Reklama
Reklama
Reklama

NFZ potwierdza. W piaseczyńskiej przychodni pacjenci omijali kolejkę do lekarza

NFZ potwierdza. W piaseczyńskiej przychodni pacjenci omijali kolejkę do lekarza
NFZ potwierdza. W piaseczyńskiej przychodni pacjenci omijali kolejkę do lekarza (fot. Tupungato / Shutterstock)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Narodowy Fundusz Zdrowia ocenił negatywnie miejską przychodnię w Piasecznie. Kontrolerzy wykryli 59 przypadków, w których pacjenci byli przyjmowani poza kolejnością. Placówka zapłaciła w całości 24 620 zł kary, a lokalni politycy KO, o których pisała WP, zaprzeczają zarzutom.

  • Kontrola NFZ potwierdziła, że w trzech placówkach piaseczyńskiego MCM ośmioro pacjentów traktowano priorytetowo, kosztem osób zapisanych wcześniej.
  • Fundusz odrzucił tłumaczenia przychodni o względach medycznych i nałożył karę. Nagrań rozmów z rejestracją nie udało się sprawdzić, bo zostały skasowane.
  • Wskazani przez WP politycy zaprzeczają naciskom, a burmistrz Piaseczna uważa, że raport nie przesądza o ich winie.

Szpital w Otwocku zawiesza programy lekowe. „Brak zapłaty przez NFZ”

Kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia w Miejskim Centrum Medycznym w Piasecznie potwierdziła, że część pacjentów była umawiana do lekarza poza kolejnością. Placówka dostała ocenę negatywną i została ukarana kwotą 24 620 zł. O sprawie jako pierwsza informowała Wirtualna Polska.

Kontrolerzy zjawili się w przychodni po lipcowej publikacji WP. Dziennikarze opisali wtedy, że lokalni działacze Koalicji Obywatelskiej mieli kontaktować się z personelem i prosić o szybsze terminy wizyt, recepty oraz skierowania. Pracownicy opowiadali, że odbierali takie telefony i wiadomości, a sami czuli się jak prywatna służba zdrowia polityków. Premier Donald Tusk przyznał wówczas, że takie doniesienia budzą w nim mdłości.

Reklama
Reklama

Rzecznik NFZ Paweł Florek przekazał WP, że placówka nie złożyła zastrzeżeń do wyników kontroli, choć miała do tego prawo. Zamiast tego wpłaciła całą nałożoną kwotę.

Przełom w leczeniu nowotworów mózgu? Pierwszy taki lek od ponad 20 lat

Pacjenci zapisani wcześniej czekali dłużej

Inspektorzy zestawili terminy udzielonych świadczeń z kolejnością zgłoszeń innych osób. Wnioski: pacjenci, którzy zgłaszali się tego samego dnia wcześniej, dostawali późniejsze godziny lub odleglejsze terminy niż ci, którzy dzwonili po nich. Z 222 świadczeń udzielonych wskazanym osobom aż w 59 przypadkach termin nie odpowiadał kolejności zapisów. W harmonogramie brakowało też adnotacji wyjaśniających, dlaczego ktoś został potraktowany priorytetowo.

Fundusz uznał, że takie praktyki łamią podstawową zasadę równego traktowania pacjentów w dostępie do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Raport opisuje ośmioro pacjentów traktowanych priorytetowo. Nie podano ich danych, ale, jak podkreśla WP, kontrola objęła dokumentację osób wskazanych w jej publikacji.

Politycy zaprzeczają, burmistrz czeka na wnioski

Przychodnia tłumaczyła, że w podstawowej opiece zdrowotnej zdarzają się sytuacje wymagające indywidualnego podejścia, na przykład przy kończącym się zapasie leku. NFZ uznał jednak, że wizyta receptowa nie uzasadnia pominięcia kolejki, a placówka nie wykazała nagłego zagrożenia zdrowia. Wyjaśnienia ocenił jako próbę usprawiedliwienia nierównego traktowania. Jednego wątku nie dało się zweryfikować: nagrania rozmów polityków z rejestracją już nie istnieją, bo przychodnia przechowuje je 90 dni i nie wykupiła opcji dwuletniej archiwizacji.

Reklama
Reklama

WP przypomina, że wśród osób, które miały korzystać z nieformalnych kontaktów z personelem, byli przewodnicząca Rady Miejskiej Katarzyna Wypych, przewodniczący Rady Powiatu Piaseczyńskiego Krzysztof Kasprzycki oraz radny Piotr Sędziak, od lutego zasiadający w nowym kole. Cała trójka zaprzeczyła zarzutom.

Przychodnię nadzoruje burmistrz Daniel Putkiewicz, który jest też szefem lokalnych struktur KO. Jego zdaniem wyniki kontroli nie przesądzają o winie radnych, bo trudno z nich wywnioskować, że wymuszali preferencyjną obsługę. Poprosił jednak zarząd koła KO w Piasecznie o analizę raportu i ewentualne wnioski.

Afera w Szpitalu Południowym

Do podobnej afery doszło w Warszawskim Szpitalu Południowym, co ujawnili dziennikarze Zero.pl. Stołeczna placówka stała się sławna na cały kraj po publikacjach dotyczących nieprawidłowości. Pracę SOR-u koordynował Dawid Kacprzyk, lekarz-milioner bez specjalizacji, który karierę medyczną łączył z byciem dzielnicowym radnym Koalicji Obywatelskiej.

Dziennikarze Zero.pl ujawnili, że medyk zarobił w kilku szpitalach ponad 1,6 mln zł w 2025 r. Część środków pobrał nienależnie – kilkukrotnie zamiast na dyżurach czas spędzał na działalności politycznej i medialnej. Na SOR funkcjonował także tzw. salonik VIP, w którym na badania oczekiwali działacze Koalicji Obywatelskiej.

Reklama
Reklama

Kolejne publikacje ujawniły skalę nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Dawid Kacprzyk, niedoświadczony lekarz, uczył się zawodu na ludziach. W prosektorium szpitala prowadzony był biznes pogrzebowy.

Ujawnienie przez Zero.pl afer spowodowało trzęsienie ziemi w warszawskiej polityce oraz reakcję premiera Donalda Tuska i jego rządu. Pracę stracili m.in. Dawid Kacprzyk i koordynator prosektorium. Wymieniono zarząd i radę nadzorczą szpitala. Dwie wiceprezydentki miasta - Renata Kaznowska oraz Aldona Machnowska-Góra – złożyły rezygnację na ręce prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego.

Ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała zmiany w ochronie zdrowia, m.in. walkę z „procedurami walizkowymi”, e-kolejki oraz wprowadzenie limitu godzinowego zarobków lekarzy. Zmian jednak jeszcze nie wprowadzono.

Obejrzyj także:

Reklama
Reklama