W czasach globalnych kryzysów (lub w obliczu ich wystąpienia) złoto zawsze było traktowane jako tzw. „bezpieczna przystań” – czyli lokata, która nie zawiedzie oczekiwań, jeśli chodzi o zysk. Czy tak jest też obecnie, gdy na Bliskim Wschodzie trwa wojna o dotkliwych skutkach gospodarczych dla całego świata? Notowania złota zaskakują. Analityk wyjaśnia w rozmowie z Zero.pl, co się dzieje.

- Notowania złota od początku marca zaskakują. Mimo globalnych niepokojów nie powielają one dobrze znanych wzorców.
- Złoto czy gotówka? Jak wskazuje w rozmowie z Zero.pl główny analityk walutowy DM BOŚ, Marek Rogalski, obecnie odpowiedź jest jedna.
- Gotówka w tym przypadku oznacza konkretną walutę. Może ona jeszcze zyskiwać.
Złoto traci swój blask. Przyćmiewa je dolar. Jak zauważają w raporcie eksperci PKO BP, od początku marca cenny kruszec staniał o niemal 9 proc. Z kolei analitycy XTB wskazują, że obecny tydzień może być dla notowań złota najgorszym od 1983 r. (złoto w ujęciu tygodniowym traci 10 proc.).
Złoto czy gotówka? Inwestorzy mają odpowiedź
W piątek ok. godz. 15 za uncję złota płacono 4 641 dol. Jeszcze tydzień temu cena złota przekraczała 5 tys. dol. za uncję.
Co się dzieje? – Ostatnie kilka dni pokazało, że to amerykański dolar jest tą walutą, którą można nazywać „safe haven” (ang. bezpieczna przystań – red.) – mówi w rozmowie z portalem Zero.pl Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ.
– Wynika to z prozaicznego nieco powodu: kiedy rośnie ryzyko i inwestorzy zamykają swoje pozycje na ryzykownych aktywach, to mówią: gotówka. Kiedy mówią: gotówka, to w istocie myślą: dolar. Mocniejszy dolar zazwyczaj szkodził surowcom, choć nie zawsze tak było – dodaje nasz rozmówca.
Amerykańska waluta istotnie pokazuje swoją dominację. Indeks dolara, który mierzy jego siłę w stosunku do koszyka sześciu głównych walut zagranicznych (euro, funta brytyjskiego, dolara kanadyjskiego, jena, franka szwajcarskiego i korony szwedzkiej) zyskał w marcu 2,5 proc. i w czwartek 19 marca osiągnął poziom 100,5 pkt., najwyższy od 10 miesięcy – zwracają uwagę analitycy PKO BP. Jeszcze tydzień temu indeks dolara wynosił 99,8 proc.
„Wojna na Bliskim Wschodzie oraz względna odporność gospodarki Stanów Zjednoczonych na wzrosty cen surowców energetycznych pobudziły popyt na amerykańską walutę” – piszą eksperci PKO BP.
„Złoto stało się aktywem spekulacyjnym”
Marek Rogalski zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. – Złoto (ale dotyczy to też srebra) stało się aktywem spekulacyjnym – mówi, odnosząc się do zmienności, która cechowała notowania tych kruszców w IV kwartale 2025 r. – W istocie ten rynek dalej ma taki spekulacyjny charakter. W efekcie prosty mechanizm, który kiedyś działał – że złoto to „bezpieczna przystań” – teraz już nie pracuje. Złoto stało się po prostu nadmiernie spekulacyjne i musi zejść z niego ta otoczka.
Nie bez znaczenia jest też to, że cały świat konkuruje obecnie ze sobą o ropę i gaz, których dostępność zmalała przez wojenną zawieruchę w Zatoce Perskiej. Blokada Cieśniny Ormuz przez Iran (przez tę arterię przed wojną transportowano ok. 20 proc. światowego wolumenu ropy naftowej) i ataki Teheranu na infrastrukturę energetyczną krajów Zatoki Perskiej (w przypadku Kataru zniszczyły one 17 proc. potencjału eksportowego skroplonego gazu ziemnego tego państwa) drastycznie ograniczyły podaż. Kto ma gotówkę i jest zdeterminowany, by płacić więcej, może kupować ropę i gaz tam, gdzie są one dostępne. A kupuje się, płacąc dolarami.
– Ktoś kto kupuje w walucie innej niż dolar, musi wydać więcej pieniędzy – kwituje Marek Rogalski.
Czy banki centralne będą pozbywać się złota?
Wskazuje przy tym, że scenariusz, w którym banki centralne zaczęłyby sprzedawać złoto (w obliczu spadku jego ceny), raczej nie wchodzi w grę. – W tym przypadku to działa w jedną stronę: jest kupowanie i trzymanie. Złoto to rezerwy banków centralnych – podkreśla Marek Rogalski. Poza tym – zauważa – sprzedaż dużej ilości złota nie jest rzeczą łatwą i mogłaby każdorazowo wywołać popłoch na rynku.
Na pewno w zakupach złota nie zatrzymuje się Narodowy Bank Polski. Z danych udostępnionych przez NBP w piątek wynika, że w lutym polski bank centralny kupił ok. 20 ton tego kruszcu. Na koniec ubiegłego miesiąca NBP posiadał przeszło 570 ton złota. Z danych NBP wynika ponadto, że wartość złota w jego zasobach na koniec lutego wynosiła ponad 339,8 mld zł (więcej o ponad 26 mld zł w porównaniu ze stanem na koniec stycznia).
Jakie perspektywy dla złota i dolara?
Czy złoto może zacząć wyraźnie zyskiwać i jakie warunki muszą być spełnione, by tak się stało? Główny analityk walutowy DM BOŚ przyznaje, że obecnie ciężko szukać argumentów, które mogłyby poprzeć taki scenariusz.
– Kiedyś historia uczyła nas, że złoto jest czymś dobrym na czas inflacji, że w obliczu inflacji warto mieć aktywo typu „value” (ang. wartość) – mówi. – Tymczasem teraz, chociaż oczekiwania co do wzrostu inflacji podskoczyły, nie przekłada się to na notowania złota. To dolar jest w tej sytuacji rzeczą pożądaną.
W Wodzisławiu zlicytują biżuterię za ponad 100 tys. zł. Znaleźli ją na wysypisku gruzu
– Inwestorzy patrzą teraz na to, co się wydarzy. Jeśli ta wojna będzie eskalować – wbrew temu, czego rynek jeszcze jakiś czas temu oczekiwał i co mówił Donald Trump, podkreślając, że Amerykanie „zbombardowali już wszystko” – pojawi się strach. Kiedy pojawi się realna koncepcja wysłania sił lądowych do Iranu (a wiemy, że taki scenariusz mimo wszystko gdzieś się tli), to panika będzie jeszcze większa i dolar jeszcze bardziej się umocni – zauważa Marek Rogalski.
Pytany o to, kiedy można oczekiwać tego dalszego umocnienia dolara, nasz rozmówca odpowiada: – Tu w grę wchodzi czysta logistyka i czas, jakiego potrzeba, by przerzucić amerykańskich żołnierzy na Bliski Wschód. Pewnie w miarę realną datą rozpoczęcia operacji lądowej, przynajmniej w ograniczonym zakresie, byłby początek kwietnia.
Biorąc pod uwagę to, jak bardzo globalny kapitał kieruje się obecnie do dolara i jak mocno go preferuje, można zaryzykować tezę, że ci, którzy liczą na wielkie zyski na złocie, mogą się rozczarować.
Dodajmy, że silniejszy dolar nie będzie sprzyjał walutom rynków wschodzących, do których zaliczany jest też polski złoty.
– Rynki wschodzące cechuje wyższe ryzyko. Swego czasu była na nie duża moda wśród funduszy inwestycyjnych, ale teraz – w obliczu odwrotu od ryzyka – to właśnie te rynki cierpią najbardziej – mówi Marek Rogalski.
Ceny energii mogą wzrosnąć. Polacy mają coraz więcej obaw [SONDAŻ]
Wszystko będzie dobrze, jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie niebawem wygaśnie. Wtedy, jak piszą ekonomiści Santander Banku Polska, „w scenariuszu dość szybkiej deeskalacji kurs EUR/PLN powróci na przewidywaną przez nas wcześniej trajektorię, stabilizując się wokół 4,25” (czyli jedno euro będzie kosztowało 4,25 zł – red.).
„Niemniej, w scenariuszach przedłużenia / eskalacji wojny z Iranem dalsze osłabienie złotego jest możliwe i prawdopodobne” – zaznaczają.
W piątek ok. godz. 15. za jedno euro trzeba było płacić 4,28 zł, a za jednego dolara – ok. 3,71 zł. W obu przypadkach widoczne było lekkie osłabienie polskiej waluty w stosunku do głównych walut.
