28-letni Dawid Kacprzyk, dzielnicowy radny Koalicji Obywatelskiej z Ursusa, zarobił w zeszłym roku 1,6 mln zł jako koordynator SOR w Warszawskim szpitalu Południowym. Z dokumentacji, do której dotarł portal Zero.pl, wynika, że jego dyżury pokrywały się z aktywnościami prywatnymi. Posłowie z każdej strony sceny politycznej nie kryją oburzenia. – Wiele wskazuje, że to jest szersza patologia – słyszymy.

- Dawid Kacprzyk, radny dzielnicy Ursus z KO, zarobił w zeszłym roku 1,6 mln zł jako koordynator SOR. Z dokumentów, do których dotarł portal Zero.pl, wynika, że jego dyżury pokrywały się z aktywnościami prywatnymi.
- Mężczyzna miał przepracować 3976 godz. w roku, co daje średnio 11 godz. dziennie, pracując jednocześnie w trzech innych placówkach.
- Politycy nie kryją oburzenia. Marcelina Zawisza z Razem planuje złożyć doniesienie do prokuratury w celu zbadania nieprawidłowości. Wyjaśnień domagać się będą także Janusz Cieszyński z PiS, Witold Tumanowicz z Konfederacji czy Wioleta Tomczak z Polski 2050.
28-letni Dawid Kacprzyk, radny warszawskiej dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej, jako koordynator szpitalnego oddziału ratunkowego w Warszawskim Szpitalu Południowym zarobił w zeszłym roku 1,6 mln zł. Łącznie przepracować miał 3976 godz. – średnio 11 godz. dziennie. W tym samym czasie poza zasiadaniem w radzie i kierowaniem SOR pracował jeszcze w trzech innych placówkach medycznych.
Portal Zero.pl dotarł do wewnętrznej dokumentacji szpitala i grafików młodego lekarza. Jak wynika z uzyskanych danych, godziny dyżurów Kacprzyka kilkukrotnie pokrywały się z czasem, w którym działacz Koalicji Obywatelskiej zajmował się prywatnymi sprawami – m.in. spotykał się – lub tylko chwalił tym w mediach społecznościowych – z marszałkinią Senatu Małgorzatą Kidawa-Błońską czy też występował w telewizji.
Czytaj także: USA i Iran blisko porozumienia. Eksperci: to nie koniec sporu
Posłowie o sprawie Dawida Kacprzyka
Zarobki lekarza robią jeszcze większe wrażenie, kiedy zestawi się je z wynikami finansowymi miejskiego szpitala. Warszawski Szpital Południowy między 2018 a 2024 r. zaledwie raz zanotował zysk netto. Pozostałe lata kończył ze stratą, w tym dwukrotnie sięgającą blisko 5 mln zł.
– Zarobki pana Dawida Kacprzyka bez wątpienia są nieprzyzwoicie wysokie – mówi nam przewodnicząca sejmowej komisji zdrowia Marta Golbik z Koalicji Obywatelskiej.
Posłanka podkreśla, że zarówno miasto, jak i samorząd lekarski rozpoczęły już kontrole i działania wyjaśniające. – Mamy więc tutaj jasną sytuację, jeśli chodzi o ustalenie ewentualnych zaniedbań i wyciągnięcia na ich podstawie konsekwencji. Uważam, że przy tej skali zaangażowania organów bezpośrednio nadzorujących sytuację, sprawie została nadana odpowiednia waga – wskazuje.
Konkretną ocenę działań radnego ma poseł Prawa i Sprawiedliwości Janusz Cieszyński, członek sejmowej komisji zdrowia. – On nie pracuje w szpitalu, on bierze dyżury na telefon, a za nie gigantyczne pieniądze. Dodatkowo przez to, że jest radnym Koalicji Obywatelskiej, jest pod politycznym parasolem – mówi w rozmowie z Zero.pl.
– To się powinno skończyć dymisją prezes szpitala Anny Łukasik, prawej ręki Bartosza Arłukowicza w Ministerstwie Zdrowia za poprzednich rządów Platformy Obywatelskiej, która toleruje takie praktyki. Nie zapominajmy, że prawdopodobnie pod tego pana ustawiono konkurs w szpitalu. Przecież tak się złożyło, że wymogiem zatrudnienia na jego stanowisku było półroczne doświadczenie w zawodzie, a to dość nietypowe – słyszymy.
Cieszyński zapowiada, że przeprowadzi kontrolę poselską we wszystkich szpitalach. – Wiele wskazuje, że to jest szersza patologia i warto się nią interesować. Zwłaszcza, że te szpitale masowo odmawiają udzielania informacji – mówi.
Zawisza i Tumanowicz chcą wyjaśnień
Działania zapowiada także Marcelina Zawisza z Razem, także członkini sejmowej komisji zdrowia: – Będę składać doniesienie do prokuratury. To ona powinna zbadać, czy nie doszło tutaj do nadużycia i czy pan Kacprzyk dobrze realizował swoją pracę. Skoro w samym Warszawskim Szpitalu Południowym pan radny pracował po 11 godz. dziennie, 365 dni w roku, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że coś się może nie zgadzać.
– Główne pytanie brzmi, gdzie mogło dojść do nieprawidłowości – czy po stronie lekarza, czy po stronie władz szpitala, które mogły dopuścić się niegospodarności. To nie jest prywatny folwark Koalicji Obywatelskiej, to jest publiczna placówka prowadzona za publiczne pieniądze – ocenia.
Zdaniem Witolda Tumanowicza z Konfederacji, sprawa jest skandaliczna. – Mamy działacza Koalicji Obywatelskiej, który zarobił 1,6 mln zł z publicznej ochrony zdrowia, a wokół fizycznej możliwości wykonywania i zakresu obowiązków pojawia się mnóstwo znaków zapytania. W czasie, gdy NFZ ma gigantyczną dziurę w budżecie, a pacjenci miesiącami czekają w kolejkach, takie sytuacje są bulwersujące i niedopuszczalne – ocenia.
– Będę domagał się szczegółowych wyjaśnień od Ministerstwa Zdrowia, NFZ oraz kierownictwa szpitala. Polacy mają prawo wiedzieć, na co idą ich składki zdrowotne, których obecnie brakuje na diagnostykę czy leczenie najbardziej potrzebujących – zapowiada.
Tomczak: Słuszne oburzenie rodzi wysokość wynagrodzenia
Posłanka Polski 2050 Wioleta Tomczak, również członkini sejmowej komisji, „sprawa powinna być rozpatrywana przez organ prowadzący, czyli Miasto Stołeczne Warszawa”. – Kontrola NFZ nie wykazała nieprawidłowości. Słuszne oburzenie rodzi wysokość wynagrodzenia za pracę na kontrakcie, jaką zaoferował dyrektor szpitala lekarzowi w trakcie specjalizacji, a dodatkowo liczba średnio przepracowanych 331 godz. w miesiącu – czyli tak, jakby dr Kacprzyk był w pracy 11 godz. każdego dnia. Czy, jako kierownik administracyjny SOR faktycznie musiał tyle dyżurować? – pyta.
Czytaj też: Strzelanina w Białej Podlaskiej. Obława za napastnikiem
Tomczak ma także wątpliwości ws. konkursu, na podstawie którego Kacprzyk został zatrudniony. – Gdzie była informacja o nim, czy dyrekcja szpitala podjęła wystarczające działania, by zachęcić lekarzy do zgłaszania się? Gdyby była konkurencyjność kandydatów, prawdopodobnie można by wynegocjować niższą, aczkolwiek i tak wysoką stawkę – ocenia w rozmowie z Zero.pl.
– Powyższa sprawa nie zmienia faktu, że jako parlamentarzystka oczekuję od Ministerstwa Zdrowia działań w zakresie uregulowania płac w publicznym systemie ochrony zdrowia. Dlatego też wystosuję do resortu interpelację w tej sprawie – dodaje.