Reklama
Reklama
Reklama

Już nikt nie boi się Niemców. Mundialowe monstrum wyrzucone z turnieju przez Paragwaj

TYLKO NA

Niemiecka maszyna ostatecznie zepsuta. Porażka z Paragwajem po rzutach karnych to największa sensacja mundialu i ostateczny koniec mitu o potędze naszych sąsiadów. Dawni mistrzowie świata zatracili charakter, dopisując kolejny rozdział do czarnej serii trwającej od 2014 r. Podczas gdy w Paragwaju ogłoszono święto narodowe, nad Renem kibice żądają głowy Nagelsmanna i wejścia Jürgena Kloppa.

Germany v Paraguay: Round Of 32 - FIFA World Cup 2026
Zlepek talentów bez instynktu killera. Piłkarze Juliana Nagelsmanna zdominowali posiadanie piłki, ale w serii rzutów karnych to skazywany na pożarcie Paragwaj wykazał się słynną „niemiecką mentalnością”. (fot. Ian MacNicol / Getty Images)
  • Sensacja turnieju – reprezentacja Niemiec odpada z mundialu już na początku fazy pucharowej. Nasi zachodni sąsiedzi musieli uznać wyższość kapitalnie zorganizowanego Paragwaju, który wytrzymał próbę nerwów w rzutach karnych.
  • Dla niemieckiego futbolu to kontynuacja czarnej serii i brutalny koniec mitu o „turniejowej maszynie”. Krytyka ekspertów, na czele z Garym Linekerem, okazała się prorocza, a nad Renem już głośno mówi się o zatrudnieniu Jürgena Kloppa.
  • Podczas gdy w Paragwaju prezydent ogłosił święto narodowe i dzień wolny od pracy, Niemcy zostają z pytaniami o taktyczny hazard Nagelsmanna. Statystyki są bezwzględne: dawni mistrzowie świata od 2014 r. nie wygrali ani jednego meczu w fazie pucharowej mundiali.

Faza pucharowa mistrzostw świata zaczęła się od mocnego tąpnięcia – Niemcy jadą do domu. Nasi zachodni sąsiedzi przegrali z Paragwajem i to bez wątpienia największa dotychczas sensacja turnieju. Reprezentacja Niemiec to drużyna, której przez lata każdy chciał uniknąć na mundialu. I tak co cztery lata.

Bolesna przegrana w serii rzutów karnych z Paragwajem mogłaby bezpowrotnie zamknąć pewien etap i zmienić postrzeganie Niemców na kolejnych imprezach. Problem w tym, że w ich przypadku można już śmiało mówić o trendzie – ostatnich kilka turniejów to istna katastrofa. Obecna jedenastka dopisała po prostu kolejny rozdział do wcześniejszych upokorzeń.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Tam może trafić Robert Lewandowski. „To dla niego idealne miejsce”

W 2014 r. na MŚ w Brazylii Niemcy zdobyli złoto. W finale pokonali Argentynę, tak jak zrobili to wcześniej podczas Italia ’90. Nikt nie był zszokowany – w końcu po Puchar Świata sięgnęła ekipa, która miała ten sukces w DNA. Dla której czymś normalnym były półfinały wielkich imprez piłkarskich, a każdy inny scenariusz uchodził za sensację.

Nawet dziecko, które w 2014 r. dopiero zaczynało interesować się piłką nożną i znało jej historię pobieżnie, musiało wiedzieć, jak mocni są Niemcy na mundialach. Ale ta era się skończyła i nie miało to miejsca w poniedziałek na stadionie w Foxborough, gdy Niemcy starli się z Paragwajem – drużyną, która zaczęła turniej od klęski z USA (1:4) i szybko miała pojechać do domu.

Reklama
Reklama

Szczery Lineker

Cztery lata po brazylijskim triumfie reprezentacja Niemiec nie wyszła z grupy w Rosji, powtórzyło się to w 2022 r. w Katarze. Można więc ironicznie powiedzieć, że Niemcy zrobili teraz postęp, awansując do fazy pucharowej. Wątpliwe jednak, by w taki sposób spojrzeli na szklankę – jako do połowy pełną.

Przeczytaj także: Reprezentacja Czech bez trenera. Natychmiastowa decyzja po porażce

W grupie nie zachwycali. Gary Lineker, który przed laty wypowiedział słynną frazę:

„Futbol to taka gra, w której po boisku biega 22 facetów, a na koniec zawsze wygrywają Niemcy”, skrytykował obecny zespół.

Reklama
Reklama

Wzięty dziś ekspert telewizyjny, który podpisał gigantyczny kontrakt z Netflixem na swoje futbolowe show w Ameryce, stwierdził wprost:

– Myślę, że to jedna z najsłabszych reprezentacji Niemiec, jakie kiedykolwiek widziałem. Niemcy żyją swoją przeszłością. Przypomnijcie sobie, że nie wyszli z grupy na dwóch poprzednich mundialach.

Kai Havertz odpowiedział:

– Mamy już wystarczająco wielu ekspertów w Niemczech, a jeśli jeszcze dochodzą ci z innych krajów, to w pewnym momencie robi się tego za dużo. Z zewnątrz zawsze łatwo krytykować. Mnie to w ogóle nie interesuje.

Reklama
Reklama

Interesuje czy nie – Lineker nie powiedział niczego kontrowersyjnego. Suchy fakt, który potwierdziło tylko odpadnięcie z Paragwajem.

Przeczytaj także: Kto zostanie królem strzelców mundialu? Polacy mają swojego faworyta

Odnosząc się do słów Anglika, można dorzucić coś jeszcze – nie tylko Niemcy żyją swoją przeszłością, w tym akurat nie byłoby nic złego, zwłaszcza że nie jest ona (ta piękna) aż tak odległa. Żyje nią cały świat, permanentnie uznając ich za ciągłych faworytów meczów i turniejów. Właśnie na bazie historii. Reprezentacje takie jak Niemcy, Brazylia, Hiszpania i Argentyna zawsze uważane są za mocne, szczególnie przez kibiców, którzy futbolem interesują się raz na cztery lata.

Macie piłkę i się martwcie

Paragwaj pokonał Niemców ich własną bronią. Był cierpliwy, zorganizowany, miał odpowiednią mentalność i na dodatek wykonywał lepiej element, z którego Niemcy przez lata słynęli – rzuty karne.

Reklama
Reklama

Zatem drużyna Juliana Nagelsmanna wymieniała kolejne podania (natrzaskała ich ponad 700), dominowała na boisku w kwestii posiadania piłki, ale ostatecznie nie przełożyło się to na korzystny wynik.

Gustavo Alfaro okazał się inteligentnym (i szczęśliwym, a to bardzo ważne) selekcjonerem. Nie chciał, by jego drużyna grała futbol, którego grać nie potrafi. Kazał więc piłkarzom oddać piłkę i czekać, cierpieć, jak to się dziś w futbolu zwykło mawiać.

Paragwaj symbolizował w tym spotkaniu coś, o czym wiele osób nie mówi głośno – szanował utytułowanego rywala, podchodził z respektem do jego historii i obecnych poczynań. Ale się go nie bał.

Reklama
Reklama

Niemcy, których pamiętamy sprzed lat, potrafili budować drużyny bezwzględne, charyzmatyczne, naszpikowane charakterami, testosteronem. Lothar Matthäus, który był przed laty kapitanem reprezentacji i sięgał z nią po mundialowe złoto, powiedział:

– Nie dla takich Niemiec walczyłem na boisku.

Nie tylko jego zdaniem drużyna Nagelsmanna nie ma odpowiedniej aury (to kolejne słowo, które wyryło się w ostatnich latach w piłkarskim słowniku). A przecież nikt nie powie, że Niemcy nie mają indywidualności – Antonio Rüdiger, Manuel Neuer, Florian Wirtz czy Kai Havertz to poważni piłkarze. Tylko ten zlepek talentów nie daje drużyny.

Przeczytaj także: Lewandowski w nowym klubie. Amerykanie potwierdzili transfer

Reklama
Reklama

Ciekawy wątek poruszył na łamach BBC Thomas Hitzlsperger, 52-krotny reprezentant Niemiec. Podkreślił on, że kiedy inne reprezentacje mają własny styl – np. Argentyna potrafi grać pięknie, ale umie też cierpieć, prowokować, walczyć, być niewygodna – to Niemcy, w poszukiwaniu samych siebie, zostali gdzieś pośrodku. Próbują grać ładny dla oka futbol, ale nie jest on do końca przekonujący. Przez to porzucili swoją drogę. To nowa, gorsza wersja Niemiec. Miękka i pozbawiona instynktu killera.

Kuszenie Kloppa

Pierwsza w historii przegrana w serii mundialowych jedenastek ma wymiar symboliczny. Sprawia bowiem, że nie myślimy już o niemieckiej reprezentacji jak o maszynie. Wyobrażenie o Niemcach jako bezdusznych cyborgach, które bawią się na boisku z rywalami po to, by na koniec ich zniszczyć, odchodzi w przeszłość.

Przeszłością może być za chwilę Nagelsmann. Niemieccy kibice, trudno im się dziwić, nie mają zaufania do selekcjonera po tym, co zobaczyli podczas mundialu. W tle postać Jürgena Kloppa, legendarnego menedżera Liverpoolu. Klopp przestał być trenerem, ale niektórzy twierdzą, że gdyby kiedykolwiek miał do zawodu wrócić, to tylko do kadry.

– Nie jestem człowiekiem, który ucieka – mówił po meczu przeciwko Paragwajowi Nagelsmann.

Reklama
Reklama

Wszystko wskazuje jednak na to, że o losie selekcjonera nie będzie decydował już sam.

Odpadnięcie Niemców, powrót Brazylii do gry w starciu z Japonią, gdy Canarinhos odrobili stratę i awansowali do 1/8 finału, czy wreszcie późny gol wyrównujący Maroka z Holandią, a następnie zwycięska próba nerwów w karnych – to wszystko pokazuje, że mundial nagradza ludzi z charakterem.

Niemcom pozostało narzekanie na nieuznanego gola Jonathana Taha, nawet Klopp się do tego odniósł („Jeśli to był faul, to Arsenal nie byłby mistrzem Premier League, strzelili tak 60 procent goli”). Pewnie racja. No ale jeśli, będąc reprezentacją Niemiec, oddając 21 strzałów, dominując nad przeciwnikiem, nie potrafisz zamknąć meczu i wyeliminować Paragwaju, to pokazuje, że masz duży problem.

Przeczytaj także: Sensacja w Bostonie. Paragwaj wyrzuca Niemców z mundialu

Reklama
Reklama

Eksperci w Niemczech zwracają uwagę na poszukiwania Nagelsmanna. Kombinowanie ze składem to coś, co zawsze kusi trenerów, przekonał się o tym parę razy wielki Pep Guardiola (choćby w finale LM przeciwko Chelsea – załatwili go zresztą Niemcy: Tuchel i Havertz).

Kiedy twój plan wypali, jesteś bohaterem, ale jeśli przegrasz, cała wina idzie na twoje konto. To hazard. Niektórzy uważają, że Nagelsmann, modyfikując ustawienie taktyczne, a także dokonując zmian personalnych, sam nie do końca był pewny tego, co chce grać. Te wybory są czymś, co często paraliżuje selekcjonerów, przyzna to każdy z nich – dzieje się tak dlatego, że alternatywne ścieżki, szczególnie w przypadku porażek, zawsze wydają się lepsze. Ale decyzję trzeba podjąć przed meczem, nie znając jego przebiegu i wyniku.

W efekcie dostaliśmy Niemcy pełne przywar z ostatnich lat. Bo dominacja nie musi oznaczać realnej przewagi. Możesz mieć piłkę, ale tak naprawdę potrzebujesz konkretów pod bramką. Kreatywności, sytuacji. No i skuteczności. W grze drużyny prowadzonej przez Nagelsmanna nie widać było pazura, elementów zaskoczenia. Dlatego Paragwaj przetrwał i zwyciężył.

Reklama
Reklama

Niemcy tak się zatracili w „klepaniu” piłki, że zapomnieli o swoich podstawowych obowiązkach – np. o pilnowaniu Enciso przy bramce na 1:0 dla Paragwaju.

Jakby tego wszystkiego było mało, bohaterem w rzutach karnych okazał się nie Manuel Neuer, bramkarz-legenda, który przedefiniował swoją pozycję na boisku, lecz 26-latek z San Lorenzo, Orlando Gill.

To pierwsza porażka Niemców w konkursie jedenastek od legendarnego finału Euro 1976 z Czechosłowacją. Wówczas Antonín Panenka zaprezentował swój słynny sposób wykonywania karnego – uderzając „podcinką”, bezczelnie, w sam środek, nad leżącym już w rogu bramkarzem.

Święto narodowe

Trudno się dziwić, że Paragwaj oszalał na punkcie swoich piłkarzy, a prezydent ogłosił wtorek dniem wolnym od pracy. 30 czerwca stał się świętem narodowym, by ludzie mogli dłużej celebrować tak spektakularny sukces. Cokolwiek stanie się dalej w tym turnieju – Paragwajczycy już swój mundial wygrali.

Reklama
Reklama

Tym razem to oni mieli niemiecką mentalność i nerwy ze stali. Niemcy nie odpadli dlatego, że zabrakło im skuteczności czy szczęścia, ale dlatego, że na trzecim z rzędu mundialu nie potrafią uporać się z nękającymi ich od lat problemami.

Odpadli z rywalem, który przed rozpoczęciem MŚ był w rankingu FIFA 31 miejsc za nimi, który awansował na mundial ze średnią goli w eliminacjach 0,78 na mecz. Najniższą z całej turniejowej stawki.

Przeczytaj także: Horror w Monterrey. Holandia poza mundialem

Najpopularniejsze słowo w Foxborough brzmiało: „Vamos!”.

Reklama
Reklama

– Trudno nawet opisać to, co teraz czujemy. Jestem niezwykle dumny z kolegów. Zasłużyliśmy na jeszcze jeden mecz. Dziś pokazaliśmy prawdziwe oblicze paragwajskiej drużyny. Niemcy wiedzieli, że będzie im bardzo trudno. Wiedzieli, że będziemy walczyć do samego końca. Dedykowaliśmy to wszystkim mieszkańcom Paragwaju – mówił po ostatnim gwizdku szczęśliwy kapitan Paragwaju Gustavo Gómez.

Selekcjoner Gustavo Alfaro dodał:

– Chcę, żeby cały Paragwaj cieszył się tą chwilą. Mamy swoje wady, ale mamy też serce, które nigdy się nie poddaje. I właśnie ono utrzymuje nas przy życiu.

Tego serca zabrakło Niemcom. Kiedy Havertz i inni zawodnicy patrzyli na świętujących Paragwajczyków, doskonale zdawali sobie sprawę, jak wielka szansa im uciekła. Dopisali zarazem kolejny smutny rozdział w ostatnich dwunastu latach – od 2014 r. Niemcy w tym czasie nie wygrali żadnego spotkania fazy pucharowej mundialu. Brzmi to surrealistycznie. Szczególnie z perspektywy drużyny, która przed laty porażkę w finale MŚ czy zajęcie trzeciego miejsca (jak w 2006 i 2010 r.) uznawała za nieudany turniej. Niemcy przestali dominować na mundialach i mistrzostwach Europy. Inni już się ich nie boją, teraz oni zaczęli czuć strach.

Źródło: Zero.pl
Przemysław Rudzki
Przemysław RudzkiOd ponad dwudziestu lat dziennikarz sportowy, zakochany w brytyjskim futbolu, kinie i poczuciu humoru. Na Zero.pl pisze o rzeczach, o które nikt by go nie podejrzewał.
Reklama
Reklama