– Byli różni krzykacze, z Romanem Giertychem na czele. Oni krzyczeli, a najważniejsi politycy KO milczeli. I tak urósł mit o winie Szymona Hołowni. A to on pierwszy powiedział, że popiera Rafała Trzaskowskiego w drugiej turze wyborów. Zrobił wszystko, co mógł – mówi Paweł Śliz z Polski 2050 w rozmowie z Zero.pl o przyczynach kryzysu w partii i nadziei na jej odrodzenie.

Paweł Figurski, Zero.pl: Przywoływanie haseł, dla których szliście do polityki, zakrawać będzie o znęcanie się?
Paweł Śliz, przewodniczący Klubu Parlamentarnego Polska 2050: Nie, proszę przywołać, bardzo chętnie się odniosę.
„Programy, a nie kłótnie!” Zestarzało się jak mleko.
Idea była taka, żeby pojednać scenę polityczną i rozmawiać o programach, a nie wiecznie się kłócić. Rzeczywiście się nie udało. Mało tego, to my wewnątrz partii nie pojednaliśmy się, a wręcz spolaryzowaliśmy. Mimo wszystko wciąż uważam, że powinniśmy między sobą rozmawiać.
I sam daję temu przykład. Przez ostatnie trzy tygodnie byłem obiektem niewybrednych, niesprawiedliwych i kłamliwych ataków moich koleżanek i kolegów. Powiedziałem sobie: ustoję, bo chcę się jednak dogadać, chcę znaleźć porozumienie. Jak widać, koleżanki i koledzy mieli inny plan, plan separacji. Natomiast to jest tylko separacja i ja jestem pełen wiary w to, że ci ludzie, przynajmniej w dużej części, wrócą.
Nawet jeśli wrócą, to po co Polsce Polska 2050?
Bo Polska potrzebuje racjonalnego centrum.
Przepraszam, przerwę. Racjonalnego centrum czy Centrum?
Zabawne. Potrzebuje racjonalnego centrum nie w postaci nazwy klubu parlamentarnego, ale partii, która dostrzega obywatela. Mam nam myśli choćby nasze działanie w kwestii mieszkalnictwa, ustawy dotyczącej asystencji osobistej, czyli spraw, które są dla rządu trudne, a dla nas istotne.
Po to jest nasza partia, żeby też trochę hamować zapędy jednych i drugich.
Wierzy pan, że macie jeszcze do tego siłę?
Wierzę, że odzyskamy tę siłę i pokażemy obywatelom, że jesteśmy potrzebni.
Brzmi jak zaklinanie rzeczywistości. W najnowszym sondażu macie malutki procencik.
Oczywiście, że nie wygląda to optymistycznie. Jestem realistą, potrafię patrzeć w sondaże i wiem, jaką mamy robotę do wykonania. I to jest zadanie przewodniczącej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, żeby obudzić zainteresowanie Polską 2050. W Polsce jest miejsce na partię centrową, która będzie wyrazista.
Na czym ma polegać to bycie wyrazistym, będąc zarazem w rządzie? Jesteście na dobrej drodze do bycia pożartymi przez Koalicję Obywatelską.
My mieliśmy swój sprzeciw wobec kredytu 0 proc. Mówiliśmy, że to jest złe, podniesie ceny mieszkań. Mieliśmy rację, szkodliwy projekt udało się zatrzymać. Teraz walczymy z dużymi deweloperami, czyli postawiliśmy się przeciwko wielkim i stanęliśmy za ludźmi. Po to, żeby była jawność cen mieszkań, żeby realna kwota do zapłaty dotyczyła tego, po czym chodzimy w mieszkaniu, a przestrzeni pod ścianami.
Jesteśmy proobywatelscy.
Może pan mnożyć przykłady, ale na tę chwilę jesteście partią memem. Aktualnie już nawet nie Polską 2050, a Polską 1025.
Na początku tej kadencji od polityków Prawa i Sprawiedliwości otrzymywaliśmy obietnicę politycznego złota. Oferowali stanowisko premiera, kolekcję ministerstw, wspólnego kandydata na prezydenta. Nawet teraz podchodzą do mnie posłowie z PiS i mówią: „Przyprowadź 15 posłów, dostaniecie wszystko, ty zostaniesz ministrem sprawiedliwości. Wszystko, tylko obalmy ten rząd”.
A my cały czas jesteśmy na swoim miejscu. Jesteśmy lojalni wobec wyborców, bo nie chodziło nam o stołki. Gdybyśmy poszli na współpracę z PiS, mielibyśmy premiera z Polski 2050, bylibyśmy hegemonem politycznym. Pozostajemy lojalni i odpowiedzialni w stosunku do decyzji, którą w wyborach wyrazili obywatele.

Warszawa, 25.02.2026. Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz podczas konferencji prasowej w Sejmie w Warszawie, 25 bm. (aldg) PAP/Tomasz Gzell (fot. Tomasz Gzell)
Podporządkowaliście się Koalicji Obywatelskiej.
Nie, potrafimy powiedzieć „nie”.
Tylko proszę zwrócić uwagę, że jak raz zagłosujemy nie tak jak koledzy z Koalicji Obywatelskiej, to jej miłośnicy walą w nas jak w bęben i wyzywają od zdrajców i wyznawców PiS.
Ale spokojnie, robimy swoje i zapewniam, nie damy się zjeść Donaldowi Tuskowi. Jesteśmy lojalnymi koalicjantami, ale mamy swoje ideały. I żeby było jasne, większość wprowadzanych teraz zmian jest zgodna z moim sumieniem. Ale będę stawał okoniem, gdy jakiekolwiek zapędy polityków będą kierowane w stronę Trybunału Konstytucyjnego. Będę głośno krzyczał „nie” i nie pozwolę na to, żeby czynny polityk z naszego obozu, choćby nawet był świetnym znawcą prawa, szedł do Trybunału Konstytucyjnego. Zrobilibyśmy wtedy replay tego, co robiło Prawo i Sprawiedliwość w przypadku Święczkowskiego, Pawłowicz i Piotrowicza.
Do wyborów trochę ponad 1,5 roku. To pana ostatnie miesiące w polityce?
Bardzo bym nie chciał, bo mi się niesamowicie w tej polityce podoba. To jest genialna praca. Można w niej być sprawczym, a sprawczość to coś, na czym człowiekowi w pewnym etapie życia zależy.
Podam prosty przykład. Kilka dni temu zorganizowałem posiedzenie sejmowej komisji sprawiedliwości dotyczące pracy asystentów w prokuraturze i ich zarobków. Ten głos wybrzmiał. Już pojawiają się pomysły działania, żeby asystentom pomóc.
To jest możliwość zmiany kodeksów postępowania cywilnego czy karnego. Na przykład możliwość korespondencji między kancelarią a sądem przez portal internetowy. Już nie będę musiał biec z apelacją na pocztę i denerwować się, czy zdążę ją wysłać. To realnie przyspiesza pracę sądów.
Mamy absurdalne przepisy w procedurze karnej. Jako obrońca aresztowanego klienta mam prawo zobaczyć akta w zakresie, które są podstawą wniosku o areszt. Prokurator nie może odmówić mi wglądu w te akta, nie może odmówić mi zrobienia notatek, ale może odmówić zrobienia zdjęcia. Czyli ja mogę przepisać sobie całe protokoły liczące 500 stron, ale nie mogę zrobić zdjęcia. Bo nie. Przecież to jest absurd i chcę to zmienić.
W Polsce 2050 czy pod jakimś innym szyldem?
Ostatnio znalazłem deklarację do jednej z partii z 2017 r., która nigdy w życiu nie nabrała biegu. Zaznaczam, nie było to PiS. Nigdy w żadnej innej partii poza Polską 2050 nie byłem i chciałbym, żeby to była moja ostatnia partia.
Która, przypomnę, ma procent poparcia. Do kogo ma pan żal, że w takiej kondycji jest pana ugrupowanie?
Do siebie.
Tylko do siebie?
Do siebie oraz do moich kolegów i koleżanek. To pretensje o brak doświadczenia, co spowodowało nasze problemy. My nie mamy takiego doświadczenia jak PSL, nie jesteśmy tak świetnie obudowani jak Lewica. Nie mamy takich struktur jak Koalicja Obywatelska czy Prawo i Sprawiedliwość, bo to się wypracowuje latami. My też za bardzo skupiliśmy się na, wewnętrznych kłótniach.
Jeżeli ktoś myśli, że w PiS czy w KO jest inaczej, że oni się nie biją w środku, to jest w błędzie. Tam są również mocne tarcia, tylko one nie wychodzą na zewnątrz. A przynajmniej wychodzą znacznie rzadziej.
To może powinien to być żal do Szymona Hołowni? Powiedział kilka dni temu, że żałuje oddania przywództwa w partii. Stwierdził: „Polska 2050 za moich czasów, jaka była taka była, sondaże miała, jakie miała, ale była jednością i panował tam porządek”.
Byłem członkiem grupy na WhatsAppie, z której printscreeny wypłynęły do mediów. Wiem, kto je wyniósł, i bardzo dobrze, że tej osoby już wśród nas nie ma.
To była grupa, która miała pewną wizję przyszłości Polski 2050 i obawy, że zmiana przywództwa doprowadzi do podziału partii. Kiedy lider, który zbudował coś od zera, odchodzi na boczny tor, zawsze pojawiają się pęknięcia. To, co widzimy dzisiaj w klubie parlamentarnym, to po prostu koszt tamtej decyzji. Zamiast jednak oglądać się za siebie i szukać winnych, te słowa Szymona powinny być dla nas sygnałem do powrotu do tej jedności i porządku, o których wspomniał.
To już drugie w ciągu kilkunastu minut zaklinanie rzeczywistości. Ruch Palikota, Wiosna Biedronia, Nowoczesna Petru. Naprawdę wystarczy przykładów z historii, by raczej nie mieć nadziei na odnowienie Polski 2050.
Inicjatywy, które pan wymienia, pokazują jedno. Wszystko, co weszło między PiS a Platformę, kończyło tragicznie. Palikot w więzieniu, Lepper nie żyje, Kukiz zmarginalizowany, Gowina nie ma w polityce. Tylko Petru dzięki nam nabrał trochę powietrza.
Wszyscy weszli między ten straszny schemat. Platforma i PiS, PiS i Platforma, jedni bez drugich żyć nie mogą.
To jak nie podzielić losu poprzednich „trzecich dróg”?
Wierzę, że Polakom jest potrzebne realne centrum.
I jakieś ugrupowanie pewnie powstanie. Mówi się o Rafale Brzosce, choć ten zaprzecza.
Czyim przedstawicielem jest Brzoska? Dużego biznesu.
On nie pomyśli o panu. O osobach, które zakładają rodzinę, muszą kupić mieszkanie, utrzymać je, spłacać kredyt. Więc ja chcę zrobić tak, żeby młodych ludzi było stać na dziecko, a wiem jako ojciec trójki, jaki to jest wydatek.
My chcemy myśleć o tych ludziach. Uważam, że powinniśmy być partią dla młodych, którzy chcą się rozwijać. A z całym szacunkiem do pana Brzoski, widzę go jako orędownika wielkiego biznesu.
To jaki macie plan na odbicie sondażowe?
Myślę, że dużą rolę odegrają samorządowcy i ruchy samorządowe. Wielu samorządowców ma zamkniętą drogę do ponownego ubiegania się o fotel prezydenta czy burmistrza miasta. Gdzieś będą chcieli pójść.
Listy Koalicji Obywatelskiej są zapchane pod korek. Nie potrzeba tam nowych ludzi. PSL też ma swoją wyporność. W PiS trwa wojna. W każdej partii obowiązuje powiedzenie, że największym wrogiem jest twój kolega na liście.
Samorządowcy będą szukać organizacji centrowej dla siebie, a my powinniśmy ich dostrzegać.
Analizowaliście w partii, kiedy to się wszystko zaczęło psuć? Spotkanie Hołowni z Kaczyńskim? Zaprzysiężenie prezydenta Nawrockiego?
Zaczęło się psuć wtedy, kiedy konkurenci zobaczyli, że Szymon Hołownia zdaje się zbyt mocnym politykiem. Pamiętam pierwszy atak, gdy była sprawa przesunięcia o dwa tygodnie głosowań w sprawach światopoglądowych. Chciał uniknąć politycznej wojny w czasie kampanii przed wyborami samorządowymi w 2024 r., za co oberwało mu się od KO i Lewicy.
Nie mieliśmy jednej umiejętności. Żeby twardo stanąć i powiedzieć: „Tak, przesunęliśmy głosowanie. I co z tego?”. Czasami nie trzeba wszystkiego tłumaczyć, wystarczy powiedzieć, że podjęło się decyzję. Jest decyzja, koniec, kropka. Nie podoba się? Trudno. Biorę odpowiedzialność i jestem rozliczany. A my się ze wszystkiego po cztery razy tłumaczyliśmy, po czym wyciągano z kontekstu pół zdania, by dalej nas atakować.
Potem było odżegnywanie Szymona od czci i wiary za zaprzysiężenie Nawrockiego. Tylko czy ktokolwiek zapytał, czy miał inne wyjście? Już pomijam odpowiedzialność prawną i konstytucyjną, ale czy ktoś pomyślał, co by się działo na ulicach?
Czy prokuratura dostarczyła Hołowni jakiekolwiek wyjście? Czy Państwowa Komisja Wyborcza powiedziała mu, że wybory są nieważne? Nie. PKW, czyli organ, w którym zasiadają także przedstawiciele koalicji rządzącej, ogłosiła, że zwycięzcą jest Karol Nawrocki.
Czy Sąd Najwyższy stwierdził nieważność wyborów? Nieważne, że to nieistniejąca izba, zgadzam się z tym. Ale wiążące dla marszałka byłoby stwierdzenie nieważności tego wyboru. Nie było takiego orzeczenia.
Gdyby Szymon nie dokonał zaprzyjaźnienia prezydenta, to nie mógłby wstąpić w rolę głowy państwa, jak niektórzy podpowiadali. W konstytucji jednoznacznie jest wskazane, kiedy marszałek staje się głową państwa w miejsce prezydenta. Takiego przypadku jak niezaprzysiężenie prezydenta nie ma, więc Szymon nie mógłby pełnić obowiązków prezydenta. Polska nie miałaby zwierzchnika sił zbrojnych. Komukolwiek o to właśnie chodziło? Proszę sobie wyobrazić ten chaos.

Warszawa, 25.02.2026. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty (L), wicemarszałek Sejmu Szymon Hołownia (P) oraz posłanka KO Aleksandra Uznańska-Wiśniewska (C) na sali obrad Sejmu. PAP/Tomasz Gzell (fot. Tomasz Gzell)
Dla części elektoratu Koalicji Obywatelskiej chaos jest teraz, bo elektorat ten nie uznaje prezydenta Nawrockiego.
No tak, byli różni krzykacze, na czele z Romanem Giertychem. Oni krzyczeli, a najważniejsi politycy KO milczeli. I tak urósł mit o winie Szymona Hołowni. A to on pierwszy powiedział, że popiera Rafała Trzaskowskiego w drugiej turze wyborów. Zrobił wszystko, co mógł.
Do tego wspomniana awantura o rozmowę Hołowni z Kaczyńskim w mieszkaniu Bielana. No rozmawiał, i co? Niech wyborcy KO zastanowią się, kto w tym samym mieszkaniu Bielana załatwiał sprawę wymiany kandydatury Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na Rafała Trzaskowskiego w 2020 r. Mogą się zdziwić.
Pierwszy raz mieliśmy okazję rozmawiać w 2021 r., gdy był pan liderem tworzącej się Polski 2050 w Małopolsce. Znalazłem cytat, który umieściłem wówczas w tytule. Paweł Śliz: „Efekt Tuska jest przejściowy”.
Ojej. To widać moje niedoświadczenie polityczne. Wtedy jednak byłem politycznym obserwatorem, a nie uczestnikiem.
Z moich obserwacji wynika, że przejściowy okazał się nie efekt Tuska, a Hołowni.
Nie chciałbym, żeby to był przejściowy efekt. Znam Szymona bardzo dobrze. Wiem, że to jest gość pełen wartości. Poszedł z tymi wartościami do polityki i zawsze chciał posadzić ludzi do rozmowy. To była jego idea. No niestety się nie udało. Ale wciąż wierzę, że kiedyś się uda.
