Reklama
Reklama
Reklama

Kłopoty z MiGami za ukraińskie drony. Ekspert o „nie do końca jasnej” umowie

TYLKO NA

– Nie jest dzisiaj problemem stworzenie drona, który jest bardzo dobry w danym momencie. Problem w tym, że za kilka miesięcy ten dron może już nie być zdatny do użycia – mówi w rozmowie z Zero.pl dr hab. Maciej Boćkowski, ekspert ds. bezpieczeństwa. Komentuje sprawę wciąż niedokonanej wymiany ukraińskich technologii dronowych za polskie samoloty MiG-29.

Ukraiński żołnierz obserwujący drona
Ukraiński żołnierz obserwujący drona. (fot. Shutterstock / Shutterstock)
  • Wiceszef MON Cezary Tomczyk powiedział w poniedziałek, że Ukraina nie otrzymała jeszcze od Polski samolotów bojowych MiG-29.
  • Powodem ma być fakt, że nie została „dopięta” sprawa transferu technologii dronowych, które Kijów miał przekazać polskiemu wojsku w zamian za poradzieckie maszyny.
  • – Ta umowa nie jest do końca jasna, na jakiej zasadzie miało odbyć się to przekazanie i jakiej technologii – komentuje w rozmowie z Zero.pl Maciej Boćkowski. Jak dodaje „technologia dronowa permanentnie się zmienia”.

Wiceminister zapytany został w Radiu Zet o to, czy polskie wojsko otrzymało już od Ukrainy technologie dronowe, które – zgodnie z zeszłorocznymi ustaleniami pomiędzy stronami – miały trafić do nas w zamian za przekazanie Ukrainie należących do Polski samolotów MiG-29.

Nie przekazaliśmy Ukrainie MiG-ów (...). Trwa dialog między Polską a Ukrainą – powiedział Tomczyk.

Nie jedna a dwie. Kulisy rozmów Nawrockiego z Trumpem

Reklama
Reklama

Wiceszef MON podkreślił przy tym, że „Polacy jasno powiedzieli”, że Polska w ramach budowania zdolności dronowych chciałaby skorzystać w tym zakresie z zdolności Ukrainy. – (...) Oczywiście przekażemy sprzęt Ukrainie, jeżeli ta sprawa zostanie dopięta – mówił.

Tomczyk zauważył, że w podejściu Polski nic się nie zmieniło. – Umówiliśmy się ze stroną ukraińską na transfer technologii. Jeżeli ta sprawa zostanie domówiona, to ta sprawa (przekazania MiG-ów) zakończy się sukcesem – dodał wiceszef MON.

Ekspert: ta umowa nie jest do końca jasna

Sprawę komentuje w rozmowie z Zero.pl dr hab. Daniel Boćkowski, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Reklama
Reklama

Jak stwierdza, „ta umowa nie jest do końca jasna, na jakiej zasadzie miało odbyć się to przekazanie i jakiej technologii”.

Technologia dronowa permanentnie się zmienia, więc pytanie czy bardziej chodziło o kwestię samej budowy drona – do czego jesteśmy zdolni – czy chodzi o systemy sterujące, całe ich oprogramowanie, anteny, to co jest najważniejsze na dzisiejszym polu walki – kontynuuje. 

Rząd szykuje plan pod dodatkowe wojska USA. Tusk zapowiada specjalne posiedzenie

Ważne według eksperta jest także to, czy miało dojść do jednorazowego przekazania technologii, czy do regularnej dzielenia się nią przez Kijów, ponieważ „ta technologia zmienia się co kilka miesięcy” pod wpływem doświadczeń na polu walki.

Reklama
Reklama

Według rozmówcy Zero.pl Ukraińcy mogą obawiać się tego, że po przekazaniu Polsce takiej technologii „mogłaby ona wypłynąć”. Innym powodem dotychczasowego braku przekazania technologii przez Kijów mogą być decyzje polityczne, „niekompatybilne” z ukraińskimi potrzebami wojskowymi.

Boćkowski: nie musielibyśmy powtarzać cudzych błędów

Jak pozyskanie ukraińskiej technologii dronowej pomogłoby Polsce?

– Po pierwsze, nie musielibyśmy powtarzać cudzych błędów. Po drugie, bylibyśmy od razu świadomi tego, co się dzieje na polu walki, czyli jaką świadomość ma nasz przeciwnik. Bo zdolności ukraińskie wynikają bezpośrednio ze zdolności rosyjskich – odpowiada Daniel Boćkowski.

Kluczem jest posiadanie świadomości tego, co wie nasz przeciwnik, czyli Rosja, bo to Rosja ze swoją technologią, ze swoimi umiejętnościami dronowymi, zagłuszania dronów, umiejętnościami prowadzenia wojny elektronicznej, mogłaby nam zagrażać na przykład z obwodu królewieckiego czy z Białorusi – kontynuuje.

Reklama
Reklama

Nie jest dzisiaj problemem stworzenie drona, który jest bardzo dobry w danym momencie. Problem w tym, że za kilka miesięcy ten dron może już nie być zdatny do użycia, dlatego, że przeciwnik wejdzie w zdolności zagłuszenia albo zablokowania tych dronów i będziemy mieli tylko i wyłącznie fajnie latające maszyny, które niczego nam nie dają – dodaje.

„Awangarda sił zbrojnych”. Generał mówi, co F-35 dają polskiemu wojsku

Czy Ukraina potrzebuje zatem polskich samolotów? – Ukraina potrzebuje permanentnie sprzętu, ponieważ tocząc wojnę ona ten sprzęt traci – odpowiada. Według eksperta do operowania poradzieckimi samolotami, takimi jak MiG-29, Ukraińcy są także lepiej przygotowani niż do latania maszynami z Zachodu.  

Jak jednak dodaje, „bardziej by nam było potrzebne to doświadczenie ukraińskie, dronowe niż Ukraińcom nasze MiG-i”.

Reklama
Reklama

MiG-i za drony

Pod koniec ub.r. MON i Sztab Generalny WP informowały o planowanym przekazaniu Ukrainie pozostałych na wyposażeniu polskich Sił Powietrznych MiG-ów-29.

To obecnie przestarzałe poradzieckie samoloty bojowe. Maszyny te, używane w polskim lotnictwie od 1989 roku, są zastępowane nowocześniejszymi maszynami, w tym szkolno-bojowymi FA-50 i samolotami wielozadaniowymi F-35.

Decyzja rządu i wojska w sprawie przekazania samolotów Ukrainie wywołała burzę na linii rząd-prezydent. Przedstawiciele ośrodka prezydenta i BBN zastrzegali, że nie otrzymali w tej sprawie żadnej informacji.

Nie zgadzał się z tym MON, argumentując, że sprawa ta była poruszana na obradującym co wtorek Komitecie RM ds. bezpieczeństwa narodowego, w którym zawsze udział bierze przedstawiciel prezydenta.

Reklama
Reklama

Po wizycie w Polsce prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i jego spotkaniu z Karolem Nawrockim – w grudniu ub.r. – polski prezydent zadeklarował, że po wypełnieniu kwestii formalnych sfinalizowane zostanie przekazanie Ukrainie poradzieckich myśliwców.

Źródła: Zero.pl, PAP
Reklama
Reklama