Kilka razy pisałem już o nowym fenomenie, jakim są elektryczne motocykle crossowe. Często służą one nie do jazdy w terenie, a do lansowania się po mieście, oczywiście bez tablic, ubezpieczenia czy prawa jazdy. Policja przez chwilę była chyba skonfundowana, ale jest w prawie artykuł, który pozwala nakładać za to srogie kary finansowe właściwie od ręki.

- Wygląda na to, że policja znalazła odpowiedni artykuł, z którego można ukarać rodziców „surroniarzy” i „kukiriniarzy”.
- Przypomnę, że wymienione powyżej pojazdy to elektryczne motocykle crossowe i bardzo mocne hulajnogi – w obu przypadkach najczęściej niedopuszczone do ruchu na drogach publicznych.
- Mandat z art. 96 kodeksu wykroczeń to jedyne 5000 zł, ale to początek wydatków w razie tzw. „przypału”. Mamy ciekawy przypadek z Białegostoku.
Na naszym osiedlu problem elektrycznych maszyn jest powszechny. Wieczorem trudno przejść, by ich nie spotkać. Właściwie to nawet nie wiem, co spotykam częściej – „kalafiorów” na Sur-ronach czy dziki. Do tej pory jednak słyszałem, że młodzi ludzie nie boją się spotkania z policją, bo policja nie daje mandatów nieletnim (do 17. roku życia), tylko ewentualnie ich rodzicom.
Aktywiści doprowadzają patokierowców do obłędu. Oglądasz to, bo lubisz
No to teraz rodzice mogą czuć się niepewnie
W Białymstoku policja próbowała zatrzymać młodych mężczyzn poruszających się na elektrycznych motocyklach crossowych bez tablic. Oczywiście nastolatkowie uciekli, w tym jeden 14-latek, który sądził że skutecznie zgubił pościg, jadąc leśną drogą z dużą szybkością. Policja namierzyła go wkrótce później na jednym z parkingów w mieście, gdy stał koło swojego motocykla. Został zatrzymany, a funkcjonariuszom tłumaczył się, że nie zatrzymał się do kontroli, ponieważ rzekomo się przestraszył. Już samo niezatrzymanie się do kontroli to całkiem poważny zarzut, ale policjanci wezwali na miejsce jego matkę. Po krótkiej wymianie zdań policja wyciągnęła konkretny przepis, to jest artykuł 96. kodeksu wykroczeń, ustęp 1., punkt 2.
Właściciel, posiadacz, użytkownik lub prowadzący pojazd, który na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu dopuszcza:
2) do prowadzenia pojazdu osobę niemającą wymaganych uprawnień,
podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 1000 złotych.
Matka młodego mistrza kierownicy dostała mandat w najwyższej wysokości, jaki policjanci mogą nałożyć na miejscu, to jest 5000 zł. Zapewne gdyby ten 14-latek od razu zatrzymał się do kontroli, bez zamieniania ulic Białegostoku w sceny z GTA VI, to kara mogłaby być niższa. W tym przypadku za zachowanie dziecka zapłacą rodzice. W razie gdyby nie przyjęli mandatu, w sądzie groziłaby im grzywna za to samo wykroczenie, ale do 30 tys. zł.
To nie koniec problemów
14-latek stanie przed sądem rodzinnym, do tego dochodzi jeszcze kara za brak ubezpieczenia OC – w przypadku jednośladu to ok. 1600 zł. Na dzień dobry mamy więc 6600 zł i sprawę w sądzie. Tylko trzeba jeszcze dać się złapać. Jeśli dobrze rozumiem policyjny komunikat, to ujęty został jeden z całej grupy elektromotocyklistów. Pozostali mają teraz zagwozdkę: czy mogą czuć się bezkarni, czy uznać, że będą następni. To dobrze, że policja znalazła odpowiedni paragraf na surronowych rodziców, teraz pozostaje im popracować nad skutecznością wyłapywania elektrycznej młodzieży.
A to wszystko jest przecież na razie tylko za samą jazdę. Wypadek z udziałem elektrycznego crossa zawiniony przez osobę nie mającą prawa jazdy, OC i rejestracji pojazdu – to dopiero będzie przebój. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny będzie miał podstawy, by odmówić wypłaty poszkodowanemu, ponieważ pojazd nigdy nie został wprowadzony do ruchu, nie figuruje również w Centralnej Ewidencji Pojazdów, więc można powiedzieć, że nie jest pojazdem w rozumieniu przepisów.
Jeśli sprawca zostanie ujęty i okaże się nieletni, przed sądem odpowiedzą jego rodzice i mogą oni na przykład zostać zmuszeni do wypłacania poszkodowanemu renty. Moja porada dla użytkowników elektrycznych crossów jest taka: jeśli spowodujesz wypadek i masz siłę się ruszać – natychmiast uciekaj, najlepiej do Paragwaju. Stamtąd podobno nie ma ekstradycji.
Zresztą pierwsze przypadki już są: w Warszawie przy ul. Conrada mężczyzna na elektrycznym motocyklu spowodował wypadek, wyprzedzając pojazdy osobowe w miejscu objętym zakazem wyprzedzania. Uderzył w auto skręcające legalnie w lewo, jadąc pod prąd. Poszkodowanego kierowcę czeka długa batalia sądowa.
Nie tylko wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Kolejny akt oskarżenia przeciw Łukaszowi Ż.
W grupie właścicieli elektrycznych crossów da się zauważyć niepokój
Znacznie wzrosła liczba ogłoszeń o sprzedaży pojazdów z bardzo małymi przebiegami rzędu 1000-2000 km. Tak jakby do ludzi powoli docierało, że to wcale nie wygląda tak, jak sądzili. Kupili dzieciom pojazdy warte nawet 20-22 tys. zł, a teraz nie bardzo wiadomo gdzie ich używać. Trzeba za każdym razem wozić je do lasu czy na jakieś pole, podczas gdy nastolatek marzy, by schwycić crossa i pójść poupalać go wokół bloku. A tu teraz pełno tych ludzi z telefonami, jeszcze ktoś nagra, przyjedzie policja i wlepi 5000 zł mandatu. Co tylko potwierdza, że nic nie działa skuteczniej na chęć łamania prawa niż realna perspektywa bycia złapanym. Czekamy na pierwsze wyroki sądów względem „surroniarzy”*
*choć nazwa ta nie jest do końca prawidłowa, bo Sur-ron to tylko jedna z marek oferujących elektryczne motocykle crossowe.

