rakietowych i zbieranie danych wywiadowczych.
Jak pisze Politico, „Pekin, który gwałtownie rozbudowuje swoje zapasy pocisków dalekiego zasięgu i dronów, prawie na pewno zauważył trudności USA z ponownym otwarciem cieśniny lub powstrzymaniem irańskich ataków na okręty Marynarki Wojennej i sojuszników w całym regionie. Przekierowanie statków, obrony powietrznej i żołnierzy z Pacyfiku na Bliski Wschód jest również znakiem, że amerykański arsenał nie jest nieograniczony”.
Pentagon „nadal wykazuje silną sprawność taktyczną” – powiedział jeden z urzędników obrony. – Ale bez jasnej polityki i strategii cierpimy na operacyjnym poziomie wojny. Pytanie, na które trzeba odpowiedzieć, brzmi: czy jest to unikalne dla obecnej (administracji – przyp. red.), czy jest to szerszy problem w amerykańskim sposobie prowadzenia wojny – dodał.
Kurczące się zapasy broni?
Politico zauważa także, że zapas pocisków, którym dysponuje Pekin, jest prawdopodobnie znacznie większy niż ten irański. – Zatem nie byłoby realnego oszczędzania zasobów, przynajmniej w początkowych fazach potencjalnej wojny z USA – powiedziała Becca Wasser, ekspertka ds. strategii obronnej.
Chiny zauważyły też już najprawdopodobniej tempo, z jakim Ameryka zużywa swoje zaawansowane pociski – od Tomahawków po systemy obrony powietrznej Patriot.
– Wiedzą, że każdy pocisk użyty w Iranie to pocisk, którego nie można użyć do odstraszania w regionie Indo-Pacyfiku – powiedział Politico były urzędnik.
W zeszłym tygodniu o problemach w dostawach amerykańskiej broni doniósł Financial Times. USA miały powiadomić wówczas europejskich sojuszników o możliwych opóźnieniach m.in. w dostawach amunicji do systemów rakietowych HIMARS i NASAMS.
Ostrzeżenia, oprócz Polski, miały dostać także m.in. Wielka Brytania, Litwa i Estonia. Opóźnieniami mogą być zagrożeni również sojusznicy USA w Azji.