Reklama

Notowania dolara i złota dają do myślenia. Wojna zmieniła wiele

Reklama

Wojna na Bliskim Wschodzie wstrząsa globalnymi rynkami, a inwestorzy poszukują tzw. „bezpiecznych przystani”, by chronić swój kapitał. Zazwyczaj w takich sytuacjach uwaga skupiona jest na złocie i dolarze. Czy w obecnej niespokojnej sytuacji warto kupować szlachetny metal i walutę Amerykanów? Pewne trendy widoczne w notowaniach mogą zaskakiwać.

Dolar mocno zyskuje na konflikcie na Bliskim Wschodzie, złoto nie odnotowało szczególnych wzrostów
Dolar mocno zyskuje na konflikcie na Bliskim Wschodzie, złoto nie odnotowało szczególnych wzrostów (fot. Ruslan Lytvyn / Shutterstock)
  • W czasach podwyższonego napięcia geopolitycznego dolar i złoto tradycyjnie postrzegane są jako bezpieczne lokaty. Czy tak jest też obecnie, w trakcie konfliktu na Bliskim Wschodzie?
  • Pewne trendy widoczne w notowaniach dolara i złota mogą zaskakiwać. Mają one jednak swoje uzasadnienie.
  • Co dalej może dziać się z kursem dolara i złota? Eksperci mają swoje scenariusze.

Reklama

Obecny czas jest wyjątkowo trudny dla chcących chronić swój kapitał. Dotyczy to zarówno wielkich funduszy, jak i osób prywatnych inwestujących na własny rachunek. Wojna na Bliskim Wschodzie wstrząsa rynkami. Jak w tej sytuacji wypadają aktywa uważane za szczególnie bezpieczne – dolar amerykański i złoto?

Dolar pręży muskuły

Niepewność związana z wojną jest szczególnie korzystna dla dolara. Wynika to z tego, że na rynku walutowym zapanowała tzw. awersja do ryzyka – to znaczy niechęć do lokowania kapitału w waluty uważane za mniej odporne na globalne zawirowania. W rezultacie dolar się umacnia.

Indeks dolara, który mierzy siłę amerykańskiej waluty w stosunku do koszyka sześciu głównych walut zagranicznych (euro, funta brytyjskiego, dolara kanadyjskiego, jena, franka szwajcarskiego i korony szwedzkiej), osiągnął najwyższy poziom od 28 listopada 2025 r. – zwraca uwagę Reuters. Już ponad tydzień temu osiągnął on roczne maksimum na poziomie 99, a w piątek rano jego wartość wynosiła 99,79. Według prognoz Reutersa, w nadchodzącym tygodniu indeks dolara może wzrosnąć o 0,8 proc. Oznacza to dalsze umocnienie amerykańskiej waluty.


Reklama

Nowy lider Iranu grozi kolejnymi atakami. Zapowiada utrzymanie blokady Ormuz


Reklama

Dlaczego tak się dzieje? Powodem jest zarówno atrakcyjność dolara jako bezpiecznej przystani, ale też fakt, że Stany Zjednoczone są eksporterem netto energii – czyli sprzedają za granicę więcej ropy naftowej, gazu i węgla niż kupują. To ważne zwłaszcza w odniesieniu do dwóch pierwszych surowców, o których podaż drży teraz cały świat i których ceny szybują – ma to związek z blokadą Cieśniny Ormuz przez Iran.

Siła dolara oznacza słabsze euro i słabsze waluty rynków wschodzących, w tym polskiego złotego.

Jeśli chodzi o kurs eurodolara, to już w ubiegłym tygodniu – pierwszym po wybuchu konfliktu – notowania europejskiej waluty pozostawały w trendzie spadkowym. W mijającym tygodniu był on kontynuowany. W piątek rano jedno euro kosztowało 1,15 dol. Zdaniem ekonomistów Banku Millennium, jeżeli na rynkach dalej będzie panować niechęć do ryzyka, jedno euro może wkrótce kosztować 1,14 dol.


Reklama

Z kolei złoty może dalej osłabiać się wobec dolara – w piątek rano za amerykańską walutę trzeba było płacić 3,714 zł. Ekonomiści Millennium przewidują, że te same nastroje, które wspierają dolara, będą niekorzystne dla złotówki.


Reklama

Czy złoto będzie drożeć?

Co ciekawe, złoto nie odnotowuje obecnie tak wielkich wzrostów, jak można by się spodziewać, biorąc pod uwagę fakt, że ten szlachetny metal też uważany jest za „bezpieczną przystań”.

Początkowo wiele wskazywało na to, że złoto będzie szło mocno w górę. Tuż po tym, jak USA i Izrael zaatakowały Iran – 28 lutego – notowania kruszcu faktycznie poszybowały do 5423 dol. za uncję (z poziomu 5296 dol. za uncję). Kilka dni później nastąpiła jednak wyprzedaż – już 3 marca złoto było wyceniane na 5085 dol. za uncję. W mijającym tygodniu zmienność notowań złota była duża – cena poruszała się w przedziale od 5050 dol. do 5200 dol. za uncję. W piątek rano uncja złota wyceniana była na 5103 dol. (kurs spadał o ponad 0,4 proc.).

Jak wyjaśniają to eksperci? Cytowany przez CNBC Ross Norman – właściciel internetowego serwisu Metals Daily śledzącego notowania metali – uważa, że brak silnych wzrostów na złocie można wytłumaczyć m.in. rosnącymi rentownościami obligacji skarbowych i właśnie mocniejszym dolarem.


Reklama


Reklama

W komentarzu dla CNBC Ross Norman wskazuje, że rosnące ceny ropy naftowej mogą prowadzić do przedłużającej się inflacji i potencjalnie wyższych stóp procentowych (banki centralne mogą podnosić stopy, by walczyć ze wzrostem cen). Z kolei wyższe stopy zwiększają atrakcyjność takich instrumentów, jak obligacje rządowe – ci, którzy je kupią, mogą liczyć na wyższe odsetki. To dlatego w oczach wielu inwestorów obligacje są obecnie cenione bardziej niż metale szlachetne.

Norman zauważa też, że część inwestorów instytucjonalnych (a więc np. banków) nie jest zbyt chętna, by trzymać spore ilości złota, właśnie ze względu na obecną zmienność notowań kruszcu. Może to prowadzić do wyprzedawania sztabek – a większa podaż złota na rynku dodatkowo działa hamująco na wzrost notowań.

Mistrzowie kopiarki. Dlaczego Polska jest innowacyjna bez innowacji? [Wywiad Sroczyńskiego]

Co dalej z notowaniami złota? Na pewno status kruszcu sprawi, że inwestorzy nie odwrócą się od niego całkowicie. – Biorąc pod uwagę utrzymującą się niepewność co do czasu trwania i skali konfliktu na Bliskim Wschodzie, spodziewam się, że złoto pozostanie na radarze inwestorów jako bezpieczna inwestycja – mówi w rozmowie z CNBC Tim Waterer, główny analityk rynków domu maklerskiego KCM Trade.

Notowania szlachetnego metalu może jednak cechować podwyższona zmienność. „Wahania cen złota i srebra wyglądają obecnie bezbarwnie, ale być może nie da się uniknąć takiego wrażenia po spektakularnych ruchach obserwowanych w ciągu ostatnich miesięcy” – pisze w komentarzu dla CNBC Ross Norman, odwołując się do skokowego wzrostu cen metali szlachetnych na przełomie stycznia i lutego.

 

 


Reklama

Źródła: Zero.pl, Reuters, CNBC

Reklama