Milion euro z Pride of Poland nie kończy problemów państwowych stadnin. Janów Podlaski i Michałów odnotowały w ostatnich latach ponad 10 mln zł strat, a przewodniczącego parlamentarnego zespołu ds. koni arabskich ostrzega, że dalsze problemy mogą otworzyć drogę do prywatyzacji. – Źle by było, gdyby taki scenariusz dotknął polskie stadniny – mówi Zero.pl.

- Pride of Poland pokazała, że polskie konie arabskie nadal mają silną markę i znajdują zagranicznych nabywców, ale nie rozstrzygnęła problemu rentowności państwowych stadnin.
- Dane przywoływane przez „Rzeczpospolitą” oraz krytyczne uwagi przewodniczącego Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony i Rozwoju Hodowli Koni Arabskich w Polsce, wskazują na głęboki spór o sposób zarządzania, politykę hodowlaną i wykorzystanie dorobku poprzednich pokoleń hodowców.
- Zdaniem posła Kazimierza Chomy (PiS) przedłużające się problemy finansowe mogą w przyszłości zostać wykorzystane jako argument za zmianami własnościowymi. Jednocześnie obecnie nie ma żadnych informacji, że może zostać podjęta decyzja o prywatyzacji Janowa Podlaskiego czy Michałowa.
Tegoroczna aukcja koni arabskich Pride of Poland zakończyła się wynikiem, który przedstawiciele rządu i Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa określają jako sukces. Wszystkie 16 wystawionych koni znalazło nabywców, a łączna wartość sprzedaży wyniosła 1 mln euro. Problem w tym, że wynik jednej aukcji nie przesądza o kondycji finansowej państwowych stadnin. A ta, jak wynika z danych przywoływanych przez „Rzeczpospolitą”, pozostaje bardzo trudna.
Jeszcze dalej idzie Kazimierz Choma, poseł PiS i przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony i Rozwoju Hodowli Koni Arabskich w Polsce. W rozmowie z portalem Zero.pl krytycznie ocenia zarówno wyniki finansowe stadnin, jak i sposób prowadzenia polityki hodowlanej. Ostrzega również przed scenariuszem, w którym problemy finansowe mogłyby zostać wykorzystane jako argument za prywatyzacją.
Milion euro z aukcji kontra milionowe straty
Podstawowe dane dotyczące wyników finansowych stadnin i tegorocznej aukcji zostały przedstawione przez „Rzeczpospolitą”. Wynika z nich, że w 2024 i 2025 r. Stadnina Koni Janów Podlaski oraz Stadnina Koni Michałów wygenerowały łącznie ponad 10 mln zł strat.
Janów Podlaski zakończył 2024 r. stratą sięgającą ok. 4 mln zł, natomiast Michałów – ok. 3,9 mln zł. W 2025 r. sytuacja uległa poprawie, ale obie stadniny nadal były na minusie: Janów miał ok. 0,98 mln zł straty, a Michałów ok. 1,25 mln zł. W tym kontekście wynik Pride of Poland wygląda inaczej niż w oficjalnej narracji o odbudowie potęgi polskiej hodowli.
W tegorocznej aukcji sprzedano 16 koni za dokładnie 1 mln euro. Najdrożej wylicytowano Pilę z Janowa Podlaskiego (160 tys. euro). Poganinka z Michałowa osiągnęła 140 tys. euro, a Perlita, również z Michałowa, została sprzedana za 121 tys. euro.
To bez wątpienia udana sprzedaż. Nie oznacza jednak, że stadniny stały się dzięki niej rentowne. I właśnie na tę różnicę zwraca uwagę Kazimierz Choma, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony i Rozwoju Hodowli Koni Arabskich w Polsce (w tym gremium zasiadają wyłącznie politycy PiS i Rozwój Plus).
„Gdzie tutaj jest ten sukces?”
W rozmowie z Zero.pl poseł porównał tegoroczną aukcję z wynikami Pride of Poland z 2023 r. – Mówi się o wielkim sukcesie Pride of Poland, ale na czym właściwie ma on polegać? – pyta Choma.
Jak wskazuje, w 2023 r., jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości, podczas głównej aukcji sprzedano mniej koni, ale uzyskano ok. 2,2 mln euro, a średnia cena za konia wynosiła ok. 160 tys. euro. W tym roku średnia cena sprzedanego konia wyniosła ok. 62 tys. euro.
To właśnie średnią cenę poseł uważa za jeden z najważniejszych argumentów przeciwko przedstawianiu tegorocznej aukcji jako przełomu. – Trudno więc zrozumieć, gdzie w tych liczbach znajduje się zapowiadany wielki sukces – mówi. Jednocześnie podkreśla, że jego zdaniem szczególnie istotna jest struktura tegorocznej sprzedaży.
Sprzedawane są konie wyhodowane wcześniej
Według Chomy, ok. 750 tys. euro z tegorocznej aukcji przypadło na konie wyhodowane jeszcze w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości. To prowadzi go do pytania o zasadność twierdzeń obecnych władz, że odbudowują hodowlę po okresie zapaści.
– Jeżeli obecni przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa i stadnin mówią o wyciąganiu polskiej hodowli z zapaści, to chciałbym zapytać: z jakiej zapaści, skoro sprzedawane są konie wyhodowane w okresie, który sami przedstawiają jako czas kryzysu? – mówi poseł.
Jego zdaniem problem jest szerszy. Choma uważa, że polskie stadniny mogą pozbywać się wartościowego materiału hodowlanego. – Towarzyszy temu wyprzedaż polskich linii hodowlanych – tego, czym przez lata się wyróżnialiśmy – przekonuje.
Poseł zwraca uwagę również na wyniki tegorocznych czempionatów, które towarzyszą Dniom Konia Arabskiego. Jego argument jest następujący: konie zdobywające najważniejsze tytuły również mają pochodzić z hodowli prowadzonej w okresie wcześniejszych rządów.
– Tytuły czempionów zdobywają konie wyhodowane za czasów Prawa i Sprawiedliwości. Pytam więc ponownie: gdzie jest ta zapaść, z której obecnie wychodzimy, a gdzie jest sukces? – mówi Choma. Według niego obecne władze korzystają dziś z efektów wieloletniej pracy hodowlanej, jednocześnie przedstawiając wcześniejszy okres jako czas kryzysu.
Nie tylko wyniki finansowe. Problemem ma być też sposób promocji aukcji
Choma krytykuje również sposób przygotowania sprzedaży koni. Jego zdaniem materiały dotyczące oferty aukcyjnej powinny być publikowane znacznie wcześniej, najlepiej już na przełomie stycznia i lutego. Dzięki temu zagraniczni hodowcy i kupcy mieliby czas na obserwowanie koni oraz przygotowanie się do zakupu.
– Renomowani hodowcy i kupcy ze Stanów Zjednoczonych, krajów arabskich czy Europy Zachodniej mają czas, żeby zapoznać się z ofertą, obserwować konie i zastanowić się, które chcą kupić – tłumaczy. Według posła w ostatnich latach katalogi miały pojawiać się dopiero pod koniec czerwca lub w lipcu.
– To jest dramatyczna sytuacja, jeśli chcemy przyciągać najbardziej renomowanych kupców – ocenia.
Kolejny zarzut dotyczy relacji państwowych stadnin ze środowiskiem hodowców. Choma twierdzi, że przez ostatnie dwa lata polscy hodowcy nie byli odpowiednio angażowani w pokazy i wydarzenia związane z hodowlą koni arabskich. Według niego dopiero po interwencji parlamentarnego zespołu zaproszono renomowanych polskich znawców.
Poseł krytycznie ocenia również udział przedstawicieli Ministerstwa Rolnictwa w posiedzeniach zespołu. – Problem polega jednak na tym, że sami przedstawiciele ministerstwa mówią, że nie znają się na tej dziedzinie – mówi.
Jego zdaniem hodowcy oczekują przede wszystkim merytorycznej dyskusji i długofalowego programu rozwoju hodowli. – Potrzebujemy ludzi, którzy znają się na tej dziedzinie, i poważnej rozmowy z hodowcami – przekonuje.
Wizja prywatyzacji
Nasz rozmówca mówi też o przyszłości państwowych stadnin. Zapytany o możliwość zmian własnościowych Choma odpowiada wprost: „Obawiam się, że może to pójść w kierunku prywatyzacji”.
Poseł przypomina, że w przeszłości część państwowych stadnin została sprywatyzowana, a – w jego ocenie – zakończyło się to ich dramatycznym upadkiem.
Dlatego szczególnie niepokoi go możliwość zastosowania podobnego rozwiązania wobec Janowa Podlaskiego czy Michałowa. – Źle by było, gdyby ktoś z rządzących wymyślił podobny scenariusz dla tak wspaniałych stadnin jak Michałów i Janów Podlaski – mówi.
Wynik tegorocznej aukcji trudno całkowicie deprecjonować. Wszystkie 16 wystawionych koni znalazło kupców, a Pila została sprzedana za 160 tys. euro. Polska hodowla nadal ma więc markę, za którą zagraniczni nabywcy są gotowi zapłacić konkretne pieniądze.
Jednocześnie jednak 1 mln euro z jednej aukcji nie jest równoznaczne z 1 mln euro zysku stadnin. To przychód ze sprzedaży koni. Stadniny mają natomiast również koszty utrzymania zwierząt, pracowników, infrastruktury, działalności rolniczej i samej organizacji wydarzeń.
Dlatego o rzeczywistej kondycji przedsiębiorstw zdecyduje nie wynik jednej aukcji, lecz ich roczny bilans. A ten – według danych przywoływanych przez „Rzeczpospolitą” – pozostaje problemem.
Summer Sale poprawiło wynik sprzedaży, ale nie rozwiązało problemu
Dodatkowym elementem tegorocznych Dni Konia Arabskiego była aukcja Summer Sale. Według przedstawionych danych sprzedano 19 z 25 wystawionych koni za łącznie 358 tys. euro.
W przypadku Michałowa było to 257,5 tys. euro za 10 koni, Janów Podlaski uzyskał 73 tys. euro za pięć koni, a Białka 17,5 tys. euro za trzy konie. Jeden koń z hodowli prywatnej został sprzedany za 10 tys. euro. Łącznie Pride of Poland i Summer Sale przyniosły więc 1,358 mln euro ze sprzedaży koni.
Według danych przywoływanych przez „Rzeczpospolitą” sytuacja w 2026 r. może być jeszcze trudniejsza. W pierwszym półroczu strata Janowa Podlaskiego miała wynieść ok. 6 mln zł, a Michałowa ok. 2,9 mln zł.
To dane cząstkowe, dlatego nie można na ich podstawie przesądzać o całorocznym wyniku. Pokazują jednak skalę problemu. Właśnie dlatego Choma uważa, że nie można oceniać sytuacji wyłącznie na podstawie wyniku Pride of Poland.
– Wszystkie wstępne dane pokazują również, że ten rok może być dla stadnin fatalny, mimo sprzedaży koni za milion euro podczas głównej aukcji – ocenia.
„Propagandą sukcesu można przykryć każdą nieudolność”
Poseł PiS ostro ocenia sposób komunikowania wyników przez obecne władze. – Można propagandą sukcesu przykryć każdą nieudolność – mówi w rozmowie z Zero.pl.
Jednocześnie podkreśla, że jego zdaniem nie chodzi wyłącznie o bieżący spór polityczny. W grę ma wchodzić przyszłość polskich linii hodowlanych, które przez dziesięciolecia budowały międzynarodową markę Janowa Podlaskiego i Michałowa.
Mówi, że nawet jeśli sprzedaż pojedynczych koni przynosi wysokie kwoty, zbyt duża wyprzedaż wartościowego materiału hodowlanego może w dłuższej perspektywie ograniczyć potencjał stadniny.
Choma przekonuje, że Polska nie może dopuścić do utraty dorobku, który budowano przez dziesięciolecia.
Zwróciliśmy się do ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego z prośbą o komentarz, polityk w odpowiedzi przesłał nam numer do rzeczniczki resortu, która przebywa na urlopie.

